Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alnatura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alnatura. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 kwietnia 2025

Alnatura Edelbitter Chocolat noir extra fin 87 % Kakao / Cacao ciemna

Niedługo po Alnatura Feine Bitter Chocolat noir extra 70 % Kakao / Cacao sięgnęłam po dziś przedstawianą, z tzw. spokojem ducha. Czułam, że to czekolada smaczna i bezpieczna, bez szaleństw i niespodzianek. Na ten dzień właśnie czegoś takiego mi trzeba było.

Alnatura Edelbitter Chocolat noir extra fin 87 % Kakao / Cacao to ciemna czekolada o zawartości 87% kakao.

Po otwarciu poczułam intensywny zapach kwaśnych śliwek i ziemi. Z ziemią mieszały się niewyraziste, jakby przygaszone migdały i fistaszki. Kwaśność śliwek podkręciły za to cytrusy - głównie pomelo, ale też chyba cytryna. Mimo to, słodyczy nie brakowało. Zapewniły ją bardzo dojrzałe gruszki i gruszki w miodzie. Cierpkość i goryczka kakao, w dużej mierze osadzone w ziemi, przeplatały się jednak też z maślanością, która niby trochę łagodziła, a trochę przywodziła na myśl łagodne, tłuste trufle belgijskie z miodem, obtaczane kakao.

Tabliczka była masywie twarda. Prawie jak kamień. Trzaskała bardzo głośno, adekwatnie. 
W ustach rozpływała się powoli i maziście. Była zbita i konkretna, tłusta, ale też lekko wodnista. 

W smaku pierwszy przemknął niedookreślony kwasek. Niby nie starał się zawojować kompozycji, ale wydał mi się zdecydowany.

Tuż po nim odezwała się słodycz, przywodząca na myśl bardzo dojrzałe, soczyste gruszki. Gruszki odmiany Konferencja? Słodycz rosła i rosła, na co przełożył się jasny, złocisty miód. Gruszki ze świeżych surowych zaraz zaczęły podchodzić trochę pod gruszki w miodzie. Prażone w nim, że aż wyszedł lekko karmelowo?

W tym czasie niemal niezauważona wkradła się gorzkość. Początkowo niska, szybko osiągnęła pokaźną moc. Była trochę palona i dosadnie ziemista.

Kwaśnosć określiła się jako cytryna. Trochę złagodziło ją nieco słodsze pomelo. Cytrusy wiązały się z lekką cierpkością.

Do kompozycji dołączyłą maslaność. Trochę hamowała zapędy gorzkości i kwasku. Zrobiło się nieco maślanie, a ja pomyślałam o ciemnym chlebie na zakwasie, sowicie posmarownym masłem. Chlebie ze śliwkami? 

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa łagodzenie zawróciło na nieco charakterniejszy ton - wychwyciłam odrobinkę orzechów. Arachidowych? Migdałów? W wydaniu jednak bardziej łagodnym, np. kremu orzechowego. Ziemia dopowiedziała im czekoladowo-orzechowe trufle belgijskie, też nieco starając się... dodać charakteru maślaności?

Kwaśność wykorzystała moment i wzrosła, zmieniając niemal zupełnie wydźwięk. Poczułam soczyste, kwaśne śliwki węgierki. Słodycz także wzrosła. Ta niemal miodowa zasugerowała słodko-kwaśną, mocną nalewkę z węgierek. Węgierki przeprosiły się z cytryną i pozwoliły im jeszcze podkręcić kwaśność i soczystość. Kwasek jednak, mimo soczystości, chwilami znów jakby zatracał owocowość i wydawał się niedookreślony.

Trufle... może i one trafiały się sporadycznie węgierkowe i cytrynowe? Na pewno były to mocno maślane trufle belgijskie i... jakieś bajaderki? Też z odrobinką alkoholu? Wszystkie one były bardzo ziemiste, mimo że maślaność starała się z tym walczyć.

Przemknęła mi przez myśl doprawiona alkoholem, ziemista czarna herbata z dużą ilością cytryny. Końcowo słodycz trzymała się raczej miodu, choć mimo że dość wysoka, nie wydawała się już tak wyrazista jak na początku.

Po zjedzeniu został posmak ziemistych, kakaowych trufli belgijskich ze sporym udziałem masła, a także kwaśnych śliwek węgierek, jakby niemal pikantnej kwaśności i miodu. Miód trochę znów przypomniał sobie o gruszkach - ogólnie było soczyście.

Czekolada smakowała mi, acz wolałabym, by nie miała aż tylu łagodzących, maślanych zapędów. Maślaność przy chlebie na zakwasie ze śliwką, w truflach - no lepiej było by bez tego. Ziemistość, odrobinka orzechów, nutka herbaty z cytryną i ogrom owoców: od gruszek, przez cytryny i pomelo, po śliwki węgierki były naprawdę smakowite i ciekawie się mieszały. Sporo słodyczy gruszek i miodu jak najbardziej trafione.
Przypominała Alnatura Feine Bitter Chocolat noir extra 70 % Kakao / Cacao, acz kwaśniejszą i mocarniejszą, gdy o ziemię chodzi, ale jednocześnie nieco mniej owocową i bardziej maślaną. Słodycz wyszła wyraźnie niższa. Tylko że sporo jej miejsca niestety zajęła maślaność.


ocena: 8/10
kupiłam: Piccantino
cena: 8,99 zł
kaloryczność: 594 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy

sobota, 29 marca 2025

Alnatura Feine Bitter Chocolat noir extra 70 % Kakao / Cacao ciemna

Markę Alnatura jakoś tam mgliście kojarzyłam, więc aż musiałam jej nazwę wpisać na blogu, by odkryć, że w 2017 jadłam jej smakowe opcje (Cafe BiscuitKnusper Zimt). Gdy je zobaczyłam, pożałowałam, że sprawdziłam. Niestety zrobiłam to dopiero po zakupie. Gdyby było inaczej, miałabym niemałą zagwozdkę. W sumie przez tyle lat wiele mogło się zmienić, prawda? Zamawiając uznałam, że dziś przedstawiana będzie smaczną opcją na dzień, w którym nie będę miała nastroju na nic szczególnie szlachetnego i typowo degustacyjnego, ale wciąż wartego refleksji i z potencjalnie ciekawymi nutami. Jako że czyste ciemne kupiłam 2, postanowiłam zacząć od tej o niższej zawartości.

Alnatura Feine Bitter Chocolat noir extra 70 % Kakao / Cacao to ciemna czekolada o zawartości 70% kakao.

Po otwarciu poczułam zapach słodkiej nalewki z kwaśnych śliwek węgierek, którą mocno osłodziło towarzystwo dojrzałych gruszek i jasnego miodu. Pomyślałam też o mocno aromatycznych, drobnych chryzantemach. Kompozycję spowiło ciepło, kojarzące się z prażonymi orzeszkami ziemnymi i złotymi liśćmi, szeleszczącymi w jesiennym słońcu. One i lekka drzewność wydały mi się kryć swoistą cierpkość.

Twarda tabliczka była masywna i nieco kamienna. Trzaskała głośno.
W ustach rozpływała się powoli. Była zbita, minimalnie wodnista i maziście-tłusta. Z czasem pojawiła się w niej lekka pylistość, próbująca nakierować całość na zawiesinowy tor. Końcowo lekko ściągała.

W smaku pierwszą poczułam słodycz lekko palonego, zgaszonego i może trochę maślanego karmelu, przechodzącego w miód. Pomyślałam o miodzie jasnym, ale wcale nie tak zabójczo słodkim. A jednak za jego sprawą słodycz rosła znacząco.

Pojawiła się jednak też gorzkość. Początkowo lekka, bo lekka, ale z potencjałem do wzrostu. Pomyślałam o dymie, mimo że palony wątek był delikatny. W oddali zaznaczyła się lekka maślaność... kremu orzechowego?

Słodycz w tym czasie rozeszła się na dwie strony. Z jednej kontynuowała karmelowość i miodowość, a z drugiej... otworzyła drogę owocom. Nagle zrobiło się niewiarygodnie soczyście. Nawet maślaności i kremowi orzechowemu się udzieliło - do głowy przyszedł mi krem orzechowo-śliwkowy.

Pomyślałam o kwaśno-słodkich węgierkach. Niektóre musiano przerobić jakby na słodką niealkoholową nalewkę, bardziej może sok, a część zostawiono jako soczyste, dojrzałe owoce. W tle odnotowałam coś bardziej rześkiego - gruszkę? Wyobraziłam sobie konkretniej gruszki konferencja.  I nagle dwa wątki słodyczy się zeszły. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa śliwki i gruszki zmieszały się z jasnym miodem.

Zaraz jednak o kwasek węgierek zawalczyła cytryna. Przełamała trochę słodycz, po czym straciła na jednoznaczności. Kwasek jednak już trwał na w miarę stabilnym poziomie. Był niski, ale istotny.

Zmotywował cierpkość. Pomyślałam o suchych, szeleszczących złotych liściach. Zalegały na stertach, skąpane w jesiennym słońcu, acz pod nimi... krył się akcent liści już przegniłych - w pewien sposób kwaskawych? -  i ziemi? Nuta mocniejsza, dosadniejsza. Za liśćmi znalazła się odrobinka drzew oraz... łagodzące gorzkość, delikatne fistaszki?

Słodycz nie odpuszczała. Po wzroście kwasku, z nową motywacją natarła i ona. Przez moment wydała mi się ryzykownie wysoka. Wyobraziłam sobie drobne, wielokolorowe jesienne, aromatyczne kwiaty. Kwasek się zachwiał.

Nagle lekka ziemistość zmieniła się w czarną herbatę z cytryną i miodem. Połączyły się w niej na zasadzie kontrastu żywa kwaśność i wysoka słodycz i wreszcie uzyskały harmonię. Słodycz, która ze względu na pewne ciepło, wciąż pamiętała też o maślanym karmelu.

Po zjedzeniu został posmak cytrynowo-miodowy i echo karmelu. Palonego i poprzez ciepło zmieszanego z jesiennymi, cierpkimi liśćmi. Do głowy przyszły mi jeszcze drzewa i arachidy.

Czekolada była smaczna. Słodka, ale nie przesłodzona, przyjemnie kwaśna od cytryny i węgierek, a także dostatecznie gorzka. Mogłaby bardziej rozwinąć ziemiste, dymne i herbaciane nuty, ale i tak były zacne. Akcent gruszek, miód i jesienny klimat stanowiły ciekawe zwieńczenie. Ogół był... prosty, niewymagający, a właśnie zwyczajnie bardzo  dobry.


ocena: 8/10
kupiłam: Piccantino
cena: 8,99 zł
kaloryczność: 563 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy

niedziela, 2 lipca 2017

Alnatura Cafe Biscuit mleczna z nadzieniem kawowo-mlecznym i wafelkami

Moje pierwsze spotkanie z produktem marki Alnatura nie było ani trochę miłe, ale w pewnym sensie można je uznać za udane. Otóż dodatek był niezwykle wyrazisty, tylko że okazał się nie w moim stylu, bo Alnatura Zimt oprócz cynamonu zawierała nienawidzone przeze mnie pieczywo chrupkie. Dopiero przez to, prawdę mówiąc, druga czekolada-baton zainteresowała mnie naprawdę bardzo, bo wcześniej do obu podchodziłam raczej neutralnie. Fakt, ten zawiera jeszcze wafelki (wbrew temu, co sugeruje nazwa), ale co do nich nie żywiłam żadnych emocji. Nie chcę spoilerować, ale na skład spojrzałam dopiero po spróbowaniu, więc... zasiadałam do tego tworu licząc na coś smakowitego - w końcu kawowego!


Alnatura Cafe Biscuit to mleczna czekolada z kawowo-mlecznym nadzieniem z kawałkami wafelków.
Producent napisał dokładnie "espresso-mleczne", a składniki kakaowe to 32 % - pozwolę sobie sprecyzować i dodać, że cały czas (do momentu sięgnięcia po to) byłam przekonana, że to czekolada ciemna.

Po otwarciu poczułam zapach typowy dla słodkich mlecznych czekolad i zaskakująco wyrazistą kawę. Może nie był wybitny, ale do smakowitych można go zaliczyć.

Jednak kiedy wzięłam jasną czekoladkę do rąk, zwątpiłam w moc kawy, a zaczęłam obawiać się, jak bardzo słodko-ulepkowate to będzie. Miałam wrażenie, że czekolada zaraz obtłuści i pobrudzi wszystko wokół rozpuszczając się. Nie topiła się w palcach, ale sprawiała wrażenie, jakby zaraz miała zacząć. Ze zdziwieniem więc odkryłam przy łamaniu, że baton mógł się pochwalić pewną twardawością, mimo że nadzienie to 50 %.

No i właśnie... nadzienie. Dopiero w trakcie degustacji dowiedziałam się, że to czekolada-baton z nadzieniem i mój zapał już całkiem opadł.

Wraz z zapałem, czyli po przełamaniu, opadł też ten mocno kawowy zapach. Zrobiło się bardziej maślano-mlecznie, a ja spróbowałam wreszcie (prawie rymuję).

Czekolada wydała mi się najzwyklejszą, a więc dla mnie o wiele za słodką, mleczną czekoladą o okropnie tłusto-maślanej konsystencji (o wiele tłustsza od tej z cynamonem). Rozpływała się szybko, ani przez moment nie dopuszczając kakao do głosu. Mleko też nie było tu zbyt silną nutą...

Zaraz jednak pojawił się akcent kawy, bardzo szybko nasilający się. Na moment słodycz osłabła, ale zaraz powróciła wraz ze smakiem mleka, masła i "smakiem tłuszczu", który w dużej mierze był bardziej poczuciem, niż smakiem, ale zalatywało mi margaryną. Oto odsłoniło się nadzienie, szybko przybierające formę zbitej i plastycznej grudki tłuszczu ze średnią ilością kawałków wafelków. O ile nadzienie miało okropną konsystencję, tak wafelki były neutralne - były, to były (sytuacji nie ratowały), gdyby ich nie było - mała strata. Struktura neutralna, smak lekko wypieczony, ale specjalnie nieingerujący w całość.

Kawa tylko przez sekundę była mocnym smakiem, potem jakoś rozpływała się, tonąc w słodkim, maślano-margarynowo-mlecznym otoczeniu. Pod koniec robiło się wyraźnie mlecznie, słodycz wzrastała do poziomu grubej przesady, kawa stawała się tylko delikatnym posmakiem, a smak wafelków trochę zyskał na wyrazistości. Niestety nie poradziły nic w kwestii tłustości - ani w smaku, ani w konsystencji.

Jestem zdania, że aby coś dobrze ocenić, trzeba tego zjeść więcej, niż kostkę... Tu jednak po prostu nie dałam rady. To było tak tłuste, słodkie i nudno-niewyraziste, że musiałabym się zmusić, aby sięgnąć po kolejną. Czułam obrzydzenie do tego słodkiego ulepka, więc resztę po prostu oddałam Mamie, której to nie smakowało, choć nie umiała powiedzieć dlaczego.

O ile Zimnt dostał łaskawą ocenę za adekwatność i jakość (nie powalała, ale nie było tam żadnej margaryny itp.), bo oceniając nie uwzględniłam oczywiście tego, że nie cierpię jednego z dodatków, tak tutaj... Niby też adekwatnie do opisu - w końcu nadzienie kawowo-mleczne, a nie tylko kawowe, ale wykonane po prostu okropnie. Za słaba kawa, mleko jakieś niewyraźne, a ogół tłuszczowo-margaryniasty i zupełnie przesłodzony.
Po tych dwóch doszłam do wniosku, że Alnaturze pewnie można zaufać w kwestii czekolad z wtopionymi dodatkami, ale od ich nadzień lepiej trzymać się z daleka. Ja jednak ogólnie będę uważać, by już nigdy nic Alnatury nie spróbować.


ocena: 2/10
kupiłam: dostałam
cena: -
kaloryczność: 55 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: czekolada mleczna 50% (cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, miazga kakaowa, śmietanka w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, ekstrakt z wanilii burbońskiej), krem kawowo-mleczny 50% [olej palmowy nieutwardzony, cukier trzcinowy, pełne mleko w proszku 25%, kawałki wafelków 2,5% (mąka pszenna, olej palmowy nieutwardzony, lecytyna sojowa, sól morska, środek spulchniający: wodorowęglan sodu), kawa espresso]

środa, 28 czerwca 2017

Alnatura Knusper Zimt mleczna z pieczywem chrupkim i cynamonem

Alnatura to niemiecka firma spożywcza, która specjalizuje się ogólnie w zdrowej, ekologicznej żywności. Gdyby nie prezent od Agnieszki, prawdopodobnie dalej nawet bym nie wiedziała o istnieniu tej firmy, a tak... nawet będę miała okazję spróbować, "co też ci Niemcy wymyślili". Zaczęłam od tworu z cynamonem, bo cynamon w czekoladzie Cacao Sampaka nie spełnił moich oczekiwań i myślałam, że propozycja Alnatury to po prostu baton-czekolada z cynamonem "i czymś tam chrupiącym". Trochę się zdziwiłam, gdy się wczytałam (dopiero po spróbowaniu), jednak... Trochę zagnę czasoprzestrzeń i już na wstępie Was uprzedzę, że jak czekoladę kocham, tak "pieczywa chrupkiego" nade wszystko nienawidzę.


Alnatura Knusper Zimt to mleczna czekolada (o zawartości 32 % kakao) z pieczywem chrupkim i cynamonem.
W zasadzie jest to czekolada w formie batonika 45 g.

Po otwarciu poczułam bardzo słodki zapach mlecznej czekolady w smakowitym towarzystwie cynamonu.

Przy łamaniu batonik nie wydał mi się zbyt twardy, odebrałam go raczej jako trochę kruchy - pewnie przez ilość "chrupaczy". Wtopiono bowiem w niego bardzo mnóstwo chrupiących, twardawych, większych i mniejszych, kawałków.

Sama czekolada okazała się typową czekoladą o niskiej zawartości kakao - nie była specjalnie tłusta, ale rozpuszczała się dość szybko; czuć w niej maślaność, mleczność, ale przede wszystkim słodycz.
Przyznaję, że czuć tu naturalność i to, że użyto cukru trzcinowego, ale... tak, czuć ten cukier niestety za bardzo.

Nie przeszkodziło to jednak cynamonowi w zabłyśnięciu już w pierwszej sekundzie. Miałam wrażenie, że albo całość nim mocno przesiąkła, albo po prostu był tak wmieszany. Świetnie to wyszło. Wyraźnie czułam jego smak, taki dość mocny i pikantnawy, co w połączeniu z cukrem trzcinowym i chrupkowatą nutą przywodzi na myśl ciasteczka korzenne.

Wspomniana chrupkowata nuta dochodziła dopiero po wyżej opisanych, w połowie rozpuszczania się kęsa. Najpierw wydała mi się pieczono-wiórowato-zbożowa, a po chwili już wiedziałam, co czuję: pieczywo chrupkie. Smak wyraźny, przebijający nawet słodycz i trochę odwracający uwagę od cynamonu, był nie do pomylenia z czymkolwiek innym. Specyficzny smaczek takowych suchych płatów udających pieczywo z leciutko słonawym posmakiem okazał się tu bardzo znaczący (na moje nieszczęście). Po prostu go nienawidzę, nienawidzę tego "pieczywa chrupkiego"... A to było tu naprawdę dobrze czuć. Kojarzy mi się to z jedzeniem dla gryzoni, pseudo-zdrowymi rzeczami, które w gruncie rzeczy smakują wiórami i tyle i... nawet słowanowość temu nie pomogła, bo to było właśnie to.

Wiórowate pieczywo chrupkie o bardzo chrupiącej strukturze w towarzystwie przecukrzonej czekolady było dla mnie czymś nie do przejścia, mimo zadowalającej ilości smacznego cynamonu. Po jednej kostce podziękowałam i resztę oddałam mamie. Rozumiem, że pieczywo chrupkie po prostu tak smakuje, a że to baton z nim, to nie mogę go za to krytykować (skoro to po prostu ja nienawidzę tego pieczywa). Rozumiem więc, że twór jest jak najbardziej adekwatny do nazwy (wizji twórcy); punkt z czystym sumieniem odejmuję za przesłodzenie.


ocena: 6/10
kupiłam: dostałam
cena: -
kaloryczność: 551 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, pieczywo chrupkie 13% (mąka pszenna, płatki owsiane, ekstrakt słodu jęczmiennego, sól morska, drożdże), pełne mleko w proszku, miazga kakaowa, śmietanka w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, cynamon, ekstrakt z wanilii Bourbon