Dziś przedstawiana czekolada, mimo że zwykła mleczna, przyciągnęła mój wzrok w gazetce Lidla. Wszystko przez tak rzadko dodawane do czekolad, a uwielbianie przeze mnie, nerkowce. Gdy doczytałam, że to tabliczka nie tylko z orzechami, ale też z solą, zainteresowanie straciłam. Jako jednak że ojciec mi ją kupił, uznałam, że spróbować mogę. Oczywiście wzięłam ją w góry. A dokładniej na szlak na Granaty. Tej przypadło najmniej widowiskowe, ale też piękne miejsce: nad Czarnym Stawem, nad który dotarłam niebieskim szlakiem z Kuźnic przez Murowaniec. Dokładniej przy odbiciu na Granaty. A najmniej widokowe nie tylko ze względu, że niższe... Ten poranek nie był dla mnie łaskawy pogodowo, bo padało, a potem wszystko ukryła mgła. Zdjęcia czekoladzie robiłam więc niepocieszona i nieprzekonana... A gdy w zasadzie już skończyłam, mgła odsłoniła staw i trochę gór. Ja i moje "szczęście"!.
Fin Carre Czekolada Mleczna z Orzechami Nerkowca to mleczna czekolada o zawartości 30% kakao z orzechami nerkowca i solą; marki własnej Lidla.
Po otwarciu poczułam wyrazisty zapach mleka i słodycz cukru z wanilią, wymieszane z orzechami nerkowca. Gdy wąchałam spód, czekolada i nerkowce rozbrzmiewały na równych prawach, gdy zaś wierzch, czekoladowa baza jednak trochę wyprzedzała nerkowce. Wydawały się lekko podprażone i niesamowicie integralne z wręcz uroczo, dziecięco słodko-mleczną czekoladą.
Orzechów nie pożałowano. Od razu widać, że dodano mnóstwo całych, połówek, ćwiartek i różnej wielkości kawałków. Niektóre wystąpiły wręcz jeden na drugim, acz da się i malutki kęs bez orzechów zrobić. Nie wszystkie jednak fragmenty, które od spodu wyglądały na pozbawione orzechów, takie były. Bardzo często nerkowce zupełnie kryły się pod czekoladą,
Jasna tabliczka w dotyku wydała mi się plastikowa i tłusta, acz przy łamaniu wykazywała kruchość. W zasadzie prawie łamała, rozwalała się sama z siebie ze względu na dodatki. Udało mi się usłyszeć kruche, lekkie pyknięcia, a jednak, gdy robiłam kęsa, zęby spotykały się z pewną miękkością.
W ustach czekolada rozpływała się w tempie średnio-szybkim, mięknąc szybko. Była gęsta i bardzo tłusta, wręcz śliska w maślany sposób. Miękła, chwilami wydając się plastikową. Z czasem zdobyła się na mazistą kremowość. Niechętnie wypuszczała z siebie orzechy, uparcie je pokrywając.
Gdy na próbę pogryzłam orzechy obok czekolady, wydawała się bardzo plastikowa.
Orzechy dość długo zostawały zatopione w czekoladowej, ale w końcu wyłaniały się. Strukturę miały cały czas taką samą, niezależnie od tego, kiedy je gryzłam. Wolałam to robić dopiero na końcu. Były tłusto-miękkie w charakterystyczny dla nerkowców sposób. Zachwyciły mnie świeżością i formą. Duże i średnie sztuki oraz spore kawałki były doskonałe. Wśród orzechów nie plątały się kryształki soli. Dodana była drobna i integralna z resztą.
W smaku pierwsza przemknęła plastikowa nuta, a tuż za nią polała się cukrowa słodycz i łagodne mleko.
Słodycz trochę się zreflektowała i choć cały czas miała cukrowy charakter, nie był to czysty cukier. Mieszał się z echem wanilii i układał się w bardzo słodki, maślany nugat.
Orzechy nerkowca nawet niegryzione dawały o sobie znać. Nie mocno, ale wyraźnie wyczuwalnie, umacniając maślaną nugatowość czekolady, a jednocześnie trochę tonując słodycz.
Mleko mieszało się ze słodyczą jako nugat, ale przemknęła mi też przez myśl czekolada z nadzieniem mlecznym dla dzieci. A jednak to nie mleko wiodła prym. To maślaność starała się zająć pierwszy plan. Zawiązała sojusz z waniliową słodyczą i razem rozgościły się na nim.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa czekolada wydała mi się do potęgi maślana, do czego dołożyły się nerkowce. Wszystko to konsekwentnie sugerowało nugat. Czekolada sama w sobie wydała mi się lekko orzechowa, ale niekoniecznie nerkowcowa. Było w niej też coś ogólnie orzechowego, jednak przesiąknięcia nie wykluczam.
Kiedy spróbowałam trochę samej czekolady z ciekawości, potwierdziła się jej lekka nugatowość oraz to, że była mocno maślana, ale niestety też delikatny plastik wyraźniej czuć. Nie mocno, ale jednak. Bez orzechów zacukrzała też szybko.
Orzechy gryzione wcześniej obok czekolady okazały się nijakie, a sama czekolada poszła w plastikowym kierunku. Wolałam więc zostawiać je na koniec.
Co kilka kęsów, w oddali, subtelnie pojawiało się słonawe echo. Tak łagodne, że uwierzyłabym, iż iluzoryczne. Podkreślała maślaność i trochę mleko z czekolady. Wydaje mi się, że trochę uwypuklała szlachetniejszy - waniliowy - wydźwięk słodyczy.
Na prawie całą tabliczkę, sól dyskretnie przypomniała o sobie może ze 3-4 razy.
Z czasem waniliowo-cukrowa słodycz w ogóle przeszła do poziomu średnio-wysokiego, nie mordowała, a wpisywała się w maślaność; maślany nugat. Przy nim niestety raz po raz wyłaniał się plastik. Gdy akurat w kęsie było więcej czekolady niż orzechów, zaznaczała się gardle, ale nie mogę nazwać tego drapaniem; nie męczyła.
Końcowo nerkowcowy smak rósł na znaczeniu i gdy zaczęłam gryźć orzechy, wystrzelił na przód. Tonowały słodycz. Orzechy zaprezentowały się w pełni. Były cudownie intensywne: naturalnie maślane i słodkawe. Czuć, że podprażono je leciutko, tylko dla podkreślenia. Dominowały, zostawiając sobie czekoladowe echo. Nie trafiła mi się przy nich sól na końcu.
Po zjedzeniu został posmak orzechów nerkowca. Maślanych i łagodnie słodkawych, przyozdobionych lekko nugatowym echem słodko-maślanej czekolady. Ta na koniec wyszła bardzo wycofana.
Czekolada zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Wszystko do siebie tu pasowało, sól okazała się marginalna i nie zaburzyła duetu nerkowców i jakby nugatowo-maślanej czekolady. Ta choć sama w sobie ryzykownie słodka, z orzechami tak nie zasładzała. Czuć w niej nie tylko cukier, a też wanilię. Pobrzmiewało w niej echo plastiku, ale nerkowce skutecznie odciągały od niego uwagę i wynagrodziły to. Były boskie. Takie, jakie nerkowce powinny być, a i dodano ich mnóstwo.
Tabliczka wprawiła mnie w szok, bo choć prosta i słodko-mleczna, z przyjemnością ze względu na nerkowce zjadłam prawie całą. W górach szła dobrze, a w domu też całkiem w porządku, że zostawiłam tylko 3 kostki Mamie (a pierwotnie obstawiałam, że pewnie dam jej połowę). Jej opinia: "No tak, zaskakująco dobra ta sama czekolada jak na Fin Carre. Ryzykownie słodka, ale dobra, bo ta co jest w stałej ofercie - mleczna z laskowymi - to sama czekolada jak plastik. Dziwne, że limitki mają aż podejrzanie dobre. W ostatniej kostce jednak trafił mi się kryształek soli i powiem, że kompletnie do niczego tam nie pasował". Obie się zgodziłyśmy, że miała wyjątkowego pecha tak trafić na jeden kryształek...
ocena: 8/10
kupiłam: dostałam (ojciec kupił w Lidlu)
cena: jak wyżej (sprawdziłam: 6,99 zł)
kaloryczność: 553 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: cukier, orzechy nerkowca 22%, tłuszcz kakaowy, mleko w proszku odtłuszczone, miazga kakaowa, słodka serwatka w proszku (z mleka), bezwodny tłuszcz mleczny, miazga z orzechów laskowych, olej rzepakowy, sól 0,2%, emulgator: lecytyny; ekstrakt z wanilii




















