sobota, 28 lutego 2026

ciastka korzenne Tago Dzwoneczki / Ginger Bells

Jakiś rok czy dwa lata temu Mama co i raz powtarzała, że zjadłaby dobre ciastka korzenne, a ja się cieszyłam, że mnie nie ciągnie, bo jak to ciastka, w ogóle mogłyby dla mnie nie istnieć. Potem jednak przyszedł mi pomysł na twarożek stylizowany na lody Magnum Double Gold Caramel Billionaire Golden Caramel Chocolate Tub, do którego to właśnie potrzebne są ciastka korzenne. Annas Original Ginger Thins; po zmianach 2024 sprawdzały się, mimo że nie były ideałem. Nie widziało mi się jednak znowu wydawanie takiej kwoty na jedynie trochę ponadprzeciętne ciastka. Pomyślałam, że pierwsze lepsze z dobrym składem powinny dać radę, ale Coppenrath Cosmo Cookie Butter + Spices pokazały mi, że tak łatwo nie jest. A niezłe ciastka korzenne zaczęły mi być coraz bardziej potrzebne, bo do głowy przyszedł mi jeszcze sernik, do którego miały robić za spod. Mama podpowiedziała, bym kupiła jakieś w Auchan, bo pewnie tam jest największy wybór. Jakież było moje zdziwienie, gdy były... Tylko te. I tak w akcie desperacji, trochę obrażona na jakieś drogie wielkie marki, kupiłam. Cena wydała mi się niska i nie obiecywała niczego szlachetnego, ale miałam już pokaz, że i droższe ciastka nie spełniają oczekiwań. Pamiętałam niby, że Tago Delicious Cookies ciastka korzenne były dobre, ale tyle się pozmieniało przez te lata... No, i nie był to dokładnie ten sam produkt.

Tago Dzwoneczki / Ginger Bells to herbatniki korzenne; sztuka waży 3g.

Po otwarciu poczułam silny zapach cukru i przypraw korzennych, wymieszanych w jedno oraz motyw silnego wypieczenia. Za nimi krył się sztucznawo-plastikowy, tani wątek. Trudny do uchwycenia, ale obecny. Z przypraw za to bez trudu da się wyróżnić słodki cynamon, imbir i echo goździków, mających ostrawe zapędy. Słodycz stała na średnim poziomie, lecz w niej też - jak i w ogóle - było coś rozgrzewająco-ostrego.

Ciastka w dotyku wydały mi się bardzo suche i lekko pyliste, bo i zostawiały pyłek na dłoniach. Były twardawe i kruche, przy czym dość mocno się kruszyły.
Podczas gryzienia twardo i bardzo głośno chrupały, gdyż istotnie były bardzo twarde. Potwierdziła się też ich suchość. W ustach zmieniały się w jakby lekko ziarnistą zawiesinę. Nasiąkały średnio ochoczo, ale gdy im się na to pozwoliło, nasiąkały i rozpuszczały się. Robiły to jednak w sposób ziarnisty, z wyczuwalnymi drobinkami przypraw i kryształkami cukru.

W smaku ciastka uderzyły słodyczą. Była średnio wysoka, ale dosadna. Wydała mi się rozgrzewająca, po czym okazało się, że to dają o sobie znać przyprawy korzennymi. To jednak słodycz prawie cały czas dominowała.

Za przyprawami przemknęła dziwna, sztuczna, wpisująca się w słodycz, nuta, po czym przyprawy się nasiliły, odciągając od tego uwagę. Wyłonił się cynamon, mieszający się z także niespieszącym się imbirem. Zrównały się. Zaznaczyła się przy nich lekka goryczka, a następnie odezwały się ostre, ale nie silne, goździki.

Słodycz rosła i rosła w czysto cukrowy, drapiący sposób. Mniej więcej w połowie jedzenia kęsa, przyprawy prawie się z nią zrównały, acz i tak to ona rozdawała karty. Raz po raz trochę nasilała się a to któraś z przypraw, a to mocno cukier.  Smaki rozchodziły się bowiem też z drobinek, zaznaczających się na języku. Słodycz podskakiwała raz po raz, gdy trafiał się kryształek. Chwilami jakby próbowała przygłuszyć przyprawy korzenne.

Kiedy tak cukrowa, przesadzona słodycz prezentowała się ze wszystkich stron i drapała w gardle, a przyprawy korzenne próbowały nieudolnie za nią nadążyć, w tle przewinął się motyw kartonowo-pszenny, mocno wypieczony i lekko w tym goryczkowaty.

Końcowo słodycz trochę drapała w gardle, ale związało się to z rozgrzewającym, korzennym tonem. Na końcówce zrobiło się bardziej imbirowo-cynamonowo-goździkowo, acz i słodycz nie utraciła siły.

Po zjedzeniu został posmak mocno korzenny, wręcz ostro piekący w język, w czym czuć imbir, cynamon i goździki, a całość wpisywała się w mocne, goryczkowate wypieczenie tanich ciastek. Słodycz trochę dawała się we znaki na poziomie gardła, ale po zjedzeniu nie wydawała się aż tak męcząca, bo częściowo przykryła ją pikanteria. Ona jakby... próbowała zwalić to drapanie na przyprawy. Czuć, że to słodycz, ale w posmaku nie tak strasznie jawna.

Po tych ciastkach muszę zwrócić honor dla Annas Original Ginger Thins po zmianach 2024 (a więc pogorszonych względem wersji z 2015).
Do bólu kiepsko-średnie. Same w sobie smakowo może jeszcze by wyciągnęły, ale nie podobała mi się twarda w niepozytywny sposób struktura.

Były tak do bólu średnio półkowe, tak słodkie i za mało charakternie korzenne, że w pewnej chwili zlękniona, stwierdziłam, że nie chcę z nimi robić wspomnianego sernika, bo zwyczajnie go nimi zepsuję. Acz pomyślałam na spokojnie i doszłam do wniosku, że może jako spód z masłem i dodatkowymi przyprawami jakoś się jednak sprawdzą.
Ciastka zmieliłam i wymieszałam z masłem oraz łyżeczką przypraw (cynamon, imbir. goździki), wyłożyłam na spód blaszki do pieczenia. Wylałam na to masę serową i upiekłam. Efekt był... tragiczny. Spodem zepsułam sobie swój idealny sernik. Korzenność się schowała, ciasteczkowość jakoś też uciekła. Na przód wybiła dziwna goryczka, dyktując spodowi jakby spalony, ale nie w 100%, charakter. Poszedł w dziwną wytrawność jakby... spalonego kurczaka? Paluszków, ale z goryczką zamiast soli, trochę jak Lotus The Original Speculoos? W dodatku masa serowa od nich, od dołu wchłonęła jakby trochę dziwną słodycz. Zastanawiam się, czy gdybym piekła krócej, nie poszłyby w spaleniznę... Tylko że wtedy masa serowa mogła by się nie dopiec, więc trochę kiepsko.
Spód z tych ciastek był co prawda wilgotny od masy, ale trochę nazbyt... sypko-luźny. Zupełnie do czegoś takiego się nie nadają. 
By zjeść sernik ze smakiem, musiałam odciąć i wyrzucić spód. Mama, którą kawałkiem poczęstowałam, zrobiła to samo, bo "ten spód okropny, gorzki jakiś...".

Mama wierzyła mi z tym... umiarkowanie, przebąkując, że może po prostu za długo piekłam i przypaliłam, przejęła ciastka i zrobiła z nimi sernik na zimno, bez pieczenia (po prostu poukładała i wylała na nie masę). Werdykt: "Ciastka zepsuły mi ciasto! Zrobiły się okropnie gorzkie. Słodkie i gorzkie, a mało korzenne. Nie mam pojęcia, dlaczego, skoro ich nie piekłam. Nasiąkły i nie były już takie twarde, więc struktura w porządku, ale ten smak... No okropne".

Jak pisałam, trochę (15g) dodałam do twarożku stylizowanego na lody Double Gold Caramel Billionaire. Twarożek (jogurt typu greckiego Piątnicy i pół twarogu Pilos) wymieszałam z 2 łyżeczkami cynamonu, dodałam jakieś 30g orzechów pekan, 15g Zottera Labooko Caramel i ciastka Tago.
Twarożek i zacne dodatki tylko podkreśliły wady ciastek. Słodycz wydała mi się jeszcze silniejsza. Ciastka smakowały za cukrowo słodko nawet przy białej karmelowej czekoladzie. Jej szlachetność nie działała na korzyść ciastek. Chwilami ich słodycz zalatywała mi dziwną sztucznością. W obliczu mocno cynamonowej twarożkowej bazy, przypraw w ciastkach brakowało mi jeszcze bardziej. A jednak dołożyły się do grzania i drapania w gardle. Oczywiście wraz ze słodyczą. W tym wydaniu wyraźniej czuć goryczkę, która przeszkadzała nie tylko w odbiorze ciastek, ale całego deseru. 
Przynajmniej strukturę mogę pochwalić, bo do twarożku pasowała. Ciastka nie rozpuszczały się bowiem za szybko, a powoli nasiąkały i miękły. Nie męczyły już twardością i suchością.

Te ciastka do kombinacji się nie nadają. Za to same w sobie są zwyczajnie nieciekawie średnie.


 ocena: 4/10 (jako spód 2/10, w twarożku 4/10)
kupiłam: Auchan
cena: 9,99 zł (za 300g)
kaloryczność: 442 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: mąka pszenna, cukier, syrop cukru inwertowanego, tłuszcz palmowy, przyprawy korzenne (1,3%): cynamon, goździk, imbir; substancja spulchniająca: węglany sodu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.