Bardzo cieszę się, że gdy czekolady Meybony zawitały do Auchan, kupiłam wszystkie. Meybona Feine Vollmilch Schokolade Papua New Guinea 45 % Kakao / Fine Milk Chocolate 45 % Cacao była ciekawa, choć nie usatysfakcjonowała mnie. Kupiłam ją bowiem do kremu do ciasta, a jej nuty w pierwszej chwili wydały mi się za specyficzne tak właśnie do czegoś. To jednak sugerowało, że ciemna wersja może być naprawdę warta uwagi.
Meybona Feine Dunkle Schokolade Papua New Guinea 72 % Kakao / Fine Dark Chocolate 72 % Cacao to ciemna czekolada o zawartości 72% (miazga + tłuszcz) kakao trinitario z Papui Nowej Gwinei; konszowanie trwało 48 godzin.
Po otwarciu poczułam złożony, rześkawy zapach, na który złożyło się trochę cierpkich ziół, kwaskowato-słodkich owoców i kwiatów, które niewątpliwie dopuściły do głosu sporo słodyczy. Mieszany się z wanilią, co stanęło jakby w opozycji do bardziej wytrawnego splotu ziół i przypraw. Te miały w sobie coś aptecznego i goryczkowo-ostrego. Chyba czułam rozmaryn oraz tymianek, kardamon, goździki i gałkę muszkatołową. Korzennie jednak nie było. Zioła wydawały się bardzo... roślinne? Co podchwyciła nutka kaszy, chyba pęczak. Wspomniane już owoce kojarzyły mi się z kwaskawo-słodkim duetem mango i brzoskwiń, przerobionych na soczysty, a zarazem lekko octowy relish, głównie mango relish. W nim wskazałabym obecność czerwonego octu winnego.
Tabliczka szczyciła się twardością i przy łamaniu trzaskała głośno i chrupko.
W ustach rozpływała się gęsto i powoli. Przejawiała średnią tłustość, kojarzącą się z serkiem homogenizowanym, w którym z czasem pojawia się trochę wody. Z czasem woda mieszała się zaś z namiastką soczystości, a a na koniec serwowała pylisty efekt. Do tego lekko ściągała.
W smaku przywitała mnie słodycz wanilii. Za nią zaznaczyło się trochę cukru, słodycz wzrosła, ale trzymając się jednak waniliowego kontekstu.
W tle przemknęły zioła, lekko apteczna cierpkość i sporo rześkości, świeżości. W niej coś było... coś niemal niemożliwego do uchwycenia, coś trochę... ciężko-kwaskawo owocowego? Czerwono owocowego?
Słodycz w tym czasie zrobiła się dosadniejsza, przywodząc na myśl waniliowe toffi, miękkie i bardzo słodkie cukierki. Poprzez nie do kompozycji na sekundę czy dwie wkradł się lekko cukierkowy element. I on podkreślił owocowy akcent. Jednocześnie potencjalne cukrowe zapędy zyskały bardziej palony charakter. Słodycz szybko wzrosła znacząco, po czym zatrzymała się i na pewien czas nawet trochę cofnęła.
Polała się gorzkość. Ta ewidentnie wykazywała paloność, która umiejętnie wprowadziła do kompozycji wytrawność. Wytrawny motyw płynął z przypraw. Pomyślałam o rozmarynie i tymianku, wspartych nieco korzennymi wątkami chyba kardamonu, gałki muszkatołowej i goździków. Połączyły ostrawość, cierpkość też z pewną rześkością. Tego wszystkiego nie było jednak szczególnie dużo; kryły się w wyrazistej, dosadnej gorzkości na dość wysokim poziomie.
Cukrowo-cukierkowe akcenty podsunęły trochę kwasku, trochę owoców. Najpierw zakręciło się coś czerwono owocowego, a potem przez myśl przemknęło mi cukrowo-ciężkawe, wytrawniejsze mango relish. Takie z odrobiną czerwono winnego octu balsamicznego, z przyprawami. Duszone owoce trochę egzotyczne mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa w nieoczywisty sposób zaadoptowały rześkość. Była to jakby... ciężka rześkość?
Zioła i przyprawy, mieszając się z paloną nutą, przełożyły się na myśl o wytrawnym wypieku, chyba m.in. z ciastem francuskim, trochę maślanym... Do głowy przyszedł mi podwędzany twaróg z ziołami i chyba podpieczony... A podany z żurawiną?
Do owoców dołączyło trochę więcej kwasku ewidentnie czerwonych owoców. Jakby czerwone owoce podsyciły owocowość relish, wciąż z octem winnym. W tym znalazł się teraz już duet mango i... brzoskwini? Która nieśmiało się pokazała, razem jednak z mango roztoczyła więcej rześkości, egzotyki.
Swoistą rześkość poczułam też w tle jako... roślinność? I do niej też zawitała lekka goryczka, w jaką idą niektóre kasze. Ogólna gorzkość bowiem trochę złagodniała.
Słodycz w tym czasie pozostawała nieco wycofana, acz nagle pozwoliła sobie na więcej. Wanilia nie dała o sobie zapomnieć, ale pikanteria ziół zasugerowała też trochę miód. Jakiś dziwny sos miodowo-malinowy, miód przemieszany z malinami, że zrobił się gęsty i czerwony...? Albo to kleisto-szkliste nadziewane cukierki owocowo-ziołowe prosto z apteki, które trochę drapią ostrawą słodyczą?
Roślinność udało mi się dookreślić jako kasza np. pęczak ugotowana na wodzie. Kasza z... orzechami? I suszoną żurawiną? Kasza prażona, palona... i robiąca aluzje do drewna? Nagle w wyobraźni przeniosłam się do wilgotnego, mokrego po kilkudniowych opadach, lasu.
Słodycz podpięła się pod ten nieco wręcz wodnisty wątek, przywodząc na myśl waniliowy ryż lub kaszę, ugotowane na wodzie, ale posłodzony. Z ochotą przemieszało się to z maślanością z pieczonej strefy, bardzo łagodząc kompozycję. Słodycz przybrała za to postać kwiatów, godząc wanilię i miód, a także kryjąc je w sobie. Kwiaty musiały też kwitnąc we wspomnianym lesie. Słodycz przechwyciła nieco piekący element ziół i przypraw.
Po zjedzeniu został posmak kwaskawo-słodkiej, trochę winnie octowej, trochę jak ziołowe cukierki mieszanki mango i czerwonych owoców, mieszających się z rześkimi, słodkimi kwiatami. Kwiaty miały w sobie sporo rześkości, wręcz wody. To wiązało się też z motywem kaszy na wodzie oraz mokrego lasu, drzew. Cierpkość, goryczka i trochę ziół zajęły miejsce w tle, razem z maślanym, wędzono-pieczonym twarogiem.
Czekolada była nie tylko bardzo dobra, ale też ciekawa, przy czym region da się rozpoznać. Wyraziście cierpko-gorzkawa za sprawą ziół i przypraw (rozmaryn, tymianek, korzenne i trochę aptecznych wątków), ale też bardzo słodka od wanilii, wręcz waniliowego toffi i ziołowych cukierków czy kwiatów. Nie brakowało w niej owoców, ale w formie wytrawniejszego relish (mango), czerwono owocowej nuty przechodzącej w ocet winny czy żurawiny do wędzono-pieczonego... czegoś. Ciasto-twarogu na wytrawnie. Trochę kasz, mokrego lasu przełożyły się na bardzo roślinny wydźwięk. I nawet lekka wodnistość bardzo nie przeszkadzała, jak w wersji mlecznej ta dziwna roślinność nie pasowała. Zastanawiam się, czy gdyby ująć jej sporo wanilii, byłoby lepiej (zakładam, że tak), czy to właśnie wanilia tak ciekawie pewne nuty pokierowała i podkreśliła.
Nieoczywiste czerwone owoce, trochę kwasku, trochę naprawdę dosadnej słodyczy, pikanteria kojarzyły mi się z MORO Markham Papua-Nueva Guinea 75 %. Podlinkowana zawarła w sobie jeszcze bananowo-maślany wypiek, dzisiaj przedstawiana wypiek i słodycz waniliową niby rozdzieliła, ale w pewnym sensie i to było jakoś podobne.
ocena: 9/10
kupiłam: Auchan
cena: 17,99 zł
kaloryczność: 597 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie wykluczam
Skład: miazga kakaowa 59%, cukier, tłuszcz kakaowy, wanilia Bourbon
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.