środa, 18 marca 2026

krem NaMa 100 % Crema integrale di Nocciole

Krem NaMa Crema di Cocco & Mandorla podpadł mi, jednak nie zabił wiary w dziś opisywany. Choć trafiły mi się także kremy 100%, które nie usatysfakcjonowały, to ten nadal wydawał się obiecujący. Wydawał się bowiem taki... zwyczajny. A dla kremów 100% z orzechów laskowych to w sumie norma, standard, że są obłędne.

NaMa 100% Crema integrale di Nocciole to krem 100 % z orzechów laskowych.

Po otwarciu rozszedł się wyrazisty, a zarazem bardzo łagodny w wydźwięku, zapach orzechów laskowych o wysokiej, naturalnej słodyczy. Wydały mi się wręcz słodziusie, na pewno bez skórek i lekko podprażone. Delikatne prażenie jeszcze tę słodycz nasilało.

przed i po uporaniu się z olejem
Na wierzchu wydzieliło się dużo oleju. Zlałam trochę ponad 8 łyżeczek, niezbyt dokładnie, trochę - dosłownie parę kropel, góra pół łyżeczki - w słoiku na wierzchu zostawiając i mieszając. Wierzch był bowiem wyraźnie rzadszy, oleisty. Niżej też nie było sucho, choć krem trochę się zbił. Chwila moment, lekkie przemieszanie i już uzyskałam jednolitą konsystencję. Krem dał się poznać jako gęstawy i ciągnący. Wyglądał na niemal idealnie gładki, a tylko z pojedynczymi punkcikami do dostrzeżenia podczas uważnego oglądania masy.
W trakcie jedzenia krem okazał się gęsty i jakby jeszcze gęstniejący. Był średnio syto-konkretny, a także trochę oleiście tłusty. Ogólna tłustość zajęła raczej przeciętny dla takich kremów poziom. Rozpuszczając się wolno-wolnawo, pasta raczyła mnie niemal idealną gładkością i aksamitną, mięciutką kremowością. Subtelne kropeczki i drobinki (jakby czarnych skórek?) w zasadzie nie odegrały żadnej roli. Gdy na upartego je wyłapywałam i podgryzałam, czasem wprowadzały ledwo uchwytną chrupkawość. Krem trochę na pewien czas zalepiał, ale łatwo odpuszczał. Gdy z ciekawości raz czy dwa pogryzłam masę, skrzypiała subtelnie.

W smaku pierwsza przemknęła jakby zwiewna słodycz. Wiązała się z bezkresną łagodnością, niemal neutralną maślanością, choć ewidentnie należała do orzechów laskowych. Zbadała grunt i rozeszła się leniwie.

Za nią zaznaczyła się subtelna goryczka. Wręcz echo goryczki, które po chwili wydało się niemal iluzoryczne i nieuchwytne. Po sekundzie czy dwóch zniknęło prawie zupełnie i można by zapomnieć, że w ogóle tam było.

Słodkie orzechy laskowe zdradziły swój lekko prażony charakter. Prażenie to zbudowało trochę ciepły klimat, a ogólna łagodność coraz bardziej zapewniała mnie o swej maślaności. Przez chwilę krem jakby chciał pójść w neutralniejszym kierunku. Mniej więcej w połowie rozpływania się porcji w ustach maślaność wzmocnił trochę oleisty akcent i razem zasłoniły zupełnie jakiekolwiek nawet podejrzenia co do gorzkości. Już myślałam, że pójdzie to w ogóle w mdłym kierunku, ale nie.

Słodycz nagle uderzyła z impetem, rosnąc bardzo mocno. Prażony motyw zmotywował ją do znaczącego wzrostu. Nie odrzuciła jednak tego całościowo łagodnego klimatu i pokazała się jako niemal słodziusia, urocza i ciepła.

Neutralniejszo-maślany motyw przeszedł na dalszy plan, choć wciąż pobrzmiewał, trochę rozrzedzając, poskramiając słodycz.

Na końcówce słodycz zrobiła się już wysoka, a i prażenie wzrosło, dotrzymując jej kroku. Przy tej słodkiej prażoności, raz po raz na chwilę wychylało się jeszcze subtelnie wspomnienie gorzkości. Choć było niskie, łatwo je odnotować ze względu na kontrast do słodyczy.

Po zjedzeniu został posmak słodkiego prażenia, oczywiście orzechów laskowych. Te wyszły słodziuteńko, ale z jakby maślano-oleiście-neutralniejszym, mgliście gorzkawym echem. Ono trochę nie tyle łagodziło, co rozrzedzało słodycz.

Krem mi smakował, choć nie rozkochał w sobie w pełni. Pasta sprawiała wrażenie... niepewnej co do  tego, jak chce smakować? Początkowo jakby ostrożny smak, łagodność łącząca słodycz, maślaność i niemal neutralność. Przemknęła goryczka, ale zaraz zniknęła, potem zaś przemknęła pewna neutralna mdławość - do słodyczy więc cały czas coś się wtrącało, ale ona sobie nic z tego nie robiła. Ciekawie rozwinęła się po swojemu w słodziuteńkość, a i prażenie nie cały czas było tak samo silne. Ogólnie nie było silne, miało tylko swój epizod. Gładka konsystencja za to jednoznacznie przyjemna, acz gdybym uświadczyła miazgowy efekt, byłoby jeszcze przyjemniej. Na plus też to, że krem łatwo dało się porządnie wymieszać, a mimo że sporo oleju się wydzieliło, nie cierpiał na suchość.


ocena: 8/10
kupiłam: guiltfree.pl
cena: 31,65 zł (za 200g)
kaloryczność: 655 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: prażone orzechy laskowe

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.