środa, 29 kwietnia 2020

Georgia Ramon Belize Trinitario 70 % ciemna

Region, który sama sobie nazywam "Ameryką Bardzośrodkową" obfituje w smakowite kakao, ale niestety niewiele tabliczek stamtąd do mnie trafia. A przynajmniej mniej, niż bym chciała. Inna sprawa, że niektórych czekolad zawsze będzie mi mało. Z Belize jest o tyle ciekawiej, że stamtąd jadłam tabliczki tylko specyficznych marek: Zottera i Georgia Ramon. Zotter Belize 72 % był ok, setka GR to jednak setka (preferuję niższą zawartość kakao), ale! Na myśl o Zotter Labooko Belize Toledo 82 % dosłownie się śliniłam. Była przepyszna, a jej nuty niedojrzałych owoców tak wyraziste, że dosłownie zbierała mi się ślina w ustach (czasem mam ochotę na niedojrzałe owoce, a w jej przypadku jeszcze w towarzystwie innych smakowitości... mniam!). Już wyobrażałam sobie smaczną setkę GR sprowadzoną do mojej zawartości kakao, mm!

Georgia Ramon Belize Trinitario 70 % to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao trinitario pochodzącego z Belize.
Czas mielenia kakao tej czekolady wynosi 72 godziny; nie konszowało.

Gdy tylko zbliżyłam się do tabliczki, poczułam mocno owocowy zapach, dość soczysty, ale bardziej rześki jak kwiaty niż czysto, w pełni tego słowa znaczeniu soczyście-owocowy i trochę słodki jak kolorowe landrynki albo muląco słodkie jagódko-borówki / winogrona lub rzeczy o ich smaku. Czułam jakby coś "wieloowocowego", w czym z czasem na pewno wyodrębniłam kiwi, a potem też zielone jabłka i zielonkawe banany... Pieczę nad tym wszystkim sprawowała leciutka nutka prażenia, prażonych orzechów: smakowo łagodnych, a jednak wyprażonych prawie do gorzkości.

Ciemna tabliczka trzaskała bardzo głośno. Była twarda, choć trochę... w pewien sposób krucho-rozpadająca się.
W ustach rozpływała się nieco opornie, bardzo powoli mięknąc. Cechowała ją zwarta, tłusta kremowość, pozorna aksamitność i jakby ukryta w iluzorycznej gładkości piaszczystość czy ziarnistość. Opływała lekko zalepiającymi smugami, po czym jakby nieco się rozrzedzała własną niską soczystością.

W smaku od początku wydała mi się łagodna, serwując delikatną kawę... być może ze śmietanką albo wręcz jakiś śmietankowy deser kawowy. Prażenie zaznaczyło się i uderzyły orzechy, tonąc w tym. To jak "kremowa kawa orzechowa". Z naciskiem na orzechy. Poczułam łagodne, tłuste i wręcz soczyste; może nawet kwaskawe niestety konkretnie nazwać nie potrafię. Obok jednak pojawiła się też gorzkawość orzechów prażonych, jakby trochę okurzonych. Na pewno także karmelizowanych. Słodycz karmelu pojawiła się po chwili, ale nie ruszyła z kopyta. Orzechy w karmelu zdecydowanie stanowiły bazę wszystkiego.

Zaraz rozeszła się słodycz kwiatów i owoców. Winogrona... I zielone, i fioletowe? Najpierw wpisane w kwiaty owoce: dosładzające banany i jagódki zakręciły się i odpuściły na rzecz owoców mniej jednoznacznych. Na pewno soczyste, przez moment może minimalnie landrynkowe, po pewnym czasie upuściły trochę kwasku.

I była to niska, acz znacząca kwaskawość owoców z pazurkiem. Niezbyt oczywiste zielone jabłka i winogrona... po których jakieś multiwitaminowe, egzotyczne klimaty zaserwowały wyraźne kiwi, świeże, bardzo słodkie acz z zaznaczonym kwaskiem figi i delikatne, słodkie cytrusy.

Za owocami pobrzmiewały soczyste orzechy (pomyślałam o tłustych brazylijskich) i orzechy prażone (tu może bardziej migdały)... aż odymione. Kwiatowo-owocowy klimat odebrał wprawdzie dymowi część jego ciężkości (dlatego raz i drugi do głowy przyszło mi raczej "okurzone"), ale gorzkości i ciepła nie poskromił. Pomyślałam o ogniu... który w drugiej połowie rozpływania się kęsa mocno skarmelizował orzechy. Doszukałam się w tym pikanterii korzennych przypraw, w tym cynamonu, chili i pieprzu.

Owoce przemodelowały śmietankę na kwaskawą śmietanę lub po prostu kwasek nabiału.
Cierpkość nabiału mieszała się z tą prażoną, dzięki czemu prażone orzechy bliżej końca zagrały wyraźniej. Kremowa kawa lekko pobrzmiewała, ale nie mogła się w tym odnaleźć. Ja za to wyłapałam karmelizowane do goryczki migdały, przywracające nabiałowi delikatność. Pomyślałam przez chwilę o czekoladowym kremie orzechowym / migdałowym. Gwałtownie wzrosła słodycz za sprawą mlecznego karmelu i ogromu wanilii, która pojawiła się znikąd na chwilę zasładzając zupełnie.

Końcówka była niczym słodki krem waniliowo-mleczny, podbudowany pikantnym karmelem. To też jakby migdały w cynamonie - takiej ilości, że aż ostro-gorzkawym. Owocowa soczystość odeszła nieco na tyły, a w chwili znikania kęsa poczułam ostrość niemal pieprzną.

Wszystko to, bym pozostała z pieprznym drapaniem języka, posmakiem orzechów świeżo-soczystych i prażonych, goryczką dymu i orzechów za bardzo "zognionych" (słowo "spalonych" jakoś mi nie pasuje), a także soczystych owoców. Słodkich i zarazem kwaskawych: kiwi, świeże figi. Czysto, ale jakby wodniście-muląco słodkie ("bananowo-jagódkowe"? też były, a mi wyobraziło się też jakby jakaś "woda smakowa kwiatowa" - z czasem udało mi się znaleźć trafniejsze określenie: winogrona po prostu; i o nich producent pisał, ale jakoś w trakcie degustacji tak klarownie do głowy mi nie przyszły).

Mimo iż delikatna, to bardzo dosadna. Dużo orzechów i karmelowej słodyczy, które w naturalny sposób wiązały się z gorzkością. Dym i pikantne przyprawy stały za ciężkością idealnie wyważoną i zestawioną z soczystością i pożądaną kwaśnością owoców (egzotyczne w tym kiwi, banany i figi, ale też jabłka i winogrona) dały świetny efekt. Ukwiecona słodycz smakowicie to podkreśliła, podobnie zresztą jak nienachalne prażenie. Ta tabliczka miała winogronowy wydźwięk, bardziej niż smak winogron - chodzi o tę silną słodycz, ale jednak soczystość i lekkość. Z tym że to specyficzna soczystość. I tak, jakby jeść całą kiść: można trafić na wszystko od słodyczy przez kwasek po goryczkę. A przy tym czekolada była dość stateczna: smaki płynęły tak, że wiadomo, czego się spodziewać (tylko ta ostrość na końcu każdego kęsa to taki przyjemny prztyczek).

Owoce, kwasek śmietany i prażenie, a także dziwne zestawienie ("kwaśno-gorzki karmel") świetnie pamiętałam z Zotter Labooko Belize Toledo 82 %, która jednak była znacznie kwaśniejsza. O dziwo bardziej kremowo-maślana była setka Georgia Ramon Belize Trinitario 100 %, z którą wiążą ją nuty dymu, palenia, winogron i nabiału, a także taka pewna łagodność. Orzechy w karmelu GR mogą przypominać orzechy w miodzie / karmelu Zottera Labooko Belize Special 72%,  ale ten smakował bardziej maślanie i owocami leśnymi, więc bym ich jakoś specjalnie nie porównywała.
W zasadzie może nie jest to jedna z tych 10-tek, które rozwalają mnie na łopatki, ale na pewno zasłużona.
Producent wypisał w nutach między innymi płatki śniadaniowe - chyba sobie zażartował, bo za nic ich nie czułam. Chyba że by to tak pod migdały i kremy podciągnąć? (Nope.)


ocena: 10/10
kupiłam: Sekrety Czekolady
cena: 19 zł (za 50g; dostałam zniżkę)
kaloryczność: 541 kcal / 100 g
czy kupię znów: mogłabym do niej wrócić

Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy

1 komentarz:

  1. Nigdy nie czułam w czekoladzie kiwi. Ani w zapachu, ani w smaku, ani w domyśle. Interesujące. Multiwitamina - dobre określenie tego zestawu egzotyki. W czekoladzie nie dla mnie, a przynajmniej tak mi się wydaje. To jak z lodami owocowymi. Są w porządku, niemniej wolę inne. O chili i pieprzu nie będę się rozpisywać, bo wiadomo. Podwójne nie.

    OdpowiedzUsuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.