wtorek, 21 kwietnia 2020

J.D. Gross Ekwador 70 % ciemna z Ekwadoru

Nienawidzę, gdy zmienia się produkt, który znam i lubię. A już gdy producent go wycofuje lub zastępuje czymś zupełnie innym... Aż szkoda gadać. Lidl zaczął walkę z cukrem i solą, zmniejszając ich zawartość, co brzmi dobrze, ale w niektórych przypadkach byłam sceptyczna. Czym zapcha lukę? Podejrzliwie łypałam na nową linię uwielbianych przeze mnie czekolad J.D. Gross. Przecież nie sztuka dać więcej kakao - łatwo o to, by wyszedł tłuścioch lub próchno. Wypadła więc Amazonas 60 %, weszła 95%, której nawet nie mam zamiaru próbować (bo czekolady o tej zawartości muszą być naprawdę dobrze zrobione, a tu w jakość - po składzie - wątpiłam)... A co z 70 %? Wyglądała dość podobnie, więc postanowiłam ją zestawić ze starą, której jeszcze mały zapas miałam.

J.D. Gross Ekwador 70 %  to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao arriba z Ekwadoru.

Rozchyliwszy papierek poczułam intensywny zapach palonej kawy, jej mocno palonych ziaren. Pojawił się przy nich ziarnisty kwasek podchodzący prawie pod ziemię lub... zwłaszcza z czasem bardziej pod śmietankę: słodką, acz ze złudnym kwaskiem. Wydała mi się słodka jak śmietankowy / mleczny karmel, do głowy przyszedł mi marshmallow. Było zdecydowanie słodko, a jednak wykwintnie. Jakby ktoś do kawy dodał likierowy sos i pianki.

W dotyku bardzo ciemna tabliczka wydawała się dość tłusta. Przy łamaniu z kolei wydawała liche trzaski, podtrzymując wrażenie tłustości, ale dodając do niego dziwną, pylistą kruchość. Twarda, ale odpowiedniejsze jest określenie "zwarta", niż np. twarda jak kamień.
W ustach rozpływała się w umiarkowanym tempie, ale bardzo łatwo. Gładko, wręcz aksamitnie, acz jakby zaraz miała zrobić się pylista, przez co trochę wysuszała. Oblepiała usta, jak się tylko dało, przeistaczając się w miękko-rzadkawy krem o zachowanej zwartości, który roztaczał lepiszcze fale.  Uznałam ją za nieco nazbyt mięknąco-tłustą (bardziej niż jak dawny Gross; to jego połączenie z Lindtem znanym z Excellence, a więc około 50 % - ale lepszej jakości, nieulepkowatym).

Gdy tylko wgryzłam się w kostkę, uderzyła mnie kawa. Kawa odmieniana przez wszystkie przypadki i kawa... różna. Najpierw jakbym wgryzła się w kawową piankę. Pylista rozpuszczalna, zaparzona i nęcąca pianką, czarna i lekko cierpka (z ziemistą nutą), ziarna tylko co wypalone (prawie za mocno). Stopień palenia szybko wzrósł, zarówno na znaczeniu jak i intensywności, ale zatrzymał się na granicy i nie poszedł w spaleniznę.

Leciutką cierpkość jednak podkreślił. Była to mieszanka soczyście-ziemistego, a jednocześnie pylistego kakao i śmietanki. Jak właśnie coś śmietankowego z kakao albo cappuccino... kawa ze śmietanką, oprószona kakao. Mniej więcej w połowie odebrałam to jako czekoladkowe, cappuccinowe... I wcale nie w złym sensie! Aż, wydaje mi się, że... zaleciało waniliowymi piankami, cukrem-pudrem czy marshmallowem. Nie było w tym jednak ciężkości, a nawet pewna piankowa lekkość. Mimo to, te mgliste nuty trochę mi przeszkadzały, na szczęście jednak....

Zaraz przykryła to słodka śmietanka albo... śmietankowy / mleczny karmel. Karmelki typu Werther's? Pełna i słodziuteńka śmietanka trafiając na paloność przeszła w delikatny, chwilami może nawet maślany karmel. W drugiej połowie maślaność przybrała na znaczeniu, zabierając miejsce kawowej piance. Pokazywała mi w głowie obrazki rozmaitych nadzień i pianki na zaparzonej kawie rozpuszczalnej. Czułam więc lekką goryczkę, cierpkość, ale przewodziła słodycz (którą określiłam sobie jako "tłustą słodycz").

Słodycz, której nie zabrakło charakteru. Do kawy z karmelową śmietanką dołączył bowiem sos... czekoladowo-kakaowy, chyba nieco alkoholowy. Przejął od czekoladkowości pewną budżetowość, ale i tak był smaczny. Podkreślił cierpkość.

Po wszystkim pozostała cierpkość i słodki posmak śmietankowo-maślanego karmelu, cierpkiej i nieco kwaśnej kawy czarnej o niemal ziemistym zacięciu i cappuccino, kawy ze śmietanką. Kontrastowo, a jednak dziwnie w tym konsekwentnie.

Najpierw, gdy nie trafiłam na znaną i lubianą twardość poprzedniej wersji, bardziej zwracałam uwagę na złagodzenie smaku i tłustość, ale... Potem się wciągnęłam. Uwierzę, że z biegiem czasu o starych Grossach zapomnę, bo ten jest niezłym zastępcą. Dużo mocnej kawy, mnóstwo śmietanki, a więc już całe cappuccino (wolałabym więcej ciemnoczekoladowości, ale trudno) i słodycz... Była silna, może nie aż taka bardzo-bardzo za silna, ale kryło się w niej coś, co mi przeszkadzało - taka budżetowość, "tłusta słodycz" (a więc śmietankowo-maślany karmel itp. zamiast po prostu karmel). Nie wydała mi się mniej słodka od poprzedniej wersji, a ogólnie złagodzona tłuszczem, przez co... słodycz paradoksalnie i tak była wyeksponowana.
Tłusta, a jednak wciąż przyjemniejsza od ciemnych ulepkowatych Lindtów.


ocena: 9/10
kupiłam: Lidl
cena: 4,49 zł (za 125 g)
kaloryczność: 565 kcal / 100 g
czy znów kupię: może kiedyś

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, ekstrakt z laski wanilii

-------------
Ogólnie Grossy 70% widzę jako bardzo podobne, ale nowy jest bardziej "deserowo czekoladowy" i cappuccinowy niż ciemnoczekoladowy i palono-kawowy. Nowego cechuje większa miękkość; ogólnie był tłustszy i bardziej przystępny, jego smak zaś... to mocna kawa ze śmietanką, smakowitym sosem, ale i jakimiś zbędnymi nutami pianek etc. Stary Gross był po prostu smakowitą kawą ze śmietanką. Słodycz nowego to jakiś taki bardziej tłuszczowy karmel, a starego - po prostu palony karmel. Poprzedni Gross bardziej mi odpowiadał, był bardziej mój, a nowy jakby dostosowany do ogółu, acz poziom trzyma. Jako jednak że blog jest mój, także ocena moja. Nie ukrywam, że tym samym nie kusi reszta serii, acz 85% kupiłam. 95% nie mam jednak zamiaru, podobnie jak zmienionych (?) z dodatkami (maliny, karmel, pomarańcza).

12 komentarzy:

  1. Ja kupiłam 95% jestem Z niej zadowolona. Nie zauważyłam mankamentów pale ja doświadczenia z czekoladami z wyższych półek nie miałam nigdy. Dla mnie w sam raz. Mam zapas.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapomniałam. Mnue również irytują te cholerne rotacje w produktach które kocham :/ choć nie tylko no zwykły produkt używamy na codzień po modyfikacji też bruz
    Dzi np. Sos nie wyjdzie, ciasto itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zauważyłaś? Może te tak krytykowane w internecie już razem z tymi zmienili? Nie wiem, może i kiedyś się skuszę, bo ostatnio wszystko mi za słodkie, za jakieś tam i z desperacji? Kto wie.

      Tak! Głupie rotacje. Mnie ostatnio dobija w moim jednym chlebie: zawsze kupuję ten sam, w składzie jest m.in ryż brązowy. Czasami jest surowy i twardy jak kamień, a czasami jak i inne ziarna, że mogę spokojnie jeść.

      Usuń
  3. Pamiętam ze to ja wspominałam Ci o tych zmianach. Jadłam stara wersję i dla mnie była smaczna... nie zamierzam próbować nowej - nie mam ochoty. Wydaje mi sie ze wyda mi sie gorsza i zbyt bardzo "tłusta" a przez to i margarynowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko co tłuste kojarzy Ci się z margaryną?

      Usuń
    2. To nie rozumiem, dlaczego akurat ten Gross miałby Ci się wydać margarynowy.

      Usuń
  4. Och, jaki piękny zapach! 50 twarzy Coffee'a :D (koniecznie czytać: Kofeja) I do tego nuta karmelu. Gdybym szukała teraz ciemnej do upolowania, upolowałabym tę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, nie, Kofeje nie... złe skojarzenia, bo naprawdę zapach był fajny.

      Usuń
    2. Olga czy ja Ci nie wysłałam tej 95% ?

      Usuń
  5. J.D. Gross 70% to chyba najlepsza czekolada jeśli chodzi o stosunek cena/jakość jaką jadłem, zwłaszcza jak Tesco Finest zniknęło. Jest tak dobra, że czasem szkoda mi dawać ją do ciast czy do budyniu, ale jak sobie pomyślę, że alternatywą miałby być jakiś Wawel to używam Grossa bez wahania. 85% jest już praktycznie wytrawna i o ile starą 81% z przyjemnością jadłem to nie wiem czy będę powtarzał 85% (no może do sosu mole). W szafce czekają odpowiedniki Moser Roth do wybróbowania. Z nowej linii J.D. Gross świetna jest 56% z kawą (jak ziarna kawy w czekoladzie), a 56% z surowym kakao jest trochę bez sensu, bo okruszki surowego kakao zostają same na koniec i właściwie nic ciekawego nie wnoszą. Poluję jeszcze na białego Grossa, bo podobno ma 33% masy kakaowej i mało cukru jak na białą oraz na mlecznego z mielonymi orzechami laskowymi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, po zniknięciu Tesco finest to jedne z lepszych, ale osobiście wolę Bio z Aldiego (http://chwile-zaslodzenia.blogspot.com/2019/09/fair-dunkle-schweizer-bio-schokolade-70.html), Carrefoura i Auchana (ostatnie dwie marek własnych). Te są dopiero boskie! Według mnie mogą się równać z tymi plantacyjnymi, kosztującymi po około 30 zł za tabliczkę.
      Ja na szczęście takich dylematów z dodawaniem czekolady do czegoś nie mam, bo nigdy jej do niczego nie dodaję.
      Ja z chęcią spróbuję 85 %.
      Obie wspomniane nowe mam, mimo że za kawą w słodyczach chyba nie przepadam jednak, a nibsów nie lubię. Tak samo białej nie mam zamiaru kupować, bo obecnie nie mam ochoty na biały prawie w ogóle, a już zdecydowanie na czyste białe, nudzą mnie, ale... wierzę, że może być dobra.

      Wspomnianą mleczną z orzechami jadłam i polecam! http://chwile-zaslodzenia.blogspot.com/2018/06/jd-gross-mleczna-33-z-mielonymi.html

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.