Na koniec zostawiłam czekoladę, którą dostałam od BTB, choć o nią nie prosiłam. W zasadzie nie wiem, dlaczego tak zdecydowałam. Wszak ta wyróżniała się posypką z kawałków kakao, a nie wielkich kawałów owoców, które do mnie nie przemawiały. Prawda, że nie jestem fanką nibsów, jednak w góry ogólnie zabieram mniej moje (bo z dodatkami) czekolady. Może więc czekało mnie pozytywne zaskoczenie? Już w domu zaplanowałam, że otworzę ją na którymś z Granatów. Na którym? Na tym, na którym akurat będzie mi się dobrze siedziało. Granaty same w sobie zafundowały mi jednak wiele zaskoczeń, bo chmury i mgła a to zakrywały wszystko, a to nagle odsłaniały. Zawahałam się, czy nie robić zdjęć na Skrajnym, ale jednak nie. Jednak czekolada poczekała, aż czerwonym, trochę wspinaczkowym szlakiem, doszłam do Zadniego. Z niego kawałeczek przez Granaty wróciłam.
BTB Chocolate Czekolada Ciemna 87 % z Nibsami to ciemna czekolada o zawartości 87% kakao z Ekwadoru z nibsami (kawałkami kruszonego kakao).
Po otwarciu poczułam silny zapach kwaskawo-cierpkich ziół, osłodzonych kwiatami oraz cytrusów. Po chwili okazało się, że w zasadzie głównie pomarańczy, z wyraźnie zaakcentowaną skórka. Pojawiły się też prażone orzechy - arachidy? Laskowe? Słodycz oprócz kwiatów miała w sobie coś z karmelu, może koniaku, który łączy pewną karmelowość z soczystością. Nibsy prawie się nie wyłoniły, acz można doszukać się ich winnych i gorzkich akcentów, uważnie i mocno wąchając spód. Zapach był bardzo podobny do czystej wersji.
Tabliczka była twarda i przy łamaniu trzaskała głośno, w masywny sposób. Nibsy okazały się wtopione średnio porządnie, bo część z ochotą odpadała. Dodano je w postaci sporych, twardych kawałków.
W ustach czekolada rozpływała się w tempie średnio-wolnym, przy czym mam wrażenie, że nibsy trochę ją poganiały i przyspieszała. Tak samo rozbijały jej zbitość. Nie drapały podniebienia ani języka, mimo że szybko odpadały i turlały się po ustach.. Gdy na próbę gryzłam nibsy obok czekolady, przypominała zamrożone masło, a one nie różniły się od tych gryzionych na koniec, więc wolałam gryźć je na koniec.
Czekolada była maślano-oleiście tłusta, z czającą się w tle wodnistością. Znikała rzadko, ściągając i zostawiając cierpkość.
Nibsy gryzione na koniec, jak i wcześniej, były średnio twarde i konkretnie chrupiące. Po chwili zaś wykazywały soczystość, bo wydawały się wilgotne i mniej twarde wewnątrz. Tylko parę była suchsza (prażona mocniej?). Bardzo podobała mi się ta struktura.
W smaku najpierw poczułam słodycz dojrzałej pomarańczy i kwiatów. Może kwiatów pomarańczy?
Pomarańcza upuściła trochę kwaśności, także soczystej i integralnej ze słodyczą, a za nią swoją obecność zaznaczyła mocno palona, trochę dymno-kawowa gorzkość.
Soczystość szybko rosła, dodając do pomarańczy jeszcze czarne porzeczki i wiśnie. Może też czerwone porzeczki? Przepłynęło za nimi wytrawne, a jednocześnie słodkie wino. Na jego cierpkość, pojawiło się jeszcze więcej soczystych, słodko-kwaśnych pomarańczy.
Kwiaty na zasadzie kontrastu mocno podniosły słodycz. Przez moment wydała mi się wręcz urocza, a potem... Wilgotna? W sposób rześko kwiatowy. Pomyślałam o kwiatach pokrytych rosą i deszczem. Wszystko to zawilgociły też gorzkość, zmieniając kawę w czarną, wilgotną ziemię. Gorzkość, w tym ziemia, zdawała się lekko zaciągać kwaskiem.
Nibsy bardzo niewiele wnosiły niegryzione, ale... Może podkreślały samą czekoladę? I umocniły jej winną nutę.
Gdy spróbowałam czekoladę osobno, wydawała się bardziej pomarańczowo-czerwono owocowa, winno-koniakowa niż - jak w przypadku kęsów z nibsami - mocno, jednoznaczne winna, ale nie w 100%, a 99% identyczna co czysta. A nie wydawała się nimi przesiąknięta.
Nibsy gryzione obok czekolady wychodziły smakowo tak, jak gryzione na końcu, ale spłycały czekoladę, rozkręcając jej wodnistość. Wolałam więc zostawiać je na koniec.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa w kwasku owoców przemknął mi kwaskawy żytni chleb na zakwasie. Też wilgotny, trochę przypalono-palony? Gorzkość jeszcze wzrosła, a kwasek jej wtórował.
Gorzkość zaserwowała ogrom ziemi. Gdy robiłam kęsa zaraz po schrupaniu nibsa, ziemistość wzrastała. W gorzkości krył się lekki motyw orzechów... Mocno prażonych arachidowych i laskowych? I coś fasolowego, wytrawnego, a jednocześnie łagodnego. Coś maślanego, ale nie masło... nerkowce?
W tle przewinęła się jeszcze jakby lekko cytrusowe zioła... Albo ziołowe wino. Końcowo nibsy bardziej trochę dawały o sobie znać.
Nibsy gryzione przypominały lody gorzko kawowe z sosem cytrusowym. Głównie z pomarańczy, do których czasem dolatywały czerwone owoce. Były też mocno wilgotne ziemiste w winnym kontekście. Niektóre zaskoczyły mnie wyraźna orzechową nutą... Chyba prażonych laskowych i arachidowych.
Po zjedzeniu został posmak nibsów zawsze o kwaskawym, winnym wydźwięku. Niektóre wydawały się zostawiać bardziej orzechowy, inne kawowo-ziemisty motyw. Nie odciągały jednak uwagi od echa pomarańczowo soczystej, też winnej czekolady o niskiej, rześkiej słodyczy kwiatów, lekkim akcencie karmelu i... Karmelowej kawy zbożowe? Ze zbożowo-palonym wątkiem.
To była ewidentnie BTB Chocolate Czekolada Ciemna 87 % Ekwador wzbogacona o nibsy, które podkreśliły w niej nuty wina i ziemi, za sprawą których wyszła kwaśniej w ciężki, dosadny sposób. Ogólnie nie narzucały się, odzywały raczej pod koniec, nie drapały podniebienia. I samej miały świetna strukturę. Szkoda tylko, że dodane w takiej formie jako nalepka. Dla osób lubiących czekolady z dodatkami od czystych, idealna. Znów: żadna nie jest obiektywnie lepsza, są po prostu inne, każda jest, czym ma być.
ocena: 9/10
kupiłam: dostałam od BTB Chocolate
cena: jak wyżej, ale cena to 15 zł (za 50g)
kaloryczność: nie podana
czy kupię znów: nie
Skład: ziarno kakao, nierafinowany cukier trzcinowy, nibsy / kruszone kakao







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.