To nie była jedna z wielu kolumbijskich tabliczek! Zaintrygowała mnie bardzo, mimo że zawierała jedynie 70% (co w połączeniu z białym cukrem, używanym przez producenta, sugerowało za wysoką dla mnie słodycz). Zrobiono ją z mało znanego kakao, zwanego B8. Wybrano je ze względu na wyjątkowy smak. Dość enigmatyczna nazwa...
Jak we wszystkich czekoladach Zoto, protokół fermentacji dla tego kakao opracowali sami. W tym przypadku zostali zaproszeni przez właścicieli plantacji Betulia, by wspólnie obmyślić proces fermentacji optymalny dla tego konkretnego kakao. Z opisu producenta dowiedziałam się jeszcze, że to prawie zupełnie białe kakao. Don Pablo Velez, głowa plantacji Betulia, dba o to, by jak najlepiej zachowywać dziki charakter odmian - właśnie lokalnych i dzikich - uprawianych u niego. Analiza genetyczna wykazała, że są tam 3 różne odmiany, wszystkie 3 białe: B6, B8 i B9. Co ciekawe, to miała być pierwsza tabliczka Zoto z kolumbijskiego kakao, jak na razie w bardzo limitowanej ilości. Stąd to, że ją zdobyłam cieszyło jeszcze bardziej.
Zoto Betulia Ocho Hacienda Betulia Antioquia Colombia 70 % Single Variety Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 70% kakao (65% miazga + 5% tłuszcz) z Kolumbii, z departamentu Antioquia.
Po otwarciu poczułam zapach fistaszków i prażonego sezamu oraz łagodniejszej, naturalnie słodkawej pasty tahini, przechodzącej w niesłodką chałwę. Obok stanęły też nie za słodkie kwiaty oraz nieoczywiste zioła, przyprawy. W większości świeże, bo mieszające się ze świeżym motywem roślin. Mimo to, słodycz czuć wyraźnie. Nie wysoką, ale jednak. Podobnie jak owocowość: niby była wycofana, ale bez wątpienia czułam melony o trochę kwiatowym charakterze. Może też arbuzy? Akurat mniej słodkie, ale słodkie na pewno. I, choć tych to już prawie na siłę się doszukiwałam (smak mógł mi je zasugerować) ociupińkę ciemno-czerwonych owoców.
Mimo że czytałam opis, po wyjęciu czekolady z opakowania, zaskoczył mnie jej kolor jasnej mlecznej.
Tabliczka, choć dość tłusto-kremowa w dotyku, przy łamaniu trzaskała chrupko i masywnie, szczycąc się twardością. Jak to często w Zoto bywa, na spodzie była jakby cieniutka doklejona warstewka - nieustannie mnie dziwi.
W ustach rozpływała się powoli, z ochotą mięknąc na zbito-gęstą, kremową grudkę. Tłustość początkowo wydała mi się niska, ale potem rosła, a czekolada chwilami wręcz lekko ziarniście-proszkowa. Jednocześnie nie brakowało jej soczystości. Z czasem soczystość i proszkowość próbowały się trochę ukryć - z czasem kawałek wygładzał się. Końcowo zaś znikał wodniście i znów proszkowo oraz zostawiał cierpkawy, cierpkawo-taninowy efekt.
W smaku przywitała mnie delikatna, a jednocześnie wyrazista, słodycz. Słodycz, mająca w sobie coś mlecznego, po chwili bardziej maślanego, a obok słodycz kwiatów. Ta druga na moment się oddaliła, a słodycz mleczno-maślana powoli zaczęła układać się w naturalnie słodkie tahini (pastę z sezamu 100%). Słodycz cały czas rosła, więc zaraz naturalna pasta sezamowa zasugerowała chałwę. Chałwę nieprzesłodzoną, ale słodką niewątpliwie.
W tle przemknął mi kwaskawy owoc. Jakiś ciemnoczerwony... pomyślałam o suszonej żurawinie i miękkim, świeżym fioletowym agreście. Zmieniły się w sorbet z ciemnych owoców. W nim przewinęły się też czarne porzeczki. Ogólnie jednak wydawał się wycofany, a owoce nie grały zbyt ważnej roli w kompozycji.
Tahini i chałwa prawie zupełnie zmieniły się w prażony sezam. Chałwa leciuteńko tylko pobrzmiewała w tle. Słodycz chwilowo trochę się zawahała i zatrzymała. Osiągnęła średni poziom i przez pewien czas nie rosła. Sezam przywołał fistaszki - kontrastowo do niego niemal surowe.
Ta surowość arachidów wniosła niemal... wytrawną fasolkowość? Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa zrobiło się dość roślinnie.
Owocowe akcenty sorbetu ukryły się wówczas w kwiatach. Kwiaty wahały się: iść w neutralniejszym czy słodszym kierunku? Nagle uderzyły słodyczą.
Acz rozeszły się jakby na dwa wątki. Z jednej strony czułam dużo słodkich kwiatów, których jako tako trzymało się owocowe echo, a z drugiej... kwiaty bardziej ziołowe, wręcz cierpkie. Aż w końcu zupełnie zmieniły się w zioła. Zioła podchwyciły wytrawność roślin. Zaplątała się tam też lekka gorzkość, ale ogólnie niewiele miała do powiedzenia. Pomyślałam o przyprawach... m.in. tymianku?
Wytrawność, charakterek przypraw tonowały trochę nuty fistaszkowo-tahiniowo-maślane. W zestawieniu ze słodyczą, trochę się rozmywające i mieszające w jedno.
Za sprawą kwiatów ciemne owoce zmieniły się zupełnie w słodkie, soczyste melony. Melony, do których raz po raz zakradał się arbuz i... guma melonowo-arbuzowa? Choć w słodkiej strefie kwiaty dowodziły, owoce, które czułam, chyliły się w nieco cukierkowo-gumowym kierunku.
Od cukierkowości jednak końcowo spróbowała odwrócić uwagę chałwa - jednak znów bardziej przejrzysta chałwa sezamowa, ale z fistaszkami.
Po zjedzeniu został posmak melonowy, trochę w cukierkowo-gumowej konwencji, oraz niejednoznacznego owocowego sorbetu. Z owoców ciemnych...? A do tego wróciły wyraziste, choć surowo-roślinne fistaszki i łagodne tahini. Na zasadzie kontrastu lekko zaznaczyły się też cierpkie zioła.
Czekolada mi smakowała, jednak wolałabym, by była o wiele mniej słodka. Jej słodycz przez długi czas trzymała się średniego poziomu, ale w końcu się wyłamała i poszła w melonowo-arbuzowym zbyt cukierkowym kierunku. Dopóki była kwiatowo-chałwowa, naturalnie sezamowa podobała mi się. Jednocześnie brakowało mi gorzkości - ta prawie nie wystąpiła. Była za to pewna wytrawność fistaszków surowych, sezamu, ziół i przypraw, w tym tymianku, ale to trochę za mało. Fistaszki, tahini łączyły wytrawność z neutralnością, ogół bardzo łagodząc. Ciekawe nuty, ale właśnie.. .za słodkie. Chałwa z fistaszkami i zioła... ach, szkoda, że pewne elementy je zaburzały. Choć muszę przyznać, że był w tym pewien urok... Kto wie, czy chałwa by nie uciekła przy niższej słodyczy lub przy cukrze trzcinowym.
ocena: 9/10
kupiłam: chocoladeverkopers.nl
cena: €6,95 (za 45g; około 30 zł)
kaloryczność: 602 kcal / 100g
czy kupię znów: nie
Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.