Czarna Czekolada Belize Peini 80 % nie bardzo przypominała inne czekolady z Belize, które jadłam we względnie krótkim okresie czasu przed nią. Przypomniała mi jednak, jak bardzo lubię ten region. Chociaż... jak mam być szczera, mogę to powiedzieć o wielu regionach. Nie da się jednak zaprzeczyć, że na tabliczki z Belize zawsze jakoś od razu leci mój wzrok. Więcej o kakao, z którego stworzono tę tabliczkę, nie udało mi się dowiedzieć, ale jedno było pewne: do ukraińskiej marki Sol miałam już zaufanie, że wiedzą, co robią.
SOL Dark Chocolate Belize 73% to ciemna czekolada o zawartości 73 % kakao z Belize.
Po otwarciu przemknął trudno uchwytny owocowy akcent i rozszedł się intensywny zapach wędzenia, obiecujący wytrawność, oraz miodu, słodyczą próbujący zgłosić sprzeciw na ten głównie wytrawny wydźwięk. Nieco wygrywała jednak wytrawność, choć czuć też sporo łagodniejszych akcentów: kokosa, orzechów pekan. Wędzenie miało w sobie coś z oscypka, a że nie brakowało soczystości, do głowy przyszły mi wędzone śliwki. Soczystość i świeżość, rześkość nie trzymały się kurczowo tego wędzenia i wytrawności. Poniekąd stały jakby trochę z boku, dodając do kompozycji świeże, zielone egzotyczne roślinne wtrącenia, przywodzące na myśl dżunglę oraz nieoczywisty akcent ananasa oraz dziwne, jakby wręcz lekko pudrowo słodziutkie, czerwone owoce.
Tabliczka ze względu na porządną twardość przy łamaniu trzaskała głośno. Obiecywała masywność.
W ustach czekolada rozpływała w tempie średnim, niczym śmietankowo-maślany krem. Po pewnym czasie przejawiała lekką proszkowość i rzedła znacząco. Nie była bardzo tłusta, a nawet powiedziałabym, że mało tłusta i trochę soczysta. Końcowo wręcz lekko cierpka.
W smaku pierwszy zaznaczył się owocowy kwasek. Pomyślałam o słodko-kwaśnym, soczystym ananasie, do którego szybko zakradł się miód.
Jednocześnie, gdzieś w tle, w oddali poczułam coś jakby mlecznego... śmietankę lub mleczko kokosowe?
Miód osłodził egzotyczną kwaśność, jednak nie był to typowy, słodko-słodziutki miodzik, a charakterny, jakby dziki. Prosto z wonnego lasu tropikalnego. Też z pewnym kwaskiem, cierpkością.
Gorzkość także się odezwała i ruszyła na przód kompozycji. Bez trudu zdobyła i podbiła pierwszy plan, eksponując palono-prażony charakter. Prażony motyw mieszał się z ciepłem drzew z jakiejś duszno-wonnej dżungli z ciepłej pory roku. Prażenie przejawiało nieco orzechowe skłonności. Orzechy pekan raz po raz wybijały się na wierzch niedookreślonej mieszanki.
W tym czasie owoce i miód zlały się ze sobą na dobre, przechodząc w żółte smoothie. Chyba bazowało na bananie, który zmiksowano z ananasem. Ten fundował ostrożną kwaśność. Słodycz ogólnie wzrosła, ale nie ponad średni poziom. Za tym duetem owoców plątały się jeszcze jakieś inne, ale nie mogłam ich uchwycić. Charakterem - żółtym i egzotycznym - dopasowały się do ananasa i bananów.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa prażony motyw przeszedł w wędzenie. Wędzony... ser? Do głowy przyszedł mi mniej słony, a bardziej mleczny oscypek, który po chwili usunął się na rzecz łagodniejszego splot śmietany i masła. Wędzoność odeszła prawie zupełnie w niepamięć... choć raz po raz przemykał mi jakby jakiś wędzony owoc - niby śliwka, ale coś nie tak mocno śliwkowa?
W owocowym smoothie pojawiły się jakieś czerwone słodkie owoce. Truskawki i poziomki? Coś pomiędzy nimi, trochę egzotyczniejszego?
Kompozycja ogólnie miała w sobie sporo egzotyczności, acz nie była bardzo owocowa. Oprócz egzotycznych owoców przywodziła na myśl tropikalny las, egzotyczne rośliny zielone, których czuć "żywość" i świeżość mimo gorącego klimatu.
Żółte owoce egzotyczne jednak były odważniejsze. Śmietana zmieniła się w śmietanowy jogurt, a ja wyobraziłam sobie śmietanowy jogurt ananasowy, sowicie posłodzony miodem.
W miodowej słodyczy odnalazły się też pekany: karmelizowane w miodzie . Przypomniały o ciepłym, prażonym wątku. Maślano-śmietanowy motyw trochę to wszystko łagodził, wygłaskiwał.... W nim właśnie odnotowałam nutkę kokosa. Najpierw pomyślałam o mleczku, jednak ciepło, prażenie, które początkowo miały bardziej drzewne skłonności, tym razem końcowo zaobfitowały w wafelek. Wafelek kokosowy?
Po zjedzeniu został posmak kokosa z prażonym akcentem, może więc wafelka kokosowego oraz lekko serowy, serowo-śmietanowy. Wytrawniejszy, ale nie mocno wytrawny. Trochę cierpko-goryczkowaty owszem. Na to złożyła się paloność i echo drzew. Do tego czułam słodko-kwaskawe owoce: ananasa, banana i poziomki.
Czekolada bardzo mi smakowała. Miała bardzo egzotyczny, ale nie mocno owocowy charakter. Nie brakowało w niej ciepła, choć było to ciepło tropików, w którym czuć też świeżość. Ananas, banany, poziomki mieszały się z miodem i stały obok palono-prażonych nut, drzew, pekanów. Trochę zaznaczyło się świeższych zielonych roślin, egzotycznego lasu i kokosa, końcowo wafelka. Było więc i gorzko, i słodko, i trochę kwaskawo - w idealnych proporcjach, zapewniających głębię i wytrawność, ale bez przesady.
ocena: 9/10
kupiłam: sol_chocolate na Instagramie
cena: 250 UAH (około 24 zł; za 70g)
kaloryczność: nie podana
czy kupię znów: nie
Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy




















