poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Belgian Dark Chocolate Cherry ciemna 50 % ze sproszkowanymi wiśniami / wiśniowa

Marka Belgian obecnie nie budzi we mnie w zasadzie żadnych emocji, a po jej wyrobach nie spodziewam się niczego ciekawego. Niemniej, gdy dostrzegłam w sklepie nowość, dziś przedstawianą tabliczkę, postanowiłam dać jej szansę. Jakoś, choć czekolady z owocami nie są moimi ulubionymi, do wiśni mam słabość. Świeże surowe w sezonie to jedne z moich ulubionych owoców, których zawsze czuję niedosyt. Czekoladę zabrałam ze sobą na zimowy górski spacer. Niewymagający szlak niebieski z Rabki-Zdrój na Luboń Wielki szybko wyprowadził mnie na szczyt z uroczym schroniskiem. Choć zapowiadało się, że nie ma szans na widoki, coś tam jednak w oddali było widać. Porobiłam zdjęcia czekoladzie, ponapawałam się samotnością i śnieżną scenerią i zaczęłam schodzić szlakiem żółtym (Percią Borskowskiego).

Belgian Dark Chocolate Cherry to ciemna czekolada o zawartości 50,3 % kakao ze sproszkowanymi wiśniami / o smaku wiśniowym.

Po rozerwaniu sreberka poczułam łagodny, wiśniowy zapach, składający się z wiśni trochę pudrowych, cukierkowych, liofilizowanych i bombonierkowych. Naturalne, kwaskawe mieszały się więc ze słodkim aromatem wiśniowym, który jednak nie przekreślił zupełnie odbioru całości jako jeszcze całkiem przyjemnej. Słodycz wiśniowa splatała się ze słodyczą bardzo słodkiej, lekko palonej czekolady. Ta trzymała się tyłów - to wiśnie dominowały.

Tabliczka w dotyku wydała mi się sucha, a podczas łamania trzaskała średnio głośno, z krucho-chrupkim pogłosem.
W ustach rozpływała się w średnim tempie, bardzo chętnie. Była kremowa i bardzo gładka. Bardzo rzadko tylko językiem rejestrowałam proszkowe drobinki, zaraz się rozpuszczające, niknące w czekoladowej toni. Ta jawiła się jako średnio tłusta, choć jakby z pewną pomykającą suchością. Długo zachowywała kształt zwartej, ale bardzo plastycznej i gibkiej grudki.
Czekolada z czasem serwowała soczystość, by zniknąć rzadko i zostawić cierpkawo-suche, jakby proszkowe, wrażenie.
 
W smaku od razu rozeszła się średnio wysoka słodycz, a motyw sztucznych, trochę goryczkowatych (?) galaretkowych wiśni zaznaczył swoją obecność. Wiśnie te wpisały się w słodycz swym cukierkowym charakterem.

Wtórowała im cierpka gorzkość, łącząca motyw palenia z po prostu suchym, odtłuszczonym kakao. Wskoczyła na zaskakująco wysoki poziom (jak na tę zawartość kakao) - chyba przez kontrast z tą cukierkowa słodyczą. Gorzkość lekko, powolutku rosła.

W tym czasie do głowy przyszła mi guma balonowa wiśniowa, za sprawą której słodycz bardzo wzrosła.

Palona gorzkość zaczęła się cofać i słabnąć. Miała w sobie coś ze spalenizny i popiołu, choć coraz bardziej łagodziła je maślaność.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa ten cukierkowo-gumowy motyw wiśni zaczął robić się coraz bardziej kwaskawy, aż nagle zaskoczył na bardziej naturalny tor. Choć fakt, że wiśniowa guma balonowa cały czas krążyła niczym satelita. A jednak poczułam niski, ale wyraźnie soczysty, cierpki kwasek wiśni. Oto wkroczyły wiśnie liofilizowane. Wysoka słodycz zaraz jednak dopowiedziała im trochę pudrowy ton.

Czasem wątek naturalniejszych wiśni miał do powiedzenia nieco więcej i utrzymywał się dłużej. Nigdy nie dominował, jednak przybywał z odsieczą, by trochę przełamać cukierkową sztuczność.

Po tym debiucie kwaśniejszych wiśni, znów wzrosła słodycz. Zaserwowała mi wizję bułkowatego, biszkoptowego ciasta kakaowego. Murzynka z wiśniowym lukrem i wiśniową nutą.

Nutą aromatu wiśniowego. Naturalny kwasek zawrócił do cukierkowości. Osłabiona goryczka wiązała się z maślanością, a z czasem nawet jakby akcentem niemal mlecznym. Mlecznej tłustości? Zdobyła się jednak jeszcze na trochę kakaowości, kierując wiśnie w stronę bombonierki wiśniowej. Ale... w czekoladzie niedookreślonej: ni ciemnej, ni mlecznej.

Cierpkość, zarówno kakaowa, jak i wiśniowa, zdawała się uciekać, ale jeszcze wciąż utrzymywała motyw wiśniowy: teraz bardziej bombonierkowo-galaretkowy.

Albo galaretkowo-żelkowy? Guma balonowa wiśniowa wróciła z nową siłą, choć w towarzystwie jakby czegoś chłodnego... Mięty? Jako guma wiśniowo-miętowa? Gorzkość znikała, a słodyczy nic nie stopowało, przez co zrobili się bardzo słodko-sztucznie. Cukierkowo.

Po zjedzeniu został słodki posmak nieprzyjemnie sztucznie wiśniowy. Przywodził na myśl cukierki-landrynki, ale też galaretki i sztuczną bombonierkę z nieco gorzka, nie ambitna czekoladą. Wszystko to było bardzo słodkie, ale zaskakująco nie przecukrzone.

Czekolada mi nie smakowała. Próbowałam się w nią wkręcić, ale mi się nie udało przez ciągle obecny motyw wiśniowej gumy balonowej. Nuty galaretek wiśniowych i bombonierki, choć też sztuczne, jeszcze bym zniosła, ale ta guma balonowa na czele cukierkowego wątku sprawiła, że co i raz się krzywiłam. A jednocześnie nie mogę powiedzieć, by to był jakiś czekoladowy potwór. Zaskakująco nie zacukrzająca czekolada wyszła bardzo bazowo, na pewno nie tanio. Może też nie ambitnie czy gorzko, ale zachowawczo. Słodka sztuczność jednak sprawiła, że 2,5 kostki to moje max w górach i w domu. Założę się, że nie każdy odbierze ją tak źle, jak ja - osoby lubiące wiśniowe słodycze i niemające takiego problemu z aromatami pewnie byłyby bardziej łaskawe.

Reszta powędrowała do Mamy. Nie dała temu rady, jak i ja. Jej opinia: "Niesmaczna. Mnie nie smakowała, mimo że uwielbiam wiśnie. Ta czekolada była jednak tak nieprzyjemnie sztucznie wiśniowa, jakby wiśnie dano tam tylko w postaci aromatu".
 

ocena: 4/10
kupiłam: Auchan
cena: 22,99 zł
kaloryczność: 528 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, bezwodny tłuszcz mleczny, aromaty, wiśnie w proszku 0,5% (wiśnie, maltodekstryna), emulgator: lecytyny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.