wtorek, 24 marca 2026

(Netto) Premieur 70 % Kakao Czekolada Gorzka Z Kawałkami Malin ciemna z malinami

Pogoda w górach w tym roku nie rozpieszczała. Ciągle lało i grzmiało, więc się w nie nie pchałam, ale bardzo tęskniłam. Już, już w pewnym upatrzonym przeze mnie regionie miało nie padać, już się z kimś na tatrzański szlak umówiłam, gdy nagle dzień przed prognozy i tam się pogorszyły. Padł jednak pomysł, by chociaż na Babią Górę się wybrać. Uznałam, że z chęcią się przejdę z Krowiarek - ostatnio właśnie tak szłam, jednak wtedy była zima, a wiadomo, że latem wszystko wygląda inaczej. Czekoladę wybrałam... dość bezpieczną. Poszłam czerwonym szlakiem, a od parkingu towarzyszyła mi... mżawka. Gdy wyszłam z lasu, w dodatku widoki zaczęły zakrywać chmury. Widząc już, że na szczycie warunki mogą być tylko gorsze, za czekoladę wzięłam się pod Babią, niedługo po Gówniaku, na przyjemnych skałach. Zaraz jednak i stamtąd mnie wietrzysko pogoniło (dobrze, że zdążyłam porobić zdjęcia czekoladzie).

(Netto) Premieur 70 % Kakao Czekolada Gorzka Z Kawałkami Malin to ciemna czekolada o zawartości 70% kakao z kawałkami liofilizowanych malin; marki własnej Netto.

Po otwarciu przywitał mnie zapach kwaskawych malin oraz mocno palonej, gorzkiej czekolady o niby prostej, acz wzbogaconej o wanilię, przyjemnie niskiej słodyczy. Maliny trochę dominowały, szczycąc się swoim liofilizowanym charakterem. Zdawały się jednak podłapywać też słodycz, siląc się na... wydźwięk świeżych malin?

Trochę się zdziwiłam, że maliny wystąpiły jako posypka na spodzie, nie zaś wtopione kawałki. Nie dodano ich za wiele, a w dodatku były nawet nie kawałkami, a cienkimi, delikatnymi płatkami. Niektóre były słabiej, inne mocniej zatopione, jednak wszystkie porządnie się trzymały. Tabliczka podczas łamania przypominała twardą skałę, która głośno trzaskała.
W ustach czekolada rozpływała się powoli, długo zachowując zbity kształt i łącząc mazistość z lepkością. Zmieniała się jakby w miękką, aksamitną grudkę kremu. Tłustość wydawała się znikoma, a całość miała w sobie coś w porywach suchawego. Sporadycznie konsystencję urozmaicała leciutka soczystość, z czasem rozchodząca się od kawałków malin, które starały się jak najdłużej pozostać zatopione w czekoladowej mazi. Trochę nasiąkały i wydawały się częściowo rozpuszczać.
Kiedy na próbę pogryzłam maliny obok czekolady, były suchsze i twardawo-trzeszczące, a sama czekolada wydawała się ulepkowata, więc wolałam gryźć je na koniec.
Na końcu miałam wrażenie, że część malin zniknęła, rozpuściła się wraz z czekoladą. To, co zostało było miękkie i farfoclowe. Raz po raz trafiały się pojedyncze pestki. 

W smaku najpierw pojawiła się mocno palona gorzkość, do której podkradła się soczystość i słodycz. Gdy w kęsie akurat zaplatał się kawałek maliny, ta zaraz subtelnie dawała o sobie znać.

Słodycz rosła leniwie i delikatnie, pokazując swój prosty charakter. Choć czuć biały cukier, nie męczył, wydawał się bardzo zachowawczy. Po chwili doleciał do niego waniliowy motyw. Miał sporo do powiedzenia, ale też nie narzucał się.

Gorzkość wyszła bardziej władczo, acz też nie siekierowo. Wydawała się spokojna i coraz bardziej palona. Chwilami wręcz węgielna? Raz po raz przyszło mi do głowy palenisko zrobione na ziemi, z akcentem tejże. Gorzkość ogólnie cały czas trochę rosła.

Gdy próbowałam samej czekolady, nie czuć w niej dodatku. Jej słodycz za to wydawała się trochę bardziej... zmierzać w kierunku waniliowego karmelu? Acz wyraźnie do karmelu nigdy nie docierała.
W kęsach z malinami, owszem, czuć dodatek. Podkradały się do słodyczy i zmieniały jej wydźwięk na owocową. Dokładniej na malinową, ale nie tylko, bo przy malinach zaznaczyło się echo owoców leśnych. Z czasem dokładały do kompozycji też leciutki, kwaskawy element malin ewidentnie liofilizowanych.
Gdy spróbowałam je gryźć nieco wcześniej, obok czekolady smakowały czasem nijako, czasem wyraźnie kwaśno malinowo, zaś sama czekolada wydawała się nieco palono-mdła. Zdecydowanie wolałam więc zostawiać je na koniec.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa waniliowość wydawała się wychodzić przed cukier, acz i tak utrzymała prosty, nieszlachetny klimat. Nie była jednak silna - ogólnie poziom słodyczy nie wychodził ponad średniość. Waniliowa nuta wydawała się słabsza w przypadku kęsów z malinami.

Dość często baza przejawiała palono kawowe skłonności. Maliny trochę odciągały od smaku ziaren kawy uwagę, ale te walczyły o siebie.

Palony wątek z czasem lekko urozmaicało owocowe echo, ewidentnie niezwiązane z dodatkiem. Słodko-wodniste maliny i niejednoznaczne, cierpkawe owoce leśne zaznaczyły swoją obecność w tle. 

Kwaskawe, liofilizowane maliny - niegryzione - podkreślały ten owocowy akcent, a czasem odciągały od niego uwagę. Dużo zależało też od ułożenia kawałka w ustach (gdy maliną do podniebienia, podkreślała, gdy maliną do języka, zagłuszała) i od ilości kawałków malin. I czasem... Owoce robiły się trochę kompotowe (do głowy przyszedł mi kompot z suszonych malin - abstrakcyjne wyobrażenie) i jakby... przykryte lekką słodyczą? Ogólnie w kompozycji nie znaczyły za wiele, pozostawały delikatnym dodatkiem.

 Gorzkość osiągnęła wysoki poziom, jednak obok pojawiła się też drobna maślaność. Do głowy przyszedł mi rondel z rozpuszczaną z masłem czekoladą. Maliny chyba nieco podkreślały maślaność. Słodycz na końcówce wzrosła, wchodząc z nimi w sojusz jako ten kompot z suszonych malin...

By zaskoczyć po zniknięciu czekolady. Maliny gryzione na końcu okazały się bardziej kwaskawe. Nie wszystkie były jednak wyraziste. Niektóre wyszły wręcz nijako. Pestki wnosiły swój specyficzny akcent.

Po zjedzeniu został posmak kwaskawych liofilizowanych malin i lekko słodkiej w prosty sposób, mocno palonej czekolady. Przywoziła na myśl dym i węgiel.

Czekolada była smaczna, ale mam do niej zastrzeżenia. Jak na czekoladę z malinami, malin w niej poskąpiono. Sporo fragmentów bez, a tam, gdzie akurat kawałek się trafił, okazywał się drobny i pobrzmiewał jako jedna z nut. Sama baza o tak mocno palonej gorzkości, mimo że miała owocowe akcenty, wyszła do tych malin nieco przyciężko. Niska słodycz na plus, ale i ona zdawała się za bardzo te delikatne maliny przysłaniać. To smaczna czekolada, ale niesatysfakcjonująca pod względem malin.


ocena: 8/10
kupiłam: ojciec kupił w Netto
cena: 10,99 zł
kaloryczność: 539 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, maliny liofilizowane 1,5%, emulgator: lecytyny sojowe, ekstrakt z wanilii

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.