czwartek, 23 lipca 2026

(miniaturka) Chocolat Bonnat Voiron Chuao 75% "Venezuela" Cacao 75 % Chocolat ciemna z Wenezueli

Kiedy zobaczyłam zestaw tabliczek Pralusa Les Cru d'Excellence: 3 Rare Dark Chocolates, decyzję o zamówieniu podjęłam natychmiast. Żałuję, że 2 z nich występują tylko właśnie jako zestaw, bo jedną Pralus Chuao 75 % w 2017 już jadłam. Uznałam jednak, że skoro było to tak dawno, a wystawiłam jej 10/10 z przyjemnością do niej wrócę. Do zakupu dostałam też parę miniaturek, w tym neapolitanki Pralus Carré De Café Cafe au Lait; Noir "czekolada" kawowa mleczna; ciemna / "kawolada". Byłam pewna, że dostałam miniaturki tylko Pralusa, więc jakież było moje zdziwienie, gdy na dzień przed tym, jak miałam porobić jednej zdjęcia i ją zjeść, doczytałam, że to... miniaturki Bonnata. Marki też francuskiej, ale na którą patrzę krzywo. Mimo że jadłam tylko jedną, Chocolat Bonnat Asfarth 65 % Milk Chocolate. Kojarzyła mi się jednak z nieprzyjemną tłustością... Cóż, wygląda na to, że dobrze się stało, iż trafiła do mnie miniaturka. Miałam bowiem jak zweryfikować odczucia bez narażania się na koszty. A może miałam się przekonać?


Chocolat Bonnat Voiron Chuao 75% "Venezuela" Cacao 75% Chocolat to ciemna czekolada o 75 % zawartości kakao z Wenezueli z regionu wioski Chuao, u mnie jako miniaturka / neapolitanka ważąca 3g. 

Po rozchyleniu złotka poczułam intensywny zapach palono-prażonych orzechów. Dominowały włoskie, a towarzyszyły im łagodniejsze, słodsze laskowe. Orzechy umocniły drzewa - mieszane, i iglaste, i liściaste, rosnące sobie spokojnie w lesie. Ten wprowadził trochę świeżości, która wprowadziła kwaskawo-słodki motyw ni jagód, ni wiśni, łączących się na nieco winnej płaszczyźnie. Całość spowijała znacząca maślaność, kojarząca się z ciężko maślanym kakaowo-orzechowym deserem budyniowym.

Kosteczka już w dotyku była tłusta, a przy odgryzaniu kawałka wydała mi się bardzo, bardzo twarda. Wszak zrobiono ją naprawdę grubą. Nie dało się jej przełamać!
W ustach potrzebowała sekundy czy dwóch, trwając w nich niewzruszenie, a potem rozpływała się w tempie średnim, udając grudkę ocieplającego się leniwie masła. Tłusto pokrywała podniebienie smugami i zmieniała się w gęsty, masywny, dość zbity krem maślany.

W smaku pierwszy przemknął kwasek zespojony ze słodyczą, przywodzący na myśl czerwone owoce i jagody, może z cytrusem, który się przy nich zaplątał.

Ruszyła subtelna gorzkość i odważna, trochę wręcz dosadna, choć nie za wysoka słodycz, a kwaśność cofnęła się jeszcze szybciej niż się pokazała.

Jagodowo-czerwone, niedookreślone owoce w tle mimo nieco poważniejszego, niemal winnego charakteru, zapomniały o w kasku. Przeszły w słodycz, niczym najdojrzalsze borówki amerykańskie albo wręcz dżem (podkręcony winem?) z nich. Ogólnie był to jakby wątek poboczny.

Na przodzie za to rozbrzmiał ogrom drzew. Pomyślałam o wiekowym lesie mieszanym, gdzie styka się aromat drzew żywych i drewna leżącego i na przemian wilgotniejącego i schnącego. W akompaniamencie drzew wkroczyły orzechy włoskie. Odpowiadały za gorzkość, która choć wyraźna, nie była wysoka. Zwłaszcza, gdy zaczęły do nich dołączać orzechy laskowe, te już niegorzkie ani trochę. Za to słodkie i w pewien sposób... maślane?

Słodycz nie szalała, ale rosła konsekwentnie z łatwością wchodząc na średnio-wysokawy poziom. Wydawało się, że stara się nie mieszać do nut reszty, ale to silniejsze od niej i jednak to robi. Przede wszystkim na płaszczyźnie owocowej.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa cytrusowe akcenty w owocach zaczęły w końcu przeważać. Nie znaczy to, że rosła kwaśność! Ta wciąż była dość niska. Poczułam grejpfruty i pomarańcze, niewykluczone, że jako kandyzowane skórki... Słodycz uległa im zupełnie i połączyła się z nimi.

Nagle poczułam się, jakby miała do czynienia z nieco przesłodzonym, trochę miodowym winnym grzańcem ze skórką pomarańczy i grejpfruta. Wokół przewijały się też słodkie w specyficzny sposób skórki kandyzowane.

Gorzkość w tym czasie mocno złagodziło masło. Orzechowo-drzewny motyw słabł na rzecz wizji kakaowego, mocno maślanego deseru - chyba w jakimś zimowym wariancie. Wyobraziłam sobie tłustą, orzechową pralinę zrobioną z orzechów... karmelizowanych? Słodycz i do nich się dobrała. Prażono-palone akcenty orzechów podpowiadały karmel, ale słodycz nie była bardzo karmelowa. Robiła aluzje do karmelu, ale nie zaserwowała mi wyrazistego karmelu.

Z czasem orzechowość i palony potencjał wygłaskało masło, masło z korzennymi zapędami i motywem kandyzowanych cytrusowych skórek. Masło... cytrusowo-kakaowe? Albo maślano-korzenny deser z nutą pomarańczy, kakaową śmietanką i kakaem posypany.

Po zjedzeniu został posmak grzańca z kandyzowaną skórką i orzechów włoskich, mocno złagodzonych masłem. Masło... niemal dominowało, choć na zasadzie kontrastu końcowo wychyliła się jeszcze cierpkość mocno palona. Jakbym tak jadła maślany deser, sowicie posypany cierpkim kakao. Niestety jednak, maślaność zepchnęła ją na margines.

Całość mnie nie chwyciła, mimo że czułam potencjał. Czułam też niedosyt gorzkości, niedosyt kwaśności, a słodycz miała niezgrany, denerwujący wydźwięk, mimo że też nie była wysoka. Drzewa, las, orzechy włoskie z dodatkiem laskowych i nuty czerwono-jagodowe, potem wyraźnie cytrusowe i grzańcowe miały potencjał, ale wkomponowano je w zbyt łagodzącą maślaną tłustość. Może gdybym miała więcej, wczułabym się bardziej, ale i tak wiem, że nie zmieniałabym zdania na pozytywne. Za dużo tłustości, a słodycz za prosta. Gdyby więc chociaż cukier dodawano tu trzcinowy zamiast białego, może i mogłabym dać marce szansę. Odstraszają jednak ceny i gramatury (gdybym miała trafić na kiepską czekoladę, wolałabym malutką tabliczkę).


ocena: 7/10
kupiłam: dostałam
cena: nie znam
kaloryczność: 603 kcal / 100 g
czy kupię znów: tak

Składniki: kakao, tłuszcz kakaowy, cukier

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.