czwartek, 5 grudnia 2019

Lindt Excellence Noir Poire Intense ciemna 48 % z gruszką i migdałami

Znalazwszy się w sytuacji, w której myślałam, że czekała na mnie jeszcze jedna Studentska - limitowana gruszkowa, a ja znów wróciłam do punktu wyjścia, czyli do tego, że jednak nie lubię tych czekolad (nigdy nie lubiłam, a Kokosowa pokazała mi, że w sprawie tych zbliżonych do klasyków, nic się nie zmienia - mimo ze z solonym karmelem naprawdę im się udała)... sięgnęłam po tę czekoladę. Gdy tylko jakiś czas temu pomyślałam, że czuję niedosyt w kwestii gruszkowych czekolad na rynku, pojawiło się ich aż kilka. A ja oczywiście kupiłam. Zaczęłam od Cacheta, ale Lindt zaskoczył mnie, że ilością gruszki aż o tyle % przebił tę uwielbianą przeze mnie markę. Niestety, odpuścił w kwestii kakao. To jednak nie zmieniło perspektywy miłej degustacji na uczelni, czego nie mogłam powiedzieć o Studentskiej. A tak mi się chciało czegoś gruszkowego, że to po prostu musiała być któraś z nich.

Lindt Excellence Noir Poire Intense to ciemna czekolada o zawartości 48 % kakao z kawałkami gruszkowymi i płatkami migdałów.

Gdy tylko rozerwałam sreberko, uderzyła mnie intensywna woń cukrowo-palonej ciemnej czekolady, kojarzącej się wręcz z likierowym sosem oraz soczysta, świeżo-"jogurtowa" gruszka. Zwłaszcza po przełamaniu. Wtedy dodatkowo podkreśliła to wszystko nieśmiała nutka świeżo-marcepanowawych migdałów.

Prz łamaniu tabliczkę odebrałam jako dość tłusto-kruchą, nietwardą. Na szczęście nie topiła się w rękach. Gęsto rozmieszczone w niej dodatki trzymały się jak trzeba, nie wzmocniły o wiele bardziej i tak już występującej lekkiej ulepkowatości.
W ustach bowiem czekolada szybko miękła, zmieniając się w gładką, gęsto-kremową masę. Mimo to, nie była tak bardzo tłusta. Wlepione dodatki trochę spowalniały tempo jej rozpuszczania się.
Była nimi wypełniona odpowiednio, bo nie czułam niedosytu, a do granicy zlepka-ulepka zbliżyła się niebezpiecznie, ale nie przekroczyła jej. Proporcje między dodatkami zachowano równe.
Migdały to tradycyjnie płatki i kawałki płatków, podprażone chyba minimalnie, bo zachowały soczystą świeżość, nie odbiły w kierunku zbyt marcepanowym. Delikatnie pochrupywały.
Gruszki z kolei to jędrno-miękkie, galaretkowate żelki z przecieru. Rozpuszczały się w średnim tempie, upuszczając lekką soczystość. Nie miały gładkiej struktury, jakby nieco zagęszczono-podsuszone mąką, przez co wydawało się, że lada moment zaczną przy gryzieniu rzęzić. Zahaczały o naturalność i w całkiem udany sposób udawały owoce, zwłaszcza gdy trafiłam na skórkę.

W smaku jako pierwsza odezwała się słodycz, bez oporów rosnąca do poziomu przesady. Z lekkim opóźnieniem pojawiła się również wyrazista paloność o trochę likierowo-kawowym klimacie.
Do procesu umacniania się nut szybko dołączył także odległy wątek gruszek. Wycofane, wpisały się we wręcz cukrową słodycz.

Czekolada roztoczyła intensywnie "ciemny", ale nie gorzki smak. Cierpkość kakao i gruszki, mieszając się z otoczeniem przełożyły się na silne skojarzenie z likierem czekoladowym / czekoladowo-gruszkowym. Paloność odgrywała istotną rolę, choć baza była głównie maślana, co złagodziło wydźwięk. Aromat gruszek robił się przy tym coraz soczystszy, a przy odsłaniających się kawałkach coraz naturalniejszy. I wciąż bardzo słodki. W maślano-palono-likierowy charakter, w sumie głównie w maślaność, wchodziły też subtelne migdały.

Mniej więcej w drugiej połowie rozpływania się kęsa za nic nie mogłam pozbyć się następującej wizji: maślano-migdałowa tarta - naprawdę bardzo maślana - i z migdałową kruszonką, lekko przypalona i kakaowa, cierpkawa... Mimo to nie sucha, a z wnętrzem bardzo wilgotnym, bo raz że wyraźnie soczystym dzięki słodkim gruszkom, to jeszcze nasączonym kakaowo-gruszkowym likierem.

Gdy bardzo blisko końca i na sam koniec rozgryzałam i podsysałam dodatki, nie zabiły czekolady, mimo że dominowały. Między sobą nie walczyły. Gruszki podbiły poniekąd słodycz, choć przemodelowały ją na właśnie słodko-owocową i taką słodko-naaromatyzowaną. Smakowały świeżymi, bardzo dojrzałymi gruszkami, a tylko zalatywały "czymś gruszkowym" (jogurtem? galaretko-cukierkami?). Doszukałam się nawet lekkiego kwasku.
Migdały z kolei, z racji minimalnego podprażenia, skłaniały się raczej ku świeżym i łagodnym, a zawilgocono-"podmarcepanowane" wydawały się tylko chwilami.

O ile naturalne motywy zacnie wpasowały się w maślaność, tak aromatem i nutą marcepanową skutecznie zajęło się palone kakao, przerabiając je na likier. Pod koniec sama czekolada uległa wprawdzie, ale wciąż pobrzmiewała takim poważniejszym, cierpkawym i lekko kawowym echem, mimo że i cukru było co nie miara.

Do tego stopnia, że po zjedzeniu bezsprzecznie czułam przesłodzenie, ale... także przyjemny posmak gruszek. Zaskakująco naturalny, trochę z aromatu (co ważne: raczej jak likier / galaretki, od biedy perfumy itd., a nie słodziaśne cukierki dla dzieci). Z racji zostawienia dodatków na koniec też migdały - delikatne, a jednak z w pełni zachowanymi walorami.

Tabliczka wyszła naprawdę zacnie, mimo że dla mnie zbyt maślanie. Za słodko, ale wciąż z charakterem. Wyraziste, dobrze wykonane gruszki i migdały, które mimo że rewolucji nie przeprowadziły, to w udany sposób się wpasowały. Chwała im za to! W końcu nie miały dominować, a wizja gruszkowo-migdałowej tarty z likierem podoba mi się (mimo że nie cierpię tart - nigdy takiej nie jadłam i zjeść bym nie chciała, ale wyobrażenie / nuta to co innego). Podobało mi się, że nie brak nieprzesadzonej cierpkości. Niestety jednak słodycz była za silna. Podobnie jak maślaność - i w smaku, i strukturze, choć ta druga nie była aż taka tłusta. Maślany smak był gorszy.
Mnie przeszkadzała miękkość czekolady, ale w sumie nie raziła. Podobnie z kawałkami owocowymi - według mnie wyszły nieco zbyt żelkowato, ale ja po prostu nie przepadam za takimi tworami i jestem wyczulona. Jakby nie patrzeć, autentyczności też im nie brak.
Zjadłam ze smakiem, ale tyle elementów wyszło nie do końca w moim guście, że postrzegam ją jako czekoladę na miłe, jednorazowe spotkanie.


ocena: 8/10
kupiłam: Tesco
cena: 6,99 zł (promocja chyba)
kaloryczność: 526 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, miazga kakaowa, kawałki gruszkowe 7% (przecier gruszkowy i sok gruszkowy z soku zagęszczonego 37%, syrop fruktozowy, cukier, mąka ryżowa, tłuszcz kakaowy, aromat, substancja żelująca: pektyny; błonnik z cytrusów, kwas cytrynowy, regulator kwasowości: cytryniany potasu), migdały 7%, tłuszcz kakaowy, bezwodny tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa, aromaty

9 komentarzy:

  1. Ja uwielbiam miękkie, maślane czekolady, a slodycz to dla mnie atut, więc dla mnie recenzja jak najbardziej zachęcająca :D połączenia migdałów z gruszkami jeszcze nie próbowałam ale oba składniki lubie, więc podejrzewam, że by mi posmakowało ^^ a ja bym z chęcią zjadla taką tartę! Poddałaś mi niezły pomysł, może zrobię taką na urodziny Taty ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczy mi się do niej świeciły za każdym razem gdy stałam przed pół ką z czekoladsmi. Rozum jednak zwyciężał i widząc nisko poziom kakao blokował rękę i do koszyka nigdy nie trafiła.całe szczęście. W Carrefour jest gruszkowa gorzka czekolada chyba ponad 60 procent kakao ma. Mi podeszła. Znasz ją?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie widziałam. Marki własnej Carrefoura?

      Usuń
  3. Jak tylko zobaczyłam tytuł i opakowanie, pomyślałam dokładnie o tym, o czym napisałaś we wstępie - o nieurodzaju gruszkowych czekolad na rynku. Nie obraziłabym się za Milkę, Millano albo Wedla z mlecznym kremem i gruszkowym dżemem (jak w Truskawkowej Wedla), ewentualnie po prostu z kremowym nadzieniem gruszkowym.

    Zapach i konsystencja - kozak. Gruszki to według Ciebie cierpkie owoce czy chodzi o to, że w tutaj wyszły cierpkie? Pierwszy raz spotykam się z zestawieniem tego określenia z gruszką. Tarty nigdy nie jadłam, ale ciacho maślane brzmi genialnie. Jeszcze ten likier (tylko nie perfumy!), mmm. Niby tabliczka ma mało moją formę dodatków, ale przeczuwam, że bardzo by mi smakowała.

    PS Baaardzo lubię jogurty gruszkowe i gruszkowo-jabłkowe.
    PPS Wspomniana we wstępie Studenstka z gruszką przede mną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś chyba była Milka gruszkowa (widziałam w Google). Mogliby rzeczywiście coś takiego zrobić.

      Grruszka według mnie nie jest owocem cierpkim. Tu nie było cierpkości gruszki, a cierpkość likieru gruszkowego. Likiery są według mnie trochę cierpkie. Gruszki same jako owoce cierpkie? Nigdy.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.