Przy Meybona Feine Vollmilch Schokolade Tanzania 45 % Kakao / Fine Milk Chocolate 45 % Cacao i moim cieście pomarańczowym z kremem z mlecznej czekolady pomyślałam, że jak tak dalej pójdzie to... mogę zbankrutować na tym swoim wypiekaniu. A na to gotowa na pewno nie byłam. Budzi mój sprzeciw przepłacanie za czekolady mleczne etc. Nie mam problemu z płaceniem za dobre kakao, ale tabliczki mleczne, które używam do gotowania? Nope. Myślałam trochę o tym, co jest ogólnodostępne w sklepach i doszłam do strasznych wniosków, że... w zasadzie nie ma takich, co to są czekoladami mlecznymi, a nie cukroladami. Przypomniałam sobie, że kiedyś w internecie widziałam jakąś śmietankową nowość Goplany, jednak... okazało się, że w ogóle w moich marketach trudno na jakąkolwiek Goplanę trafić. A marka ta w zasadzie... nigdy mi niczym strasznie nie podpadła. Wręcz przeciwnie: jej czekolady, które jadłam wydawały się bardzo porządne jak na swą półkę. Poprosiłam więc Mamę, by na wspomnianą zapolowała. Niestety, przez pomyłkę kupiła tę. A skoro już ta czekolada do mnie trafiła, postanowiłam spróbować i jakoś wykorzystać.
Goplana Oryginalna Mleczna to mleczna czekolada o zawartości 30 % kakao.
Po otwarciu uderzyła słodycz cukru i intensywny, wręcz trochę nachalny, sztuczny i plastikowy orzech laskowy. W momencie otwierania aż się skrzywiłam, ale po chwili trochę się opamiętał, mieszając się z cukrem, mlekiem i echem kakao. Skojarzyło mi się to ze zrobionym na mleku budyniem o smaku orzechowo-czekoladowym lub jakimś kremem-smarowidłem czekoladowo-orzechowym. Ogół zaskoczył mnie i tą przearomatyzowaną orzechowością, i tym, że w sumie w zapachu słodycz stała na średnim - nie zabójczo wysokim - poziomie.
Zaskakująco ciemna, gdy o kolor chodzi, tabliczka w dotyku wydała mi się trochę ulepkowata, a także dość tłusta. Przy łamaniu nie wydawała dźwięków, acz była dość twarda i masywna.
W ustach rozpływała się dość szybko, gęsto i kremowo. Czekolada zmieniała się w lepką, gibką grudkę o pełnomlecznej tłustości. Była miękka i z czasem traciła kształt, zmieniając się w gęstą, zalepiającą masę.
W smaku od razu poczułam prostą słodycz, ale jeszcze nie czystą cukrowość. Nie była też bardzo wysoka, a wysokawo-średnia. Zaraz jednak przemknął mi w niej... orzech laskowy? Słodycz weszła w trochę sztucznie orzechowe klimaty.
Słodycz zaczęła rosnąć i zaraz jednak osiągnęła wysoki poziom. Cukrowość dała o sobie znać, ale na szczęście po chwili polało się też sporo mleka.
Wyraziste pełne mleko trochę zaopiekowało się słodyczą, trochę pohamowało jej zapędy.
Plastikowa nuta orzechów laskowych na moment trochę przycichła, a ja odnotowałam leciutki akcent kakao. To zaś znów obudziło przerysowaną orzechowość i zaobfitowało w krem-smarowidło lub budyń o smaku czekoladowo-orzechowym. Jego orzechowość osiadła w słodyczy i mleku. Mleko zdecydowało się jednak współpracować z plastikowymi orzechami laskowymi i... zaserwowało mi budyniowy deser typu Monte. Mocno mleczny i wyraźnie laskowy, z odrobinką niegorzkiego kakao. Budyń / deser o smaku nugatowym?
Z czasem słodycz zaczęła trochę drapać. Gdy cukrowość osiągnęła już poziom przesady, mleko zaczęło uważać, by nie wypaść z gry i wtedy sztuczne, plastikowe orzechy laskowe zajęły pierwszy plan.
W połączeniu drapiąco-rozgrzewającej gardło słodyczy i laskowców z aromatu pojawiło się coś wręcz alkoholowego, likierowego - jakby tak wspomniany mleczno-orzechowy deser wieńczył orzechowo-czekoladowy likier.
Po zjedzeniu został posmak jakiegoś kremu czy budyniu czekoladowo-orzechowego oraz motyw pełnego mleka. Czułam się trochę przecukrzona, ale jeszcze bez większej tragedii.
Czekolada spokojnie mogłaby udawać tanią wersję giandui, sztuczną nugatową tabliczkę. Trzeba przyznać, że to może smakować, jeśli ktoś lubi rzeczy "o smaku orzechowym" i klimaty deseru Monte. Mnie przeszkadzała sztuczność orzechowej nuty, a poza tym - jest ona zupełnie nieadekwatna do wariantu: teoretycznie zwykłej mlecznej czekolady. Niewątpliwie była jednak ciekawa. Trochę przesłodzona, a jednak tak ogólnie mleczno-orzechowa, że nie przesłodzona w niezjadliwy sposób jak np. (Terravita) Choceur Czekolada Mleczna.
Nie ukrywam, że przez specyficzny charakter czekolady, który nie był w moim typie, aż się zawahałam, czy na pewno chcę ją dodać do ciasta. W końcu jednak z braku alternatyw, dodałam.
Czekolada posłużyła mi do brownie z przepisu z ebooka Chocololo, z którą trochę pisałyśmy o skórce na brownie i choć bardzo lubię swoje, mało słodkie brownie z niemal ciasteczkową skorupką, kierowana ciekawością, postanowiłam zrobić ciasto z Jej przepisu (tylko zamiast mieszać cukier biały z brązowym, użyłam tylko trzcinowy - resztę robiłam dokładnie jak w przepisie). Mleczną czekoladę dodałam właśnie tę tu przedstawianą. Zupełnie się nie sprawdziła! W cieście wyszła jako maziste i bardzo tłuste, półpłynne i ciągnące kleksy. Gdyby nie ich tłustość, aż ostająca się na ustach, byłyby fajne pod względem konsystencji. Niestety jednak o smaku w brownie nie mogę powiedzieć nic pozytywnego. Czekolada okazała się do niego za intensywna i za bardzo się wybijała. Gdy ją zagarniałam, wychodziła przed ciemnoczekoladowe ciacho. Ten jej specyficzny, sztucznie laskowo orzechowy posmak skupiał na sobie uwagę, a jej prosta słodycz sprawiła, że całość zacukrzała. W moich ciastach nigdy nie ma cukrowego posmaku, w tym zaś było. Biały cukier wydaje mi się w wypiekach zbyt dosadny - a ta czekolada właśnie tę dosadność, chamskość dodała. Przez nią ciasto wyszło przecukrzone. Samo w sobie było i bardzo słodkie, i tłuste, jednak właśnie ta czekolada przeważyła, że całość przekroczyła cienką granicę i wyszło to niepozytywnie. Gdyby czekolada była inna (osobiście wolałabym w ogóle ciemną, nie mleczną), czuję, że wszystko byłoby ok.
Reszta tabliczki trafiła do Mamy. stwierdziła: "O, jak ładnie pachnie! Tak uroczo, tak bardzo w moim stylu. Słodko, bo słodko, no... cukrem białym? I orzechem laskowym, ale sztucznym, to fakt. A i w smaku dobra. Acz fakt, że jak się zje więcej i człowiek się wczuje, to czuć, że to jednak taka... no tania czekolada. Ale charakter jakiś niewątpliwie ma. Kto by pomyślał, że zwykła mleczna, tak tania, niepozorna w dodatku, będzie tak niezła. Nie zacukrza, ma wyrazisty, ciekawy, trochę nutellowy charakter. Smakuje właśnie tak... Jakoś, ciekawie, specyficznie. Bardzo dobra. Mnie i w cieście, które kończyłam, pasowała".
Gdy piekłam Mamie murzynka, podpowiedziała, że chciałaby polewę czekoladową i przypomniała, że ma tę czekoladę. Zrobiłam jej więc polewę krem "ganache" z tej czekolady i śmietany (80g czekolady na 29 ml/g śmietany 30%). Czekolada współpracowała nieźle, bo łatwo się rozpuściła, nie poszła w grudki. Acz w paru miejscach zauważyłam zauważyłam jakby białe smugi w samej czekoladzie, które zniknęły, gdy wszystko porządnie rozmieszałam. Ganache z tą czekoladą idealnie rozsmarował na cieście, zaraz gęsto zastygł na czekoladowy krem, nie na zbyt sucho-twardą skorupę, więc wszystko jak należy. Zarówno zapach, jak i smak, serwowały dokładnie to, co sama czekolada, a więc specyficzny aromat orzechowy.
Mama z murzynka była bardzo zadowolona i właśnie ganache bardzo jej smakował: "Idealny, wyrazisty, mocno czekoladowo-orzechowy, nawet ja* wyraźnie czułam orzechy laskowe, mimo że przecież ich tam nie było. I że nawet w kremie tak to czuć! Bardzo się dzięki temu kojarzył z Nutellą, w pozytywnym sensie".
ocena: 6/10
kupiłam: Kaufland (Mama kupiła)
cena: około 6,50 - 7 zł (za 90g; o ile dobrze pamięta)
kaloryczność: 528 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie
Skład: cukier, mleko w proszku pełne, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, mleko w proszku odtłuszczone, emulgatory (lecytyna sojowa, E 476), aromat


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.