Czekoladę kupiłam pewna, że jest ona słowackiej marki, jednak w domu aż zwątpiłam, znalazłszy w Google, że to może być coś od Nestle, za którym nie przepadam. Zaczęłam szukać dokładniej i trochę się uspokoiłam, bo okazało się, że to chyba jednak marka / firma jak najbardziej słowacka: Nestville Chocolate, z siedzibą w Słowacji. Oficjalnie firma jest zarejestrowana jako BGV Enviro s.r.o. Tabliczkę kupiłam podczas jednej z wypraw w góry, na słowackiej stacji benzynowej, czego nigdy nie robię. W sumie w dużej mierze ktoś mi to zasugerował, bo - ciekawa sprawa - ja sama na produkty na stacjach patrzę, nie widząc. A w dodatku na tej stacji, jak z lat 90., w życiu nie powiedziałabym, że będzie jakaś czekolada, mająca wyglądać "premium". Wzięłam akurat tę, bo inne były białe. A choć lubię połączenie chili i czekolady, zabierając tę na szlak, trochę się bałam. Pamiętałam bowiem, że Karmello Czekolada Ciemna Dekorowana Kruszonymi Papryczkami Chilli 54,1 % musiałam z ostrego dodatku trochę oskrobywać. A i to nie za bardzo była warta tego zachodu.
Tabliczkę dziś prezentowaną wzięłam na Polski Grzebień, z którego weszłam zielonym szlakiem, mijającym hotel górski Sliezsky dom. Do niego doszłam szlakiem żółtym ze Starego Smokovca. Dobrze, że droga ta w dużej mierze wiodła przez las, bo było gorąco. Dalsza część, czyli zielony szlak zaś, na szczęście oferował trochę wiatru. Hm, czyżbym trochę przekombinowała, wybierając coś potencjalnie rozgrzewającego na tak upalny dzień?
Nestville Chocolate Hand Made Horká Tabuľková Čokoláda s Chilli to ciemna czekolada o zawartości 54,5% kakao z suszonym chili.
Po otwarciu poczułam trochę duszną, ale w zasadzie jeszcze nie mocno przesadzoną słodycz, łączącą cukier i waniliowo-wanilinowy akcent. Była wysoka, ale trochę stonowana lekką gorzkością. Czuć nutę paloną i pewne ciepło. Nie było to jednak wyraziste chili nawet gdy wąchałam spód. Jedynie lekko coś tam wspomniało o sobie, ale w zapachu można by je przeoczyć.
Tabliczkę o matowym odcieniu nierówno posypano średnią ilością średnich i drobnych płatków oraz lekko przemielonych pestek chili. Trzymały się porządnie. Wprawdzie przy łamaniu parę odpadło, ale te ogólnie stanowiły mniejszość. Nie podobało mi się to rozmieszczenie: na środku bardzo dużo, na brzegach tabliczki wcale.
Tabliczka trzaskała głośno i głucho, a przy odgryzaniu kęsa wydawała się krucha.
W ustach czekolada rozpływała się powoli. Choć w pierwszej chwili myślałam, że będzie stawiać opór ze względu na zbitość, zaraz ochoczo miękła. Zaserwowała tłustość i zwięzłość. Starała się zachować kształt, acz z czasem coraz bardziej rzedła, dając się poznać jako rzadkawa i lekko pylista.
Dodatek częściowo osiadał w czekoladowej mazi, częściowo odpadał. Ostrożnie gryzłam niektóre płatki, ale więcej wypluwałam.
Chili nadgryzane wcześniej było twarde.
Chili gryzione na koniec było trochę mniej twarde i bardziej trzeszczące, ale wciąż twarde.
W smaku najpierw pokazała się średnia słodycz o dusznym charakterze. Zdradził się cukier, ale nie wyszedł napastliwie. Słodycz rosła. Też za sprawą waniliowej nuty, którą odnotowałam w tle. Okazało się, że i ona dokładała się do duszności.
Chili czasem szybko zaznaczało swoją obecność, czasem długo się powstrzymywało. Gdy jednak się pokazało, zaraz zaczynało rosnąć wraz z pieczeniem. Najpierw delikatnym, coraz silniejszym i w przypadku kostek z dużą ilością posypki, palącym w język i gardle po paru chwilach.
Palona nuta rozeszła się za chili, czasem równocześnie z nim. A w przypadku kęsów bez kawałków chili, paloność po prostu wchodziła niedługo po słodyczy i jej rozwoju. Gorzkość była niska i przybrała właśnie palony wydźwięk.
Chili w gorzkawej paloności obudziło ciepło. Zwyczajnie palona nuta w zestawieniu z dodatkiem przechodziła w dym.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa zawsze już było chili czuć. Nawet w przypadku kęsów bez dodatku, baza poprzez ciepło robiła drobne aluzje do chili, ale bez ostrości. Z ciepłem jedynie... do głowy przyszedł mi aromat chili. Gdy jednak kęs zawierał płatki posypki, robiło się wtedy bardzo ostro. Kiedy dodatku było dużo, nieprzyjemnie wypalało gardło i usta.
Przeważnie oprócz ostrości czuć też sam smak chili, lecz w przypadku paru kęsów z największą ilością posypki, pikanteria aż zagłuszała smak.
Słodycz za tym występem chili nasiliła się w dusznym, cukrowym kontekście. W zasadzie ostrość chyba podkręcała cukrową słodycz. Gdy chili było mniej i w kęsach bez niego, w słodycz wkradała się soczystość słodkich, likierowych wiśni. Robiły aluzje do kwasku, a potem sugerowały... sos wiśnia&chili?
Gdy spróbowałam trochę samej czekolady, wydawało mi się, że można się w niej doszukać nutki chili. Wtedy soczystość i dym odgrywały ważniejszą rolę, ale i tak było trochę za słodko. Waniliowa nuta cały czas pobrzmiewała, acz wkradło się do niej echo aromatu (jeszcze nie waniliny, ale jakby prawie).
Z kolei gdy z ciekawości pogryzłam raz czy dwa kawałki chili wcześniej, obok czekolady, w pierwszym momencie wydawały się dziwnie nijakie, by po chwili uderzyć palącą pikanterią, która bazę sprowadziła do roli słodko dusznego tła.
Lekko dymna gorzkość słabła, mimo że długo starała się utrzymać przy chili. W końcu jednak otulała ją maślaność - im więcej czułam pikanterii, tym sama baza wydawała się uproszczona, słodko-maślana i tylko leciutko palona. Cierpkość walczyła o siebie, acz gorzkawość niemal zupełnie się zredukowała.
Czasem, gdy chili było dużo, na końcu aż trudno było skupiać się na łagodnej bazie, a pikanteria męczyła w gardle i ustach.
Drobinki gryzione na koniec smakowały różnie. Niektóre zaskakująco delikatnie jak na chili, ale wciąż ostro. Inne zaś piekielnie ostro. Pojedyncze małe płatki / kawałki podgryzałam, ale większość wypluwałam.
Po zjedzeniu zostawał różny posmak. Czasem zdominowało go palące, za silne chili, a czasem to duszna słodycz cukru i ni wanilii, ni aromatu waniliowego trochę męczyła. Ją jednak przeplatała lekko palona nuta oraz chili. Często występowało jako ciepłe pieczenie, trochę szczypiące w język, ale nie zbyt agresywnie. Czuć też smak chili, a nie tylko ostrość.
Mam ogromny żal do producenta, że tak beznadziejnie rozlokował dodatek. Parę kostek, gdzie posypki było trochę i średnio dużo, było całkiem ok, bo chili przygłuszało, że czekolada nie była najwyższych lotów i pasowało do słodyczy, a samo nie mordowało. A niestety to kostki z ogromem posypki lub bez niej stanowiły większość. W przypadku kęsów bez posypki, baza męczyła duszną słodyczą i za niską gorzkością. Środek z dużą ilością chili był nie do zjedzenia normalnie przez palącą pikanterię i musiałam zdrapywać i wypluwać część dodatku. Gdyby chociaż chili było równo rozłożone, tabliczka mogłaby mieć 6. Albo przynajmniej gdyby była tańsza, bo tak to Nestle się ceni, a efekt niezbyt "premium".
ocena: 5/10
kupiłam: słowacka stacja benzynowa
cena: jakieś €6-5? (za 80g)
kaloryczność: 545 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: czekolada 98,8% (miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, emulgator: lecytyna sojowa; naturalny aromat waniliowy); pokruszona suszona papryczka chili 1,2%














