czwartek, 12 marca 2026

Niederegger Ingwer Marzipan / Dark Chocolate filled with Ginger Marzipan ciemna 50 % z marcepanem i imbirem

Ostatnimi czasy czekolady z marcepanem, jak i inne nadziewane, przestały mnie ciekawić. Marcepan jako twór w ogóle zaczął mi się wydawać dość... nudny? Gdy zobaczyłam jednak dziś przedstawianą tabliczkę, i gdy usłyszałam, że ojciec może mi ją kupić, pomyślałam, że w sumie nawet z chęcią jej spróbuję. Przypomniało mi się smaczne nadzienie z Zotter Candied Ginger. Kandyzowany imbir sam w sobie to nie moja bajka, ale tamta tabliczka pokazała mi, że jako element nadzienia jak najbardziej może smakować. I tak sobie pomyślałam, że marcepan z imbirem może być ciekawy. Niestety, nim otworzyłam dziś przedstawianą, spróbowałam Niederegger Walnuss-Rum-Krokant Marzipan / Milk Chocolate filled with Walnut and Rum Croquant Marzipan, przez którą straciłam wiarę w czekolady tej marki. Pocieszałam się, że przynajmniej ta jest ciemna, a nie mleczna jak podlinkowana.

Niederegger Ingwer Marzipan / Dark Chocolate filled with Ginger Marzipan to ciemna czekolada o zawartości 50% kakao nadziewana (48%) marcepanem z imbirem.

Po otwarciu poczułam intensywny, ciepły zapach kandyzowanego imbiru w ciemnej ni czekoladzie, ni polewie. Jego kandyzowana słodycz i ciepło przechodziły trochę w motyw ciasteczek imbirowo-migdałowych, acz marcepanu jako takiego, spod imbiru, prawie nie czuć. Alkohol także prawie zupełnie się ukrył - właśnie w imbirowym cieple. Niby był, ale w ciemno dałabym się nabrać, że to tylko imbir. Sama czekolada trzymała się tyłów, wplatając nieco cukrowo-gorzkawy motyw. Choć w ogóle odegrała znikomą rolę, taniości nie ukryła. Po przełamaniu i w trakcie jedzenia niemal zupełnie traciła na znaczeniu, bo wtedy imbirowość jeszcze się nasilała. W kierunku słodko-kandyzowanym i nawet lekko soczystym, ale cały czas raczej ciepłym, a nie ostrym. Zapach w zasadzie był przyjemny, choć... mało czekoladowy.

Tabliczka niby była masywna, ale jednocześnie też w pewien sposób delikatna. Podczas łamania gruba warstwa czekolady głośno i krucho trzaskała i czasem odpadała od marcepanu. Tego wewnątrz było sporo. Okazał się twardawy i konkretny, ale nie zbyt suchy (choć bardzo wilgotny też nie był). Widać w nim pojedyncze średnie i małe kawałki imbiru wraz z wystającymi cienkimi włóknami.
W ustach czekolada rozpływała się średnio szybko. Najpierw wydawała się zbita, jednak z czasem kremowo i maziście ulegała i częściowo zmieniała się w nieprzyjemnie tłustą, gibko-gładką ni masę, ni zawiesinę. Czasem przez pewien czas pokrywała marcepan, który po paru chwilach z łatwością zaczął się spod niej wyłaniać. A czasem zwyczajnie od niego odpadała.
Marcepan rozpuszczał się powoli. Wykazywał gęstość i zwartość, ale też plastyczność. Wydał mi się syty i masywny, ale miękkości mu nie brak. W pierwszej chwili jakby chciał przedstawić się jako suchawy, jednak zaraz nasiąkał i pokazał się jako przeciętnie wilgotny oraz grudkowo-proszkowy. Z czasem właśnie zmieniał się w zawiesinę z wielu coraz to mniejszych grudek niż jednolitą grudkową masę. Z grudek raz po raz wyłaniały się małe i średnie kawałki imbiru. Nasiąkały powoli wraz z resztą i upodabniały się do niej. Gdy z ciekawości pogryzłam je ze dwa razy wcześniej, były trochę masywniejsze, ale nigdy nie twarde, a jędrne.
Gdy czekolada zniknęła, w ustach zostawały jeszcze miękkawe grudki marcepanu oraz jędrno-miękko-lepkie kawałki imbiru. Gdy na koniec je gryzłam, marcepanowe grudki lekko trzeszczały, a imbir miękko wlepiał się w zęby.

W smaku czekolada przywitała się dość wysoką słodyczą cukru, która wciąż rosła. Po niej pojawiła się też cierpkość, kojarząca się z alkoholowymi truflami kakaowymi. Na gorzkość przełożyła się dość mocno palona nuta, acz gorzkość ogólna wcale taka mocna nie była. Słodycz za to owszem. W zestawieniu z intensywnym wnętrzem, czekolada poszła w polewowym, tanim kierunku.
Trochę przesiąkła mydlano-kandyzowanym imbirem, co potwierdziło się, gdy spróbowałam jej trochę osobno.

Środek odzywał się w zasadzie jednocześnie z czekoladą. Bez wątpienia czuć kandyzowany imbir. Podkręcał słodycz, dyktując jej rozgrzewające-drapiący wydźwięk. Ciepły imbir zajął pierwszy i drugi plan. W swej kandyzowanej słodyczy zawarł coś lekko pudrowego, z czasem jakby ciasteczkowo-migdałowego. W nadzieniu nie czuć ostrego imbiru, a imbir z ochotą i w harmonii mieszający się z wysoką słodyczą reszty wnętrza.

Cierpkawa, a jednak głównie cukrowa, czekolada pobrzmiewała sobie wtedy delikatnie za marcepanem.

Do głowy przyszły mi imbirowe ciastka migdałowe, które potrafią zalecieć trochę marcepanowo, ale w sumie nie marcepan sam w sobie. Migdałowe echo w zasadzie robiło dziwne aluzje do mąki. Kandyzowany, słodko-ciepły i duszny imbir w zasadzie zagłuszył marcepanowość. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa wydał mi się nie tylko duszący, ale i wręcz słodko-mydlany. Zaczęło też drapać i rozgrzewać w gardle. Alkohol zapewne miał w tym swój udział, jednak nie było to takie oczywiste. Nawet on zdawał się podporządkowywać imbirowi.

Ciemna, cukrowo-cierpkawa, palona czekolada o wydźwięku polewy kakaowo-czekoladowej robiła imbirowi za delikatne tło. Przy jego intensywnym smaku wyszła kiepsko.

Kawałki imbiru nakręcały imbirowy smak - nie musiałam ich nawet gryźć. One także wykazywały silną, kandyzowano-cukrową słodycz i ciepło, ale do tego pikanterię. Gryzione wcześniej serwowały słodko-ostre uderzenia, a jednocześnie jeszcze spłycały czekoladę. Wolałam więc zostawiać je na koniec.

Czekolada pod koniec znikała, zostawiając lekko cierpkie echo, a imbirowy marcepan - w zasadzie jako smak imbirowy - nadal się rządził rozgrzewając, zacukrzając i lekko piekąc.

Gdy zajęłam się gryzieniem drobinek i kawałków, pozostałych na koniec, czułam lekko marcepanowy motyw w przypadku grudek masy, jednak po natłoku słodyczy, wydawał się mdły. A jako że czasem trafiały się kawałki imbiru, także w tym momencie to imbir się rządził. Kawałki utrzymały cukrowo-kandyzowany i ostro-ciepły smak.

Po zjedzeniu został posmak kandyzowanego, ostro-słodkiego imbiru oraz echo cierpko-cukrowej polewy nibyczekoladowej. Marcepanowe echo i lekko alkoholowe wrażenie wpisywały się w imbir, wyszły marginalnie.

Lubię imbir, ale nie kandyzowany w aż takim nasileniu... czy raczej odosobnieniu. Nawet nie to, że to była imbirowa siekiera, bo w zasadzie np. ostra ta czekolada nie była. Po prostu imbir jakby tak przygłuszył resztę, że w zasadzie była imbirowa, ale mdła w cokolwiek innego. Kandyzowany imbir jako dodatek w czekoladzie może być, ale gdy nie jest jedynym bohaterem. Taki, który ciekawie osiadł w nadzieniu jak w Zotter Candied Ginger mi smakował, ale w przypadku dziś przedstawianej czekolady... z otoczenia do głosu dopuścił tylko to, co kiepskie, a więc trochę tanio smakującą czekoladę i samo rozgrzewanie alkoholu. Brakowało mi tu charakteru marcepanu. Ogół był mocno przeciętny i nudny. Jak ktoś lubi kandyzowany imbir, imbir w czekoladzie i takie rzeczy, powinno mu to jako tako bardziej posmakować.

Resztę dałam Mamie, ale i jej nie posmakowała, więc tabliczka trafiła do ojca. Opinia Mamy: "Miałam taki etap, że znielubiłam marcepan, ale teraz dobry znowu lubię... No, ten dobry nie był. Jakiś taki zbyt suchy i dziwny, mało marcepanowy. Nie lubię imbiru, ale ten nawet nie był taki mocno czy okropnie imbirowy. Po prostu niesmaczny. I czekolada na wierzchu też niesmaczna".


ocena: 5/10
kupiłam: Auchan
cena: 16,99 zł (za 110g)
kaloryczność: 527 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: 52% czekolada (miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, emulgator: lecytyna sojowa; ekstrakt waniliowy), migdały 24%, cukier, imbir 2,8%, syrop z cukru inwertowanego, alkohol, naturalny aromat imbirowy i inne aromaty

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.