środa, 23 grudnia 2020

Auchan Dark Chocolate Mousse ciemna 49 % z musem czekoladowym

Bardzo lubię mocno czekoladowe czekolady, jakkolwiek dziwnie to brzmi. Kręcą mnie te nadziewane wszelkimi musami, kremami i sosami czekoladowymi. Wprawdzie czasem wychodzą tak, że człowiek się dziwi "jak można aż tak bardzo zepsuć coś tak w sumie prostego", ale... potem pojawia się niepozorna marka własna jak np. Gross Lidla, proponujący genialne mousse'y i... przepadam. Potem pozytywnie patrzę na analogiczne tabliczki innych marketów. Wprawdzie czekolady z samym czekoladowym mousse'em w Lidlu nigdy nie widziałam, ale w Auchan owszem. I ta mnie już bardzo zaciekawiła, bo akurat wykończyłam wszystkie mousse'owe Grossy i uznałam, że jeszcze coś takiego by się zjadło. Choć nie ukrywam, że trochę się bałam wizualnego podobieństwa z Das Exquisite Mouse au Chocolate z Rossmanna.

Auchan Dark Chocolate Mousse to ciemna czekolada o zawartości 49% kakao nadziewana kremem / mousse'em czekoladowym (40%).

Po otwarciu poczułam intensywną cukrową słodycz i cierpkość kakao, co przełożyło się na skojarzenie z likierem czy alkoholowym sosem / syropem ciemnoczekoladowym. Trochę w kontekście truflowym, trochę w niskobudżetowym. Zwłaszcza po podziale kostek zalatywało też tanim budżetowym kremem smarowidłem czekoladowo-orzechowym.

Wyglądająca na konkretną tablica wykazywała pewną delikatność, mimo że przy łamaniu zachęcająco trzaskała. Przy wgryzaniu się gruba warstwa czekolady też trzaskała, nie wginała się.
Krem nieco się giął, rwał... Wyglądał na dość plastyczny, ale nie jakoś bardzo. Przypominał "coś musowatego".

W ustach sama czekolada rozpływała się powoli, w sposób trochę plastikowy, ale z czasem bardziej chętnie i tłusto-kremowo. Wydała mi się dość... zachowawcza, ostrożnie gęstawa. Znikała na nieco rozrzedzoną gęstwinę, pozostawiając tłuste wykończenie
Odsłaniała, nie spiesząc się, wnętrze, które też było dość zwarte. Bardziej maziste i oleiste od czekolady, ale jednocześnie leciutkie. Jak zbita chmurka (brzmi jak oksymoron, ale pasuje).
Nadzienie okazało się tłuste i maziście-miękkie jak bardziej puszysta wersja kremu-smarowidła. Może nie było bardzo zwarto-zbite i ciężkie, ale do mousse'u mu daleko. To raczej lekko spulchniony, ciepłomargarynowo miękki krem z suchawym efektem pyliście trzeszczącego kakao pojawiającym się bliżej końca. Było w nim też coś z kremu z wafelka Eti Dare to Enjoy. Znikało szybciej od czekolady, trochę tłusto-wodniście, a jej kawałek jeszcze z oporem ostawał się. Całość dziwnie wręcz... jakby zapychała gardziel, przytykała tłustością i miękkością. Nie było jednak tragedii.

W smaku czekolada od początku serwowała za wysoką słodycz, która już po chwili paliła w gardle. Była jednak na tyle umiejętnie obudowana cierpkością kakao, że kojarzyła się trochę alkoholowo. Jak przesłodzony, truflowo alkoholowy soso-syrop kakaowy, który z czasem ujawniał coraz silniejszą tanią tłuszczowość, maślaność.

Mousse podkreślał właśnie tłuszczowość i budżetowość. Przypominał tłuszczowe smarowidła typu Nutella. Kakałkowo-tłuszczowy, bardzo słodki smak ze specyficzną nutą oleju po paru chwilach wydał mi się lekko orzechowy. Kakałko, jakie tu czułam było lekko gorzkawo-cierpkie, ale własnie jak taki krem. W pewnym momencie orzechy laskowe zrobiły się zaskakująco wyraźną nutą.
Mieszając się z czekoladą, nadzienie przywołało trufle, ale w wersji jedynie z sugestią alkoholu. Ogólnie chwilami zatracało smakową wyrazistość, bo strasznie słodko-tłuste, ale na bezsmak nie cierpiało.

Końcówka znów należała do czekolady, która kontrastowo do nadzienia wydała mi się nieco bardziej cierpka i gorzkawa. Wzrosła jednak także cukrowość. W gardle i w język trochę gryzła do pary ze sztucznawym motywem, kojarząc się odlegle z alkoholem.

W gardle czułam słodycz, usta męczyła tłustość, a w ustach... pozostał całkiem niezły posmak cierpko-gorzkawego kakao, trochę takiego zwyczajnie pylistego, ale niestety zestawiony z mocnym, cierpko-słodkim, tanim i tłuszczowym motywem orzechowo-kakaowego smarowidła. Gdy otrząsnęłam się po tej ilości cukru, czułam też olej / margarynę - tłuszczową taniość.

Nie wiem, na ile moje skojarzenie było trafione, ale jedząc tę czekoladę czułam się, jakbym jadła cukrową ciemną polewę wypełnioną mięciutką Nutellą zalaną alkoholem. Przy pierwszym podejściu zjadłam dwie kostki, przy czym pod koniec drugiej zaczęło mnie aż dziwnie przytykać i zemdliło mnie. Tak jak w Ritter Sport Mousse był w niej wciągająco-obrzydliwy element, ale w przypadku auchanowej łatwo, by obrzydliwość przeważyła. Niemniej, gdy wiedziałam, czego się spodziewać, przy drugim podejściu dałam radę to skończyć z bardzo umiarkowaną przyjemnością. A przy tym uwierzę, że może smakować, bo najzwyczajniej można się w plebejskość tego wciągnąć. Krem może nie był mousse'em, ale chmurkowe smarowidło komuś może odpowiadać. Cukrowość poraża, ale na szczęście oprócz niej coś tam czuć... Choć bez taniego efektu bym się obyła. Jej tania nuta kojarzyła mi się z ciemnymi czekoladami Roshen. Ciekawsza od Lindta Lindor Dark / Dunkle, lepsza od Das Exquisite Mouse au Chocolate, ale... specyficzna. Specyficzna w swej średniopółkowości. Jak właśnie gorsza jakościowo J.D.Gross Trufle 56 % bez elementu śmietankowego mousse'u Grossa.
Mama z ciekawości spróbowała kostkę (lubi trufle, a Nutelle jej niestraszne) i bardzo przypadło jej do gustu nadzienie, że aż kombinowała, jak by tu je wydobyć "spod tej grubej, okropnej ciemnej czekolady" (ale zjadła tylko kostkę, a gdy usłyszałam, że resztę wyrzuci albo odda ojcu, uznałam, że sama skończę jakiegoś gorszego dnia).


ocena: 6/10
kupiłam: Auchan
cena: 6,99 zł (za 150 g)
kaloryczność: 569 kcal / 100 g
czy kupię znów: w dużej promocji, jakby mi coś odbiło, w przypływie masochizmu może?

Skład: cukier, miazga kakaowa, tłuszcze roślinne (palmowy, z nasion palmy olejowej), tłuszcz kakaowy, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, bezwodny tłuszcz mleczny, pasta z prażonych orzechów laskowych, serwatka w proszku, lecytyna słonecznikowa, aromaty

10 komentarzy:

  1. Zawsze chciałam spróbować takiej czekolady z musem czekoladowym ale chyba bardziej sięgnęłabym po Rittera niż po taką Auchanowską czekoladę... No i szkoda że mus jest taki mało musowy :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego po "TAKĄ auchanowską"? Co jest złego z marketowymi? I przymiotnik pisze się małą. ;*
      Taak, naprawdę trudno o prawdziwy mousse w czekoladzie, ale może to nie takie dziwne?

      Usuń
  2. Wizualnie wygląda na twór Pergale, ew. Roshena. Żadne nadzienie nie przekonałoby mnie do zakupu. Nie zaufam Twojemu opisowi plebejskiego produktu, acz w (nisko)budżetowość wykonania jak najbardziej wierzę. Cukier i margaryna, to być może, dlatego nie zaryzykowałabym. Rzeczywiście Twój powrót byłby masochizmem, ale są tacy, co lubią. We wszystkim można znaleźć uciechę! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dam sobie rękę uciąć, że to ani Pergale, ani Roshen (kraj produkcji to Francja). Uwierzę, że nawet i Tobie by posmakowała. Nie jest to cukier i margaryna rodem z Wedli (tę też znam i nie cierpię). A co do RS tego to chyba się zgadzamy, co? :>

      Usuń
  3. A próbowałaś już czekolad single origin z Auchan?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dość dawno, ale że recenzje nieprędko, zdradzę tylko, że i 70%, i 75% to 9/10 jak na swoją półkę.

      Usuń
  4. Jadłam. Nie porwało mnie, więc skoro mam analogiczne układ "pokarmowy" w rodzinie jak Ty, zjadłam kostkę resztę oddając matce :P ona spróbowała, ale oddała ojcu, a ten wrzucił do kartonu ze słodkościami na murzynka :D O! Dla mnie za słodka. Zbyt zalatująca taniością. Dla matki tak samo, a ona wyczuwa ją na kilometr, bo ba stare lata po przeładowanych składnikami produktach dostaje momentalnie zgagi ... ojciec zaś po latach żywienia się w 80% słodkim ma starość je głównie słone przekąski 😳 strach pomyśleć co nam przypadnie na stare lata :( trzeba zatem próbować wszystkiego póki się chce i ma się z tego przyjemność, bo potem może być różnie :/ moja dewiza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawie to u Ciebie poszło, haha. Niee, ja bym jej nie wyrzuciła. Nigdy nie piekę żadnych ciast i pojąć też nie mogę dodawania do ciast słodyczy, które nie smakują. Bałabym się zepsuć wypiek. Mój ojciec jednak tak samo robi. On jednak latami jadł tanio i dalej tak je. Niech taniość mu służy. xD
      Mama przez problemy z żołądkiem i za moim wpływem (świadomości o jedzeniu) zaczęła wyczuwać gorsze składniki i ma problemy z żołądkiem po nich. "Po latach przeładowanych składnikami..." - hm, pomyśl, że chemia w spożywce nie weszła tak baaardzo dawno, więc nasi rodzice prawdopodobnie jedli przez sporą część życia zwykłe, niechemicznie śmieciowe rzeczy. To co do tego, co będzie z nami. Mamy gorzej, bo ta chemia jest teraz prawie wszędzie - i my właśnie od młodych lat w tych właśnie czasach żyjemy.
      Zgadzam się z tym, że trzeba się cieszyć i korzystać z tego, że jeszcze możemy. Co parę dni nachodzi mnie np. ogromna radość z banalnego powodu: uwielbiam swoje czyste owsianki i mogę je jeść codziennie, bo uwielbiam, jak mleko w nich wychodzi. Nie wytrzymałabym długo bez nich. A właśnie np. Mama na stare lata przestała laktozę tolerować. Tak samo jak ma problemy żołądkowe po zbyt dużej ilości orzechów i czekolady. Nie chciałabym, by coś takiego mnie spotkało.

      Usuń
    2. No jakbym czytała o mojej ... moja po nabiale ma takie rewolucje żołądkowe że szkoda słów ... orzechów też nie je ale to dlatego że boi się o zęby ;)

      Usuń
    3. Tak! I mojej zęby okropnie dokuczają.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.