środa, 4 marca 2026

Blanxart Chocolate Negro 70 % Cacao con Frambuesa y Asai / Dark Chocolate 70 % with Raspberry & Acai ciemna z malinami i jagodami acai

Nie lubię marki Blanxart przez ich okrutną tłustość, która w dodatku wręcz spłyca smak. A jednak, ku mojemu zaskoczeniu, ich Blanxart Chocolate 70 % Cacao Negro / Dark with coconut sugar mi smakowała. To była podwójna niespodzianka, bo uważam, że cukier kokosowy rzadko do której czekolady pasuje przez to, jak imperatywny jest. Tu jednak się spisał. Stąd, gdy natknęłam się na obiekt dzisiejszej recenzji na aukcji sprzedawcy, u którego robiłam trochę większe zamówienie, postanowiłam dać szansę. Połączenie dodatków bowiem, malin i jagód acai, wydało mi się ciekawe i kuszące. Za czekoladę wzięłam się na Wołowcu, na który weszłam z Jarząbczego Wierchu. Taak, mocno w dół, by minąć dwie przełęcze, a potem znów mieć podejście. Wcale jednak nie bardzo męczące, za to bardzo widokowe. Ten czerwony szlak jest naprawdę piękny i cieszę się, że na niebie było sporo chmur, więc słońce nie dręczyło.

Blanxart Chocolate Negro 70% Cacao con Frambuesa y Asai / Dark Chocolate 70% with Raspberry & Acai to ciemna czekolada o zawartości 70% kakao (miazga + tłuszcz) ze sproszkowanymi malinami i jagodami acai, słodzona cukrem kokosowym.

Otworzywszy, poczułam zapach złożony z mnóstwa owoców: malin, jagód, owoców leśnych i cytrusów oraz trochę ziemistej czekolady. Owoce miały dość pudrowy wydźwięk, ale nie całkiem. Częściowo wchodziły jednocześnie w słodziutkie wino ni czerwone, ni różowe. Niedookreślony, szlachetniejszy wyrób bardziej kompleksowo owocowy, może tylko leciutko alkoholowy... albo nawet i nie? Pomyślałam o winie, ale jakby bez alkoholu (?) z dodatkiem malin, wiśni, jagód. W tle zaznaczył się trochę przypalony chleb żytni. Słodycz mimo że średnio wysoka, wydała mi się dosadna. Tylko w części należała do owoców. W słodkiej strefie równie wiele do powiedzenia miała słodycz palono karmelowo-melasowa, która w jedno splatała swą ciężkość z rześkością mokrych skał. Do tego wszystkiego dołączył motyw starych książek i papieru. 

Tabliczka przypominała skałę zarówno pod względem twardości, jak i takiej masywności. Była konkretna i trzaskała spodziewanie głośno. Przekrój wyglądał na bardzo ziarnisty. Widać w nim też, jak i prześwitujące na spodzie tabliczki, drobinki owoców.
W ustach czekolada rozpływała się powoli. W pierwszej chwili wydawała mi się bardzo zbita i gęsta. Na pewno także trochę pyłkowa. Minimalnie miękła, ale kształt zachowywała do końca. Była maślano, ale nie mocno, tłusta. Proszkowość, która narastała odciągała od tego uwagę. Część tego pyłku / proszku, rozpuszczała się. Podobnie jak narastająca soczystość, która rozchodziła się od pyłku. Do niej z czasem doszła wodnistość, a czekolada miała nieco tłuste wykończenie. Sporadycznie na języku zaznaczały się drobinki, które nawet dało się wyhaczyć i pogryźć. Te były twarde w pestkowy sposób. 
Po zniknięciu masy jednak w ustach w zasadzie nic nie zostawało. Zdarzyło się, że zaplątała się drobinka, ale o marginalnym znaczeniu.

W smaku przywitał mnie owocowy motyw. Przewodziły w nim słodko-kwaskawe maliny... Zaraz wręcz malinki. Słodziutkie, urocze i... pudrowe? Pomyślałam o cukierkach pudrowych. W oddali zaznaczyła się leciuteńka owocowa cierpkość, jednak słodycz odwracała od niej uwagę.

Ogólna słodycz się nie oszczędzała i wzrosła. Rosła wraz z owocowością, ale nie była tylko owocowa. Pomyślałam o karmelu, związanym z... suchymi, starymi książkami? W czekoladzie zaplatała się nuta papieru.

Niska gorzkość zgłosiła swoją obecność, jednak wydała mi się bardzo wycofana.

Do malin dołączył akcent cytryny, podkreślając leciutki kwasek. Nie mocno, ale wyczuwalnie. Obudził ciemne owoce leśne, coś cierpkawo jagodowego, powiedziałabym, że też czarne / fioletowe maliny. Acz to właśnie zwykłe, słodkie maliny dominowały.

W tle zawinął się lekki... mleczny akcent lodów owocowych na mleku? Malinowo-cytrynowych gelato?

Gorzkość nasiliła się, jako że wzmocniła ją wilgotna, czarna ziemia oraz chłodne skały. I butwiejące drewno? Ziemia podszepnęła owocom wino. Przyszło mi do głowy słodkie wino malinowe. Raczej różowe i... nieszczególnie alkoholowe, łagodne.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa obok tego wszystkiego nagle pojawiła się słodycz zupełnie inna. Palona i dosadna, trochę melasowa, trochę karmelowa. Próbowała ukryć nutkę papieru (tabliczka musiała przesiąknąć papierem, w który była zawinięta).

Słodycz ta zmotywowała kwasek. Owoce nasiliły się, serwując mi kwaskawy jogurt pitny. Wariant malinowy. W miejsce cytryny weszło więcej ciemnych owoców leśnych, coś jagódkowo-wiśniowego. Trzymały się jednak parę kroków za malinami. Wino zmieniło się w słodki, trochę palony kompot.

W gorzkości łączył się pewien chłód należący do skał i wilgotnej ziemi, wraz z dymem. Cierpki dym podkreślał się z palonością karmelu. Ten przechodził w melasę. Do głowy przyszedł mi palony... papier do pieczenia? I przemknął nieco przypalony... Ciemny chleb posmarowany masłem?

Końcowo owoce zrównały się z nutami bardziej czekoladowymi. Jakby poprzez papierowe echo wróciły cukierki pudrowe. Wkomponowały słodycz w owoce. Były to jednak... cukierki naturalne i kwaskawe. Dominowały maliny, choć asystowały je cierpkawe, jagódkowate owoce.

Po zjedzeniu został posmak kwaskawo-słodkich malin oraz lekko cierpkich ciemnych owoców leśnych, mieszających się z motywem masła i lodów mlecznych oraz cierpkim dymem i chłodem skał. Było cierpko-gorzkawo, trochę ziemiście, ale wszystkie takie poważniejsze nuty zdawały się podlegać słodyczy. Słodycz nieowocowa zaznaczyła się jako maślany karmel, którego trzyma się echo melasy, ale raczej subtelnie.

Czekolada była bardzo dobra, co mnie zaskoczyło: tłustość Blanxartów ukryła się za proszkowością i lekką soczystością. Trochę mi żal, że mocarniejsze, "ciemniejsze" nuty Blanxart Chocolate 70 % Cacao Negro / Dark with coconut sugar tu trochę osłabiły owocowe, ale nie mogę porównywać czystej z tabliczką owocową. To bardzo dobra czekolada owocowa. Czuć wyraźnie maliny, jagody acai w sumie też, choć one zatapiały się w czekoladowość. Owoce wyszły dynamicznie, współpracowały z bazą, tworząc z nią jedność. Wyszła znacznie lepiej niż Zotter In-Fusion Sour Cherry in Cacao / Sauerkirsch in Kakao. Ogromny plus, że owoce dodali kosztem cukru, a nie kakao. Wszystko trochę psuł akcent papieru, którym czekolada przesiąkła, a także jednak lekka tłustawość (choć całkiem nieźle szło jej chowanie się w zrozumiałej proszkowości). 


ocena: 9/10
kupiłam: Allegro
cena: 24,31 zł
kaloryczność: 585 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: kakao, cukier kokosowy 28%, tłuszcz kakaowy, maliny w proszku 1%, acai w proszku 0,5%

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.