Na firmę Prawdziwe Kakao natknęłam się przypadkiem, bo gdy wracałam z jednej indyjskiej knajpy przy krakowskim Rynku Głównym, kątem oka dostrzegłam pijalnię kakao. Nie pijam kakao, ale jakoś tak uśmiechnęłam się na ten widok, że miło, że powstają takie miejsca, a nazwa zapisała mi się w głowie. Wróciwszy do domu, po paru dniach trochę pogooglałam. Coś mi mówiło, że może i czekolady tam znajdę. I oto proszę bardzo! Mieli też swoją tabliczkę czekolady. Napisałam maila z zapytaniem o mini współpracę, a po miesiącu otrzymałam pozytywną odpowiedź. Za czekoladę jestem bardzo wdzięczna i mimo że zawartość kakao była dość niska jak dla mnie, liczyłam na zacną degustację.
Prawdziwe Kakao Czekolada Rzemieślnicza Gorzka Złoto Majów to ciemna czekolada o zawartości 65 % kakao (miazga 60% + tłuszcz kakaowy 5%) Criollo z Peru, z manufaktury Michała Depty.
Po otwarciu rozbrzmiał intensywny zapach wiśni przeplecionej ciężką cytrusowością złożoną ze skórek cytryny i pomarańczy. Raczej świeżych skórek, choć próbowała się do nich podkraść kandyzowano-cukrowa nutka. Ogół był znacząco słodki, ale nie w cukrowy sposób, a jakby od słodkiego cynamonu cejlońskiego w naprawdę pokaźnej ilości. Cynamonu o naturalnie cytrusowej nucie. Kwaśność wiązała się głównie z wiśnią, ale zahaczała też o pewną kiszonkową wytrawność - raz po raz moje myśli błądziły koło kapusty kiszonej, ale to nie była zupełnie ona. Kwasek wprowadził też pewną mleczność - jakby mleko zsiadłe? Mieszało się to z łagodniejszym, maślanym motywem. Co nie znaczy, że było łagodnie, bo też sporo ziemi i dymu czuć, zapewniających gorzkość.
Tabliczka wyglądała na tłusto-pylistą, acz w dotyku wydawała się po prostu tłusta. Przy łamaniu trzaskała niezbyt głośno, a i mimo grubości, nie była wyjątkowo, a zwyczajnie twarda.
W ustach rozpływała się w tempie średnim, maziście i tłusto. Kształt zachowywała dość długo, kojarząc się przy tym z grudką masła, które obudowywała pylistość. Trochę jak tłuste trufle w kakaowym pyłku. Mimo maślaności, czekolada nie była jednak gładka, a lekko chropowata. Z czasem mazistość rozrzedzała soczystość. Cały czas było tłusto, a pod koniec trochę taninowo cierpko.
W smaku pierwsza rozeszła się bardzo osłodzona wiśnia. Jak się po chwili okazało, przesłodzony kompot wiśniowy i owoce z dna dzbanka. Czuć tu wyraźnie proste docukrzenie owocu. Kompot, dżem... zdobył się jednak też na kwaśność.
Swą obecność zaznaczył gorzko-cierpki dym, acz ogólną gorzkość niemal od razu trochę złagodził maślany wątek.
Maślaność trzymała się na razie tyłów, pozwalając owocom na rozwój. Do wiśniowego wątku dołączyły cytrusy: głównie skórka z cytryny. Chyba towarzyszyła jej skórka pomarańczy. Wydawały się świeże, acz nie kłóciłabym się, że w kompozycji nie znalazło się też trochę kandyzowanych skórek. Słodycz jednak nie była czysto kandyzowana. A jako że niewątpliwie związana z cytrusowymi skórkami, do głowy przyszedł mi kumkwat o słodziutkiej jak mandarynki skórce.
Po paru chwilach z cytryny polał się też sok. Kumkwat też upuścił kwaśny sok (w sumie podobny do cytryny). Kwaśny, wyrazisty - przeciął wszystko i na chwilę wciągnął w siebie wiśnie, by potem przysłonić je zupełnie. Cytryna jak się pokazała, tak nagle zaczęła znacząco słabnąć. Utrzymywała się wprawdzie do końca, ale w wersji łagodniejszej i słodszej, trochę kwaśnej.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa dymna nuta zaczęła mieszać się z wątkiem kremu "ganache" czekoladowego, zrobionego z czekolady o wysokiej zawartości kakao, ale wkomponowanego w jakiś słodki deser, pralinki. Czuć więc moc i charakter kakao, ale jakby wpisane w coraz cięższo słodkie realia.
Czasem, bardzo w oddali, deser wzbogacał się o cierpko-słodkie wiśnie... i próbowało przy nich zaznaczyć się coś kwaskawo-wytrawnie kiszonkowego (bigos ze śliwko-wiśnią i cukrem?!), ale naprawdę trudno to uchwycić.
Z tego motywu ganaszu, ciemnoczekoladowych czekoladek wysokiej jakości próbowała wyrwać się ziemia... Ziemia rozgrzana, gorąca i... pikantna? Nagle poczułam sporo cynamonu. Oto dominować zaczął ganasz kakaowo-czekoladowo-cynamonowy.
Słodycz rosła, ale nie jakoś mocno. Zarówno ją, jak i gorzkość, coraz bardziej tonowała maślana nuta. Do masła dołączyło zsiadłe mleko, cierpkawy nabiał ogólnie - ten splot kontynuował kwasek po owocach. Był wprawdzie osłabiony, ale obecny. Osłabiona cytryna przeszła w motyw bardzo słodkiego ciasta... może blondie cytrynowego? Takiego cytrynowego, ale w sumie niekwaśnego, a ciężko słodkiego. Może z kandyzowaną skórką cytryny? Wyobraziłam sobie też zacukrzony kompot cytrynowy.
Słodycz i do cynamonu się dobrała, kierując moje myśli ku cynamonkom, ale w wersji wzbogaconej o owoce - o wiśnie? Albo po prostu zrobione z cynamonem cejlońskim, który sam w sobie potrafi smakować cytrusowo rześko. Na pewno z przesadzoną ilością lukru na wierzchu. Może cytrynowego?
W gorzkawym, kakaowo-cynamonowym ganaszu kryła się drobna wytrawność i sporo cierpkości. Dym wychylał się trochę zza tego słodko-kakaowego wątku. On właśnie końcowo przełożył się na luźną myśl o jakiejś goryczkowatej ziołowej herbacie z cynamonem, sporą ilością cukru i plastrem cytryny. Ziemi... musiałam się doszukiwać, acz chyba i ona tam była.
Po zjedzeniu został posmak cytryny na słodko, tonowanej wysoką, prostą i trochę wręcz kandyzowaną słodyczą oraz maślano-mlecznym motywem. Nie brakowało jednak też ciepła, pikanterii - tu jednak trudniej o jednoznaczność. Dym, cynamon i trochę ziemi zdawały się zatapiać w tłustych czekoladkach z jeszcze tłustszym kremem ganache.
Czekolada nie chwyciła mnie. Miałam wrażenie, że smakowite nuty za bardzo wygłaskał tu prosty cukier i tłuszcz. Mimo to, nie było bardzo za słodko, co się chwali przy tej zawartości kakao i użytym cukrze. Maślano-mleczne nuty i niemal kandyzowano-kompotowe, przecukrzone akcenty przeszkadzały soczyście kwaśnej cytrynie, wspartej pomarańczą, wiśniowym akcentom i cynamonowi. Trochę jakby kwaśność bardzo chciała przebić się przez ciężką słodycz, ale nie była w stanie. Ziemia ledwo się wychylała. Na więcej pozwolił sobie dym, acz i on wyszedł jakoś nazbyt uładzony.
ocena: 7/10
kupiłam: dostałam od prawdziwekakao.pl
cena: jak wyżej, ale cena to 33 za 70g)
kaloryczność: 552 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: kakao, cukier












