Kupując w zasadzie hurtem czekolady Meybony w Auchanie, zapomniałam, że z tą linią miałam już do czynienia w 2020, Meybona Ecuador 72 %. W domu zorientowałam się, acz dalej nie wiem, czy marka rozwinęła tę linię, czy zawsze była taka duża, a po prostu tamtym razem market sprowadził tylko jedną. Nieważne! Trochę niechcący więc przyszło mi zweryfikować, czy czekolada nadal smakowała tak samo jak w 2020 czy też się zmieniła. Skład sugerował pierwsze, tabela wartości drugie. A robiąc zdjęcia zorientowałam się, że nigdy... nie widziałam malutkich flamingów. Jakoś nigdy w żadnym filmie przyrodniczym mi się nie rzuciły w oczy - a proszę, grafik odpowiadający za szatę graficzną czekolady, o nich pomyślał!
Meybona Feine Dunkle Schokolade Ecuador 72 % Kakao / Fine Dark Chocolate 72 % Cacao to ciemna czekolada o zawartości 72% (miazga + tłuszcz) kakao Nacional de Arriba z Ekwadoru; konszowanie trwało 48 godzin.
Po otwarciu poczułam mocno kwiatowy zapach, mieszający się z motywem lekko karmelowego serka homogenizowanego. Czułam też maślaność i przyprawy, co było trochę znajome, ale nie identyczne co w wersji z 2020 roku. Kwiatowość tym razem wyszła odważniej i intensywniej. Mieszała się z motywem kadzidła. Orzechy wydały mi się karmelizowane, a kawa korzenna; korzenna z dużą ilością cynamonu. W zasadzie więcej do powiedzenia miała sama korzenność niż kawa.
Twarda tabliczka i tym razem przywitała mnie głośnym, trochę chrupkim trzaskiem i ziarnistym przekrojem.
W ustach rozpływała się wolno, zmieniając się w gęsty, tłustawy krem. Pokrywała podniebienie smugami, mięknąc i udając trochę tłusty serek homogenizowany, zostawiający na koniec leciutką pylistość. Wydała mi się jednak nieco suchsza niż kiedyś. Jej tłustość nie dawała się we znaki. Końcowo za to pojawiła się jeszcze lekka soczystość, która cierpko, wręcz tanino ściągała na koniec.
W smaku pierwsze poczułam słodkie, soczyste cytrusy: mandarynki i chyba pomarańcze. Pomarańcza otworzyła drogę gorzkości, stawiając na swoją wyrazistą skórkę. Pomyślałam o słodkim, maślanym, puszystym cieście ze sporą ilością skórki. Cieście słodkim, ale i bardzo soczystym.
Cieście... bananowym? Chlebku bananowym z dodatkiem pomarańczy, który mocno posłodzono wanilią. Wanilia zaznaczyła swoją obecność, po czym... zalały ją kwiaty. Całe mnóstwo kwiatów. Wyobraziłam sobie intensywnie pachnące, kolorowe bukiety żywych kwiatów - w tym konkretnie tulipanów - o jasnych kolorach.
Odnotowałam lekką paloność. Początkowo wyszła trochę karmelowo, jak... karmelizowane orzechy? Słodko karmelowe, średnio mocno wypieczone ciastka maślane z orzechami laskowymi? Maślaność z czasem słabła, dodając tylko te lekkie akcenty, aż w końcu zupełnie zmieniając się w waniliowy serek homogenizowany.
Soczyste akcenty przejęły czerwone owoce, a słodkie cytrusy trochę się wycofały. Wyraźnie czułam słodko-kwaskawego granata i dojrzałe, miękkie wiśnie. Trzymały ze sobą sztamę; jak wyczuwalne, to w duecie. Wprowadziły lekką cierpkość, podkreśliły też cierpkość serka homogenizowanego. Do głowy przyszły mi też... cierpkawe banany? Dojrzałe, ale... jakby tak ściągnąć zębami całą "nitkę"-włókno (wiązki łyka), a po chwili zagryźć słodką, miękką częścią bez włókna.
Kwiaty mieszały się z kadzidłem. Żywiczne, lekko kościelne kadzidło przez pewien czas wydawało się jednością z kwiatami, potem zaczęło trochę dominować. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa do kwiatów i kadzidła dołączyły jeszcze przyprawy korzenne.
Korzenność wprowadziła kawę. Kawa dała się poznać jako mocno korzenna, cynamonowa, a jednak i gorzka. Zrobiona na ziarnach lekko palonych - paloność była niewątpliwie obecna, ale nie za mocna. Gorzkość zdecydowała się przybrać wydźwięk bardziej cierpkiego, kakaowego syropu - a jakże! Wlanego do korzennej kawy. Ich gorzkości połączyły się i końcowo wyszły całkiem mocno.
Z owoców do gry wróciła pomarańcza. Kontynuowała gorzkość poprzez swą skórkę, jednak... coraz trudniej było mi myśleć o świeżym owocu. Oczami wyobraźni patrzyłam na serek homogenizowany pomarańczowy: ze skórką i z mocno skórkowym owocowym wsadem. W jego homogenizowanej słodyczy przewinął się też... banan? Jakby to był serek w wariancie pomarańcza&banan. Serek bazowo mógł też być subtelnie posłodzony wanilią, jednak pomarańcza rządziła w nim zupełnie (że tego banana w zasadzie nie byłam pewna).
Przy cierpkawo-słodkim wsadzie pomarańczowym, na końcówce próbowała się też jeszcze wyłonić wiśnia... chyba wciąż z granatem.
Po zjedzeniu został posmak słodkiego, ale i soczyście-goryczkowatego serka homogenizowanego pomarańczowego, mieszającego się z wanilią (nie serka waniliowego!) i kwiatami. Kwiaty przypomniały też o kadzidle. Czułam lekką gorzkość i dość wysoką cierpkość: pomarańczy, owoców czerwonych i kakao... kakaowego sosu? Kakaowej kawy?
Czekolada smakowała w zasadzie prawie tak, jak w 2020, ale wydała mi się inna w wydźwięku, a jej akcenty... trochę inaczej się rozłożyły. Przede wszystkim, choć i tym razem dość tłusta, to jednak tłusta w bardziej przystępny sposób, z pylistością, która bardziej to stonowała. Wanilii czułam mniej - ona w smaku w 2020 wydawała się podkreślać maślaność. Tu czułam więcej kwiatów, owoców (tych samych, ale więcej) i przypraw, pojawiło się też kadzidło, co wydało mi się bardziej ekwadorskie. W dodatku wydała mi się nieco mniej palono gorzka, dzięki czemu dosadniej rozbrzmiały inne wątki. Czekolada była jakby... poprawioną wersją Meybona Ecuador 72 % z 2020 - trochę mniej waniliową, minimalnie mniej paloną, troszeczkę mniej tłustą. Te detale się jednak pozbierały i suma summarum przełożyły się na ogólnie lepszy odbiór do tego stopnia, że zdecydowałam się opublikować nowego posta, zamiast robić aktualizację, jak najpierw pomyślałam. Cena wprawdzie wzrosła dwukrotnie, jednak biorąc pod uwagę, że tak wzrosły ceny wszystkich czekolad i innych produktów, to półki nie zmieniła.
ocena: 9/10
kupiłam: Auchan
cena: 17,99 zł
kaloryczność: 597 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie wykluczam
Skład: miazga kakaowa 59%, cukier, tłuszcz kakaowy, wanilia Bourbon





















