sobota, 2 maja 2026

biszkopty Italliamo Savoiardi Sardi

Mam stały plan, system recenzowania słodkości. Zdjęcia zawsze muszą być rano, w kuchni, przy odpowiednim świetle. Tym razem się z tego wyłamałam i w ogóle na to, by obiekt dzisiejszej recenzji obfotografować i opisać, wpadłam spontanicznie. A jestem uosobieniem braku spontaniczności. Robiłam wieczorem Mamie tiramisu i zorientowałam się, że dziś przedstawiane biszkopty są zupełnie inne niż Andante Biszkopty Ladyfingers. Przy podlinkowanych zastanawiałam się, czy nie są przypadkiem bardzo bazowe, charakterystyczne dla tego typu biszkoptów. Te dały mi odpowiedź. 

Italliamo Savoiardi Sardi to "sardyńskie podłużne biszkopty" typu ladyfingers marki własnej Lidla, wyprodukowane we Włoszech dla Lidla.

Po otwarciu poczułam zapach słodkich, jajecznych biszkoptów z echem jakby wytrawnych, trochę tekturowych wafli. Coś mi w nich nie grało.

Wielkie, grube biszkopty były zaskakująco lekkie jak na swoje gabaryty. Wyglądały na wypieczone minimalnie i lśniły od drobnych kryształków cukru.
Biszkopty w dotyku wydawały się suchawe i delikatne, ale gdy tylko je przełamałam czy odgryzłam kawałek, zdradziła się ich miękkość. O ile wierzch, skorupka była nieco bardziej twardo-krucha, tak środek wydał mi się dosłownie mięciutki i puszysty, lekki, trochę wręcz "bułeczkowaty". Jakby spulchniono napowietrzony?
W trakcie jedzenia biszkopty trzeszczały od cukru, który widać gołym okiem na wierzchu i miękko wlepiały się w zęby, po czym zaraz się rozpuszczały. Gdy w ogóle ich nie gryzłam, a pozwoliłam im się rozpuszczać, jakby uchodziło z nich powietrze, a one dały się poznać jako puszyste, piankowe i spulchnione. Mięciutkie i delikatne. Do jedzenia osobno taka forma może i jest przyjemniejsza od masywnych i suchych Andante Biszkopty Ladyfingers, ale w tiramisu to nie grało (więcej o tym, jak sprawdzają się w tiramisu, na dole, pod recenzją). 

W smaku zależy jak się je ugryzie.
Gdy najpierw brzeżek, gdzie więcej skorupki, od razu czuć wysoką słodycz. Zapewne od kryształków.

Gdy nie gryzie się samych "końcówek", gdzie najwięcej brzegów (dziwnie to brzmi), a tak bardziej ze środka (czyli dotyczy to większości każdego biszkopta) wydawały się najpierw zachowawczo słodkie. Słodycz powoli rosła wraz z wyraźnym, jajecznym smakiem. Ogólnie były bardzo łagodne, wypieczone leciutko, a w tle odnotowałam jakby papierowo-kartonowy motyw. Nie zdążyłam się na nim skupić i już szarżowała słodycz od rozpuszczających się drobnych kryształków.

Choć biszkopty wydały mi się nie takie ogólnie przecukrzone, to słodkie nierównomiernie, przez co w pewnym momencie słodycz bardziej porażała i denerwowała.

Andante Biszkopty Ladyfingers mają inne wady, dziś przedstawiane inne, i szczerze, jakbym miała któreś jeść osobno, wolę opcję pomiędzy, czyli małe okrągłe (np. Auchan Biszkopty). A jednak... takie długie ponoć służą głównie do tiramisu. Stąd i recenzując, także to, jak się w nim sprawdzają, warto uwzględnić.

Jak dziś prezentowanym poszło w tiramisu?
Namaczane szybko za bardzo miękły i potrafiły się rozpadać. W zasadzie wystarczy sekunda nieuwagi, by się wygięły i rozpadły w palcach. Gdy Mama zabrała się do nakładania tiramisu, okazało się, że biszkopty tak rozmiękły, rozmokły że nie da się wyłożyć na talerzyk kształtnego kawałka. Ciasto rozpadało się. Kiedy zasiadła do jedzenia, okazało się, że "nasączenie" wypłynęło z nich na spód. Były miękkie i ponoć zdecydowanie za bardzo mokre. Mama podsumowała, że nie nadają się do tiramisu (mimo że na opakowaniu takie przedstawiono ich przeznaczenie). Ich smak ponoć w tiramisu też się nie sprawdził, bo nie zachował kawy, którą je nasączyłam, a same po prostu... były. Co ciekawe, likier amaretto jakoś dał radę się w nich utrzymać. Odrobinkę skubnęłam i... faktycznie. Czuć słodkawo-kartonowy biszkopt i likier, pobrzmiewała jakaś goryczka, ale kawa jakby... wypłynęła z nich? Dziwny efekt. Okropny. Kompletnie mokra struktura, jakby wyjęte z wody, to porażka.

Do tiramisu - a takie przeznaczenie podano na opakowaniu ("idealnie smakują jako przekąska lub jako składnik tiramisu czy innych deserów") - nie nadają się. To przesądziło, że wystawiłam 4, nie 5. Bo gdyby jeszcze nic nie pisali, nie sugerowali przeznaczenia... Biszkopty jako jakieś tam biszkopty no, mogły by być. Uznałabym, że twórcy po prostu mieli taki pomysł: na miękkie biszkopty. No, ale nie do tiramisu mi z tym, moi drodzy... Forma do czegokolwiek nieporęczna. Smak niby w porządku, a gdyby był bardziej wyważony, bez cukru na wierzchu, mogłyby być przyjemne.

Sprawdzając recenzję tknęło mnie, by zgooglać "sardyńskie biszkopty". Nie znalazłam nic konkretnego oprócz paru zdjęć słodkości wyglądających jak eklery z takimi biszkoptami i kremem z mascarpone. Do tego takie długie, duże biszkopty mogłyby pasować, jednak coś czuję, że te zrecenzowane szybko by zamokły.


ocena: 4/10
kupiłam: Mama kupiła w Lidlu
cena: nie pamięta
kaloryczność: 361 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: 45% jaja, mąka pszenna, cukier

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.