poniedziałek, 2 lutego 2026

BTB Chocolate Czekolada Ciemna 87 % z Bananem ciemna z Ekwadoru z bananem liofilizowanym

Kiedy po długiej przerwie skontaktowałam się z BTB Chocolate i dostałam informację o tym, jakie obecnie są tabliczki w ofercie, z tych z dodatkami dziś przedstawiana wydała mi się najbardziej kusząca. Wiele razy powtarzałam już, że jest o wiele za mało dobrych ciemnych czekolad z bananami. I tak się złożyło, że w tym roku na początku "tatrowego" sezonu, zdobyłam aż dwie obiecujące ciemne bananowe tabliczki. Po Cacao Crudo Banana / Banana Dark Chocolate 69 % Cacao Dark Organic Chocolate Raw Cru Peru poprzeczka zawisła wysoko. Oby w tej kwestii BTB miała więcej szczęścia niż w sprawie otwarcia, bo z ostatniej wyprawy niestety wróciła nieotwarta (nie zrealizowałam planu, jakim było wejście na Krzyżne). Chcąc jej to jakoś wynagrodzić, postanowiłam raczyć się nią na Szpiglasowym Wierchu, czyli jednym z moich ulubionych szczytów. Weszłam na niego tradycyjnie od Doliny Pięciu Stawów i choć było sporo ludzi, znalazłam sobie spokojne miejsce.

BTB Chocolate Czekolada Ciemna 87 % z Bananem to ciemna czekolada o zawartości 87% kakao z Ekwadoru z bananem liofilizowanym.

Po otwarciu przywitał mnie wyrównany zapach czekolady i bananowego dodatku. Był to zapach ziemi i świeżych, goryczkowatych ziół, które mieszały się z cytrusami - z dużą ilością skórki pomarańczowej - i odrobiną owoców czerwonych. Bananowy przecier tak się pod nie podkradł, że powiedziałabym, że to poniekąd nuta czekolady. Nasilał się, gdy nachylałam się nad spodem. Banan miał w sobie coś z przecieru, jakiegoś świeżawo bananowego "papu", więc oczywiście był słodki. Niepodważalnie czuć w tym banana liofilizowanego i choć częściowo podpinał się pod czekoladę, czuć że to tabliczka z dodatkiem. Wydawał się wręcz słodziutki w zestawieniu z charakterną czekoladą. W oddali zaś pobrzmiewało mi jeszcze coś... Orzechowego?

Tabliczka była twarda, toteż łamaniu towarzyszyły głośne trzaski. Zapowiadało się masywnie.
Spód zdobiły duże i grube kawałki, w zasadzie plastry bananów. Były masywne i twarde, acz niektóre przy mocniejszym dotyku uginały się lub chociaż aspirowały do uginania się. Dały się poznać jako suche, trochę pyliste. Jeden sam z siebie po prostu odpadł, lecz większość jako tako się trzymała. Co ciekawe, przy podziale łamały się wraz z czekoladą. A jednak przy robieniu kęsa zdarzało się kawałkom odpadać. Przy przegryzaniu niektórym plastrom zdarzyło się lekko skrzypnąć.
W ustach czekolada rozpływała się średnio wolno, w dość oleiście tłusty sposób. Długo, prawie do końca zachowywała kształt, a kawałki bananów po pewnym czasie od niej odpadały. Robiły to i nasiąkały w różnym tempie. Na próbę gryzione wcześniej, były sucho-twardsze, ale po chwili lepkie i wilgotne. Ja wolałam zostawić je na koniec.
Gryzione na koniec banany robiły się bardziej miękkie i wilgotne, ale wciąż masywne. Przypominały czasem twardawą, a mięknącą gąbkę, zmieniająca się w jędrnawe farfocle. Te oklejały zęby bardzo konkretnie. Niektóre kawałki nasiąkały błyskawicznie, stając się śliskawymi farfoclami, inne zaś miękły, robiły się żujne, a końcowo jawiły się jako lepka, wklejająca się w zęby papka.
Konsystencja czekolady była taka, co czystej, a różnił je tylko dodatek bananów, których nie przekonuje mnie forma.

W smaku pierwszą poczułam gorzką czekoladę, serwującą motyw czarnej ziemi z echem ziół. Ziół przechodzących w kwiaty, w tym lawendę. Kwiatową świeżość podkreśliło echo banana, którym leciutko przesiąkła całość. Początkowo aż trudno określić, że to on, ale już działał.

I ziemia, i zioła wyszły wilgotnie, świeżo, a po chwili do głowy przyszedł mi jeszcze wilgotny, ciemny chleb z bardzo mocno przypieczona skórką. Chleb... Z pomarańczą? Kwaskawość sugerowała coś więcej niż zakwas.

Banan czasem odzywał się niemal od razu, czasem po krótkiej chwili. Nie trafiał się jednak w każdym kęsie - te potwierdziły, że baza nim przesiąkła.

Banan wyszedł bardzo kontrastowo. Był bowiem wręcz słodziutki. Nie musiałam go gryźć, by go poczuć. Choć czuć jakby pudrowo-suchawy smakowo motyw liofilizowania, wraz ze słodyczą czekolady zaobfitował w nutę słodkiego przecieru bananowego. O skojarzenie to dbała kwiatowa słodycz. Kwiatów esencjonalnie słodkich i jednocześnie świeżych, niosących rześkość.

Obok polało się trochę cierpkiego, prawie kwaskawego wina czerwonego. Zrobiło się trochę ciężko alkoholowo... Wręcz koniakowo? Nie, nie. Jednak wino łączące cierpką wytrawność i słodycz wygrywało... Chociaż...? W kęsach bez bananów było bardziej winnie, w kęsach z koniakowo. Słodycz i soczystość miały w tym swój udział, acz zaraz przybył dym, by pilnować, aby nie zrobiło się za słodko. 

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa soczystość jeszcze trochę wzrosła, ale stapiała się w jedno z gorzkością. Odnotowałam skórkę pomarańczy, a za nią... Coś łagodniejszego... Orzechowego? Maślanego?

Smak kawałka banana nasilał się i w końcu stanął obok czekolady. Połączył przecier bananowy z bananem liofilizowanym, acz niektóre kawałki miały i świeżo bananowe zapędy. Niemal nieuchwytnemu wątkowi orzechowemu zasugerował fistaszkowe masło orzechowe. Trochę łagodziło gorzkość, a do słodyczy niby się dołożyło, ale nie podniosło jej poziomu.
Gdy trafił się większy, łatwiej wilgotniejący kawałek banana, pobudzał w bazie lekką maślaność.

Gdy na próbę pogryzłam kawałek banana obok czekolady, wyszedł słodko i wyraziście, jednak spłycił czekoladę. Wydawała się w tedy mocno maślano-dymna i tyle.

Zioła przewijały się w tle. Chyba zaznaczył się tam też dym. W pewnym momencie nagle zioła w parze wysunęły się na przód z kremem z fistaszków i... osiadły w kwiatach, stając się z nimi jednością.

Gdy czekolady robiło się coraz mniej, banan wychodził na pierwszy plan przed nią. Mocno osłodził kompozycję, będąc wyraziście bananowym, ale czasem jakby z echem cukru.

Banan gryziony na koniec potwierdził swoją słodycz. Smakował ewidentnie przede wszystkim bananem liofilizowanym, z nutką przecieru. Sporadycznie pojawiało się w nim złudne echo cukru białego.

Po zjedzeniu w posmaku zostały liofilizowano-przecierowo-świeże banany oraz ziołowo-dymna czekolada. Czułam też echo taninowego wina, czasem koniaku i skórki pomarańczowej. O wiele wyraźniej w kęsach bez bananów, gdzie oczywiście motyw bananowy nie wystąpił.

Banany w smaku niezbyt pasowały do tej bazy. Acz i tak smakowała za ich sprawą inaczej. Jakoś nie współgrały i jakby przeszkadzały sobie chwilami trochę z bazą. A jednak nie zawsze, bo czasem wyszły pozytywnie, np. budząc nutę masła orzechowego. Zioła, winna tanina i skórka pomarańczowa wydawały się toporne przy słodziuteńkosci dodatku. I to kolejna tabliczka BTB, w której nie przekonuje mnie ponalepianie takich wielkich kawałów, acz gdy o formę chodzi, banany w takiej akurat wyszły najlepiej z przedstawianych. Ogół był smaczny, ale nie zachwycający.


ocena: 8/10
kupiłam: dostałam od BTB Chocolate
cena: jak wyżej, ale cena to 15 zł (za 50g)
kaloryczność: nie podana
czy kupię znów: nie

Skład: ziarno kakao, nierafinowany cukier trzcinowy, banan liofilizowany

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.