O tę tabliczkę wchodzącą w linię Labooko Fruit nie prosiłam z prostej przyczyny: nie lubię białych, a w dodatku nie jestem wielką fanką marakui. Na pewno nie chwytają mnie marakujowe rzeczy. Włożyłam ją do komody z myślą "o rany, kiedy to ja się za nią zabiorę?" i nie myślałam o niej. Przypomniałam sobie w dniu degustacji Pink Grapefruit (która czeka na publikację w kolejne). W niej warstewka czekolady marakujowej wydała mi się... dziwna, łagodna. Zdecydowałam, że wezmę ją na kolejny wypad w góry, jadąc z bardzo świeżym wspomnieniem.
Otworzyłam ją na podejściu na Kozi Wierch w marcu, czyli w sumie jeszcze tatrzańską zimą. Ale na pewno nie w zimowych warunkach. Było ciepło prawie jak latem. Taka słoneczna czekolada (jak określił ją sam Zotter) więc wpasowała się w klimat wyprawy.
Zotter Labooko fruit Maracuja / Passion Fruit to biała czekolada marakujowa ze sproszkowaną liofilizowaną marakują oraz jogurtem.
Po otwarciu poczułam zapach egzotycznych owoców, w tym wyraźnie wyczuwalnej, nadrzędnej marakui. Zmieszanej jednak z mango, brzoskwiniami i cytrusami tak intensywnymi, że mogłabym się kłócić, że je też dodano. Owoce były soczyste, ale przybrały też sporo pudrowej słodyczy. Pomyślałam o egzotycznych cukierkach pudrowych, choć całość nie wyszła mocno cukierkowo. Czuć też trochę wanilii, zdradzającej udział białej czekolady. Acz z ciężkością poskromioną jogurtem i / lub maślanką.
W dotyku tabliczka wydała mi się sucha, pylista i zarazem tłusta. Jej twardość miała w sobie coś z polewy, co przełożyło się na chrupkie trzaski podczas łamania.
W ustach czekolada rozpływała się bardzo ochoczo, średnio-szybko. Zaraz zrobiła się miękka i kremowo-maziście pokryła podniebienie. Po chwili dała się poznać jako pudrowa i wręcz proszkowa, a także soczysta. Coraz bardziej soczysta. Soczystość nie przeszkodziła tłustości w pokazaniu się. Ta jednak trzymała się z tyłu, mimo że niewątpliwie była co najmniej średnia.
W smaku czekolada przywitała mnie delikatnym motywem cytryny, po czym rozlał się wątek ostrożnie mleczny.
W tle przemknęła słodycz niemal kajmakowa, trudna do uchwycenia, bo bardzo wycofana, nieśmiała.
Jako że kwaśność nie zwlekała i dosłownie ułamek sekundy później też wchodziła do gry, pomyślałam o jogurcie i maślance.
Słodycz wkroczyła odważnie, niosąc ogrom owoców egzotycznych i żółtych. W pierwszej chwili miały w sobie coś pudrowego, coś z gumy rozpuszczalnej, ale wraz z tym, jak po ustach rozlewały się kolejne soczyste fale, ta nuta odeszła w niepamięć. Poczułam marakuję, ale jakby tylko jako składową soczystej, słodko-kwaśnej mieszanki cytrusów, mango, brzoskwini i innych. Słodycz w dużej mierze płynęła z owoców, przeplatając się z kwaśnością tak, że choć wyraźna, wydawała się przyjemnie niska i naturalna. Z czasem, w oddali zatliło się coś trochę cukierkowego, ale trudnego do uchwycenia.
Jogurtowy motyw polubił się z owocami i z czasem owocowy jogurt i kwaśna owocowa maślanka rozgościły się na dobre. Wniosły rześkość, która jeszcze podkreślała soczystość owoców.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa marakuja zaczęła wychodzić na przód owocowej mieszanki. Dała się poznać jako bardzo świeża, niczym sok, lejący się z surowego owocu.
Za marakują zaznaczyła się szlachetna, słodka biała czekolada i nienachalna maślaność. Pozbawiona ciężkości. Może nawet w porywach z wanilią? Jogurt i maślanka przypomniały sobie o mleku, które przecież je wprowadziło.
Marakuja zaczęła trochę trącić na jednoznaczności. Chyba kontrast ze słodyczą sprawił, że jej kwaśność zrobiła się cytrynowa.
Ten raczej cytrynowy wątek, zmieszawszy się z delikatną, ale niewątpliwie obecną słodyczą nagle przybrał postać cytrynowej gumy rozpuszczalnej, np. Mamby. Wciąż wokół kręciło się sporo innych egzotycznych owoców, więc nie był to na pewno pierwszo planowy smak, ale dość znaczący.
Po zjedzeniu został posmak mieszanki świeżej surowej marakui i cytrynowej gumy rozpuszczalnej (Mamby!). Łączył naturę z jakby lekką cukierkowością oraz słodycz i kwaśność prawie w równych proporcjach. Czułam też rześkość i soczystość, co trochę rekompensowało Mambę.
Czekolada była dobra i niespotykana. Choć nie taka klarownie marakujowa, to przyjemnie egzotyczna. Lekka, rześka, soczysta i po prostu ciekawa. Czuć jej subtelną, szlachetną biało czekoladowość, ale bez choćby odrobiny ciężkości. To, jak marakuja mieszała się z iluzorycznymi nutami cytryny, brzoskwini i mango oraz motyw jogurtowo-maślankowy wyszło naprawdę smacznie. Orzeźwiająco, nie zasładzająco. Gdy pomyślałam o trochę podobnej (z założenia, formy) Zotter Labooko fruit Mango Lassi - dziś przedstawiana wyszła znacznie lepiej!
Ciekawe, że w Zotter Pink Grapefruit dziś przedstawiana wyszła... mniej bogato owocowo. Jednocześnie nie jestem przekonana, czy taka, tak złożona czekolada, nadaje się jako dodatek do innej.
Dziś przedstawiana niewątpliwie cierpi na brak jednoznaczności tytułowego owocu jak Zotter Labooko fruit Johannisbeer / Blackcurrant, ale była równie smaczna i ciekawa. Tak jak tamta jednak nie jest czymś, co sprawia mi przyjemność, nie widzę sensu w jedzeniu takich rzeczy, więc po zweryfikowaniu odczuć w domowych warunkach, połowę oddałam Mamie.
Mama tak ją opisała: "Bardzo fajna, biała, a taką bardzo rześka, lekka, soczysta. Kwaśna, że gdy zjadłam wszystko, co dostałam, zaczęłam się zastanawiać, czy nie za kwaśna. Zależy, jak sama marakuja smakuje, bo ja ją znam tylko z jogurtów, gdzie występuje z brzoskwinia. Nie wiem, co tam jeszcze w niej czułam. Cytrynę? Ogólnie bardzo dobra, taka chyba na 8, na pewno jedna z lepszych z tych jego nowości tegorocznych". Gdy podsunęłam, że jogurt, usłyszałam:" Ach, jogurt! No tak, to wiele tłumaczy".
ocena: 8/10
kupiłam: zotter.pl (dostałam)
cena: jak wyżej, ale cena to 22,49 zł (za 70g)
kaloryczność: 572 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy 36%, marakuja liofilizowana 11% (maltodekstryna, koncentrat soku z marakui), jogurt w proszku z odtłuszczonego mleka, emulgator: lecytyna sojowa






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.