Lata temu markę Dolfin uważałam za zacną, a ich czekolady za ciekawe, niestety powrót po latach do marki za sprawą ich nowości boleśnie zmienił moje zdanie. Obecnie uważam je za ok czekolady ze zmarnowanym potencjałem. Gdyby nie to, że zamówiłam je wszystkie razem, dziś przedstawianą bym się nie zainteresowała. Nie kupuję ciemnych tabliczek o tak niskiej zawartości kakao, a wyjątki robię bardzo rzadko w sytuacjach wyjątkowych. Filipiny są dość rzadkim regionem, więc pomyślałam, że mimo potencjalnego przesłodzenia, warto dać szansę. Szkoda, że przyszło mi się za nią zabrać po tylu dolfinowych rozczarowaniach.
Dolfin Noir 68 % Cacao Origines Philippines Dark Chocolate to ciemna czekolada o zawartości 68% kakao z Filipini.
Po otwarciu poczułam zapach średnio mocno palony, należący do kakaowo-bananowego ciastowego "chlebka" oraz ogromnej ilości wanilii. Towarzyszyły jej słodkie kwiaty: niby lekkie z charakteru, ale w takiej ilości, że trochę ciężkawe. Palony motyw zaadoptował jeszcze sporo płonącego drewna. W nim również przemykały jeszcze prażone orzechy - nic szczególnie silnego, acz wskazałabym obecność migdałów i fistaszków. Wszystko to spowijała słodka, jakby ciężkawa soczystość śliwek. Owoców dużych, jajowatych i miękkich, z pełni śliwkowego sezonu, które urozmaiciła odrobineczka bardziej egzotycznego kwasku. Mimo to, całość wyszła głównie słodko, choć na szczęście nie cukrowo.
Jakby nieco pylista w dotyku tabliczka podczas łamania uraczyła mnie twardością. Trzaskała porządnie. Kiedy odgryzałam kawałek, lekko trzeszczała, utwierdzając mnie o swej pyłkowości.
W ustach czekolada rozpływała się po chwili zawahania, powoli i kremowo. Była maślano tłusta, a jednocześnie jakby wręcz jedynie złudnie pylista. Miękła, roztaczając po podniebieniu kremowe smugi, a znikała, zostawiając suchawe wrażenie.
W smaku pierwsza uderzyła wysoka słodycz lekkich, niemal zwiewnych kwiatów. Białych kwiatuszków, które zaraz dopadła wanilia. Wanilia rozepchnęła się i zajęła pierwszy plan. Przesadziła ze słodyczą, której dokładał też cukier. Ten chwilami zdradzał się ze swoją obecnością, acz tylko na tyle, na ile wanilia mu pozwoliła.
Zaraz za słodyczą odezwał się palony akcent, w którym z kolei odnotowałam kakao w proszku, szybko przybierające postać gorącego kakao. Kakao z nutką kawy? Bardzo słodkiego, możliwe że z waniliowymi piankami marshmallow lub... bitą śmietanką... korzenną bitą śmietanką? Jednak chyba piankami.
Od gorącego kakao z czasem odciągnęły uwagę drzewa... drzewa gdzieś w gorących krajach...? Lub raczej palone drewno, przyjemnie trzaskające w kominku. Przy kominku zakręciło się trochę prażonych, grillowanych migdałów i orzeszków ziemnych, przechodzących w ogólnie orzechowy motyw. Nie był zbyt silny, jak i ogólna gorzkość - ta w zasadzie była po prostu niska.
Słodycz za to rozgościła się na poziomie wysokim. Przodowała w niej wanilia, która chwilami aż trochę przytłaczała i kakao, i mnie.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa pojawił się subtelny kwasek, a wraz z nim śliwki. Już po chwili w zasadzie zatrzęsienie śliwek, jakby tak znaleźć się na targu w środku sezonu na śliwki. Śliwki ze śliwkami z dodatkiem śliwek. Oczami wyobraźni patrzyłam głównie na duże, jajowate sztuki o granatowo-fioletowym odcieniu. Śliwki miękki i słodkie, aż zasładzające, bo mimo soczystości, były specyficznie wręcz ciężkawe.
Kakao w tym czasie zdobyło się na trochę cierpkości. Znów mignęło kakao w proszku, po czym schowało się w... kakaowo-bananowym cieście "chlebku"? Naprawdę mocno bananowym, lekko cierpkawym od kakao. Wilgotnym, sytym cieście, które... przyprawiono korzenną szczyptą? Pieprzem? Acz nagle pojawiła się też ciastowa maślaność, łagodząca te charakterniejsze zapędy.
Słodycz waniliowa też to zabarwiła, wpisując pieprzny akcent w motyw kwiatowo ostrego syropu. Przywróciła kwiaty i wraz z nimi przyciszyła owocowe nuty.
Przy śliwkach odnotowałam jeszcze coś... egzotycznego, niejasnego, po czym gdy je tak dosłodzono... zmieniły się w nieco przesłodzony kompot oraz mokre, miękkie śliwki suszone, które potrafią aż zamulić, mimo lekkiej cierpkości.
Po zjedzeniu został posmak miękkich, dużych jajowatych śliwek o intensywnie słodkim smaku, bananów i lekka egzotyka, trochę przygaszonych wanilią. Ta wraz z cukrem wyszła aż trochę drapiąco, mimo że końcowo płonące drewno i motyw gorącego kakao też miały coś do powiedzenia.
Czekolada miała spory potencjał, ale niestety zasłonięty słodyczą. Wanilia mi przeszkadzała, acz zdaję sobie sprawę, że gdyby nie ona, byłoby zbyt cukrowo. Stąd uważam, że tabliczce przydałoby się więcej kakao, by mogło rozwinąć skrzydła. Nuty kwiatów, przechodzących w ostrawy syrop kwiatowy, pewna korzenność, pieprzność, palone drewno, trochę orzechów i ogrom śliwek świeżych, potem suszono-kompotowych, ciasto kakaowo-bananowe naprawdę zacnie się prezentowały, ale szkoda, że w tak słodkiej kompozycji. Kwasku bowiem było malutko, a gorzkości niemal wcale.
ocena: 7/10
kupiłam: SmaczaJama.pl
cena: 16,90 (za 70g)
kaloryczność: 617 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, naturalny aromat waniliowy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.