środa, 9 grudnia 2020

lody Ben & Jerry's Netflix & Chill'd

Kupowanie lodów B&J's jest u mnie pozbawione racjonalności (czasami, bo są smaki, których za nic w świecie nie kupię, odpychające mnie itp.). Sama siebie irytuję, że w pewien sposób niektóre mnie ciekawią i już. W ofercie tej marki nie widzę takich, które powaliłyby mnie na kolana, za to sporo tylko smacznych i parę niemoich albo niesmacznych, więc to niezbyt dobry bilans. Ten smak kusił jednak wszystkim: od samego zestawienia kojarzącego się z ubóstwianymi przeze mnie limitowanymi (na USA) Haagen-Dazs Peanut Butter Pie, od chęci porównania wykonania precelków w lodach z lidlowymi Alpen Fest Pretzel Ice Cream czy amerykańskimi Prigel Family Creamery Ice Cream Caramel Prezel, przez piękne netfliksowe opakowanie. Tak, oglądam tam sporo rzeczy, ale tu i kolorystyka, grafika oddająca nocne niebo usiane gwiazdami mi do gustu przypadła. A co do precli - cóż, w obu podlinkowanych narzekałam na twardość zamokłych bułek. Nie uczę się na niektórych błędach, ech... Te jednak mogły okazać się... zupełnie inne z racji formy dodatku.

Ben & Jerry's Netflix & Chill'd™ A Netflix Original Flavour to lody o smaku masła orzechowego (krem z fistaszków to 5 %) z masą ze słodko-słonych precli (8,5%) oraz kawałkami ciasta brownie (9,5%). Opakowanie zawiera 465 ml / 405 g.

Po otwarciu pudła poczułam słodko-słony, fistaszkowy zapach, którego wyrazistość była przełamana mlekiem, śmietanką. Wydał mi się więc łagodny, ale czuć, co trzeba. W trakcie jedzenia wszystko, w tym orzeszki, przybrały na wyrazistości, doniuchałam się kakao o truflowym charakterze i słonych precelko-paluszków, więc było apetycznie.

Masa początkowo była twarda, ale topiąca się dość chętnie. Lody okazały się kremowe i gęste, ale nie ciężkie. Cechowało je specyficzne, twardawe zagęszczenie (jakby  orzechowe), ale bez przesady. Łyżka się nie gięła, czuć jakby mleczną (bardziej niż śmietankową - obstawiam, że z racji mieszaniny wody, śmietanki i mleka odtłuszczonego) bazę.
Całość przeplatały zawijasy i skupiska (wielkie i mniejsze) masy precelkowej / kremu ze zmielonych precli. To trochę coś pomiędzy gęstym sosem a masłem orzechowym, tylko że z precli, z ich drobinkami. Rozpływało się to w ustach trochę mącznie, trochę chrupnęło raz po raz. Ciekawe coś. Jako że miejscami bardzo mieszało się z masą lodową, nadawało jej trochę mącznego efektu.
Kawałki brownie... zszokowały mnie. Były to wielkie kawały ciasta (prostokąty nawet do ok. 5x2 cm), ale też mniejsze kawałki i "rozpaćkane" części. Okazały się tłusto-miękkimi, mokrymi (bo też nasiąkającymi masą lodową) kapciami, błogo rozpływającymi się w ustach na zalepiająco-gęstą papkę. Atrakcyjne, prawdziwe ciacho!

W smaku sama masa lodowa pokazała się od strony dość słodkiej i mlecznej. Właśnie mleczna wydawała się baza. Na tejże bazie rozszedł się słodkawy motyw smarowidła orzeszkowego, z coraz chętniej rozkręcającymi się fistaszkami właśnie. Orzeszki wydały mi się delikatne, lekko podprażone. Jedząc raz po raz trafiałam na ich wyrazistszy smak podkreślony solą. To raczej delikatne masło orzechowe, bardzo "umlecznione", niewątpliwie jednak słone. W dodatku słodycz była zaskakująco niska.

Zawijas ze zmielonych precli wyszedł bardzo spójnie z lodami. Swoją słonością podkreślał tę masłoorzechową. Nie był bardzo skumulowany, a częściowo wręcz wmieszany w lody, przez co precelkowość chwilami nie była jednoznacznie mocna. Mimo to, dobrze czuć nieco bułkowato-preclowy i specyficzny, mocno wypieczony, pszeniczny smak. Bardziej słono-chrupkie fragmenty kojarzyły się raczej z precelkami "paluszkowymi". Zdarzyło mi się trafić także na parę gęstych, bardzo słono-precelkowych, intensywnych skupisk. Chwilami zaś ten dodatek wydawał mi się mdławy jak zawilgocone okruchy chleba / bułki. Potem z kolei np. trafiłam na sól i... już nie.

Słonawość niewątpliwie uwypukliła smak brownie. Te kawałki wyszły bowiem słodko-ciastowo, ale przede wszystkim gorzko czekoladowo-kakaowo, z truflowo-alkoholową nutą (bez rzeczywistych procentów). Były niczym... intensywny, porządnie wypieczony murzynek, nasączony czekoladowym likierem, w którym kakao nie żałowano.

Masa lodowa po tym wszystkim wcale nie wydała się mdła, ale wyrazistsza też nie. Trzymała się łagodnej fistaszkowości i mleczności (w tej kolejności). Słodycz też do końca trzymała stonowany poziom, a słoność chwilami zaskakiwała tym, jak wyraźna i adekwatna była.

Całościowo lody wyszły dobrze. Niezła baza o wyważonym smaku i uniwersalnej konsystencji z ciekawymi dodatkami. Masa precelkowa była dziwna, ale raczej dziwnie-fajna (choć mogłaby być lepsza, bo zawilgocone okruchy... ekhem), a ciasto wyszło obłędnie (nie dość, że pyszne, to jeszcze te zachwycające kawały... jeden aż ledwo zmieścił mi się na łyżeczce / w ustach). To dobre połączenie czekoladowo-kakaowego ciacha i delikatnego, ale słonego masła orzechowego. Słodycz zaskoczyła mnie, że była tak niska, a sól nie narzucała się, mimo że sypnięto jej sporo.
Od HD Peanut Butter Pie były jednak gorsze - mniej masłoorzechowe i... jednak prostota połączenia Haagenów wygrała. Precle były fajne, ale jako ciekawostka.


ocena: 9/10
kupiłam: Carrefour
cena: 24,99 zł (za 465 ml)
kaloryczność: 276 kcal / 100 g; 240 kcal / 100 ml
czy kupię znów: mogłabym w promocji

Skład: woda, śmietanka 21%, zagęszczone odtłuszczone mleko, cukier, oleje roślinne (sojowy, kokosowy, rzepakowy), orzechy ziemne, mąka (pszenna, słodowana jęczmienna), żółtko jaja, skrobia, syrop cukru trzcinowego, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, sól, jaja, białko jaja w proszku, stabilizatory (karagen, guma guar), lecytyna sojowa, ekstrakt wanilii, substancja spulchniająca (węglany sodu)

4 komentarze:

  1. Ach, to brzmi tak idealnie! Gdyby tylko te lody nie były tak drogie to od razu bym je kupiła, ale na pewno w końcu się przełamie. Ta fistaszkowa baza sama w sobie brzmi dla mnie pysznie, ale najbardziej ciekawi mnie ten precelkowy wsad ^^ no i jeszcze kawałki brownie... I sól! Wyczuwalna sól to dla mnie ogromny plus. No na ten moment myślę że nie widziałabym w tych lodach żadnej wady :D muszę je w końcu kupić :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym miała wskazać, na jaki smak powinnaś się zdecydować, byłby to właśnie ten!

      Usuń
  2. Dwa pierwsze zdania - dla mnie to raczej normalne. Spodziewam się ich u Ciebie, jakikolwiek to by był smak. Nawet zupełnie nie Twój. Bardziej wiążę z Tobą konkretne marki niż warianty.

    Ależ zjadłabym mleczną nadziewajkę z kremem ze zmielonych (solonych!) precli. Jak to cudownie brzmi. Ciesz się, że nie okazało się, że wpadł Ci kawałek brownie ta wielki, że zajmujący dolną połowę kubka. Btw, zjadłabyś czy wyrzuciła? (Smakowało Ci, ale jednak tu miałabyś kaaawawł). Z orzechowymi lodami polubiłam się stosunkowo późno. Może w gimnazjum, może nawet później. Jako dziecko bardzo ich nie lubiłam. Kremów w ciastkach i waflach zresztą też. Lody wydają się miłe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nowości z chipsami się nie spodziewasz, bo mnie na samą myśl o tym smaku odrzuca. :P

      Dlaczego miałabym wyrzucić dobre brownie?! Dostałabyś rogala Ragusy... ale okazałoby się, że wariant kakaowy czy coś. Wyrzuciłabyś?

      Jako mniejsze dziecko (w gimnazjum chyba akurat miałam etap bez słodyczy; sporadycznie czekolady czy coś może) lubiłam Pierrota i Bajecznego (fistaszki!), ale wafelków itp. o smaku orzechów laskowych nie. Piszesz więc ogólnie o wariantach orzechowych czy konkretnie o fistaszkowych?

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.