Choć sporo słyszałam o tym, jakie to niesmaczne są słodycze z Rosji, chciałam ich spróbować, przekonać się na własnej skórze. Te, które widywałam w internecie, nie interesowały mnie jednak, bo były mleczne. Sporo naszukałam się ciemnych, ale w końcu udało mi się. Ta właśnie, dziś przedstawiana, była dla mnie najważniejsza. Obstawiałam, że okaże się najzwyczajniejszą, najprzeciętniejszą czekoladą średnio półkową. Po dwóch z dodatkami, jakie jadłam w górach, miałam mieszane uczucia i i tak w sumie nie byłam pewna, czego spodziewać się po tej. Po spróbowaniu, dokładnie analizując opis i skład, dalej wydawała się w pewien sposób zagadkowa. "Zawartość kakao 75%, zawartość suchej masy kakaowej 55%"? Hm...
Babayevsky Dark Chocolate Elite 75 % Cacao / БАБАЕВСКИЙ Шоколад Элитный 75 % Kakao to ciemna czekolada o zawartości 75% kakao (miazga kakaowa + tłuszcz kakaowy + kakao w proszku).
Po otwarciu uderzył mnie intensywny zapach kokosowy, za którym nieco dalej znalazła się wanilina. Razem przełożyły się na bardzo sztuczny i przesłodzony wydźwięk. Kokos przechodził w likier kokosowy, ale przywodził na myśl też draże kokosowe w polewie kakaowej (np. Skawy). Do głowy przyszło mi jeszcze lekko cierpkie, głównie przesłodzone kokosowe cappuccino oraz lekka soczystość powideł śliwkowych.
Tabliczka dała się poznać jako konkretna, ale niekoniecznie bardzo twarda. Mimo to, słychać było średnie trzaski podczas łamania.
W ustach czekolada rozpływała się w średnim tempie. Szybko trochę miękła i robiła się coraz bardziej mazista. Z czasem przybrała postać luźnej, tłustej i trochę ulepkowatej zawiesinowej masy, pamiętającej swój pierwotny kształt. Na znaczeniu rósł proszkowy motyw, wpisujący się jednak w pewną namiastkę bazowej gładkości. Końcowo zostawiała cierpkie wrażenie.
W smaku pierwsza uderzyła jakby sztuczna słodycz. Po chwili na przód wybiegł dosadny, intensywny cukier. Sztuczność została trochę za nim, dając się poznać jako wanilina, a po chwili jeszcze jako aromat kokosowy.
Cierpkość zaznaczyła nieśmiało swoją obecność w tle, a słodycz prędko osiągnęła poziom przesady. Jej sztuczny wydźwięk zdawał się wgryzać w język, a siła słodyczy wraz z likierowym motywem, zabrały się za rozgrzewanie gardła.
Lekka cierpkość zmieszała się z niską gorzkością. Miały palony wydźwięk. Palony do przesady, jeszcze nie spalenizny, ale już blisko. Czuć sporo prostego, odłuszczonego kakao w proszku.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa męcząca, za silna cukrowo-sztuczna słodycz tak przemieszała się z goryczką kakao, że w głowie rozgościła mi się myśl o tanich, kiepskich drażach w polewie kakaowej. Niewątpliwie w wariancie kokosowym (chwilami czułam się, jakbym jadła draże Skawy Korsarze - ale w tej realnej, nieidealizowanej wersji). Słodycz dominowała zupełnie - a myśl o drażach idealnie wpisała się w przesładzanie.
W oddali przemknęło mi... coś? Jakby niedookreślona, kwaskawa mgiełka? Kwasek kakao odtłuszczonego?
Z czasem słodycz szalała, a gorzkość jakby odpuściła. Cierpkość plątała się zagubiona, zaś paloną gorzkość mocno złagodził margarynowo-maślany, też jakby sztuczny, motyw. Wszystko to... bardzo odlegle zasugerowało jakieś kokosowe, sztuczne cappuccino. Albo raczej coś o jego smaku.
Zaraz jednak uwagę od niego zaczęła odciągać... soczystość? Trudno było dookreślić ten delikatny, ledwo pobrzmiewający kwasek. Błądził od powidlanej soczystości, przez skwaśniałego kokosa po odtłuszczone kakao.
Choć gorzkość była niska, końcowo zupełnie straciła na znaczeniu. Słodycz cukru, waniliny i aromatu kokosowego za to aż gryzły w język.
Po zjedzeniu został posmak sztucznego, likierowego kokosa i tanich draży kokosowo-kakaowych. Bardzo wyraźnie czuć w tym wszystkim trochę tandetną kakaowość podbitą odtłuszczonym kakao w proszku. Do tego czułam się okrutnie przesłodzona: i siłą słodyczy, i tanio-sztucznym jej wydźwiękiem.
Czekolada była zła. Okrutnie sztuczna, choć niewątpliwie z niecodziennym, zaskakującym charakterem. Myślę, że w zasadzie jej smak kokosowy, skojarzenie z drażami i likierem kokosowymi, może się nawet niektórym spodobać. Tylko że do tego dochodzi jeszcze przesłodzenie. Gorzkości czułam niewiele, a jak już się wychylała, miała bardzo prosty, tani wydźwięk kakao odtłuszczonego w proszku i zbyt mocno palony. Konsystencja była nieprzyjemna. Mogłaby być znośna, gdyby smak był tego warty.
Najgorsza czekolada tej marki, jaką jadłam. Widać dodatki maskowały ten tak niski poziom. W tej czuć, że zawartość kakao została mocno podbita kakao w proszku. Zjadłam 4 kostki, lecz przy 4 miałam już zdecydowanie dość, że aż się krzywiłam.
W zasadzie wyszła gorzej niż np. Korona Ciemna Czekolada / Корона Чорний шоколад 57 %, która wydawała się tanio-sztuczna w podobnym sensie. Dziś przedstawiana bowiem obiecywała coś premium, o wysokiej zawartości kakao, a wyszło... jak wyszło. Aż oddałam ją ojcu, bo miała tak intensywny charakter, że czułam, że nawet odrobina dodana do ciasta, może się wybijać (czyli taktyka, jaką objęłam na Carla Chocolate Vysoke Tatry Horka 70 % Cokolada Sweet Postcard nie przejdzie).
Mama po spróbowaniu stwierdziła: "Mnie ona bardzo nie smakuje. Nie powiedziałabym, że ma 75%, raczej 55% i jest... taka dziwna. Najpierw jakimiś ziołami, lekarstwami mi smakowała, a potem taki kwasek się pojawił. Może śliwkowy? Ale nic tu smacznego nie było. Okropna. Latami ruskie słodyczy były złe, i ta od nich nie odbiega".
ocena: 3/10
kupiłam: eBay
cena: $48,66 za 3 różne tabliczki po 90g, łącznie z przesyłką
kaloryczność: 520 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: miazga kakaowa, cukier, kakao w proszku, tłuszcz kakaowy, emulgatory: lecytyna sojowa, E476; aromat waniliowy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.