Odświeżona czekoladowa oferta Auchan prezentowała się smutno. To znaczy... Może gdybym nie spróbowała już 2 z tej nowej odsłony, nie byłabym aż tak złej myśli, ale cóż... Zjedzone nie zapowiadały niczego dobrego. Na moje nieszczęście tę kupiłam razem z Auchan Gorzka Miętowa / Dark Mint ciemna 47 % z miętą; nowa / zmieniona 2025 i Auchan Noir Citron.
Wzięłam ją w góry, tego samego dnia co Klingele Chocolates from Heaven 72 % Dark Blueberry Organic Belgian Chocolate, z jednej strony uśmiechając się na takie leśnoowocowe duo, z drugiej czując, że zamiast kumulacji chyba wolałabym jedną owocową, drugą z orzechami. Acz decyzja zapadła. Tabliczkę otworzyłam na Ciemniaku, po przejściu niesamowicie pięknej grani od Małołączniaka. Tym razem Czerwone Wierchy zachwyciły mnie bielą, nie czerwienią. Następnie skierowałam się w dół, przez Twardą Kopę i Piec do Kir. I tam widziałam Widmo Brockenu! Razy 2, czyli... chyba mogę już liczyć na szczęście w górach. Pytanie, czy szczęście miało też dotyczyć czekolad w nie zabieranych...
Auchan Ciemna Kawałki Malin / Dark Raspberry Pieces to ciemna czekolada o zawartości 57 % kakao z kawałkami liofilizowanych malin.
Po otwarciu uderzył intensywny zapach malin, na palono czekoladowym tle. Maliny mieszały się przerysowane cukierkowo-landrynkowe z kwaskawymi liofilizowanymi. Sztuczność była już trochę nachalna, ale jeszcze nie w stopniu wykluczającym smaczność, a jedynie podającym ją w wątpliwość. Słodycz wydała mi się wysoko-średnia, a gorzkość średnio-niska. Trudno było powiedzieć, w jakim kierunku pójdzie smak.
Trochę ulepkowata tabliczka wydawała się łączyć tłustość z suchością. Łamana trzaskała głośno i krucho.
W ustach czekolada rozpływała się w tempie średnim. Cechowała ja mazistość i gęstość. Była maślano tłusta, a zarazem pylista. Okazało się, że kawałków malin zatopiono w niej sporo. Kawałki malin rozbijały gęstość, jako że rozkręcały soczystość. Same bowiem, choć początkowo tylko przez sekundę suche, szybko nasiąkały i w dużej mierze rozpuszczały się wraz z czekoladą.
Gdy na próbę pogryzłam maliny wcześniej, jawiły się jako chrupkie, nie tylko za sprawą pestek. Trzeszczały tak, że czuć, że to liofilizowane maliny.
Czekolada znikała soczyście, z tłusto-wodnistym efektem, a malin na koniec zostawało zaskakująco niewiele.
Maliny gryzione na koniec były chrupiące za sprawą pestek. Zostawało bowiem anikoma ilość farfocli, głównie pestki.
W smaku od razu rozbrzmiewały maliny. Raz bardziej - gdy zahaczyłam zębem o kawałek - soczyście-kwaskawe naturalne, a raz bardziej cukierkowe.
Tak czy inaczej jednak maliny cukierkowo-landrynkowe, sztucznawe i bardzo słodkie mknęły na przód. Szybko zajmowały pierwszy plan. Lekki malinowy kwasek odchodził na tyły. Maliny przytłaczały czekoladę.
Ta jednak i tak się odzywała, tylko że trochę stłamszona. Pojawiła się nuta lukru, może lukru malinowego, ale czuć też po prostu cukrowość.
Spróbowany kawałek samej czekolady, bez malin, okazał się leciutko smakować malinami, takimi między landrynkowo-sztucznymi a naturalnymi, a do tego palona gorzkość wydawała się wtedy nieco bardziej odważna. Nie jednak silna.
Maliny kwaskawe i liofilizowane nasilały się wraz z wyłanianiem i rozpuszczaniem się kawałków. Zwalczały cukierkowy motyw.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa słodycz zbliżała się do ryzykownie wysokiego poziomu. Wciąż była prosta, trochę lukrowa jak lukier malinowy.
Malinowy wątek zrobił się bardziej naturalny, ewidentnie liofilizowany i soczyście kwaśny. Na pewien czas sztuczność się chowała, maliny nie wydawały się już takie przerysowane. Ich kwaśność rosła.
Gorzkość za to, mieszając się z malinami, poszła w dziwnym kierunku. Gorycz i nuta liofilizowano-przecierowych malin przypominała wydawała się pochodzić z jakiś kiepskich przypalonych ciastek z malinami.
Maślaność zaraz zaczęła wygładzać gorzkość, a i słodycz jej pomogła. Baza stała się nieco wyraźniejsza, ale wtedy też zrobiła się nudna, bo nieambitnie słodka i bez charakteru. Do głowy przyszedł mi "buttercream frosting" (amerykański krem z ubitego masła do np. babeczek). To chyba w kontraście do coraz wyrazistszych, soczystych malin.
Malinowy aromat cały czas pobrzmiewał, ale wydawał się coraz mniej nachalnie cukierkowy. Bliżej końca narastała kwaśność, jako że liofilizowane maliny nasilały się.
Sama czekolada zaś uprościła się do słodyczy.
Gryzione na koniec kawałki malin były w dużej mierze pestkami, mającymi swój specyficzny smaczek, ale farfoclowe kawałki też i kwaskiem się popisały.
Po zjedzeniu został posmak trochę cukierkowo malinowy, przerysowany, ale też zwyczajnie kwaskawo malinowy. Za malinami zaznaczyła się ryzykownie wysoka słodycz lukru oraz delikatna cierpkość kakao.
Niby maliny szły w cukierkowość, niby było ryzykownie słodko... Ale miało to swój urok. Mnie trochę męczyło, ale w górach jako tako szło. Słodka, nudna i mało gorzka baza przegrywała z malinami, ale tak, jak smakowała, to bardzo jej nie brakowało. Wolałabym wyrazistszą i bardziej gorzką. Maliny - szkoda, że podkręcono je aromatem. Liofilizowane same wyszłyby lepiej.
Ogólnie prezentowała się nieco lepiej niż Auchan Noir Citron, ale też bez wielkich zalet. Ponad przeciętność trochę się wybiła, ale na pewno nie na tyle, bym miała ją gorąco polecać.
ocena: 6,5/10
kupiłam: Auchan
cena: 9,99 zł
kaloryczność: 529 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, liofilizowane maliny 2%, emulgator: lecytyny z soi; naturalny aromat malinowy








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.