sobota, 17 stycznia 2026

Be Keto Vegan Chocolate 70 % Cocoa Magic Pecans 100% Keto ciemna z orzechami pekan

Czekoladę kupiłam jako ciemną z pekanami, ażeby zabrać ją w góry. Liczyłam, że przy tej zawartości kakao to, że jest keto, zejdzie na dalszy plan (po prostu chciałam wybrać coś jeszcze, by jak już coś zamawiam, zamówić więcej i przesyłka się opłaciła). Marki oczywiście nie znałam, ale na potrzeby posta postanowiłam co nieco przeczytać. Dowiedziałam się, że BeKeto to pierwsza marka w Wielkiej Brytanii i Europie w pełni poświęcona diecie ketogenicznej i niskowęglowodanowej (low-carb). Ich misją jest pomoc jak największej liczbie osób w osiągnięciu stanu ketozy i optymalnego zdrowia poprzez stosowanie według nich najzdrowszego, niskowęglowodanowego stylu życia. Ja wiem, że to kompletnie nie dla mnie, a pojedyncze keto produkty, których próbowałam były okropne. Nie wiem, dlaczego liczyłam, że z tą czekoladą będzie inaczej. To, co czyni z niej produkt keto, jest głównie olej MCT. W internecie znalazłam, że ma mnóstwo zalet (m.in. jest stabilnym źródłem energii, pomaga w odchudzaniu, chroni przed utratą masy mięśniowej, stabilizuje poziom glukozy we krwi, wzmacnia odporność, poprawia pamięć u osób chorych na Alzheimera, poprawia stan skóry i włosów), a jednak, gdy poszukać dokładniej, można przeczytać też o skutkach ubocznych. Tym, co we mnie obudziło nadzieję, że tabliczka może być ok, było to, że ponoć olej ten nie ma smaku. Dla bezpieczeństwa wzięłam ją w Tatry, a więc w góry, w których nic nie jest w stanie popsuć mi humoru. Zgarnęłam ją na nie za wysoki, ale jakże widokowy szczyt: Gęsią Szyję, na którą poszłam z Palenicy Białczańskiej przez Rusinową Polanę.

Be Keto Vegan Chocolate 70 % Cocoa Magic Pecans 100% Keto to ciemna czekolada o zawartości 70% kakao z olejem MTC i orzechami pekan; bez cukru, słodzona słodzikami (inulina, oligofruktoza, erytrytol, glikozydy stewiolowe).

Po otwarciu poczułam silny, wręcz napastliwy zapach wanilinowej, sztucznawej kawy. Być może z odrobiną mleka. Towarzyszyły jej czekoladowe, miękkie pierników w taniej polewie kakaowej. Mieszały się ze słodkim chłodem i goryczą leków. Całkiem sporo orzechów pojawiło się, jednak nie były to pekany, a ogólna orzechowość czekolady. Ta miała bardzo tanio polewowy wydźwięk. Orzechy pekan czułam tylko, gdy mocno się zaciągałam, przystawiając nos do nich.

Gdy zobaczyłam spod tabliczki, pomyślałam, że te 3 orzechy to kpina. Fakt, były duże, ale ekhem... 
Tabliczka w dotyku wydała mi się trochę polewowa i leciutko proszkowa. Była tłusta, a przy łamaniu trzaskała niezbyt głośno. Raczej krucho pykała. Sprawiała wrażenie kruchej, choć nie kruszyła się. Orzechy pekan wtopiono w nią mocno - łamały się wraz czekolada. Gdy odgrzałam kawałek, pyliście trzeszczała.
W ustach czekolada rozpływała się w średnim tempie, ujawniając pylistość, z czasem przechodzącą w proszkowość.
Przez pewien czas pozostawała zbita, acz z czasem robiła się lekko zawiesinowa. Szybko pokazała się też tłustość oleju. Pylistość i proszkowość starały się trochę chować, ale i je czułam. Nie wyrównało, nie przełamało się. Z czasem jeszcze przewijała się wodnistość.
W przypadku kęsów z orzechami, te po pewnym czasie po prostu odpadały od czekolady i sobie były. Wolałam gryźć je dopiero na końcu. Ich struktura zawsze była taka sama. Orzechy były tłuste i miękkie w świeży sposób.

W smaku pierwsza odezwała się chłodna niska słodycz, która okazała się rosnąć błyskawicznie. Nagle zrobiła się silna, pokazując swój napastliwie słodzikowy charakter. Kojarzyła mi się trochę ziołowo i z czymś sztucznym mentolowym, ale nie miętą.

Przy ziołowym motywie znalazła się nieprzyjemna cierpkość leków do łykania, które się rozgryzło lub rozpuściło w ustach; które nie powinny znaleźć się na języku i karzą za to goryczowatym posmakiem.

Za słodyczą pojawiła się sugestia mleka. Z czasem trochę się odważyło. Wiązało się z jakby smakową tłustością i słodyczą waniliny. Do głowy przyszło mi sztuczne mleko "waniliowe". Tylko że jakby słodkie w sztuczny sposób. Od sztucznego cukru?

Słodzik próbował się ukryć i przemieszał się z ziołami. Te płynęły chyba z nut kakao, nie były tylko narzucone przez słodycz. Acz chwilami słodzikowość wydawała się wręcz przenikliwa.

Ta przenikliwość nakręcała się za sprawą gorzkości bazy, która skojarzyła mi się z tanią kawą i sztucznymi orzechami. W porywach może też... czekoladowymi piernikami w taniej polewie kakaowej?

Kiedy w kęsie trafił się kawałek pekana, jak go nie gryzłam, i tak nie było go czuć. 
Orzech gryziony wcześniej wyszedł nazbyt delikatnie, prawie bez smaku, nie rozwinął swojego potencjału.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa odnotowałam kwasek ziół i jakby słodzikowość przechodzącą w ten kwasek. Ogólna słodycz osiągnęła poziom wysoki i męczyła, acz bardziej wydźwiękiem niż siłą.

Jednocześnie nasilił się motyw waniliny. Wzmagał sztuczność orzechów. To na pewno nie były pekany, ta nuta płynęła z samej czekolady. Było tam coś z orzechów laskowych, ale w sztucznawym wydaniu, a z czasem i one uciekały. Wtedy została po prostu ogólna, niedookreślona orzechowość.

Słodycz słodziku w tym czasie rozbrzmiała z nową mocą. Wciąż czułam wanilinę, która sugerowała tandetną orzechową kawę i plastikową polewę z odtłuszczonego kakao, ale i nasilił się wręcz zimny w wydźwięku słodzik. Wydawało się, że przeze niego sztuczność gryzła wraz z chłodem. Goryczka trzymała się go też, obfitując w skojarzenie z goryczowymi w najgorszy możliwy, sztuczny sposób lekarstwami.

Pekany gryzione na koniec okazały się wyraziste w swej łagodności. Serwowały swą naturalną, subtelną słodycz i jakby maślaność. Czuć je, powiedziałabym, że surowe orzechy pekan. Echo czekolady, jej posmak, im nie przeszkadzało.

Po zjedzeniu został raczej niesmak niż posmak. Kojarzył mi się z goryczowato-słodzikowymi lekami oraz tandetną waniliowo-orzechową kawą. W kęsach z pekanami, czuć je, a trochę zgaszone gryzącym w język słodzikowym chłodem.

Czekolada wyszła źle. O ile faktycznie, oleju MCT jako takiego nie czuć w smaku, tak w strukturze trochę owszem. A także wodnistość słodzików. To jednak nie było jeszcze takie najgorsze; po prostu nie było przyjemne, ale z zacnym smakiem można by znieść. Ten był jednak daleki od zacnego. Słodziki zepsuły go zupełnie. Do tego te nieprzyjemne motywy waniliny i polewy... Te 3 orzechy wyglądały śmiesznie, mimo że ich procentowa zawartość może i była całkiem wysoka - może trochę dodali do masy czekoladowej zmielonych? Rozumiem jednak, że dieta ketogeniczna jest bardzo specyficzna i... osoby na niej mogą być o wiele bardziej przyzwyczajone do słodzików. Te, które zgooglałam, podobno smakują podobnie do cukru. Otóż nie. Słodziki te mają bardzo specyficzny smak.

(SuroVital) CoCoa KETO Raw Dark Keto Chocolate mimo że tłustsza i z nieprzyjemną słodyczą, wyszła o wiele lepiej. Nie tak tanio i sztucznie. Utwierdziłam się jednak, że słusznie omijam produkty keto.

Byłam pewna, że zjadłam jakieś 20g, bo czekolada wydawała się nie kończyć i jawiła się jako syta. Gdy zważyłam, ile zjadłam i w górach, i w domu weryfikując odczucia, okazało się, że raptem 10g... Więcej nie byłam w stanie, więc oddałam Mamie. Mama trochę spróbowała i oddała mojemu ojcu stwierdzając: "Nie smakowała mi... Jak często w tych czekoladach co od Ciebie dostaję*, czułam w niej jakieś gorzkie leki".
*Przeważnie jak już coś dostaje, jest to złe; dobrymi się nie dzielę.


ocena: 3/10
kupiłam: guiltfree.pl
cena: 14,24 zł (za 80g; promocja)
kaloryczność: 599 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, orzechy pekan 25%, tłuszcz kakaowy, błonnik (oligofruktoza), kakao w proszku, słodziki (erytrytol, glikozydy stewiolowe), olej MCT, emulgatory: lecytyna słonecznikowa, polirycynooleinian poliglicerolu; naturalny aromat, alfa-tokoferol (witamina E jako przeciwutleniacz?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.