Kiedy pierwszy raz zobaczyłam tę czekoladę, poczułam, jak przyspiesza mi serce. Mam sentyment do tej marki, bo przyłożyła się do zaciekawienia odkrywaniem ciekawych czekolad. Czyste czekolady jednak dotąd, np. Dolfin noir 88 % Cacao, niezbyt Dolfinowi wychodziły. Może wzięli się do roboty, nauczyli się? Pełna nadziei zamówiłam wszystkie czyste, które były dostępne w sklepie. Niestety razem z nimi kupiłam parę nowości z dodatkami i te już zdążyłam zjeść, a one mnie zwyczajnie rozczarować. Zaczęłam się więc bać, że i z tymi może być podobnie. Zaczęłam od bardziej obiecujacej.
Dolfin Noir 73 % Cacao Origines Papouasie Nouvelle Guinee Dark Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 73% kakao z Papui Nowej Gwinei.
Po otwarciu poczułam mocno palony, gorzki zapach, kojarzący się z kakaowym, trochę murzynkowym ciastem kakaowym, w którym nie brakowało słodyczy i... orzechów laskowych? Słodycz i gorzkość wydały mi się bardzo zgrane, wyważone. Słodyczy dokładało sporo owoców suszonych: bardzo słodkich, niemal czysto słodkich moreli, śliwek i fig, bez choćby cienia kwasku. Mieszały się z kwiatami i wanilią, którą podkręciła subtelna maślaność. Gorzką kakaowość zaś chyba odrobinkę podbiało coś niemal pieprznego.
Czekoladę zapakowano zupełnie inaczej niż znane mi Dolfiny. Marka odeszła od opakowania, które przypomina elegancką kopertę, na rzecz zwykłego kartonika. Szkoda.
Tabliczka w dotyku wydała mi się pylista i zarazem tłusta. Przy łamaniu dała się poznać jako bardzo twarda i głośno trzaskająca. Jej brzmienie sugerowało pełnię i konkret. Gdy zaś robiłam kęsa, odnotowywałam w niej nieco pyliście-trzeszczący motyw.
W ustach czekolada rozpływała się w tempie umiarkowanym, przedstawiając się jako kremowa, średnio tłusta w maślany sposób. Kryła w sobie nieco pylisty efekt, sprawiający, że nie była idealnie gładka. Trochę miękła, roztaczała smugi, a które czasem wkradła się marginalna wodnistość. Nie zaburzyła jednak kremowości. Nie zrobił tego też marginalny, pylisty efekt. Czekolada zostawiała suchawe wrażenie w ustach i nieco tłuste na ustach.
W smaku pierwszy rozszedł się wątek o łagodnym charakterze, maślano-bananowy, tworzący tło. Ustanowił średnio wysoką, wyraźną słodycz, która potem płynęła spokojnie, rosnąc tylko trochę.
Po chwili zaznaczyła się cierpkawa goryczka o palonym charakterze.
Nim się jednak bardziej rozeszła, w słodkiej strefie obecność zgłosiły... kwiaty? Kwiaty suszące się...? Suszone owoce! Przede wszystkim jasne, bardzo miękkie i słodkie suszone figi. Figi słodkie w niemal miodowy sposób, do których po chwili dołączyły też inne owoce suszone... A w każdym razie figi straciły trochę na jednoznaczności.
W tym czasie nasiliła się gorzkość. Zahaczała trochę o proste kakao w proszku, za sprawą którego motyw bananowo-maślany przeszedł w kakaowego murzynka, tylko że właśnie nieco "zdrowszego", bo bananowego. Ciastowy wydźwięk zwieńczyła wanilia.
Palona gorzkość umacniała paloność, jakby nie umacniając już poziomu gorzkości. Była raczej średnia i pilnowała się, by nie wyjść za dosadnie. W paloności rozgościły się palone ziarna kawy. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa za ich sprawą maślaność zmieniła się w orzechy.
Posypały się głównie naturalnie słodkawe orzechy laskowe, trochę urozmaicone arachidami. Prażone, niektóre w skórkach, przypominających o goryczce, inne bez, a więc słodsze. Zrobiło się orzechowo-prażono.
Na falach raz po raz nieco rosnącej słodyczy do suszonych fig zakradło się trochę prawie zupełnie czysto słodkich suszonych śliwek. Śliwek, które... pretendują do lekkiego kwasku? Za waniliową słodyczą i paloną gorzkością kawy przewijała się nieśmiała soczystość. Na moment nawet nieco mniej nieśmiała. W tle kręciło się coś niepodważalnie soczyście owocowego... teraz już czerwono owocowego? Tak jednak delikatnego, że trudno było dookreślić, czy te czerwone owoce też są suszone (raczej tak?), czy niekoniecznie.
Orzechy zatonęły zaś w maślaności, która odzyskała wpływy, zgrywając się z wanilią. Stworzyły wizję biszkoptowego ciasta typu "chlebek", z którego jednak uciekł motyw bananowy. To raczej jakby maślany keks, ale z samymi orzechami, bez bakalii.
Suszone owoce stawały się coraz bardziej niedookreślone. Przeszły bardziej w po prostu słodką soczystość, tęsknie zerkającą na kwasek, jako że słodycz zaserwowała wanilię, która to zaczęła miarowo umacniać swe wpływy. Wanilia przysłaniała suszone owoce i kwiaty. Połączenie tego wszystkiego w pewnym momencie jakby jeszcze spróbowało poudawać miód, ale wanilia w końcu wygrała. Zrobiła się trochę męcząco drapiąca i za ciężka. Acz właśnie w tym drapaniu... próbował utrzymać się miód.
Cierpkość palonej kawy raz po raz wydawała się robić aluzje do kakao w proszku, acz po tej soczystszej chwili, zaczęła wydawać się trochę wręcz pieprzna, konkretniejsza.
Po zjedzeniu został posmak palonych, nie jednak mocno gorzkich ziaren kawy oraz maślano-ciastowy, jakby chlebko-keksu z orzechami głównie laskowymi, intensywna wanilia, zgrana z ciastowym motywem i delikatne soczyste echo. Łączyło czysto słodkie figi i i czerwone owoce. Cierpkość zaś błądziła od mocno kakaowego murzynka (bananowego?) do ziaren kawy.
Czekolada wyszła całkiem smacznie, jednak mam żal do producenta o ten ekstrakt z wanilii. Zagłuszył słodkie nuty, w których było sporo suszonych owoców. Miał pewnie uszlachetnić cukier - poniekąd mu się to udało, bo to, że dodano tu biały, nie dawało się we znaki, ale i na kakao miało to wpływ. Kwiatowo-bananowo-figowe nuty budowały raczej słodki obraz, a murzynkowo-bananowe ciasto, maślaność i orzechy głównie laskowe z ochotą na słodycz przystały. Jedynie palona kawa i ogólnie silna paloność zgłosiły coś mocniejszego dla przeciwwagi. Wyszło to smacznie, acz prosto przez nieco za mocne palenie. Żałuję też, że soczystsze motywy nie rozwinęły się bardziej.
Szkoda, że skoro Dolfin zabiera się za czekoladę z danego regionu, tak mocno praży kakao i dodaje tyle wanilii. Wanilia przesłodziła, gdyby nie ona, całość miałaby 8. A kto wie, czy z innym cukrem i mniej palonym kakao, nie zgarnęłaby 10.
Kwiaty, banany, "suszone nuty", trochę czerwonych owoców, czekoladowy deser z chili, corn flakesy z orzeszkami, maślano-bananowe ciasto MORO Markham Papua-Nueva Guinea 75 % rozkochały mnie w sobie i w pewnym sensie podobne nuty wystąpiły w dziś prezentowanej. Trochę uproszczone, trochę inne, ale podobne. Kakaowe, trochę przypalone ciasto murzynek z owocami, wiśnie, śliwki i banany z Klingele Chocolates from Heaven 72 % Dark Organic Belgian Chocolate także trochę się kojarzyły z dziś przedstawianą, ale i ta była smaczniejsza.
ocena: 7/10
kupiłam: SmaczaJama.pl
cena: 16,90 (za 70g)
kaloryczność: 592 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, naturalny aromat waniliowy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.