Tak wyglądające, duże tabliczki z okienkami, przeważnie z wielkim napisem "bez cukru" widywałam już od dawna. Nigdy się jednak nie interesowałam, bo słodzikowe czekolady zwyczajnie omijam. Pewnego dnia w Auchan trafiłam jednak na zmiany w dziale ze słodyczami i sporo czekolad zniknęło, pojawiło się wiele innych, których dotąd nie widziałam. Wiele było tam dubajskich lub po prostu z pistacjami i wtedy ta właśnie przyciągnęła mój wzrok. Z pistacjami, ale nie dubajska, taka niby porządniejsza, ręcznie robiona (co na mnie wrażenia nie robi, ale jak rozumiem ma sprawiać wrażenie, że produkt jest lepszej jakości?), ale z cukrem, nie słodzikiem. Wyglądało na to, że w górach może mi pasować. Niestety, źle skojarzyłam, że ma 72% kakao, bo i takie napisy na tych tabliczkach kiedyś widziałam, ale jak się okazało, koniec końców nieświadomie wzięłam z innej linii. Marka ChocoLu nic mi nie mówiła, więc w domu znalazłam ich stronę internetową. Okazało się, że należy do firmy Cukiernia Staropolska. Tę znałam za sprawą marki Miiau. Ze strony dowiedziałam się, że Miiau to linia premium. No, czyli wychodziło na to, że... Linia ChocoLu jest "tą zwyklejszą"? Z tego, co poczytałam, starają się mieć produkty dla wszystkich: białe, mleczne, ciemne, dla cukrzyków i dbających o linię czekolady bez cukru, proteinowe i BIO. Niestety, mimo że brzmiało ładnie, po tych, które jadłam, zrobiłam się trochę podejrzliwa.
Tabliczkę otworzyłam oczywiście w górach, ale nie na żadnym szczycie, a na podejściu. Gdzieś w drugiej części zielonego szlaku z miejscowości Tri Studnicky na Krywań, zaraz po specyficznych zakrętasach, gdzie uznałam, że akurat jest ładny widok i jeszcze była przestrzeń, nim ścieżka się zwęziła.
(Cukiernia Staropolska) ChocoLu Czarna 03 Ręcznie Robiona Czekolada Deserowa z Pistacjami to ciemna czekolada o zawartości 56% kakao z prażonymi pistacjami; ręcznie robiona.
Po otwarciu poczułam bardzo słodki, trochę cukrowy zapach budyniu waniliowego z motywem aromatu, w którym było jednak coś niejasnego. Jakby wanilię okroić ze szlachetności. Mieszała się z echem kwiatów. Za nimi stanęła prosta, palona cierpkość. Pistacje czuć lekko ogólnie, a nieco mocniej przy wąchaniu spodu. Krył się przy nich akcent migdałów i siana, rozgrzanego słońcem. Powiedziałabym, że pistacje były prażone minimalnie.
Tabliczkę zdobiło sporo małych i malutkich kawałków pistacji oraz kilka całych dużych pistacji. Trzymały się nieźle, acz przy łamaniu czy odgryzaniu kawałka, sporo drobnicy odpadało. Całe pistacje trzymały się zatopione porządnie.
Przy łamaniu czekolada dała się poznać jako masywnie twarda. Trzaskała przy tym głośno i chrupko, z pełnym zacięciem.
W ustach czekolada rozpływała się powoli, początkowo jawiąc się jako zbita, jednak z czasem coraz bardziej jakby luźno, a do tego tłusto i miękko. Była zbita, acz średnio gęsta. Czuć w niej drobną pylistość, ale nie suchość, a także kremową gładkość. Tę jednak urozmaicały kawałki dodatku.
Kawałki pistacji odpadały od czekolady i przeważnie turlały się po ustach. Tylko nieliczne starały się długo pozostać zatopione w czekoladowej mazi.
Niezależnie od tego, kiedy gryzłam pistacje, były delikatne i miękkie. Zarówno kawałki, jak i całe. Całe chyba nawet bardziej miękkie. Skórki trafiały się rzadko.
W smaku występ zaczęła silna, cukrowa, ale nie czysto cukrowa, słodycz. Podążało za nią echo... Czegoś. Czegoś waniliowego? Słodkiego aromatu, chwilowo trudnego do uchwycenia. Pomyślałam o budyniu waniliowym, ale to też nie był w pełni on.
Delikatna cierpkość szybko zaznaczyła swoją obecność. Gorzkość niby też, ale wydała się bardzo ostrożna.
Przy niej jednak słodycz zrobiła się bardziej odważna, prawie dosadna. Zdecydowała się na budyń w wariancie zabajone. Budyń o śmietankowej bazie i... zdecydowanie przesłodzony.
Gorzkość i cierpkość też trochę wzrosły lekko, acz ogólnie silne nie były. Pojawiło się w nich trochę drzew i palony motyw. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa pomyślałam o suchym lesie, w którym jest gorąco i trochę duszno. Mimo to, w tle przemknęła mi ledwo uchwytna... soczystość?
Niegryzione pistacje nie zabierały głosu. Zwłaszcza kawałki. W przypadku całych niby dało się ich z czasem doszukać, ale pozostawały bardzo w tyle.
Gdy na próbę parę razy z ciekawości pogryzłam pistacje obok czekolady, wychodziły nijako, trochę udawały siano i orzechy bez nazwy, a czekolada przy nich wydawała się do bólu słodka, trochę jak cukrowo-budyniowa masa czekoladowa.
Gdy spróbowałam samej czekolady, miała w sobie coś siankowo-orzechowo-migdałowego, ale pistacjami nie przesiąkła.
Słodycz nie odpuszczała. Z czasem budyń zabajone stał się słodko drapiącym, dosadniejszym likierem jajecznym.
Gorzkość prawie odpuściła, choć leciutka cierpkość się utrzymała. Drzewa i las też pobrzmiewały, przy czym ostatni wytoczył jeszcze motyw siana. Suchych, rozgrzanych traw w rzadszej części lasu. Do tego zaplątał się niejasny orzechowy akord. Czasem jakby odrobinkę kierował uwagę na pistacje.
W fuzji cierpkości i drzew tym razem wyraźnie odnotowałam soczystość. Pomyślałam o mieszance czarnych i czerwonych porzeczek oraz o malinach. Były słodko-cierpkie, a o kwasku jedynie tęsknie wspomniały.
Pistacje gryzione na koniec smakowały bardzo delikatnie. Przesadzona słodycz bazy nie dawała o sobie zapomnieć, co trochę przeszkadzało. Zwłaszcza w odbiorze kawałków. Te były nijakie. Całe pistacje wykazały się za to wyrazistym smakiem. Wydały mi się prażone naprawdę minimalnie, udające surowe i z dobrze wyczuwalnym duetem słodyczy i wytrawności.
Po zjedzeniu został posmak w dużej mierze niedookreślonego aromatu i pistacji (w przypadku całych pistacji lub z rzadka kawałków) lub jak połączenie nijakich orzechów z sianem (w przypadku większości kawałków). Za nimi stanęła silna cukrowość i motyw budyniu waniliowo-zabajone, który wiązał się z aromatem, a na samym końcu lekka cierpkość kakao i echo gorącego, suchego lasu, drzew. Czułam się trochę przesłodzona, ale nie było jeszcze tak źle, jak się obawiałam.
Tabliczka okazała się w zasadzie w porządku jak na to, czym miała być, ale sprawę pistacji można by rozwiązać o wiele lepiej (dać tylko całe albo całe i połówki, wielkie kawałki, nie zaś taką drobnicę), a ja wolałabym ciemną, bardziej gorzką bazę (% kakao koniecznie do zwiększenia kosztem cukru!). Ta przynajmniej miała dość ciekawy wydźwięk słodyczy - budyń waniliowy i zabajone, choć mnie przesłodził, nie był zbyt nachalny czy sztuczny. Wizja suchego lasu i siana na plus, ale szkoda, że kawałki pistacji ją podchwyciły i też poszły w jakieś siano.
ocena: 6/10
kupiłam: Auchan
cena: 18,69 zł (za 105 g)
kaloryczność: 552 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: czekolada (miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, aromat), pistacje 4,8%








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.