3 tabliczki Klingele Chocolates from Heaven kupiłam jako czekolady, które wyglądały jako tako, ale pierwsza spróbowana (Klingele Chocolates from Heaven 72 % Dark Organic Belgian Chocolate) okazała się pyszna. Ciekawiło mnie, jak producent poradził sobie z wyższą zawartością, dla któej przypisał inny region. Szkoda tylko, że zamiast opisać trochę kakao, z jakiego zrobił tę czekoladę, zdecydował się opisać peruwiańską dżunglę, przypominając, że wśród drzew jest mnóstwo małp, tukanów i nawet jaguary. Hm... czy miało to znaczyć, że... w tabliczce nie poczuję nudy, a i coś z pazurem zawita?
Klingele Chocolates from Heaven 80 % Dark Peru Organic Belgian Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 80% kakao z Peru, z amazońskiego lasu.
Po otwarciu poczułam zapach ziemi i torfu oraz ziarenek dla gryzoni. Za ziemią kryło się coś palonego, może nawet odrobinka dymu, a z kolei w ziemi... jakby świeższy, żywszy motyw jakiś roślin. Do głowy przyszły mi bulwy, wykopki,... ziemniaki?! Może nie zupełnie, ale coś blisko; coś wytrawniejszego. A jednak ogólna słodycz i tak wyszła znacząco, choć nie wysoko, a średnio. Wpisywała się w owoce. W tych przewodziły pomarańcze. Po nich były mandarynki z echem pomarańczowo-cytrusowych galaretek. Za nimi doszukałam się jeszcze jakiś cierpkawych czerwonych, ale niedookreślonych owoców. Może wiśni i porzeczek?
Tabliczka w dotyku była konkretna, zdradzała trochę tłustość, a jednocześnie sprawiała wrażenie trochę suchej. Podczas łamania wydawała się z siebie głośne trzaski, obiecujące zbitość.
W ustach rozpływała się wolno, kremowo tłusto. Wyszła masywnie, a kształt zachowywała niemal do końca. Z czasem obok tłustości pojawiło się lekko suche wrażenie, a w tle akcent cierpko-ściągający, nawet w porywach soczyście-ściągający. Czekolada znikała tłusto-rzadko.
W smaku najpierw poczułam gorzko-cierpki dym, a tuż za nim palono-karmelową słodycz, która na wydźwięk bardzo starała się do niego dopasować. Ale nie podpasować. Rosła znacząco, więc po sekundzie czy dwóch wyprzedziła dym, starając się skupić na sobie uwagę, i już zaczęła zajmować pierwszy plan, gdy... Stały się dwie rzeczy.
Przemknęły mi jakieś cierpkawe, potencjalnie kwaskawe czerwone owoce i...
Zagrzmiała gorzkość ze zdwojoną siłą. Dominował w niej dym, a zaraz umocniła go czarna ziemia. W większości gorąca, rozgrzana, ale i... wilgotniejsza? Pomyślałam o jakiś wykopkach, gdzie przekopuje się ziemię, a ta ujawnia... bulwy? Doszukałam się w niej coś roślinnie-wytrawniejszego. Żywszego? Ziemia ze względu na paloność wpisywała się w gorąc, rozgrzanie, ale jakby tęskniła za wilgocią.
W czasie, gdy gorzkość rozpościerała skrzydła, czerwono owocowe przebłyski robiły się coraz wyraźniej wiśniowe. Acz o kwasku tak osłodzonym, że do głowy przyszedł mi budyń wiśniowy.
Rośliny i bulwy skryte w ziemi zmieniły się w ziarenka-karmę dla gryzoni. Wciąż czuć więc roślinność, ale... suchszą? Dym odsłonił jeszcze popiół i węgiel, dokładając do mocno palonego wątku. Chwilami miałam wrażenie, że dym trochę... upraszcza całość? Stopuje głębię? Słodycz nie śmiała się wychylić z paloności, więc długo pozostawała głównie karmelowa, ale i z owocową nutą sympatyzowała.
Aż nagle z tej odrobiny, w zasadzie prawie znikającej wilgoci, wyłoniły się owoce. Zaczęły czerwone, cierpkie i niezbyt jednoznaczne, umacniając wcześniejsze przebłyski. Wplotły trochę kwasku i przedstawiły się jako mieszanka wiśni i czerwonych porzeczek.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa średnia, już nierosnąca słodycz podchwyciła ten żywszy, niemal soczysty ton i wzbogaciła karmel o kwiaty.
Upraszczający kompozycję (?) dym, lżejsza słodycz wpuściły do kompozycji delikatny maślany motyw.
Kwiatowe echo zmotywowało owoce. Pokazały się kwaśno-soczyste, cierpkawe za sprawą skórek pomarańcze, a tuż po nich mandarynki. Te bardziej mieszały się z kwiatami i słodyczą. W końcu słodycz popłynęła i z pomarańczy. Albo... obok owoców pojawiły się słodkawo-cierpkie galaretki cytrusowo-pomarańczowe oraz wiśniowe (bo i coś słodkiego, wiśniowego wróciło)? Jakieś wymyślniejsze, z sokiem; nadziewane. Wyobraziłam sobie galaretkę w kakaowej polewie.
Słodycz ogólnie nabrała pewności siebie, ale i wytrawniejszy motyw nie zniknął. Pomyślałam o średnio dojrzałym plantanie, który łączy ziemniaka i banana. Znowu miałam w głowie bulwy kryjące się w ziemi, choć ziemistość - jakby z ciekawością - pozwoliła przez pewien czas słodyczy zaprezentować się na swój sposób.
Do głowy przyszły mi zielonkawe, cierpkie banany. To był moment, w którym ziemia i dym uderzyły znowu. Ziemia zdominowała wszystko, a cierpki dym agitował resztę nut do niej, by się jej podporządkowały. Dym miał krył cierpkość, prostotę kakao w proszku. Był jakby... upraszczający?
Po zjedzeniu został posmak dymu i karmelu - słodycz bowiem jakoś kontrastowo wyskoczyła po tym mocniejszym zagraniu ziemi i dymu. Zaplątały się kwiaty i trudny do uchwycenia banan... Może bardziej ziemniaczany plantan? W tle tlił się też chyba owocowy, ale niejasny kwasek.
Czekolada smakowała mi, ale wyszła za bardzo dymnie-cierpko w zagłuszający, upraszczający sposób - zapewne przez kakao w proszku. Mimo to, dym częściowo i do zalet się wpisał, bo jednak napędzał gorzkość. Ziemistość była cudna, a motyw bulw, wykopków dziwny, ale ciekawy. Karmel, do którego dochodziły kwiaty oraz owoce czerwone, pomarańcze i mandarynki okazały się ciekawymi, dynamicznymi nutami.
ocena: 8/10
kupiłam: brainmarket.pl
cena: 13,48 zł
kaloryczność: 535 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie, ale mogłabym do niej wrócić
kupiłam: brainmarket.pl
cena: 13,48 zł
kaloryczność: 535 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie, ale mogłabym do niej wrócić
Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy nierafinowany, odtłuszczone kakao w proszku, tłuszcz kakaowy, emulgator: lecytyna sojowa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.