niedziela, 22 marca 2026

SOL Dark Chocolate Madagascar 75 % ciemna z Madagaskaru

Nie każdego dnia mam ochotę na czekolady z madagaskarskiego kakao, jednak jak mnie już najdzie, w zasadzie żaden inny region nie jest w stanie zastąpić Madagaskaru. O marce Sol jakoś trochę mi się zapomniało... To znaczy pamiętałam, że mam jeszcze kilka ich tabliczek, ale bez żadnego powodu odkładałam je w czasie. Wiecznie były jakie inne. Aż tu nagle na tę po prostu mnie naszło. O czekoladzie nie wiedziałam kompletnie nic. Od producenta nie miałam żadnego opisu, więc czekała mnie niespodzianka. Raz, że smakowa, a dwa, że z tego, co się zorientowałam, mają różnie wyglądające tabliczki - wzory nie wiązały się z pochodzenie kakao. 


SOL Dark Chocolate Madagascar 75% to ciemna czekolada o zawartości 75 % kakao z Madagaskaru.

Po otwarciu poczułam intensywny, niemal przenikliwy zapach winnego octu balsamicznego, który mieszał się z kwaśnymi, niemal kwachowatymi jeżynami i kwaśno-gnilnymi wiśniami. Za tymi zaznaczyła się poważna, też lekko gnilna, wilgotna ziemia. Kwaśności dokładały jeszcze cytrusy z kolei w jakby trochę alkoholowym wydaniu. Wszystko to - mimo przewagi kwasowości - wykazywało też dość wysoką słodycz, przywodzącą na myśl żółtka ubijane z cukrem trzcinowym, taki nieco bardziej karmelowy kogel-mogel. W trakcie degustacji - acz może za sprawą smaku - przyszły mi do głowy jeszcze jajeczne biszkopty.

Pylista, twarda tabliczka podczas łamania trzaskała dosadnie, utwierdzając mnie przy tym, iż mam do czynienia z naprawdę masywną sztuką.
W ustach czekolada rozpływała się kremowo i średnio wolno. Początkowo dała się poznać ze śmietankowo-maślano tłustej strony, jednak z czasem tłustość nie wydawała się aż tak jawna. Kremowości za to nie brakowało. Rozchodziła się maziście, rozkręcając się w soczystym kierunku. Z czasem soczystość zaczęła się robić trochę cierpka, a końcówka wręcz cierpko-taninowa. I tak aż czekolada zniknęła bardzo soczyście, zostawiając poczucie ściągnięcia.

W smaku przywitała mnie jajeczno-maślana, łagodna słodycz. Pomyślałam o słodkich w szlachetniejszy sposób biszkoptach. Biszkoptach mocno jajecznych.

W tle przemknęła niemal nieuchwytna kwaskawa nutka, acz zaraz zwątpiłam, że w ogóle tam jakaś była.

Jajka z cukrem zaserwowały mi szlachetniejszego kogla-mogla, zrobionego z cukrem trzcinowym. Przewinęła się bowiem lekka karmelowość. Palony wątek cały czas wiązał się ze słodyczą.

Z tła za to zaczęła dobijać się kwaśność - niby owocowa, ale też o trochę kwachowatych zapędach. Ogólnie kompozycja wcale nie była bardzo kwasowa, po prostu niektóre nuty czasem przybierały trochę taki wydźwięk. Maślaność starała się jak mogła opóźniać i łagodzić kwaśność, jednak udawało jej się tylko do pewnego momentu.

Jajeczne biszkopty zrobiły się nasączone jakimś kwaskawo-słodkim alkoholem wiśniowym - pomyślałam konkretniej o cherry, potem zaś ogólnie o jakimś likierze z czerwonych owoców. Przede wszystkim z wiśni, ale chyba podkręconych czerwonymi porzeczkami i niewykluczone, że też cytryną.
W zestawieniu z tym wszystkim karmelowo-likierowa słodycz zdawała się trochę peszyć i odpuszczać.

Po cherry wkradł się jeszcze bardziej cierpki, dosadny kwasek niedojrzałych czerwonych owoców. Do głowy przyszły mi owoce niedojrzałe, a zarazem starawe - jakby już skwaśniałe jeżyny i trochę nadgniłe jasne wiśnie. Acz trochę pewnej owocowej świeżości - jakby nie patrzeć - tu uświadczyłam.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa słodycz zrobiła się bardzo niska, ale za nic nie zamierzała wypaść z kompozycji zupełnie. Darowała sobie jednak likierowość i wróciła do karmelowego motywu po prostu. Ten zdawał się pobrzmiewać tu i tam przez większość występu.

Słodycz dopraszała się wśród czerwonych porzeczek i wiśni o trochę... kompotowo-dżemowy motyw? Te zgodziły się ewentualnie na kwaskawą nalewkę owocową.

Za nalewkowo-gnilnymi wiśniami pojawiła się wilgotna, też nieco gnilna czarna ziemia. Ziemia wiązała się z lekką goryczką, co zahamowało też drobne, kwachowate skłonności. Starała się naprowadzić owoce na po prostu kwaśność.

Czerwone owoce, głównie wiśnie, zaczęła przeplatać cytryna i ogólnie cytrusy. Przywołały trochę egzotyki, a ja pomyślałam o kwaśnym soku, wyciskanym z kumkwatu. Leciuteńka słodycz jego skórki bardzo, bardzo nieśmiało o sobie przypomniała, ale... w sumie trudno ją uchwycić. 

Część owoców - te cytrusowe - poszły w kierunku kwaskawego, a zarazem słodkiego białego wina. Pomogła mu trochę karmelowa nuta, tak bardzo różna od kwaśności, że choć niska, to wyraźnie wyczuwalna.

Słodycz na końcówce trochę się wyłoniła na zasadzie kontrastu - raz po raz zdarzyło jej się i w tym momencie zrobić aluzje do cukru trzcinowego ubijanego z żółtkiem... może ajerkoniaku? Ale głównie w strefie słodkiej czułam jednak karmel. Biszkopty karmelowe? 

Wiśnie jednak uparcie zawracały do kwachowatego wydźwięku i końcowo zmieniły się w winny ocet balsamiczny. Taki ciężki, z kolei z wina czerwonego, kwasowo-wytrawny. 

Po zjedzeniu został posmak białego wina oraz wiśni wymieszanych z jeżynami. Jedne i drugie miały kwaśny charakter, przechodzący trochę w ocet winny. Kwaśność podtrzymywały też cytrusy, z przewagą cytryny. Mimo wszystko i słodyczy nie brakowało. Wyraźnie wrócił kogel-mogel.

Czekolada była bardzo niecodzienna i intensywna. Dla mnie trochę za kwasowato-octowa, przez co słodycz też dość dobitnie się zarysowała, mimo że była niska, ale ogólnie całościowo bardzo smaczna. Niska słodycz kogla mogla i karmelu, trochę likierowa, a także nienachalna gorzkość i ziemistość oddały pole do popisu kwasowatym jeżynom, wiśniom, cytrynie, octowi winnemu i białemu winu. Te świetnie czuły się w swoim towarzystwie, uzupełniając się i wymieniając.


ocena: 8/10
cena: 250 UAH (około 24 zł; za 70g)
kaloryczność: 592,65 kcal / 100g
czy kupię znów: nie

Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.