Szampan to jeden z tych alkoholi, które omijam. Jaki by on nie był, tak jak białe wino, jest u mnie na przegranej pozycji, tak samo jak niektóre Zottery z nimi. Przeważnie bowiem producent dodaje je do jasnych nadzień. Za ciemnymi czekoladami z ciemnoczekoladowymi nadzieniami z alkoholem Zottera z kolei jestem gotowa wskoczyć w ogień. Do dzisiaj przedstawianej miałam mieszane uczucia, bo z taką kompozycją jeszcze się nie spotkałam, a owocowo-alkoholowe nadzienia Zottera odbieram bardzo różnie.
Do tej tabliczki dodano konkretnie szampana producenta Fleury, co mi nic nie mówiło, ale szybko wygooglowałam. Obecny właściciel, Jean-Pierre Fleury, to winiarz w czwartym pokoleniu, od 1989 stosujący zasady biodynamiki, mający ekologiczne certyfikaty, kultywujący ponad stuletnią tradycję rodzinną. Wszystko wytwarzane ręcznie, uprawę gleby wykonuje się przy użyciu zaprzęgu konnego. Specjalnością Fleury są szampany wytwarzane z gron odmiany Pinot Noir, zarówno z owoców własnych jak też skupowanych od partnerów, pochodzących z 8 hektarów certyfikowanych winnic biodynamicznych.
Zotter Champagne + Raspberries to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao z czekoladowym kremem z szampanem (40%) oraz nadzieniem malinowym (20%).
Po przełamaniu maliny robiły się odważniejsze i mieszały z pudrowością.
Ciemna tabliczka głośno trzaskała, gdyż była twarda i zwarta.
W ustach czekolada rozpływała się kremowo, powoli ujawniając nadzienia. Szybciej wymykało się spod niej owocowe, co wcale nie dziwi z racji jego plastyczności. Wydało mi się wyjątkowo maziste, ale wciąż zwarte. Było soczyste, ale wciąż nieco mleczne, a nie tylko owocowe, choć chwilami sprawiało wrażenie nieco śliskiego. Co więcej, skrywało parę malinowych pesteczek (obeszłoby się bez nich).
Całość dało się łatwo podzielić, ale w sumie nie ma to sensu, bo to spójna, smakowita całość.
Najpierw kubki smakowe przywitała czekolada o gorzko-palonym smaku i palonokarmelowej, subtelnej słodyczy.
Szybko dołączył do niej malinowy smak. Nadzienie owocowe mignęło kwaskiem, a później roztoczyło słodycz. Jednoznacznie skojarzyło mi się ze słodkim, malinowym kompotem, choć na brak soczystego kwasku nie mogę narzekać. Płynął on z tych malin, także świeżych, które to zadebiutowały w pewnym momencie, by rozejść się na rzecz bardziej słodko-mlecznego smaku.
Maślana czekoladowość z rześkim, kwaskowatym alkoholem i słodyczą pod koniec na zasadzie kontrastu podkreśliły palono-gorzki, niemal dymny charakter samej czekolady.
To właśnie głównie gorzko-wytrawny smak czekolady zamknął kompozycję, pozostając w posmaku, w którym to swoją szlachetną słodycz wymieszał ze świeżymi malinami i owocami leśnymi (truskawki?) a także dość mocnym poczuciem alkoholowości.
| "smakowita" pestka |
Jestem zaskoczona, że tak bardzo smakowała mi ta czekolada. Jej słodycz była znacznie niższa, niż się spodziewałam, a kwasek... zaskakująco wyraźny, choć w pełni owocowy i jakby "wytrawniej" alkoholowy (choć czuć, że to lżejszy alkohol). Czuć... czuć jakość. Podobał mi się kompotowo-truskawkowy wydźwięk malin i to, że nie brak wytrawności.
Strukturze nie mam nic do zarzucenia, bo tabliczka wyszła konkretnie, ale nie nazbyt tłusto. Nie była też aż tak bardzo owocowa, a dosłownie kilka pesteczek nie przeszkadzało.
Naprawdę przepyszna, acz z bardzo subiektywnych względów wyższej oceny nie wystawię (mi jednak w pewnym momencie te posmaki pudrowy i maślany "trochę nie ten"... i chcę wyróżnić oczywiście alkoholowe kompozycje z 10/10, które kocham).
ocena: 9/10
kupiłam: biokredens.pl
cena: 16 zł
kaloryczność: 497 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie wiem, w sumie kiedyś mogłabym (ale wątpię)
Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, mleko, syrop ryżowy, Marc de Champagne, maliny, suszone maliny, masło, odtłuszczone mleko w proszku, sproszkowane maliny, pełne mleko w proszku, lecytyna sojowa, suszone borówki amerykańskie, sól, proszek cytrynowy (koncentrat soku cytrynowego, skrobia kukurydziana, cukier), sproszkowana wanilia