Gdy uznałam, że chcę bliżej poznać rzemieślniczą markę z Katalonii, Pangea Chocolate, od razu zamówiłam dwie tabliczki, które z opisów wydały mi się obiecujące. Pangea Chocolate Maya Belize 75 % sprostała oczekiwaniom, bo okazała się naprawdę zacna. Ponoć misją firmy jest ukazywanie różnorodności i bogactwa poszczególnych regionów, co uzyskują poprzez minimalną ingerencję w smak kakao podczas prażenia i mielenia. Liczyłam więc na równie ciekawe doznania przy dziś prezentowanej i... po prostu pyszną czekoladę, bo naprawdę bardzo lubię smak Kolumbii. Do stworzenia tej tabliczki wykorzystano ziarna z centralnego regionu tego kraju, z podnóża Andów.
Pangea Chocolate Tumaco Colombia 73% to ciemna czekolada o zawartości 73 % kakao trinitario z Kolumbii, z regionu miasta Tumaco.
Po otwarciu poczułam zapach niezdecydowanych kwiatów, chyba stulistnych róż, ale zestawionych jakby z "zielonością" świeżych roślin i świeżo skoszonej trawy. To skojarzenie budował też niedojrzały, zielony banan i delikatna, słodko-wodnista biała brzoskwinia. Obok, jakby dla przeciwwagi stanął karmel. Słodki, nieco poważniejszy, ale nie mocno palony, a bardziej karmelkowy. Za paloność odpowiadał nieco przypalony ciemny chleb, trzymający się tyłów oraz świeżo wypieczona, może jeszcze ciepła ni bułka grahamka, ni drożdżówka z dżemem malinowym. Dżemem urozmaiconym płatkami róży? Raz po raz przemykała mi nutka pieprzu różowego.
Twarda tabliczka na dotyk wydawała się mieć w sobie coś tłustego, jednak przy łamaniu trzaskała jakby bardzo sucho. Głośno i konkretnie.
W ustach czekolada rozpływała się wolno, ale bardzo chętnie, mimo zbitości. Już po chwili pokryła podniebienie gęstymi smugami. Ujawniła swą maślaną tłustość, której towarzyszyła delikatna soczystość, końcowo sprawiająca, że czekolada łatwo rzedła i znikała. A zostawiała po sobie cierpkie wrażenie.
W smaku pierwszy rozbrzmiał słodziutki malinowy sernik. Sernik z dodatkiem liofilizowanych sproszkowanych malin, cały słodziaśnie różowiutki, zrobiony z cukrem pudrem. Przesłodzenia jednak zarzucić mu nie można - nawet ten puder musiał być trzcinowy. Niewątpliwie był to sernik na spodzie brownie, jako że prędko i szlachetna gorzkość kakao się odezwała.
Słodka twarogowość zaczęła przechodzić w słodką śmietankę i lody malinowe zrobione na takowej. Leciuteńki kwasek z sernika zatonął w niemal uroczo malinowej masie lodowej.
Słodycz z jednej strony spróbowała wtedy przytoczyć nieco palony akcent, ale szybciej i wyraźniej część słodyczy zaangażowały kwiaty. Przysłoniły maliny, a same zaprezentowały kwitnące krzewy róży stulistnej. Zrobiło się bardzo różano. Słodko-soczyste maliny próbowały jeszcze trochę walczyć o siebie, ale odpuściły.
Różany wątek nie dominował za długo, gdyż palony motyw ani myślał odpuścić. Po trzcinowym cukrze pudrze przyszła pora na karmelki. Słodkie karmelki za sprawą coraz bardziej znaczącego palenia stały się karmelem, a potem nawet... melasą?
Melasa wiązała się z delikatną goryczką. Ta spójnie przechodziła do gorzkości, która szybko wzrastała. Przemknęła mi myśl o nieco za długo pieczonym, lekko przypalonym ciemnym chlebie... Przez moment gorzkość wydała mi się bardziej wytrawna ze względu na kontrast ze słodziutkim początkiem, lecz z czasem przypalony chleb zmieniał się w brownie z karmelem... Paloność łącząca gorzkość ze słodyczą z czasem, mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa, zupełnie rozmyła tę wizję.
Za różami, kwiatami stanęła świeżość jakby "zielona": świeżych, zielonych roślin, zadbanego ogrodu i świeżo skoszonej trawy.
Lekka goryczka związana ze słodyczą, melasowość i ta roślinność przez moment sugerowały trochę... jakby zdrowego kremu chałwowego z tahini i np. syropu z agawy.
W zieloność wkradła się słodycz, która wydobyła stamtąd motyw owoców, a dokładniej jeszcze zielonych bananów. Ich lekką cierpkość załagodziły po chwili słodsze, nieco bardziej niż zwykłe mdławo-wodniste białe brzoskwinie. Słodycz dzięki temu wydawała się rześka i przystępna, choć i tak ogólnie nie była wysoka, a średnia.
Ułożył się w motyw lekko kwaskawego gęstego soku bananowo-brzoskwiniowo-malinowego. Oto bowiem wróciły maliny. Paloność podrzuciła im z czasem motyw jakby przypalono-opalanego dżemy malinowego.
Gorzkość w tym czasie zdążyła się nasilić. Trzymała się przede wszystkim motywu palonego, ale podchwyciła trochę cierpkości i przytoczyła cierpkie zioła i przyprawy. Przyprawy nawet chwilami wręcz ostre, m.in. chili i różowy pieprz? Goryczka, gorzkość i ostrość nakręcały się nawzajem. Pikanteria jednak po fali wzrostu zelżała, a wątek ten poszedł w stronę popiołu.
Owocowość znów słabła. Lekko kwaskawy malinowy dżem zdawał się wieńczyć jakąś grahamko-drożdżówkę, w którym to połączeniu właśnie ona więcej znaczyła. Coś wypieczonego, miękkiego, ale z chrupkimi brzegami, niedookreślonego... Wypieczonego do goryczki?
Dżemowość prawie się zatraciła, a ta niejasna goryczka zasugerowała paloną, gęstą, słodką masę. Melasę? Nie do końca. Rześkość kwiatów i ostatki owoców, roślin narzuciły jej rześkość. Mnie do głowy przyszedł syrop z agawy. Właśnie taki "karmelowawy", ale roślinnie rześki.
Po zjedzeniu został posmak karmelowo-rześki, chyba syropu z agawy, taki melasowo-kwiatowy oraz motyw różanego sernika i... echo zdrowej chałwy z agawą?. Za nim pobrzmiewał splot cierpkich zielonych bananów z dodatkiem malin i białych brzoskwiń, a także jakby opalana nuta i popiół.
Czekolada była bardzo złożona i ciekawa, a do tego bardzo smaczna. Mimo że czułam niedosyt gorzkości. Niski kwasek pasował, słodycz nie przegięła, mimo że miała wiele do powiedzenia. Uroczy początek, słodziusi sernik malinowy i lody malinowe, potem róże i świeżość, rześkość ogrodu z jednocześnie przewijającymi się karmelkami, karmelem oraz motywem wypieku sprawiły, że od początku dużo się tam działo. Ciemny chleb, potem bułko-bułeczka z dżemem, brownie z karmelem pojawiły się i wycofały, by na końcówce znów trochę o sobie przypomnieć. Łagodniejsze owoce, a więc maliny, banany zielone, białe brzoskwinie i chwilowa pikanteria, cierpki popiół - ileż zwrotów akcji zapewniły!
Kwiaty, owoce, w tym banan, wegańskość-roślinność, sezam, które czułam w Beskid Colombia Tumaco Dark 80 % trochę kojarzyły się z nutami dzisiejszej, ale tu ewidentnie widać, jak wiele dobrego zdziałało te kilka % więcej kakao.
Dżemy, syropy, truskawki, chleb, karmel i dym Fruition Chocolate Colombia Tumaco 85 % też miały trochę wspólnego z dziś przedstawianą.
ocena: 9/10
kupiłam: clubdelchocolate.com
cena: € 7,90 (za 70g; około 33 zł)
kaloryczność: 572 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.