Po tym, jak przeczytałam opis, ta czekolada wydała mi się bardzo dziwna. Z jednej strony bardzo mnie zaciekawiła kremem ze świdośliwy, a połączenie ciekawego owocu z nugatem z laskowców wydało mi się po prostu obiecująco smaczne... Ale z drugiej budziła obawy i niezrozumienie. Bułka tarta?! Chlebowe drobinki? Po co? Za nic tego nie czułam, już nawet pomijając to, że nie używam bułki tartej, bo to mnie jakoś tak brzydzi. A jednak takiej żytniej nawet nie znam. Żytni chleb to jedyny jaki jem i bardzo lubię, ale i tak... w nadzieniu? Miałam złe przeczucia. Nie podobało mi się dodanie go, bo w reszcie widziałam duży potencjał. Czułam, że może wszystko popsuć.
Zotter Felsenbirne auf Butterbrot / Juneberry on Buttered Bread to mleczna czekolada o zawartości 50% kakao nadziewana (30%) kremem "ganache" z jagód świdośliwy i białej czekolady z cytryną oraz (25%) praliną / nugatem z orzechów laskowych z przyprawami korzennymi: anyżem, kardamonem, kolendrą, koprem włoskim, cynamonem i solą oraz z (5%) kawałkami ("bułką tartą"?) ciemnego pieczywa żytnio-orkiszowego w maśle.
Otworzywszy, poczułam zapach wyraźnie mocno mlecznej i zarazem lekko gorzkiej czekolady o nienachalnej, karmelowej słodyczy oraz orzechów i migdałów. A dokładniej korzennego, cynamonowo-anyżowego nugatu z orzechów laskowych z echem marcepanu. Próbując obwąchać, co skąd pobrzmiewa, ustaliłam, że spód wydawał się bardziej ogólnie orzechowy, a wierzch zdradzał bardziej marcepanowość. Do tego doszukałam się tam lekko waniliowego i niemal biało czekoladowego echa. Czekolada mleczna zdawała się przemycać chlebowe akcenty, ale jestem pewna, że to jej nuty, a nie dodanych drobinek (bo nie raz czułam tę nutę w Zotterach). Mleczność zaś na pewno pochodziła też ze środka. W tle jeszcze zaznaczyła się lekko słodka, ogólnie jagodowa nutka. Nasiliła się po przełamaniu, wraz z nugato-marcepanem, mlekiem i wanilią.
Tabliczka wydała mi się twarda i masywna, ale też trochę krucha ze względu na nugat. Podczas łamania grube warstwy czekolady trzaskały, a wspomniany nugat trochę się kruszył.
Jakież było moje zdziwienie, iż zobaczyłam, że w mojej tabliczce to owocowy krem jest na dole, orzechowo-chlebowy na górze, czyli odwrotnie, niż pokazują zdjęcia na stronie Zottera. Na oko drobinki chleba ukryły się zupełnie, za to w kremie owocowym dostrzegłam mikroskopijne skórki.
Mimo kruchości, nugat zdradzał też tłustość. Był jednak znacznie bardziej zbity, konkretny. Krem owocowy zaś wręcz mazisty, miękki i plastyczny, a do tego lepki.
W ustach czekolada rozpływała się w tempie średnim, kremowo i dość tłusto. Pokrywała podniebienie smugami, i miękła, mieszając się z nadzieniami, które również z łatwością miękły. Środek rozpuszczał się dość szybko.
Nugat bardziej podpinał się pod czekoladę, chwaląc się maślanością i gęstością. W pierwszej chwili wydał mi się zbity, lecz zaraz poszedł w oleistym kierunku. Poczucie tłustości osłabiał pyłkowo-proszkowy efekt. Z czasem okazał się ziarnisty od drobinek chleba. Nie osłabił jednak poczucia tłustości, bo tu cały czas rozchodziły się jakby kolejne nakłady masła i oleju. Drobinki dodały wnętrzu też pewnej twardości. Gryzione wcześniej były suche i nieprzyjemnie twarde; nieco trzeszczały. Ja wolałam zostawiać je na koniec. Reszta przy nich - gryzionych wcześniej - zmieniała się w tłusto-zawiesinową masę.
Krem ze świdośliwy był znacznie rzadszy i miękki w luźniejszy sposób. Też miał w sobie lekką mleczno-śmietankową tłustość, ale nadal sporo soczystości kompozycji. Ta warstwa znikała najszybciej.
Nugat znikał, zostawiając ogrom różnej wielkości kawałków, kawałeczków i ziarnistych drobinek. Czekolada zostawała najdłużej, ale w końcu i ona się rozpuściła, a ja zajęłam się resztą pieczywa. Nie nazwałabym tego bułką tartą - niektóre kawałki były za duże. Na koniec ten dodatek zrobił się bardziej wilgotny, dziwnie lepko-twardy. Wciąż bardzo, nieprzyjemnie twardy. Kojarzyło mi się to z okruchami pieczywa chrupkiego i zawilgoconą watą cukrową, z jakimś tam drobnym elementem twardych okruchów ciemnego chleba.
Na koniec czułam się bardzo przytłoczona ogromem tych twardych kawałków.
W smaku czekolada roztoczyła delikatną, paloną gorzkość, w której drzemał chlebowo-marcepanowy charakter, wyrazista mleczność i łagodna, karmelowa słodycz. Miała w sobie też coś orzechowego.
Możliwe, że trochę przesiąkła wnętrzem, ale kłóciła bym się, że nie tyło.
W oddali dała o sobie znać słodko-cierpka nuta jagodowa, a zaraz po tym wnętrze podkreśliło także orzechowo-marcepanowy wątek. Nugat właśnie poprzez orzechowość, ale też mleczność, podpiął się pod czekoladę. Wchodził spójnie. Krem owocowy robił to w bardziej przyciągający uwagę sposób, acz o i on nie odstawał aż tak bardzo.
Krem orzechowy na pewno podniósł słodycz. Emanował słodyczą maślano-mlecznego nugatu, który posłodzono cukrem pudrem. Czuć w nim wyraźnie orzechy laskowe. Orzechy podkręcone ciepłą korzennością. Orzechy prażone, może ze skorkami... Do których zaraz dołączył nieco chlebowy, wytrawniejszy akcent i jeszcze więcej maślaności.
Gdy z ciekawości wcześniej pogryzłam chlebowe drobinki, wydawały się niedookreślone, tyle tylko że pieczone, ale jakieś... kartonowo-chrupko pieczywowe.
Krem ze świdośliwy też umacniał słodycz. Początkowo przejawiał mleczny, również trochę nugatowy, trochę waniliowy smak, do którego dołączał coraz więcej soczystości. Jego słodycz rosła w nieco biało czekoladowym kontekście. Czułam w nim kwaskawo-cierpkie jagody. Z czasem zarejestrowałam, iż ich kwasek podkręcała cytryna. Nie jakoś mocno kwaśna czy wyrazista, ale niewątpliwie obecna. Spowodowała, że i słodycz wydała mi się silniejsza - zadziałał kontrast. Raz po raz wydała mi się nawet lekko miodowa, miodowo-drapiąca.
Co ciekawe, nugat laskowy chyba też na zasadzie kontrastu podkreślał owocową soczystość tej warstwy. Gdy spróbowałam owocowego kremu osobno, wydał mi się bardziej nugatowo-marcepanowy.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa soczystość zaczęła jednak słabnąć. Jagodowy motyw ulegał słodyczy wanilii i białej czekolady.
Z czasem nugat zaczął mi się wydawać rozmyty, tłusty smakowo, maślano-oleisty, a niesatysfakcjonująco laskowy. Przyprawy, głównie kardamon, cynamon i anyż, jednak z tej tłustej toni się wychylały. Wraz ze słabnięciem świdośliwy, w zasadzie odgrywały coraz ważniejszą rolę. Nie ważną, ale ważniejszą niż początkowy niebyt (z którego to się wychylały). Ciemny chleb niegryziony nie odzywał się zbyt wyraźnie. Raz po raz przemykała mi przy nich odrobinka soli.
Nugat laskowy spróbowany osobno cierpiał na to samo: z czasem wydawał się mdło mało orzechowy.
Z czasem tonął w słodyczy białej czekolady i wanilii, która aż trochę drapała w gardle.
Na końcówce czekolada wydawała się bardziej gorzka, cierpkawa i wyraźniej chlebowa, palona. Jej mleczność jednak też miała się dobrze. Słodycz jednak i jej się udzieliła. Ogólnie było bardziej słodko.
Kawałki ciemnego pieczywa na koniec smakowały dość wyraźnie jakby połączeniem okruchów starego ciemnego chleba, pieczywa chrupkiego, żytniego czy mieszanego, z czerstwą skórką chleba raczej jasnego (nie pszennego, ale trudno wskazać jakikolwiek - to nie była wyrazistość na tym poziomie) trochę pieczono.
Skórki świdośliwy, jakie się ostały, nie miały żadnego znaczenia wśród kawałków.
Po zjedzeniu został posmak bardzo słodki, wręcz biało czekoladowy, waniliowo-nugatowy, oleiście-maślany, w czym to i orzechy laskowe trochę się zaznaczyły. Do tego przewinęły się kwaskawe, jagodowe owoce i gorzko-mleczna, cierpkawa czekolada. Czułam też smak jakby słonego pieczywa chrupkiego mieszanego.
Czekolada mnie do siebie nie przekonała. Nie rozumiem, po co, skoro robi się krem z czymś tak ciekawym i niespotykanym jak świdośliwa, podkręcać - a w zasadzie zagłuszać - ją jeszcze cytryną. A jednak akurat warstwa owocowa całkiem nieźle właśnie świdośliwą smakowała. Była za słodka, ale wystarczyłoby, że dodano by do niej dobrą warstwą orzechową i mogłoby być dobrze. Nugat laskowy był tłusto rozmyty, jeśli o laskowość chodzi. Czuć w nim jednak trochę przypraw korzennych i chlebowe okruchy. Przyprawy korzenne niekoniecznie pasowały do części owocowej, ale w zasadzie gdyby na tym to się kończyło, to jeszcze mogłoby być. Tylko ta chlebowa drobnica bardzo przeszkadzała całości. Przy całym moim uwielbieniu do chleba żytniego, tu wyszło to niesmacznie, a struktura potworna. Jak stwardniałe pieczywo chrupkie. Stąd z całkiem ok tabliczki, przez okruchy było to niezjadliwe na dłuższą metę.
Po 12 gramach odpadłam i oddałam resztę Mamie. Gdyby nie twarde chlebowe parszywce, pewnie można by się w to wciągnąć, ale ich w dodatku było bardzo dużo. Bez nich czekolada spokojnie dostałaby 6, ale że raz były niesmaczne, a dwa miały okropną strukturę, poleciały 2 punkty. Psuły bowiem 2 rzeczy.
Mama jednak też nie zmęczyła, bo jak to opisała "Beznadziejna, co ten Zotter wymyślił? Chyba sobie zażartował tym chlebem. Potencjał jest, zapowiadało się dobrze i aż się ucieszyłam. Tam te jakieś owocowe nadzienie, drugie... Nie wiem, dokładnie jakie, ale jakieś i ma koniec chleb. Jakby taki stary, czerstwy ciemny chleb. Odciągał uwagę od wszystkiego, co było wcześniej. Beznadzieja".
Resztka powędrowała więc do ojca. Jemu... smakowała: "bardzo ciekawa ta czekolada z chlebem. Ten chleb... wyrazisty taki i w sumie pasujący, no, ciekawy".
ocena: 4/10
kupiłam: zotter.pl (dostałam)
cena: jak wyżej, ale cena to 22,49 zł (za 70g)
kaloryczność: 556 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, pełne mleko w proszku, orzechy laskowe 6%, świdośliwa / jagody czerwcowe 6%, odtłuszczone mleko w proszku, syrop z cukru inwertowanego, masło, mleko, mąka żytnia 1%, liofilizowane jagody, olej z orzechów laskowych, syrop skrobiowy, mąka orkiszowa 1%, słodka serwatka w proszku, emulgator: lecytyna sojowa; koncentrat soku z cytryny, cukier trzcinowy pełnoziarnisty, sól, sproszkowana wanilia, kminek, proszek cytrynowy (koncentrat soku z cytryny, skrobia kukurydziana, cukier), anyż, koper włoski, kardamon, emulgator: lecytyna słonecznikowa; kolendra, anyż gwiazdkowy, cynamon
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.