niedziela, 8 lutego 2026

Carla Chocolate Vysoke Tatry Horka 70 % Cokolada Sweet Postcard ciemna

Wyjazdy w góry nieodzownie wiążą się u mnie z czekoladami. Wszak zawsze mi jakieś towarzyszą. Dziś jednak nie o takich i nie o żadnym szlaku, a o tabliczce, która to dla odmiany przyjechała ze mną z gór. Jechałam z 3 osobami poznanymi na facebookowej grupie o górach i jeszcze w Słowacji kierowca zatrzymał się przy sklepie spożywczym, by sobie coś tam kupić do jedzenia. Jakież było moje zdziwienie, gdy dostałyśmy z drugą pasażerką po czekoladzie! Właśnie tej. Fakt, że czeska marka Carla zdążyła mi już podpaść i nie liczyłam, że z tą będzie lepiej, ale... przynajmniej jej opakowanie cieszyło oczy, a całość przywoływała miłe wspomnienia ze szlaku.

Carla Chocolate Vysoke Tatry Horka 70% Cokolada Sweet Postcard to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao.

Po otwarciu uderzył mnie tani zapach kakao w proszku i aromatu plastikowo waniliowego. Istotnym elementem okazał się motyw palony, aż przesadnie, ale jeszcze nie spalenizna. Kojarzył się trochę z przypalonymi ziarnami kawy. Z kakao mieszał się też lekki wątek drzew i migdałów, a słodycz wiązała się z pewnym zaduchem. Była toporna, acz nie okrutnie wysoka, raczej średnia. Przy niej i wanilinie wyłoniła się jeszcze maślaność, która z palonym akcentem podrzuciła jeszcze być o rozpuszczalnej kawie creme.

W dotyku tabliczka wydała mi się trochę ulepkowata i tłusta, a także potencjalnie kremowa. Przy łamaniu, mimo że bardzo cienka, trzaskała bardzo głośno, jako że była twarda. W sposób trochę chrupki, trochę skalisty.
W ustach rozpływała się lepko i powoli. Miękła, zmieniając się w średnio zbitą, ulepkowatą i tłustą masę. Charakteryzowała ją gęstość i tłustość, a także wręcz śliskość. Podniebienie pokrywała smugami, które chwilami wydawały się trochę oleiste, a końcowo w czekoladzie jakby kryła się pyłkowość.

W smaku pierwsza pomknęła wysoka słodycz, ścigająca się z mocno paloną, trochę cierpką gorzkością.

Gorzkość pokazała się z bardzo mocnej strony, po chwili z tym paleniem trochę przesadzając. Wyobraziłam sobie przypalone ziarna kawy i spalone drewno, wśród których to przewijało się proste kakao w proszku. Dodało taniego wydźwięku.

A ten podchwyciła też słodycz, serwując duszny, ciężki motyw plastikowej wanilii, a po paru chwilach ewidentnie waniliny; aromatu. Cukier bardzo to wzmocnił, szybko kierując kompozycję w lekko przesadzonym kierunku. Fakt jednak, że bardziej niż siła, męczył wydźwięk słodyczy.

Ziarna kawy zmieniły się w zwykłą kawę, a słodki, pseudo waniliowy motyw podszepnął jej mleko. Pomyślałam o kawie z mlekiem, która załagodziła gorzkość i wpuściła maślaność.

Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa cierpkość odtłuszczonego kakao wciąż pobrzmiewała, ale ogólna gorzkość była już tylko gorzkawością. Kryły się w niej nuty drzewno-migdałowe. Drogę otworzyło im zupełnie spalone drewno z echem popiołu, po czym oddało pole do popisu drewnu i migdałom.

Słodycz w tym czasie wzrosła bezsprzecznie do poziomu przesady. Była duszno-ciężka i kojarzyła mi się... trochę z watą cukrową z marketu (nigdy nie jadłam; kubeczki jedynie widziałam), a potem, za sprawą lekkiej cierpkości... z biszkoptem-gotowcem w wariancie kawowym, który próbuje pobrzmiewać trochę sztucznie-truflowym echem. Miała w tym udział wanilina.

Końcowo sztuczność tej aż krzyczała. Plastik mieszał się z cukrową słodyczą, drapiącą w gardle i wręcz duszącą, a gorzkość niemal odeszła w zapomnienie. Wydaje mi się jednak, że na styku zasładzania i taniej cierpkości... przemknęła soczystość?

Po zjedzeniu został tani posmak waniliny i odtłuszczonego kakao, podkręconych cukrem i palono-gorzką nutą. Pomyślałam o kawie, ale dziwnie wygłaskanej maślano-mlecznym motywem. Może... to było tanie ciasto-gotowiec kawowe? Czuć cierpkość jakby proszku kakaowego, mieszającego się z aromatem.

Czekolada okazała się dość tandetna. Okrutnie naaromatyzowana plastikową wanilią, cierpko-gorzka w tani sposób, bo od kakao w proszku i za mocno palona. Nuty drzew i migdałów oraz kawy nie dały rady tego wybronić. Szkoda, że kawa przechodziła w tanie, naaromatyzowane ciasto-gotowca.

Powiedziałabym, że to dokładnie ta sama czekolada co Carla Chocolate 70 % Horka / Dark. Tylko może mniej "spaleniznowa"? Na moje nieszczęście tym razem przypadła mi w domowych warunkach, więc męczyłam ją po trochu, dodając po około połowie kostki do ciast...
Tabliczka wyszła znacznie gorzej niż Carla Chocolate 70 % Horka Cokolada s Konopnymi Seminky. W podlinkowanej mdławe konopie jednak mocno zmieniły bazę. Nie były pyszne, ale jednak to, co bardzo nieprzyjemne, zagłuszały.


ocena: 5/10
kupiłam: dostałam
cena: jak wyżej
kaloryczność: 567 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, odtłuszczone kakao w proszku, lecytyna sojowa, aromat waniliowy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.