poniedziałek, 22 lutego 2021

Lindt Excellence Dark 70 % Cocoa ciemna

Jak pisałam przy Lindt Excellence 65 % Cocoa Milk Chocolate, po latach postanowiłam wrócić też do 70 %, a więc klasyka. Niejednokrotnie dostawałam pytania, jakie czekolady mu dorównują, a które są tańsze. Sęk w tym, że na przestrzeni lat od jego zrecenzowania, odkryłam, że właściwie wiele czekolad i tańszych, i droższych jest równie dobra czy lepsza pod wieloma względami. I wystawiona mu 9 była mi solą w oku, bo nie byłam pewna, czy z czystym sumieniem nadal w moim odczuciu był czekoladą na tę ocenę.

Lindt Excellence Dark 70 % Cocoa to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao.

Już rozrywając sreberko poczułam intensywny (chociaż nie tak intensywny jak w przypadku Excellence z dodatkami, a więc o niższej zawartości kakao), wytrawnie gorzki zapach o palono-kawowym, przystępnym charakterze. Przejawiał soczystość żywych drzew i żywicy. Osnuty był dość pewną siebie słodyczą o waniliowo-karmelowym i owocowym podszyciu. Pomyślałam nawet o odrobince przypraw i likierze.

Tabliczka była gładka, ale nie tłusta. Przy łamaniu trzaskała głośno i chrupko, okazując się twardą.
Lekko ziarnisty przekrój nie pasował do tego, jak zachowywała się w ustach: kremowo-tłusto i aksamitnie, gładko, acz nie idealnie. Rozpływała się pozytywnie powoli, zalepiająco (minimalnie w tym aż ulepkowato) i bez oporu. Miękła, zachowując formę z racji gęstości. Czekolada wydawała się pełna, ale nie ciężka.

W smaku od chwili wgryzienia się czuć dość mocne, ale nie przesadzone palenie. Dominowała stateczna gorzkość palonej kawy, która powoli rozchodziła się po ustach. Był to smak wyrazisty i intensywny, ale nie szarżujący.

Mieszał się ze słodyczą, która także szybko pojawiła się bez oporów. Weszła poprzez wanilię, serwując następnie waniliowo-cukrowy splot. Z racji paloności prędko pomyślałam o palonym cukrze, a więc karmelu, acz bardziej maślanym. Uchwyciłam też niemal owocową soczystość. Skumulowana słodycz podszepnęła morele i suszone śliwki kalifornijskie.
Do kawy zaś dodano odrobinę likieru i śmietanki. Słodycz za ich sprawą była odważna, ale nie zwyczajna i tylko odrobinkę za mocna. Na szczęście łączyła się z leciutką cierpkością. Waniliowo-karmelowy duet skojarzył mi się z wykwintnym wydaniem nadzień popularnych batonów (żadnego konkretnego), z ciągnącym karmelem (który równie dobrze mógłby być nazwany "toffi") i... nugatem?
Zaraz dołączyła do tego maślaność, mieszająca kawę ze słodzidłami i jeszcze dosadniej sugerując prażone orzechy w formie nugatów.

Do głowy przyszło mi wykwintniejsze kawowe ciasto murzynkowatego typu, przyprawione i wilgotne... Wilgotne albo i nieco soczyste jak... żywe drzewa z lasu iglastego po deszczu. Tym razem to tu wyłoniła się drobna soczystość. Przez moment pomyślałam o suszonych morelach i śliwkach kalifornijskich lub likierze morelowym, ewentualnie jakiejś morelowej warstewce we wspomnianym ciachu. Lekka cierpkość przyjemnie zawiązała sztamę ze słodyczą.

Właśnie one, waniliowo-soczysta słodycz i cierpkość kakao o kawowo-likierowych zapędach - harmonijne i wyważone - zostały w posmaku. Łączyła je paloność, ale i pewna rześkość lasu czy nawet odległych owoców.

Całość odebrałam bardzo podobnie jak lata temu. Znów ubolewam, że to 70 % nie jest bazą pod wszelkie Excellence z dodatkami (mają po 47-49%), bo ta jest przepyszna. Nie sposób jednak nie pomyśleć tu o konkurencji, np. Grossie 70 %. W nim również czułam paloną kawę i śmietankę oraz słodycz karmelu (bardziej karmelki). To, czym mnie Gross ujął, to własnie śmietanka, nie maślaność. Obie jak na tę zawartość bardzo słodkie, ale wciąż przyjemnie cierpko-gorzkawe. Morelowe tchnienie utwierdziło mnie w przekonaniu, że mimo nieco sztucznie zawyżonej ceny, Lindt zasługuje na 9.
To obecnie jednak z moich czekolad typu "do dojadania / zagryzania" - czyli takich, których zawsze mam zapas i dojadam, gdy np. degustuję jakąś o śmiesznie małej gramaturze lub jakaś mi nie smakuje. Inna z takich to wspominany Gross.


ocena: 9/10
kupiłam: Kaufland
cena: 5,99 zł (promocja)
kaloryczność: 566 kcal / 100 g
czy kupię znów: w promocji tak

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, wanilia

5 komentarzy:

  1. Ostatnio jadłam dwie czyste ciemne i przy obu - choć przy jednym bardziej - myślałam o cieście. Co prawda o czystym czekoladowym bez domieszki kawy, ale jednak. Zazwyczaj czuję wino, owoce. Ciekawe, dlaczego tym razem skojarzenia poszły w inną stronę. Jedna z nich miała 70% i była pyszna, ale za słodka. I tu znów ciekawe, czy rzeczywiście była, czy 70% to już dla mnie za mało. Do Lindta kiedyś pewnie wrócę, niemniej też poczekam na promocję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo wyobrażając sobie ciasto można do niego "więcej dodać"? Skojarzeniowo w sensie. Jak masz przed oczami wyobraźni tabliczkę czekolady to chyba byłoby trudniejsze. A tak w ciasto... zatapiasz się, na coś w nim trafiasz, warstwa po warstwie, nuta po nucie... Może o to chodzi?

      Dla mnie 70 % obecnie prawie zawsze są przynajmniej trochę za słodkie, co mnie denerwuje, bo plantacyjne zazwyczaj tej zawartości się trzymają. Nawet ich tak mocno za to nie krytykuję, bo jednak 70 % kakao... no po prostu są słodkie - to słodycze, mają być słodkie... Tak to sobie staram tłumaczyć i przejść nad tym do porządku dziennego, bo o porządnie ciemne nie tak łatwo z kolei.
      Dopuszczam jednak zasładzanie się dobrą czekoladą - wszak jest coś takiego jak zasłodzenie pozytywne, i ekhem... w końcu Chwile Zasłodzenia.

      Swoją drogą - zaskakujesz mnie nieustannie tym, że często np. czekolada ciemna 70 % jest za słodka, a np. lepiej znosisz słodycz zwykłych ciastek, które ogółem są znacznie słodsze. Może chodzi o to, że... czekolada jest czysta? O sposób jedzenia? (Pisałam Ci ostatnio, że kawałek i ja z ciekawości pogryzłam i był wstrętny i przesadzoną słodyczą mnie uderzył dosłownie.) Chodzi mi o to, że inne słodycze możesz jeść sobie inaczej, urozmaicać itp. A to mniej słodkie coś tam rozpuszczasz, a to słodszą część pogryziesz itp.

      Usuń
    2. O, weź jeszcze pod uwagę, że czekolady, o których piszesz pewnie są słodzone białym cukrem? Moje degustacyjne są trzcinowym, a i ten już mi czasem w nich wydaje się... trochę przeszkadzać. Tragedia, bo niedługo niewiele mi zostanie tych słodkich w punkt! Stąd i sobie tłumaczę, że czasem chyba za wiele wymagam.

      Usuń
  2. Jadłam niedawno. Bardzo mi smakowała. Długo nie kupowałam, ale po tym jak wyczerpałam zapas Tesco finest trzeba było coś znaleźć. Wróciłam więc do dawnej miłości ;) całe szczęście, że nie obniżyła jakości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam to samo, ale właśnie cieszę się, że wróciłam w końcu. Mało, że nie obniżyli! Np. 85 % poprawili! Recenzja jednak za jakiś czas.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.