Kiedy przypadkiem trafiłam na stornie 4ProActive, nie wydała mi się jakoś szczególnie kusząca do momentu, gdy zobaczyłam dzisiaj przedstawiany krem. Na cudownie wysoką zawartość sezamu rozbłysły mi oczy. Czyżbym znalazła godnego zastępcę kremu Nutura Premium Krem Chałwowy Sezam z cukrem kokosowym?! Może oznaczało to koniec z wyliczaniem, ile dodać, ważeniem i mieszaniem Ekogram The Real Tahini z cukrem trzcinowym? Bałam się ucieszyć, ale długo nie czekając, zamówiłam. Niesyty, pomylili się i wysłali mi 4ProActive Pastę daktylową. Po podlinkowanej zaczęłam się trochę obawiać. Co, jeśli dziś przedstawiany krem miał iść w jakąś kwasotę albo struktura miała mi nie leżeć? Wprawdzie ten nie zawierał kwasku cytrynowego, ale co poradzę na to, że wyobraźnia swoje zrobiła? Opis ze strony producenta jednak trochę pocieszał, bo brzmiał następująco: "połączenie goryczki sezamu z daktylami dało efekt idealnego balansu smaków". A ja właśnie w chałwowych rzeczach lubię czuć tę specyficzną, lekko goryczkowatą nutkę sezamu.
4ProActive Pasta sezamowa z daktylami to pasta sezamowa z daktylami.
| przed i po uporaniu się z olejem |
Na wierzchu wydzieliła się mało-średnia ilość oleju, z czego zlałam 2,5, no, prawie 3 łyżeczki*. Było to dość trudne, bo wierzch pasty był rzadko-lejący.
Jakież było moje zdziwienie, gdy pod oleistą, rzadką warstwą pasty trafiłam na bardzo gęstą pastę o ewidentnie niegładkiej strukturze. Nie wydawała się wyschnięta, ale w pewien sposób... suchsza, acz nie do końca sucha. Mieszając trafiłam na pewien konkret, ale nie zbitość. Mieszanie w zasadzie przyszło z łatwością, a masa wchłaniała, co rzadsze i tłustsze i nie było widać efektu.
W trakcie jedzenia krem okazał się tłusty i znikomo wodnisty, a jednocześnie gęsty... A przynajmniej w pierwszej chwili, bo z gęstej masy przechodził w coraz rzadszą zawiesinę. Czuć w nim jednocześnie i oleistą, dość wysoką tłustość, i jakby ukrytą suchość. Zalepiał usta porządnie, kleił się do zębów i rozpływał się w tempie średnim. Był papkowo miękki i jakby trochę zwięzło-ciastowy, a także mocno proszkowo-miazgowy; wręcz ziarnisty. Przemielono go niedokładnie i często na języku zaznaczały się niedomielone kawałki sezamu. Często na języku pojawiały się drobinki, które proszkowość przemianowały na wręcz ziarnistość. Nie był to jednak efekt chałwowy, a trochę... twardo cukrowy. Jakby kryształków cukru daktylowego Gryzione czy to drobinki, czy cała pasta, wydawały się od tego twardawe w trochę utwardzono cukrowym stylu; twardość jakby osiadła w ziarnistości (?). Krem skrzypiał jednak trochę sezamowo-chałwowo, acz ogólnie nie wydawał się bardzo chałwowy. Brak też temu wszystkiemu kremowości.
Po zjedzeniu za to zostałam z jakby daktylową suchością w ustach. Mimo że i tłustość czułam.
*Struktura jakoś mi nie leżała i zaczęłam kombinować. Na małym fragmencie dodałam trochę z tego zlanego oleju, jednak nie przełożyło się to w najmniejszym stopniu na kremowość. Było po prostu miazgowo-proszkowo-zawiesinowo i tylko że bardziej tłusto. Przypomniały mi się przepisy na zdrowy krem chałwowy z daktyli i sezamu i tam było, by dodawać wodę z zalanych wrzątkiem daktyli do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Na małej części spróbowałam i tego, co okazało się totalną porażką, bo woda... wysuszyła ten krem. Zbił się w twardą, kruszącą się masę. Dziwna sprawa!
W smaku pierwsza rozeszła się neutralna, łagodna nuta sezamu. Sezamu, którego nie prażono prawie wcale, surowego i... obiecującego trochę słodyczy.
Po chwili przemknęła też lekka goryczka. Pojawiła się i cofnęła, osiadła gdzieś daleko w tle i... niemal się ukryła.
Sezam okazał się jednak głównie naturalnie lekko słodki, a subtelną słodycz wciąż spowijał dominujący, neutralny wątek. Prażenie odrobinkę się nasiliło, ale cały czas było niskie. Podszepnęło więcej naturalnie "orzechowej" słodyczy.
A jednak cały czas czuć też neutralność, która chyliła się trochę w bardziej roślinie-wytrawnym kierunku, jakby chciała w nim pójść, ale coś ją powstrzymywało (lekkie prażenie?). Podbudowała ją maślana, niemal mleczna nuta.
I mniej więcej w połowie rozpływania się porcji w ustach, słodycz wzrosła. A potem jeszcze trochę. W zasadzie słodycz nasilała się i wycofywała falowo, epizodycznie. Zaczęłam uświadczać coraz więcej słodkich przebłysków, które przełożyły się na miarowy wzrost. Czasem była trudna do nazwania, czasem udawała cukier, acz raczej trzcinowy, a więc trochę karmelowy w smaku.
W momentach kulminacyjnych, gdy słodycz osiągała dość wysoki poziom, robiła się trochę piekąca i wtedy wyraźnie czuć jej daktylowy charakter.
Słodycz mieszała się ze słodyczą sezamu, idąc w trochę chałwowym kierunku, jednak... i tak kompozycja wydała się rozchodzić na smak sezamowy i piekąco - i zarazem złudnie cukrowo - słodki. Słodycz wyraźnie rozchodziła się od wyłaniających się drobinek i stała jakby obok sezamowej bazy. Motywy te były niechętne do współpracy.
Słodycz wydobyła z sezamu odrobinkę goryczki. Ogólnie sezamowej, acz chwilami powiedziałabym, że bardziej wyraźnie oleju sezamowego. Ta nutka jednak w ogóle wydawała się marginalna i niemal nieistotna.
Skojarzenie z chałwą leniwie, niechętnie gdzieś tam się zaplątało, zwłaszcza pod koniec. Acz wciąż mowa o chałwie stosunkowo mało słodkiej, acz zbliżającej się do pieczenia w gardle od słodyczy (ten piekący efekt był jednak od daktyli, nie tyle od samej wysokości słodyczy). Sezamu cały czas trzymało się jednak też jakby roślinnie-maślane echo, z kolei rozbijające skojarzenie z chałwą.
Po zjedzeniu został posmak neutralnego sezamu z echem oleju sezamowego oraz średnio wysoka słodycz. Połączyła się ta naturalnie sezamowa ze słodyczą dosadniejszą, acz niejasną. Miała w sobie i coś z cukru, i daktyli. Choć na smak daktyle nie były bardzo jednoznaczne, czuć ich specyficzny, lekko słodko-piekąco-suchawy efekt, nierównoznaczny z przesłodzeniem.
Krem bardzo mnie rozczarował. Mimo że był dobry! Po prostu gdybym przed nim nie poznała idealnego, nie czułabym braku tego, co sprawiało, że Nutura Premium Krem Chałwowy Sezam z cukrem kokosowym był doskonały. Dziś przedstawiany wyszedł papkowo-suchawo, ale nie sucho. Wysoką tłustość czuć. Obstawiam, że daktyle odciągały strukturę od typowo kremowej czy chałwowej. W smaku wyszedł bardzo łagodnie, niemal neutralnie, a jednocześnie słodko - w niezgrany sposób. Przeszkadzał mi tu brak harmonii. Jego słodycz była niska i aż trudno określić, że daktylowa. Paradoksalnie, nie wyszło to na plus. Sezam starał się być neutralniejszy, co sprawiło, że pasta jakby nie wiedziała, czym chce być. Za słodka na neutralny krem sezamowy, za neutralna na coś chałwowego. Chałwa przewinęła się, ale nie miał z nią wiele wspólnego. Wyszedł słodkawo i ogólnie trochę mdławo. Wysokość słodyczy podobna jak Nutury, ale inny wydźwięk, dosadniejszy, bo nie w parze, a obok sezamu (daktyle są słodsze od cukru).
ocena: 8/10
Skład: prażony sezam 91%, daktyle suszone 9%
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.