niedziela, 26 lipca 2026

Endangered Species Salted Peanuts 60 % Cocoa Dark Chocolate ciemna z orzeszkami ziemnymi i solą

Gdy po latach wróciłam do amerykańskiej marki Endangered Species po zmianach, czekało mnie miłe zaskoczenie, bo tabliczki, które kolejno otwierałam, były bardzo dobre. Stąd, póki jeszcze internetowy sklep iHerb je oferował, zakupiłam kilka kolejnych. Dałam szansę także tym wariantom, które nie byłyby moim pierwszym wyborem, ale które wydawały się, że dobrze zrobione, mogą się udać. 
Tabliczkę wzięłam w wyjątkowe miejsce, bo na Szpiglasowy Wierch (jeden z moich najukochańszych szczytów), na który weszłam zimą od strony Doliny Pięciu Stawów. Z niego zaś zeszłam przez Morskie Oko. Pogoda dopisała! Słońce, nie za silny wiatr i... warunki wcale nie wydawały się takie zimowe. A trochę się ich obawiałam.

Endangered Species Salted Peanuts 60% Cocoa Dark Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 60 % kakao z fistaszkami i solą.

Po otwarciu poczułam intensywny zapach prażonych orzeszków ziemnych częściowo wchodzących w motyw masła orzechowego typu amerykańskiego, a więc słodko-słonego. W zasadzie... mogło to być masło w wariancie czekoladowym. Sól wydała się znikoma, równie dobrze mogła to być tylko sugestia, nie dodatek.  Słodycz wykazała się większą odwagą, prezentując swój waniliowo-nugatowy charakter. Przemknęło więc nawet skojarzenie z wnętrzem Snickersa. W oddali zaś, związany z silna palonością, znalazł się delikatnie gorzki akcent, luźno nawiązujący do fistaszkowego cappuccino.

Tabliczka była twarda, toteż podczas łamania trzaskała bardzo głośno, jakby głucho. Przekrój ujawnił sporą ilość fistaszków. Łamały się wraz z czekoladą, choć i tak wystąpiły pod postacią mocno posiekanej. Były tam więc kawałki małe, średnie i bardzo małe.
Dało się zrobić kęsa bez arachidów, choć trafiły się w większości kęsów. Sól - czasem bardzo delikatna, ledwo wyraźna, czasem bardzo wyraźna, ale nigdy nachalna - wystąpiła może w połowie kęsów.
W ustach czekolada rozpływała się raczej wolno, niby chwaląc się kremowością, ale z szorstkością podążającą za nią jak cień. Kremowość połączyła trochę mazistą tłustość i leciutką pylistość. Z czasem robiła się gładsza, ale nie zupełnie gładka.
Konsystencję urozmaicało sporo kawałków orzeszków, które długo siedziały zatopione w czekoladowej gęstwinie. Kolejnymi mazistymi falami pokrywała podniebienie, a ja z czasem co jakiś czas, nie za często, trafiałam też na rozpuszczający się wraz z nią drobny kryształek soli. Większość soli rozpuszczała się jednak niezauważalnie.
Orzeszki tylko na próbę pogryzłam obok czekolady, by odkryć, że były takie same niezależnie od momentu gryzienia, a różnica tkwiła w czekoladzie, która wcześniej przy nich wydawała się bardziej tłusto -ulepkowata.
Czekolada znikała tłusto, zostawiając dodatki. Tylko fistaszki, bo sól na koniec nie zostawała.
Potwierdziło się, że orzeszków dodano sporo.
Fistaszki wystąpiły głównie w postaci kawałków średnich rozmiarów, ale było też trochę znacznie mniejszych. Chrupały aż miło.

W smaku przywitała mnie średnio silna, ale odważna słodycz o trochę dusznym charakterze, oddająca słodzone masło orzechowe. Amerykańskie "peanut butter", w którym nie żałowano wanilii. Masło w wariancie czekoladowym?

Czasem prawie od razu dawała o sobie znać sól, po czym cofała się i pobrzmiewała bardzo odlegle.

W tle przewinęła się nuta palona, która wprowadziła łagodną gorzkość. Miała ona charakter syropu kakaowego, który mimo cierpkości i gorzkości, dokładał się też do słodyczy. W tle odnotowałam nieśmiałe orzechowe cappuccino.

Dał też o sobie znać ogólnie orzechowy, przechodzący w konkretnie arachidowy motyw.
Gdy spróbowałam trochę samej czekolady, uznałam, że płynął też z niej samej. Przesiąkła arachidami, ale sama w sobie musiała być orzechowa; bardziej ogólnie orzechowa, bo konkretnie masło orzechowe nie pojawiało się w wątku orzechowym bez kawałków orzeszków.
Gdy z ciekawości pogryzłam kawałki arachidów wcześniej, obok czekolady, smakowały średnio, niebyt satysfakcjonująco wyraźnie, a czekolada wydawała się słodsza. Wolałam więc zostawiać je n koniec.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa fistaszki wyłaniały się coraz bardziej i tym samym w smaku coraz więcej się udzielały. Nie trzeba było ich gryźć, by je poczuć. Wciąż kojarzyły się z masłem orzechowym, choć ze względu na rosnącą słodycz do głowy przyszedł mi masło orzechowy Snickers. Było wręcz trochę nugatowo w kwestii bazy.

Punktowo raz po raz pojawiała się sól, z różna siłą. Zawsze jednak podkreślała motyw masła orzechowego, a zagłuszała nugatowość. Parę razy sól wydała mi się wręcz kwaśna. Przebijała się przez wszystko, po czym znikała.

Słoność występowała często, przeważnie jednak była subtelna.

Niezależnie od słoności, z czasem rozchodził się soczysty kwasek. Im słabiej rozbrzmiewała sól, tym z jednej strony kwaśność wydawała się słabsza, ale z drugiej wyraźniej czuć w niej czerwone owoce. Z czasem kwaśność usuwała się, zostawiając te owoce słodkimi. Do głowy przyszły mi jakieś wiśnio-żurawiny. Może słodki sos-syrop z nich?

Słoność, czy to słabsza, czy silniejsza, na końcówce kierowała uwagę na prażone orzechy.

Gryzione na koniec kawałki fistaszki smakowały wyraźnie. Cechowała je średnio mocna, taka bardziej tylko podkreślająca, prażoność i subtelna słodycz.
Ze dwa razy jednak trafiłam na coś dziwnego: z rozgryzanego orzeszka wystrzeliwał smak kwaśny, ze słonawym echem. Może to jakoś sól się podczepiła pod orzeszki?

Po zjedzeniu przeważnie zostawał posmak prażonych, łagodnych, ale wyrazistych arachidów w akompaniamencie soczyście czerwono owocowej czekolady o dusznej, dość wysokiej słodyczy waniliowego masła orzechowego.

Tabliczka wyszła bardzo smacznie, mimo że z drobnymi wadami. Dla mnie przede wszystkim była nieco za słodka, a za mało gorzka. Gdyby producent dał 72% jak innym swoim czekoladom, byłoby świetnie. W obecnej formie może nie fundowała okrutnego przecukrzenia, ale słodycz robiła się ryzykowna. Fakt, że orzeszki bardzo ciekawie ją ograły, podpowiadając jej czekoladowo-waniliowe masło orzechowe i wnętrze Snickersa, ale myślę, że przy niższej słodyczy te nuty by nie uciekły. Akcent fistaszkowego cappuccino oraz czerwone owoce ciekawie ją urozmaiciły. Sól dodano bardzo z głową: wyczuwalnie, ale bez przesady. Co do orzeszków zaś... były bardzo dobre, smaczne i o przyjemnej strukturze, ale wolałabym większe kawałki.


ocena: 8/10
kupiłam: pl.iherb.com
cena: 16,45 zł (za 85g; promocja)
kaloryczność: 607 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: ciemna czekolada (miazga czekoladowa, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, wanilia), orzeszki ziemne, sól himalajska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.