niedziela, 15 grudnia 2019

Allegro Czekolada Deserowa z nadzieniem o smaku miętowym ciemna 50 % nadziewana lukrem miętowym

Po tym, jak okazało się, że Allegro Czekolada Deserowa z nadzieniem o smaku czarnej porzeczki w istocie jest z pomadą, czyli z lukrem, byłam przerażona tym, że mam jeszcze drugi smak. Wprawdzie uwielbiam połączenie mięty i czekolady, że nawet - o dziwo - gorsze nadziewańce postrzegam jako ok i wielką sympatią darzę pastylki Goplany... Ale lukier?! Tę czekoladę najpierw chciałam oddać któremuś z rodziców, nie otwierając, ale uznałam, że od biedy mogę spróbować. W sumie Baron (przypominam, że producent to Millano, którego nie cierpię, ale akurat podlinkowana mu wyszła) miał całkiem niezłą miętową. Czy do nadziewanej poczuję miętę? Wątpiłam.

Allegro Czekolada Deserowa z nadzieniem o smaku miętowym to ciemna czekolada o zawartości 50 % kakao z kremem (50%) na bazie pomady, produkowana przez ZWC Millano (Baron) dla Biedronki.

Po otwarciu dosłownie uderzył mnie silny zapach miętówek... również maziających się pastylek w czekoladzie, ale głównie cukrowo-miętówkowy, taki wręcz mdły w swej słodyczy. Czekolada zaś wyszła wycofana, też duszno-mdło.

Przy łamaniu tabliczka była twardawo-miękka. Otóż wierzch nieco chrupał, był twardo-polewowy, ale jak to polewy, nie miał oporów przed mięknięciem. Wnętrze z kolei sprawiało wrażenie zwartego, jednak chętnie uginało się z racji plastyczności. Niespecjalnie lepiące, trochę kulkujące się, było mokre.
Wszystko to potwierdziło się w ustach, bowiem czekolada rozpuszczała się trochę opornie, w średnim tempie. Zmieniała się w gładki i miękki ulepek. Nie zalepiała, mimo silnej tłustości, za sprawą której wydawała się zwarto-polewowa.
Z nadzieniem wyszła średnio spójnie, bo ono okazało rzadko-maziste. Szybko wyciskało się częściowo spod czekolady, rozpuszczało się maziście-wodniście, ale nie gładko. Zmieniało się w miękkie, plastyczne grudki, pozostawiało mokro-śliskie smugi i w pewnym momencie zalegało niczym miękka, rzadkawa gruda. W dodatku trzeszczało od cukru - realnie wyczuwalnego.
Czekolada również zalegała z racji swej zwartości i przy nadzieniu wydała się bardziej gładka i tłusta (ono bowiem takie tłuste nie było).

Czekolada w smaku uderzyła cukrem i nijakością. Pierwszy mnie poraził, a potem wymieszał się z drugim, przez co zaczęła mi się widzieć głównie jako: "niegorzka". W słodyczy szybko pojawiła się mięta, gdyż czekolada sama w sobie mocno nasiąkła nadzieniem. Chłodna mięta podkreśliła niegorzkość do tego stopnia, że czekoladowa baza zrobiła się nijaka, trochę tłuszczowa: maślano-margarynowa.

Nadzienie nie okazało litości. To cukrowy taran, miętówkowa maczuga. Straszliwie, do bólu wręcz słodkie, zagłuszało czekoladę i słodyczą, i miętą. Natychmiast pomyślałam o lukrze, o pudrowej słodyczy cukierkowo-sztucznej. Oprócz tego wydało mi się okropnie mdłe w sposób niby-mlecznawy, tłuszczowo-słodki. Mięta... sama była po prostu słodka, miętówkowa jak twarde landrynki miętowe. Ochładzała szybko i mocno, ale brak jej rześkości. Przytłaczał ją dziwny motyw, który rozgościł się w słodyczy. To jakby sztuczna słodycz, inna niż cukier - bardziej mdła i bardziej drażniąca. Potem lukier, lukier i jeszcze raz lukier oraz miętówki cukierkowo-słodkie. O głos walczyła mięta z aromatu. Mniej więcej w połowie bardziej wyszła na jaw, w tle (w sztucznej słodyczy) doszukałam się wręcz pseudoalkoholowej nuty. Jakby odrobina miętowego spirytusu?

Całość wykończyła leniwa czekolada, której smak wnętrza podrzucił wątek taniej bombonierki / pralinek o bliżej nieokreślonym smaku. Mięta i dziwne "coś" takowych pralinek. Końcówka smakowała "dziadkowymi słodyczami" (szafka pełna zaśniedziałych, ciemnych czekolad zwietrzałych przed paroma laty, sklejonych miętowych landrynek, alkoholowych bombonierek / cukierków - wszystko tanie i cukrowo-niedziecięce).

Po wszystkim pozostało okropne przesłodzenie, ogrom cukru, lukru i słodyczy sztucznej, ale też całkiem przyjemna mięta. Dziwną mdłość i mokrą tłuszczowosć czułam zarówno jako posmak, jak i fizycznie.

Jeśli mam być szczera... już po gryzie byłam przerażona tym, co właśnie wzięłam do ust. To kiepska, bo bardzo delikatna, a głównie słodka czekolada z nadzieniem... będącym właściwie lukrem sztucznie-cukrowym, trzeszczącym od cukru i cukrem wojującym. Smakowało także miętą. Mięta wyszła tu pozytywnie... i nawet doszukałam się "alkoholowatego" wątku, który w sumie mógłby być pociągnięty - może wyszłoby na dobre. Obstawiam, że to syrop glukozowy, który paradoksalnie sprawił też, że ta słodycz była obleśna i sztuczna.
Mam problem z tą tabliczką, bo właściwie po kostce miałam odruchy wymiotne, ale dlatego, że dosłownie zabiła mnie jej lukrowość. A w sumie to jest czekolada z miętowym lukrem. Wyszła więc adekwatnie, a to, że ja lukru nienawidzę (i dopiero po zakupie dowiedziałam się, że pomada to lukier), nie mogę jej za to specjalnie krytykować. Obrzydziła mnie struktura - chyba mazistego lukru właśnie. Tu jednak już mogę się czepnąć, bo nie wydaje mi się, by lukier powinien trzeszczeć od cukru. Sama czekolada była kiepska. Jakość, a więc syropy, przełożyły się na smak. Tak obiektywnie mówiąc, to chyba średniak w tej cenie. Lepsze to niż Wawel Miętowa, który był po prostu zły, o wiele gorsze niż wciągająca ze swą nutą obrzydliwości Terravita 70 % Mint.
Gorsze to niż porzeczkowa, ponieważ sama czekolada przy tym smaku wyszła jeszcze bardziej cukrowo-mdło. Resztę dałam Mamie, która lubi miętowe słodycze, a zwłaszcza pastylki Goplany, więc skusiła się mimo ciemnej. Trochę zła stwierdziła, że "środka coś mało", a potem jeszcze dodała, że nie wie, po co kupuję takie niesmaczne czekolady. Taak, też nie wiem, co mi do łba strzeliło to kupić.


ocena: 3/10
kupiłam: Biedronka
cena: 1,69 zł
kaloryczność: 464 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: cukier, pomada (cukier, syrop glukozowy, woda), miazga kakaowa, tłuszcz roślinny w zmiennych proporcjach (palmowy, shea), substancja utrzymująca wilgoć: sorbitole; tłuszcz kakaowy, odtłuszczone mleko w proszku, serwatka w proszku, tłuszcz mleczny, substancja konserwująca: sorbinian potasu; emulgatory: lecytyna sojowa, polirycynooleinian poliglicerolu; naturalny aromat miętowy, aromat

5 komentarzy:

  1. Mnie na pewno też by obrzydziła... Ale nie przez fakt lukru, a przez samo połączenie mięty i czekolady :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ścisnęło mi pośladki, kiedy czytałam wstęp. Ach te skrajnie różne nastawienia. W zakończeniu recenzji wersji porzeczkowej napisałam, że miętowa jest właśnie tą, której chcę spróbować z uwagi na lukrową strykturę nadzienia.

    "Tabliczka była twardawo-miękka" + "wnętrze [...] było mokre" - mmm, pamiętam (ofc z porzeczkowej). Kocham. Z nijakością i margarynowością zgodzić się nie mogę. "Cukrowy taran, miętówkowa maczuga" - leżę :D Albo to obleśne wyposażenie barku dziadka, co za koszmar :D Twoja opinia jest druzgocąca, lecz tym bardziej przekonuje mnie, że zachwycę się czekoladą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zdecydowanie mięta dla Ciebie. To, jak pewne smaki odbieramy... Po prostu ta nie może Cię odrzucić.

      Haha, cieszę się, że udało mi się Ciebie rozbawić.

      Usuń
  3. Nie wiem dlaczego, ale już jak zobaczyłem zdjęcie, to poczułem, że będzie źle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, bo to jakieś Allegro z Biedry? Po prostu nie mogło się udać. xD

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.