Z Rohacza Płaczliwego wróciłam kawałeczek czerwonym szlakiem i wciąż trzymałam się właśnie czerwonego, zmierzając na Ostry Rohac. Ależ tam było wspinania się! Składy, ekspozycje i łańcuchy, miejscami dość niebezpiecznie, ale jakże ekscytująco. Byłam pewna, że opisywaną czekoladę otworzę dopiero na Jamnícke sedlo z cudnymi widokami na minięty szczyt, ale gdy tylko znalazłam się na Rohaczu Ostrym, zakochałam się w skalistym miejscu i widokach i uznałam, że muszę je uhonorować czekoladą. Zwłaszcza, że nie wiało (potem na przełęczy wiało straszliwie, ale tego jeszcze nie mogłam wiedzieć). Do parkingu w Uzkiej Dolinie wróciłam niebieskim szlakiem przez piękne doliny. A cóż to wzięłam na Rohacz? Jak pomyślałam o BTB Chocolate Czekolada Ciemna 87 % Ekwador i jej lekkiej, nieszczególnie soczystej nutce pomarańczy, pomyślałam, że dodatek tego owocu może naprawdę ciekawie zadziałać na tę bazę. BTB Chocolate Czekolada Ciemna Madagascar 82% z Pomarańczą smakowała mi, ale nie była wybitnie pyszna, a po prostu dobra. Ciekawiło mnie, czy inny region i zawartość kakao sprawią, że pomarańczowa BTB Czekolada mnie w sobie rozkocha.
BTB Chocolate Czekolada Ciemna 87 % z Pomarańczą to ciemna czekolada o zawartości 87% kakao z Ekwadoru z kawałkami pomarańczy liofilizowanej.
Po otwarciu przywitał mnie intensywny zapach soczystej, słodko-kwaśnej pomarańczy o zaskakująco świeżym wydźwięku. Wyraźnie dominowała, acz czekolada próbowała dotrzymać jej kroku, prezentując mocne nuty kwiatowo-ziołowe i trochę słabsze ziemiste. Wydawało się, że część cytrusowości - nawet nie tylko pomarańczowej? - płynie też z bazy. Czułam też trochę orzechów oraz maślaność, trochę łagodzące czekoladową gorzkość.
Na spodzie lśniącej tabliczki przylepiono przylepiono duże, grube kawałki pomarańczy. Przy łamaniu niektóre rwały się niechętnie, inne zostawały w którejś części. Były wtopione jako tako. Bez żadnych szczególnych działań z mojej strony, ze dwóm kawałkom zdarzyło się odpaść. W dotyku kawałki pomarańczy niby były twardawe, ale wgniatały się pod naciskiem. Gdy je przegryzałam, krucho skrzypiały.
W ustach czekolada rozpływała się raczej średnio wolno, wolnawo. Wykazywała wysoką, maślano-oleistą tłustość, a kształt zachowywała niemal do końca. wystąpiła w niej lekka pyłkowość, co tonowało tłustość. Strukturę miała taką samą, co czysta. Tu jednak po paru chwilach kawałki pomarańczy nasiąkały i odpadały od czekolady. Raz wcześniej, raz później. Nasiąkały leniwie, upuszczały skąpą soczystość, nie zapominając o tym, że w zasadzie są suchą, liofilizowaną pomarańczą.
Czasem podgryzałam pomarańczę wcześniej, ale przeważnie czekałam, aż czekolada zniknie. Ta na sam koniec cierpko ściągała.
Wcześniej kawałki owocu były bardziej krucho-trzeszczące i twardsze. Pod naciskiem zębów ze skórki pomarańczowej dziwacznie jakby schodziło powietrze.
Kawałki owocu gryzione na koniec wciąż czasem subtelnie skrzypiały, trzeszczały, ale większość znacząco zmiękła. Wówczas szczyciły się jędrnością i zwartością. Wydały mi się wręcz mięsiście żujne. Zmieniały się w gęstą papkę. Skórka jawiła się jako bardziej zwarta i twarda, miąższ zaś soczysty i lżejszy. Niektóre fragmenty miąższu wyszły nijako farfoclowo.
W smaku przywitała mnie gorzkość czekolady i goryczkowata, soczyście kwaśna pomarańcza. W niektórych kęsach, gdzie nie było pomarańczy lub tylko o nią zahaczyłam, czekolada miała o wiele więcej do powiedzenia, gdy zaś w ustach znalazł się duży kawałek pomarańczy, rozbrzmiewał niemal na równi z czekoladą.
Słodycz czekolady trochę czekała z odezwaniem się. Miała kwiatowy charakter i sprawiała wrażenie wycofanej. Słodycz pomarańczy trochę pewniej się zakręciła.
Gorzkość czekolady starała się wymknąć przed pomarańczę. Poczułam ziemię oraz bardzo palony, dymny motyw, które zaraz zapieczętowały gorzkość na wysokim miejscu. Paloność zasugerowała coś razowego... Pomarańczowe razowe ciasto? Sama czekolada po chwili okazała się wyraźnie przesiąknięta pomarańczą.
Kiedy spróbowałam czekolady osobno, potwierdziło się, że trochę przesiąkła nutą pomarańczy-dodatku. A jednocześnie sama z siebie wydawała się cytrusowa. Jak jedzona z pomarańczą, była subtelnie słodka i intensywnie dymnie gorzka, a także bardzo soczysta.
Słodycz w dużej mierze trzymała się pomarańczy, ale i kwiaty mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa przewinęły w tej kompozycji. Wraz z cytrusami budowały rześki klimat, trochę rozbijający ciężkość dymu.
W niektórych kęsach, gdzie było więcej miąższu, więcej miał do kwasek, w innych (gdzie więcej było skórki) goryczka. W kęsach, w których znalazł się malutki kawałek pomarańczy, czekolada miała więcej do powiedzenia, ale nawet, kiedy próbowałam fragmenty bez owocu, lekko go czuć.
Do soczystej pomarańczy z czasem dołączały wiśnie... Wiśnie? Albo raczej wino? Półwytrawne, z leciutką słodyczą.
Baza podporządkowywała się pomarańczom, ale nigdy zupełnie. Gorzkość wprawdzie jakby... Trochę łagodniała? Pojawiła się lekka maślaność, a także echo orzechów, sugerujące keks z orzechami i skórką pomarańczową.
Kwiaty uciekły, albo... Zmieniły się w cierpkawe, rześkie świeże zioła? Przemykały w oddali, aż nagle wyłoniły się bardziej. Jako zioła o cytrusowym charakterze!
Z tła do pomarańczy doleciała nutka... Koniaku? Soczyście kwaskawego pomarańczowego koniaku? Też z dymnym akcentem.
Znów przemknęły wiśnie, tym razem w towarzystwie czarnych porzeczek. Wszystkie owoce mieszały się bardzo spójnie z alkoholem.
Im mniej było czekolady, tym odważniej rozbrzmiewała pomarańcza, jednak sama w sobie okazała się mniej wyrazista, niż się wydawało wcześniej. Czasem podgryzałam ją szybciej niż na koniec, ale była wtedy mniej wyrazista i spłycała czekoladę. Jak zostawiałam pomarańczę na koniec, lepiej to wychodziło.
Końcowo mocno pomarańczowa, trochę ziemista i kontrastowo dymno-palona czekolada oddalała się. Wzrosła w niej maślaność, jakby dając przyzwolenie, że pomarańcza może już zupełnie kończyć występ.
Ta na koniec okazała się zaskakująco delikatna, jednak nie brakowało jej ani gorzkości, ani kwasku, ani soczystej słodyczy - w różnych proporcjach, co miało związek z tym, jaki trafił się kawałek.
Gryziona pomarańcza prezentowała kwaśno-słodki smak, a także wysoką gorzkość skórki. Wiele zależało od tego, czy gryzłam akurat skórkę, czy miąższ. Zdarzyło się, że raz czy drugi bardzo udanie udawała surową i świeżą, acz cały czas czuć specyficzny, liofilizowany motyw. Kiedy gryzłam pomarańczę, wydawało się, że zupełnie zakrywa czekoladę.
Po zjedzeniu został posmak przede wszystkim goryczkowatej skórki pomarańczy, ale znów również czekoladę wyraźnie czuć jako splot dymu, ziemi, maślaności i pomarańczowego koniaku. Wyłoniła się też taninowa, wręcz ściągająca cierpkość wina i czarnych porzeczek.
Bardzo, bardzo zgrana i harmonijna tabliczka, ale wciąż nie przekonuje mnie forma tych wielkich kawałów dodatku. Na plus niska słodycz i wyrazista, ziemiście-dymna gorzkość oraz to, że choć czekolada przesiąkła dodatkiem, nie wyzbyła się silniejszych nut znanych z czystej wersji BTB Chocolate Czekolada Ciemna 87 % Ekwador. A jednak subtelniejsze akcenty pouciekały. Niektórych bardzo mi żal, inne w udany sposób wynagrodziła cytrusowość. Dzisiaj przedstawiana od podlinkowanej nie wyszła lepiej czy gorzej, a po prostu inaczej.
ocena: 9/10
kupiłam: dostałam od BTB Chocolate
cena: jak wyżej, ale cena to 15 zł (za 50g; acz moja ważyła 58g)
kaloryczność: nie podana
czy kupię znów: nie
Skład: ziarno kakao, nierafinowany cukier trzcinowy, pomarańcza liofilizowana





















