piątek, 27 marca 2026

Econoce 100 % Orzechy Nerkowca i Kokos Krem

Marka Econoce ma idealną gramaturę, więc po tym jak na dobre zakochałam się w Econoce 100 % Migdały i Pistacje Krem, widząc wariant podobny do Orzechownia Miazga orzechowa o smaku Kokosowej Praliny, z nadzieją pomyślałam, że może znajdzie się wygodny zamiennik (bo wspomniany jest mi dosłownie o jakieś 20 gramów za duży, więc na dwa nie podzielę, a się przejadam).

Econoce 100 % Orzechy Nerkowca i Kokos Krem to krem orzechowy 100% z prażonych orzechów nerkowca i kokosa.

Po otwarciu rozszedł się intensywny zapach średnio mocno prażonych orzechów nerkowca. Wiórki kokosowe starały się je dogonić i całkiem nieźle im to szło. W prażeniu rozgościł się motyw wręcz lekko smażono-tłustych, słodkich naleśników. Rzecz jasna nerkowcowo-kokosowych. Ogół był bardzo słodki. Po zlaniu oleju całość nieco złagodniała, zwłaszcza w kwestii prażenia, a mi do głowy przyszły wafelkowo-kokosowe pralinki może i a'la Rafaello, ale w wersji wyidealizowanej i nerkowcowej.

przed i po uporaniu się z olejem
Na wierzchu wydzieliła się średnia ilość oleju. Zlałam, ile się dało, czyli 3,5 łyżeczki. Krem ogólnie nie potrzebował tego tłuszczu, bo i tak był lepki i tłusto-ciągnący, nie suchy.
Mieszając, zetknęłam się z gęstością i miękkością. Krem zawierał sporo małych kawałków i drobinek, a także czarnych punkciko-kawałeczków.
W ustach krem chwilowo jakby nieco gęstniał w konkretny, masywny sposób. Był miękki i kremowy, ale niewątpliwie syty i tłusty. Jego tłustość kojarzyła mi się z puszystymi, tłustymi naleśnikami, polanymi gęstym, lepkim sosem. Rozpływał się powoli, właśnie jakby przechodząc od tej masywności, konkretu, w niemal sosowatość. Miał w sobie coś śmietankowego, śmietankowo-twarożkowego. To skojarzenie podkreślały liczne kawałki - niczym grudkowaty twarożek z wiórkami. Gryziony, okazał się subtelnie chrupkawo-trzeszczący. To był w zasadzie gładkawy krem z kawałeczkami i wiórkami, nie odebrałam go jako twór miazgowy. Jakbym miała klasyfikować, to takie "subtelne crunchy". Czasem te kawałki aż prosiły się, by zacząć je podgryzać wcześniej, nim jeszcze baza zupełnie się rozpłynie. Czasem im ulegałam - wtedy masa dawała się poznać jako chrupko-trzeszcząco-skrzypiąca.
Kawałeczki i drobinki gryzłam, gdy pasta się już rozpłynęła. Znalazły się tam podrobione, posiekane wiórki i drobinki wiórków, które mocno trzeszczały oraz kawałki kokosa. Małe, średnie i - jak na kokosa - całkiem spore. Te miały chrupiącą strukturę. Część była krucha i średnio twarda, część twarda, a parę kamiennie twarda.

W smaku pierwsza uderzyła naturalna słodycz nerkowców. Dały się poznać jako łagodne z charakteru, ale wyraziste, gdy chodzi o wyczuwalność. Początkowo na prażenie w zasadzie nie zwracało się uwagi.

Nerkowce gonił bowiem kokos. Równie bardzo słodki w naturalny sposób kokos przedstawił się jako wiórki kokosowe i... kokosowy twarożek? Twarożek z wiórkami, za sprawą którego pojawiła się niemal mleczny akcent.
Delikatnie prażona nuta w tym czasie zasugerowała mieszankę nerkowców i arachidów, ale ta iluzoryczna arachidowość zaraz znikała.

Słodycz wzrosła do wysokiego poziomu bez najmniejszych trudności i nagle wyraźniej zaznaczyło się prażenie. Orzechy nerkowca zaserwowały mi cienkie naleśniki, wysmażone na brzegach na chrupko. Naleśniki tłuste i słodkie, nerkowcowe, z mąki nerkowcowej, ale... skrywające słodkie, kokosowe nadzienie twarożkowe. Prażone nerkowce przy tym wysoce słodkim kokosie czasem próbowały jawić się jako te bardziej zachowawcze w kwestii słodyczy.

Mniej więcej w połowie rozpływania się porcji w ustach średnio mocne prażenie znów zaczęło się jakby nieco chować w słodyczy, i jakby od środka ją podkreślać, a ja pomyślałam o nerkowcowej pralinie. To nerkowce cały czas dominowały. Odtąd słodkie, pralinowo mleczno-maślane realia wydawały się im właśnie zawdzięczać swoje istnienie. Kokos był jedynie dodatkiem, który pralinowe skojarzenie pielęgnował.

Czasem dodatkiem bardzo znaczącym. Od drobinek i kawałków nakręcał się smak wiórków kokosowych, ale... ku mojemu zaskoczeniu, także prażenia. Nie musiałam ich nawet gryźć, ale gryzienie oczywiście te nuty potęgowało. Czasem w oddali przemknęło przy nich liche skojarzenie z kokosowym wafelkiem.

Gryzione kawałki faktycznie były w większości kokosem. Co drobniejsze i trzeszczące smakowało wyraźnie wiórkowo, natomiast twardo-chrupkie kawałki zaskakiwały słodyczą. Wręcz słodziuteńkością, podkreśloną prażeniem. Wśród kawałków zaplątało się chyba tylko kilka drobinek nerkowców, więc końcówka należała do kokosa.

Po zjedzeniu został posmak prażonych, naturalnie słodkich orzechów nerkowca i echo słodkich wiórków kokosowych. Jedne i drugie były naturalnie słodkie, a do tego... chyba napędzały się wzajemnie.

Krem był bardzo smaczny. Jednak przy całej mojej miłości do nerkowców, w tego typu kremie bardziej odpowiada mi bardziej zrównany, wyważony smak nerkowców i kokosa. Nerkowce z dodatkiem kokosa były boskie, ale nie aż tak jak boski jest ich duet w Orzechownia Miazga orzechowa o smaku Kokosowej Praliny. Kremy ogólnie były trochę podobne. Wizja nerkowcowych naleśników z kokosowym twarożkiem i tu się pojawiła, acz z nieco innym towarzystwem. Kokos w dziś przedstawianym wyszedł bardziej wiórkowo i prażono niż miazgowo jak w podlinkowanym.


ocena: 9/10
kupiłam: Rossmann
cena: 19,99 zł (za 175g)
kaloryczność: 623 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: 80% orzech nerkowca, 20% kokos

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.