wtorek, 5 maja 2026

(Millano) Choctopus Czekolada Deserowa ciemna 50 %

Nie robię zakupów w Żabce. Traktuję ją jako absolutną ostateczność w wyjątkowych sytuacjach, więc sama z siebie nie zainteresowałabym się ich czekoladą o niskiej zawartości kakao. Tym bardziej, że nawet jej opakowanie nie wpisywało się w moją estetykę. Motyw ośmiornic w porządku, ale nie taki "sweet". A w dodatku, kiedy czułam, że to pewnie Millano-Baron. Ojciec jednak wyskoczył z pytaniem, czy znam te czekolady. No... nie znałam. Pomyślałam więc, że w sumie mogę poznać. W zasadzie o samej marce za wiele nie znalazłam. Nawet jakiejś pewnej informacji, czy Choctopus to marka własna Żabki, czy można ją kupić też gdzie indziej. To, że produkuje ją niecierpiane Millano, zapowiadało niemiłe wrażenia, a zawartość kakao potencjalne przesłodzenie. Stąd decyzja, że mimo iż to czysta czekolada, wezmę ją w góry. Czułam, że w domowych warunkach odbiorę ją o wiele gorzej. Tak też otworzyłam ją na Sarniej Skale, na którą weszłam, idąc żółtym szlakiem z Doliny Białego przez Czerwona Przełęcz.

(Millano) Choctopus Czekolada Deserowa to ciemna czekolada o zawartości 50 % kakao.

Po otwarciu poczułam intensywny zapach, łączący nie za wysoką, ale wyraźną słodycz i leciuteńką gorzkość. Sporo wanilii przygłuszało trochę cukrowość, a w dodatku mieszało się z soczystym motywem. Za tło robiła im ciepła, niezbyt mocna "kawa mocy", czyli z dodanym olejem kokosowym, trochę drzew i orzechów (arachidowych?). Akcent oleju kokosowego i fistaszków sugerował jakieś zdrowe słodycze batono-ciasta jak np. Legal Cakes. Soczystość trudno było dookreślić, ale chyba należała do jakiegoś słodkiego czerwonego owocu.

Tabliczka była twarda w masywny sposób i adekwatnie trzaskała podczas łamania. 
W ustach rozpływała się w średnio-wolnym tempie, zachowując zbitość, mimo mięknięcia. Roztaczała maziste smugi, ujawniając proszkowość. Choć nie twarda, wydała mi się masywna, konkretna. Końcowo wyłoniła się do tego tłustość, jakby nieco oleisty poślizg, ani trochę nie osłabiający lekkiej proszkowości.

W smaku od początku czuć słodycz. Najpierw o zaskakująco nie wysokim poziomie. Przemknęła wanilia, a po chwili wkroczył cukier. Słodycz zaczęła rosnąć.

Zaznaczyła się lekka goryczka i nawet coś... soczystego?

Goryczka okazała się w zasadzie delikatną gorzkawością. Sporo w niej paloności, przelotnie nawet trochę spalenizny i trochę palonego drewna, ale nie tak w pełni jednoznacznego.

Soczystość podczepiła się pod słodycz. Pokazały się słodkie czerwone owoce. Nasiliły się wraz ze słodyczą, która wspięła się na wysoki, acz nie męczący poziom. W zasadzie nawet miała w sobie coś szlachetnego. Częściowo za sprawą wanilii, ale nie tylko. I nagle... czereśnie zaczęły przełamywać słodycz cukru i wanilii. Soczystość rozgościła się na dobre. Nie była silan, ale odkąd się wyłoniła, wyraźna.

Palone drewno pobrzmiewało na tyłach i... zaczęło słabnąć. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa odnotowałam bardzo delikatną kawę, walczącą o podtrzymanie gorzkawego wątku, jednak zaraz i ją złagodzono. Zrobiła to... odrobina mleka, wlewającego się do niej? Nuty ni mlecznej, ni oleju kokosowego?

Łagodnienie gorzkości ujawniło orzechowy akcent. Za sprawą soczystości wyobraziłam sobie PB&jelly, a więc połączenie masła orzechowego i galaretki / dżemu. Następnie przycichło, a mi przez myśl przemknął krem mleczno-arachidowy, by zmienić się zaraz w ogólną orzechowość i zatracić się w niemal piernikowym motywie.

Pomyślałam o czekoladowych piernikach, nadzianych dżemem z czerwonych owoców i niewątpliwie lekko korzennych. Z drobna cierpkością? Maźniętych kakaową polewą?

Po zjedzeniu został posmak bardzo słodko waniliowo-owocowy, czereśniowy i lekko dżemowy, ale też drzewny i arachidowy. Towarzyszyła temu leciutka cierpkość prostego, ale nie taniego kakao.

Ciekawy pomysł na niezabójczo słodką niezbyt ciemną czekoladę. Acz dałabym jej nawet jakieś 55%, może 60%, a nie 50%. Dobrze, że część cukru zastąpiono innymi elementami, które dały ciekawy efekt. Soczyste czereśnie, dżem i masło orzechowe, krem orzechowo-mleczny przy odrobinie kawy, drzew i z waniliowo-cukrów słodyczą wyszły całkiem smacznie. Nie moja bajka, bo jednak było słodko i łagodnie, nie gorzko, ale w górach całkiem przyjemnie, gdy zapotrzebowanie na cukier rośnie (bo jednak trochę go tam było). Założę się, że ci, którzy nie przepadają za czekoladami o wysokiej zawartości kakao, ale nie chcą się też zacukrzyć, mogą być bardzo zadowoleni. 


ocena: 7/10
kupiłam: ojciec kupił w Żabce
cena: 8 zł (za 80g)
kaloryczność: 508 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, emulgatory (lecytyny z soi, polirycynooleinian poliglicerolu), tłuszcz mleczny, pasta orzechowa (orzechy laskowe, orzeszki arachidowe), ekstrakt z wanilii

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.