środa, 3 lipca 2019

Zotter Labooko Brazil 72 % ciemna z Brazylii

Przy Krakakoa 70 % Sedayu Sumatra przypomniał mi się boski Pralus Indonesie Criollo 75 %, przez co naszło mnie potem na powrót do pysznych, pralusowych smaków. Wspomniane czekolady były intrygująco wytrawne i miałam ochotę klimat ten podtrzymać. Dobrze pamiętałam smakowitego, acz o dziwnej strukturze, Pralusa Bresil Forastero 75 %, więc gdy na liście posiadanych czekolad mój wzrok przyciągnęła dzisiaj przedstawiana tabliczka, było jasne, że to jej pora.
Teraz z kolei pora na wspomnienie czegoś o samym kakao. Córka Zottera, Julia, często spędza lato w regionie Para. Wiele nauczyła się tam o kakao i właśnie od tamtejszych farmerów zakupiono ten boski składnik.

Zotter Labooko Brazil 72 % to ciemna czekolada o zawartości 72 % kakao z Brazylii z regionu Para.
Czas konszowania to 11 godzin; wykorzystanie metody FMR.

Od razu po rozchyleniu papierka poczułam intensywną woń prażonych orzeszków. Ziemne i brazylijskie pokazały się jak na dłoni. Wydały mi się lekko posolone. Prażoność / ciepło nasunęło na myśl rozgrzaną słońcem korę drzew czy bardziej kosodrzewinę (ponieważ kompozycja miała żywy wydźwięk). W tle na dodatek zarysowały się jakieś owoce - słodkie, czerwone jabłka oraz lekko pudrowe czerwone porzeczki? I jeszcze niejednoznaczne, wodniste, egzotyczne coś... lychee?

Bardzo ciemna tabliczka, mimo iż w dotyku idealnie gładka, w przekroju wydała mi się wręcz piaszczysta. "Środek wydawał się mieć rdzawo-orzeszkowe przebłyski. Żeby to zobaczyć musiałam przełamać, a temu towarzyszył zacny trzask, jakby była bardzo pełną tabliczką, co wzmocniła też idealna twardość (nie za mocna, a właśnie jak trzeba).
W ustach rozpływała się bardzo powoli, ale chętnie. Idealnie gładki kawałek pozostawiał wszędzie smugi, które potem cudownie oblepiły usta. Przywodziły na myśl bardzo wilgotną, nasączoną i soczystą masę. Było to kremowe, ale wcale nie za tłuste. Pod koniec wyłapałam nieco podsuszający efekt pyłku.

W trakcie robienia kęsa mignęła mi niemal pudrowo-owocowa słodycz porzeczek (albo raczej porzeczkowego kremu na bazie śmietanki?). Wtórowała jej gorzkawość.

Gorzkość zaczęła rosnąć i przywołała do siebie prażoność. Błyskawicznie umocniły się wzajemnie. Objęły prowadzenie, roztaczając po ustach smak orzechów. Prażone fistaszki i orzechy brazylijskie, chyba w całym miksie innych - wszystkie jednak na pewno z gorzkimi skórkami. Wydały mi się nieco naturalnie-słonawe. Chyba również umiejętnie karmelizowane.
Zaraz po orzechach pojawił się smak wilgotnego, acz rozgrzanego słońcem lasu... iglastego? Znowu pomyślałam o kosodrzewinie, korze... krzakach... 

...w których kryło się mnóstwo soczystych owoców. Soczystych do potęgi, lekko kwaskowatych, ale i słodkich. Kwaśność była jakby wkomponowana w słodycz. Przez gorzkość jako pierwsze przebiły się jeżyny i czerwone porzeczki. Pomyślałam o czerwonych jabłkach - te zdecydowanie były słodkie, ale jakieś bardziej egzotyczne. Nutkę porzeczek zaraz zalała soczysta słodko-kwaśna pomarańcza... która szybko ususzyła się, trafiwszy na goryczkę i smaczek suszonych moreli, który przy niektórych kęsach pojawiał się jakby znikąd. Pomarańczę i morele (suszoność?) podkreśliła cierpkość jeżyn.

Od suszonej pomarańczy poszło to bardziej w drzewno-herbacianym kierunku. Wciąż czułam suszkowate ciepło, ale klimat "zawilgotniał". W pewnym momencie odskoczyło to na moment w bardzo wytrawnym, suchawym kierunku. Ewidentnie poczułam pieprz, który rozchodził się w cieple i prażeniu, by zaraz znów mocniej uderzyć. Było to niczym... wilgotny piernik o niemałej pikanterii, zaznaczającej się w gardle. Niezwykle rozgrzewający motyw, a jednak niepozbawiony pewnej wilgoci.

Pod koniec wzrosło prażenie, tym razem jednak nie było już tak orzechowo. Owoce do końca próbowały utrzymać się na szczycie, lecz nie zdominowały kompozycji. Oto cierpka jeżyna i kwaskowate czerwone porzeczki mieszając się ze słodszymi, zmieniły się w wiśnie. Egzotyka... przyniosła coś słodkiego, niemal w tym pudrowo-mdłego, ale i kwaskowato-soczystego. Cytrusy zestawione z czymś wodnisto-mdłym?

Ta soczystość pozostała w posmaku z silnymi fistaszkami. Było rześko, słodko-kwaśno, a jednak przede wszystkim prażono-orzechowo. Gorzkość odeszła, ale pozostało jej widmo, bo na języku normalnie czułam ostrość przypraw piernikowych z pieprzem na prowadzeniu.

Zachwyciło mnie, że tak intensywne smaki dwóch różnych obozów wyszły tak harmonijnie. Spójność przekładająca się na niecodzienny charakterek. Ogrom konkretnych orzechów i gorzkości, mnóstwo prażenia, podkreślony pikantnymi akcentami został zestawiony z prześcigającymi się owocami: jabłkami, porzeczkami, cytrusami, suszkowatymi pomarańczami i morelami... Można by wymieniać bez końca. To normalnie maraton owoców, w tym wielu egzotycznych, które nawet trudno połapać. A jednak czekolada nie wyszła tak bardzo owocowo. Była w połowie charakternie orzechowa, w połowie zaś owocowa. Gorzkość wydała mi się bazą, a słodycz i kwaskowatość splecione - istotne, ale nie dominujące. 
Cudowna wydała mi się również struktura: twardo-zwarta, a jednak kremowo-zalepiająca, soczysta.

Podobnie do Pralus Bresil palono-przyprawiona, gorzka, a równocześnie owocowa w słodko-soczysty, egzotyczny sposób (pomarańcze wyszły bardzo podobnie; w Pralusie to jeszcze brzoskwinie-arbuz - pasujące do klimatu).
JP Czekolada Brazylia 65 % to z kolei przyprawy i fusy (JP raczej kawowe) z mnóstwem egzotycznych owoców (banany, brzoskwinie).
No, ale nuta herbaciana przywiodła mi na myśl Akesson's 75 % Brazil - wprawdzie mało owocową, ale jednak owocowo-egzotyczną.
Wspomniane były jednak o wiele bardziej od Zottera wytrawne (wręcz strączkowo-wytrawne), on wyszedł owocowo. Też nie tak mocno, ale bardziej. Normalnie można by mieć wątpliwości, czy to ten sam region!
Wolę silną gorzkość i pikanterię z owocami (wcale nie tak słodkimi, ale zalatującymi czymś dziwnym, czego w sumie nie umiem trafnie nazwać - "pudrowość" w pełni tego nie oddaje), niż gorzkość z nutą tak wytrawną, że aż mało czekoladową. Zotter uzyskał przewagę gorzkimi orzechami, acz wystawiłam taką ocenę tylko, by wyróżnić Akesson's - jedną z moich ulubionych czekolad tak ogółem. Trudno jest mi jednak je porównać, bo obie wyszły bardzo specyficznie.


ocena: 9,5/10
kupiłam: biokredens.pl
cena: 16 zł
kaloryczność: 584 kcal / 100 g
czy kupię znów: mogłabym

Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy

4 komentarze:

  1. Wciąż jednocześnie zdziwia mnie i zachwyca ile różnych smaków potrafisz poczuć w tabliczce o tak krótkim składzie :) to opakowanie zasługuje na jakąś nagrodę, jest przepiękne! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie dzięki temu, że jest taki krótki. Im więcej smaków zagłuszających, tym trudniej byłoby na samym bogatym kakao skupić. Poza tym... Jestem bardzo czuła, jeśli o smak ogólnie chodzi.

      Usuń
  2. Zwykle Brazylia mnie rozczarowuje, ale ta była świetna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brazylia? Nie wierzę!
      Wyobraź sobie, że mnie ostatnio Meksyk (Georgia Ramon) rozczarował...

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.