Ta czekolada wyglądała niepozornie, gdy tak scrollowałam, co ciekawego można by zamówić ze strony Naturitas. A jednak... Może właśnie tym, że nigdy jej nie widziałam, a wszelkie informacje w opisie były bardzo skąpe, mnie skusiła? Taką tajemniczością? Oby smak nie zawiódł! Acz patrząc na kakao w proszku w składzie (na opakowaniu czekolady, bo na stronie, z której zamawiałam, pominęli) i to, że ten włoski producent to ogólnie producent ekologicznej żywności, czekolady są jedną z wielu kategorii, to mogło być różnie. Chyba powinnam się raczej spodziewać efektu bardziej średniego; acz wierzyłam, że wciąż smacznego.
Vegetalia Chocolate Negro 73 % to ciemna czekolada o zawartości 73% kakao.
Po otwarciu poczułam palono-ciepły zapach, kojarzący się z czymś rozgrzanym: rozgrzanymi skałami, suszącą się na słońcu trawą, przechodzącą w siano, leżące w pełnym słońcu. To też trochę suchych, wysuszonych kwiatów oraz palony karmel... acz raczej jako rozpuszczalna kawa karmelowa. Za nią zaznaczyło się kakao w proszku - zwykłe, ale nie tanio-odtłuszczone. Za tym wszystkim chowały się owoce, jakby duszono-gorące, bulgoczące... Właśnie robiony dżem brzoskwiniowy... brzoskwiniowo-morelowy?
Tłusta w dotyku tabliczka przy łamaniu trzaskała głośno, niczym grube pałeczki puste w środku.
W ustach rozpływała się łatwo i powoli, maziście łącząc wysoką tłustość z suchym wrażeniem. Była gęsto-zbita, acz nie mocno i marginalnie lepka. Przypominała trochę wyjęte z lodówki i lekko mięknące masło. Z czasem przewinęło mi się w niej wodniście-oleiste echo.
W smaku pierwsza pokazała się zdecydowana, średnio wysoka słodycz karmelu z aspiracjami do wzrostu. Za karmelem odnotowałam przebłyski bardzo słodkiego, wręcz przesłodzonego dżemu brzoskwiniowego.
Zaraz odezwała się cierpkość - swoją obecność zaznaczyło kakao w proszku, mieszające się i przechodzące w suche trawy, wysuszoną roślinność na terenie, który już nawet nie pamięta deszczu.
Owocowe echo było bardzo słabe i z każdą chwilą mniej jednoznaczne. Do głowy przyszły mi poziomki, rwane prosto z krzaka. Słodkie i z motywem... leśnej roślinności? Ta już nie była taka sucha, acz zaraz umknęła, wiele nowego nie wnosząc.
Owoce ogólnie robiły tylko za subtelne echo, które na długi czas w ogóle się zatraciło.
Cierpkość kakao otworzyła drogę porządniejszej gorzkości. Wyszła palono-ciepło, przywodząc na myśl gorące, rozgrzane słońcem skały i skaliste zbocza gór. Proste kakao raz po raz się z tego ciepła wyłamywało, acz nie było ogólnie zbyt mocną nutą.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa gorzkość trochę załagodziła maślaność. Słodycz karmelu wykorzystała to i skokowo wzrosła do dość wysokiej, ale jeszcze nie przesadzonej.
Gorzkość podjęła walkę i wyszła z tego w zasadzie zwycięsko. Choć skupiła się na... cieple? Po rozgrzanych skałach pojawiło się więcej suchych roślin, traw. Suszących się, ale jeszcze nie siana. I właśnie w tych jeszcze nie do końca suchych, jeszcze trochę żywych raz po raz przemykało mi echo czerwonych owoców, chyba poziomek. Kakao też próbowało ukryć się właśnie w nich, acz ono optowało za suszonymi.
Goryczka trochę upominała słodycz, prowadząc chwilowo karmel ku wręcz gorzkawym tonom karmelu lekko przypalonego...? A może rozpuszczalnej kawy o smaku karmelowym? Gorzkość w jedno splatała się z paloną słodyczą.
Wątła, owocowa nutka - raczej czerwonych... poziomko-truskawkowa? - podpowiedziała słodyczy kwiaty. Raczej suche, suszone, ale wciąż wonne... Może podsuszone tylko częściowo, dopiero suszone? Wyobraziłam sobie suche pole z kwiatami... makami?
Słodyczy jakoś udało się znów podskoczyć, maślaność nie dała za wygraną i do głowy przyszła mi słodka bułeczka... Z owocowym nadzieniem, które zmieniało się jak film klatka po klatce: jak jagodzianka, ale z nadzieniem brzoskwiniowo-morelowym albo... brzoskwiniowo-poziomkowym/truskawkowym... a w końcu w ogóle czerwono owocowym oraz... kruszonką orzechową? Suche trawy zmieniły się w prażono-krokantowe orzechy (w karmelu?) chyba laskowe. Bułeczkę tą musiano polać polewą kakaową, choćby tylko dla ozdoby, ale tak, by proste, cierpkawe kakao w proszku jeszcze mogło się zaznaczyć.
Po zjedzeniu został posmak słodkiej bułeczki z dżemem żółtego koloru oraz karmelu. Jakby trochę karmelowej w wydźwięku orzechowej kruszonki oraz proszku kawowego / suchej kawy rozpuszczalnej o smaku karmelu. Palona gorzkość na końcówce zmieszała się z prostym kakao w proszku, ale obie wydawały się załagodzone, bo i maślaność wyległa wyraźnie.
Czekolada byłaby bardzo dobra, gdyby kakao w proszku mniej dawało o sobie znać. Mam wrażenie, że gdy miazga robiła mu miejsce, słodycz wkraczała do akcji i skokowo wzrastała. Karmel miał wiele do powiedzenia. Echo owoców, brzoskwiniowo-morelowego dżemu i poziomek, tchnęło świeżość w kompozycję raczej suchą: bazującą na rozgrzanych skałach i suszonych trawach, suszonych kwiatach. Pojawiły się akcenty maślane, po prostu palone, karmelowo-kawowe i bułeczkowo-kruszonkowe, które dobrze tu to i owo podkoloryzowały. Ogólnie jednak i tak jestem zaskoczona, że mimo tych wad, wyszło tak smacznie. Podobała mi się jednoznaczna obrazowość paru nut.
Mam jednak żal do strony sklepu, że "zapomniano" tam o kakao w proszku w składzie, a do producenta, że nie zdecydował się na ambitniejszy produkt.
ocena: 8/10
Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy, kakao w proszku, tłuszcz kakaowy, emulgator: lecytyna słonecznikowa














.jpg)

