Chapon ma niewiele czekolad z zawartością wyższą niż 75%. A ja dobrze pamiętałam, jak obłędna była Chapon Cacao Rare Venezuela 90 %, więc i ta wydała mi się obiecująca. Ekscytację wzmacniał fakt, że z Ugandy miałam jeszcze inne czekolady Chapon, o innych zawartościach kakao. Ach, jak ja uwielbiam takie porównania! A zacząć postanowiłam od potencjalnie najlepszej. I najbardziej dla marki nietypowej, bo, jak wspomniałam, niewiele mają czekolad o tak wysokiej zawartości kakao. Ciekawe, co przesądziło o tym, że akurat Ugandę zrobili też w takim wydaniu. Z tego, co poczytałam, także obróbka nie była zbyt typowa, bo kakao fermentowało w skrzyniach z drewna eukaliptusowego (nigdy nie słyszałam, by jakiś producent właśnie w takich to robił!), a potem suszone. Zakupione zostało od małych rolników, zrzeszonych w ramach Latitude, którzy pracują w strefie tropikalnej Rwenzururu.
Na marginesie: czekolada nie tylko smakuje, ale też uczy! Spodobały mi się ptaki na opakowaniu i zainteresowałam się, nimi. Znalazłam, że to koronnik szary, który ten widnieje na fladze i w godle Ugandy.
Chapon Cacao Rare Ouganda Semuliki 90 % to ciemna czekolada o zawartości 90% kakao z Ugandy, z regionu lasu Semuliki.
Po otwarciu poczułam wyraźny zapach suszonych fig, daktyli i trochę śliwek. Mieszały się z rześkim pieprzem, który zdawał się wpisywać w całą jakąś pieprzną mieszankę, kompozycję przyprawową z ziołami. I podrzucił myśl o pieprznym drewnie. Obok prezentowała się dość wysoka - jak na 90% - słodycz jasnego miodu z echem maślanego toffi.
Tabliczka była bardzo twarda, więc podczas łamania trzaskała głośno i, zwłaszcza tam, gdzie tabliczka była grubsza, kojarzyła się ze skałą. Tam, gdzie cieńsza, brzmiała bardziej skaliście-chrupko. A bo właśnie... z jednej strony tabliczka była gruba, z drugiej cienka (co dla Chapon się zdarza).
Choć dotyk sugerował pylistość, w ustach okazała się kremowa i gładka. Rozpływała się powoli, pokazując się z gęsto-mazistej strony. Tłustość stała na średnim poziomie. Połączyła maślaność z drobną oleistością, ale obie wpisała w kremowość. Końcowo oleistość trochę rosła, ale i skąpa soczystość do niej dołączyła. Ta jednak zostawiała cierpkawo-ściągające wrażenie. Końcowo w ustach ostała się też pewna suchość.
W smaku pierwszą poczułam łagodną, średnio wysoką słodycz maślanego toffi. Trwała przez moment, spoglądając ku pierwszemu planowi i leciutko wzrosła.
Nagle, zmotywowana słodyczą, przemknęła nutka jakiś słodkich, ale jednocześnie kwaskawych czerwonych owoców. Były trudne do uchwycenia i zaraz mi umknęły. Zagłuszył je miód, zmieniający wydźwięk słodyczy. Okazał się bardziej zdecydowany od toffi, przerabiając je najpierw na toffi miodowe, a potem skupił na sobie większość uwagi. Kryło się w nim jednak coś kwaskawego, niemiodowego.
Pod słodycz- jeszcze tę przejściową toffi-miodową- podkradł się pieprz. Delikatny, ale ze specyficzną ciężkawością, która... zaczęła się rozmywać w jakby pieprznej mieszance przypraw i ziół. Toffi zrobiło się poważniejsze, bardziej palone i nagle... do siebie niepodobne, a bardziej... daktylowe?
Gorzkość powoli wkroczyła i rosła, nie zważając na nic innego. Ze spokojem objęła prowadzenie, jakby była to najnaturalniejsza rzecz na świecie. Wydała mi się lekko palona, pieprzna, ale nie w taki czysty, oczywisty sposób. Połączyła pieprz z drewnem.
Miód trochę się wycofał, a ja nagle poczułam suszone owoce. Niezwykle jednoznaczne suszone figi wśród nich dominowały. Miały nieco zasładzające zapędy, ale ogólna słodycz nie była zbyt wysoka. Dołączyło do nich trochę śliwek suszonych i... znów zaczął przemykać motyw czerwonych owoców. Teraz wyraźniejszy, ewidentnie owoców suszonych, ale wciąż nieoczywisty. Chodziła mi po głowie kwaskawa żurawina, ale to nie była zupełnie ona. Na samym końcu czułam też bardzo słodkie, twarde suszone daktyle.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa drewno zaczęło odgrywać coraz ważniejszą rolę. Wciąż miało pieprzne echo, ale pieprz trochę odpuścił. Wyobraziłam sobie drewno, a ze względu na paloność, kominek. Dokładniej drewniany, elegancki salon z trzaskającym w nim ogniem oraz... kwaskawym drzewkiem iglastym, choinką. Stworzyło to przytulnie zimowy klimat.
Część słodyczy też podchwyciła ten zimowo-ciepły wydźwięk. Przez myśl przemknęły mi ciastka korzenne z miodem o bardzo pieprznym charakterze. Za ich sprawą pieprz wszedł też w słodką strefę, wyciszając miód.
Miód pobrzmiewał już tylko w oddali, a do słodkich suszonych owoców dołączył silniejszy kwasek. Pomyślałam o suszonych plastrach pomarańczy, być może wiszących w formie ozdób, na drzewku. Pomarańcze sprawiły, że figi i śliwki jeszcze się umocniły.
Gorzkość zaczęła serwować mi więcej nut palonych: dymu, sadzy, popiołu, po czym... nagle doleciała do niej maślaność.
Maślaność lekko załagodziła gorzkość, co wykorzystał miód i wrócił wyraźniej. Wyobraziłam sobie jakiś keks z miodem, możliwe, że nie tylko na maśle, ale mieszance masła z olejem, na pewno z bakaliami. Głównie figami i śliwkami. Wokół musiał rozchodzić się aromat pomarańczy (z choinki?), jakby trochę obok nich. Ciasto to przybrało zimowy wydźwięk: chyba i ono leciutko doprawiono pieprzem, ale jakimś świeższym, lżejszym.
Po zjedzeniu został posmak suszonej pomarańczy i suszonych, słodkich fig, mieszających się z drewnem i pieprzem. O ile drewno wyszło tu ciężkawo i poważnie, tak pieprz wykazywał rześkość, przechodził nawet w ziołowość. W głowie miałam też wizję choinki przy kominku.
Czekolada była nie dość, że pyszna, to jeszcze intrygująca. Ta jednoznaczna wizja drewnianych mebli, kominka i choinki oraz wyraziste suszone figi i śliwki, mieszały się z subtelniejszymi akcentami suszonych pomarańczy, jakiś czerwonych owoców oraz dość wysoką jak na 90% słodyczą. Ta połączyła toffi z miodem, czasem bardziej wpisywała się w owoce. Pieprz w tej kompozycji wyszedł bardzo ciekawie, bo nie był to zwykły, dosadny pieprz. Ten jakby ukrywał się w ziołowej mieszance i drewnie. W pierwszej chwili pomyślałam, że wystawię jej 9, ale potem zaczęłam się wahać, czy nie zasłużyła na 10. Była blisko, ale jednak silna słodycz jak na 90% mogłaby być trochę niższa, bardziej wycofana. Obwiniam o to cukier biały (ach, jakbym chciała, by Chapon wróciło do trzcinowego!).
ocena: 9,5/10
kupiłam: clubdelchocolate.com
cena: € 11 (za 75g; około 46 zł)
kaloryczność: 592 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: kakao, cukier
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.