Cieszę się, że od paru dobrych lat wciąż mam nieznane czekolady Chapon do testów. Co prawda drobne zmiany, jakie wprowadzili, wydłużyły moją przygodę z nimi, ale co jakiś czas wydają też nowości, jak np. dziś przedstawiana. Nikaragua ma w sobie to coś, że prawie zawsze na tabliczki z kakao z tego kraju, cieszę się już kilka dni przed degustacją. Kakao z przyrodniczego sanktuarium, chronionego przez UNESCO rezerwatu....? Już to brzmiało cudownie! A jeszcze fakt, że kakao to znalazło się w kompetentnych rękach czekoladników Chapon!
Chapon Cacao Rare Nicaragua O'Payo to ciemna czekolada o zawartości 70% kakao O'Payo z Nikaragui, z rezerwatu Bosawas.
Po otwarciu rozszedł się złożony, słodki zapach, łączący rześkość z pewną słodką, wonną dosadnością kwiatów, miodu, karmelu i syropu daktylowego, przechodzącego w soczyste daktyle: czy to wilgotne suszone, czy świeże. Specyficzny, ciężkawy charakter daktyli podkreślił cynamon. Kwiaty rozchodziły się na dwa wątki. Z jednej strony czułam słodkie i subtelne drobne białe kwiatki, głównie fiołki, konwalie i rumianek, też słodki, ale i dosadniejszy, choć też rześki heliotrop. Zupełnie obok jakby bardziej kwaskawo-owocowy hibiskus czerwony. Przy nim wychynęły słodkie, drobne i chrupiące winogrona różowe z echem truskawkowym?
W ustach czekolada rozpływała się raczej powoli, na pewno gęsto kremowo i gęsto. Niby jako tako zachowywała kształt, ale robiła się coraz bardziej zwięzło-budyniowa i aksamitnie-miękka. W porywach była lepkawa, a wraz z upływem czasu coraz rzadsza.
W smaku pierwszą poczułam wysoką słodycz syropu daktylowego, który częściowo przechodził w daktyle. Oczami wyobraźni zobaczyłam zasładzające, ale zarazem soczyste daktyle świeże oraz suszone, ale też tak soczyste, że z powodzeniem udające świeże. Okazały się pełnić rolę fundamentu tej kompozycji. Wydały mi się wręcz... piekące? Słodycz zajęła wysoki poziom i trzymała się go. Nie rosnąc czy malejąc, za to zmieniając wydźwięk.
Daktyle wyszły jakby piekąco-ciepło. Podkradł się pod nie właśnie ciepły, słodko-goryczkowaty cynamon. Cynamon otworzył drogę drewnu, które również trzymało się ciepłego, trochę wręcz orientalnego klimatu.
W tle odnotowałam subtelny... nawet nie kwasek, a jedynie jego obietnicę. Wiązał się z soczystością, ale jakby nieco ciężkawą. Miała w sobie coś z czerwonych owoców, ale była zbyt nieokreślona, by od razu jakiś owoc uchwycić. Po chwili przyszedł mi do głowy sok z owoców dzikiej róży.
Daktyle w tym czasie zyskały bardziej palony charakter i powoli zaczęły przeistaczać się w karmel. Delikatna gorzkość wsparła tę zmianę, sama serwując mi czarną kawę z pianką i szczyptą cynamonu. Karmel szybko okazał się znacząco palony, łączący cukier trzcinowy, może też brązowy z... miodem? Bardziej jednak syropem daktylowym? Wyobraziłam sobie paloną kaszę gryczaną ugotowaną na słodko właśnie z nim.
Miód był bardzo trudno uchwytny, niejednoznaczny. Podchwycił owocowość, rześkość owoców i poszedł w kierunku właśnie jakby miodowo-kwiatowo smakujących egzotycznych owoców, w tym melonów.
Kompozycja zrobiła się bardziej świeża i mimo wysokiej słodyczy, rześko-lekka. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa na przód wyszły białe kwiaty: konwalie, rumianek. Najpierw zbierało się coraz więcej drobnych kwiatków, potem wsparł je odważniejszy, wyrazistszy heliotrop o niemal perfumeryjnym, ale wciąż rześkim zacięciu. Kwiaty wiązały się z motywem wody, ale w pozytywnym, orzeźwiająco-świeżym sensie.
W tym czasie stało się też jasne, że kwasek nie nadejdzie, mimo że owocowa nuta nieco się rozwinęła. Poczułam nieśmiałe drobne i chrupiące, niemal zasładzająco słodkie winogrona różowe. Podążało za nimi trochę melonów miodowych i rześka egzotyka jakby kwiatowych owoców.
Dzika róża, prawie znikając, zmieniła się w hibiskusa, ale niemal bez kwasku. Wyrzekł się go na rzecz wydźwięku słodzonego miodem naparu hibiskusowo-kwiatowo-owocowego. Wychwyciłam jeszcze wątłe echo jakby... wina truskawkowego? Kompotu z truskawek? Po czym napar z kwiatów i owoców zdominował kompozycję.
Pomyślałam o ziołowo-kwiatowej herbatce, zabarwionej na czerwono od hibiskusa, a potem o smakowej herbacie czarnej. W tym samym klimacie, ale jednak już z herbacianą gorzkością. Znowu zrobiło się cieplej, orientalnie. Słodycz zrobiła się mocno palona, a wszelkie czerwone owocowe nuty nagle zniknęły. Karmel jakby przygotował grunt pod kolejne uderzenie soczystych, ciężkich daktyli.
Po zjedzeniu został posmak karmelu i daktyli, zarówno jako świeżych i suszonych owoców, jak i syropu oraz drewna. W głowie siedziało mi ciepłe, orientalne drewno - chyba sandałowiec, podkreślony szczyptą słodko-ostrego, goryczkowatego cynamonu. Tuż obok znalazł się rześki motyw wody i kwiatów, w tym fiołków, konwalii i innej drobnicy, ale też takich z nieco owocowymi zapędami.
Czekolada była przepyszna. Choć nie zupełnie to moje klimaty, bo takie rześko-zasładzające, dla mnie trochę za słodkie, ale kompozycja była naprawdę wciągająca. Gdyby nie za wysoka słodycz, ocena byłaby maksymalna. Daktylowy początek, potem karmel, ogrom kwiatów i trochę miodu, miodowo-kwiatowe owoce, odrobinka czerwonych winogron, hibiskus, coś truskawkowego i herbatka owocowa, a potem daktylowa końcówka zatoczyły interesujące koło. Ciepło drewna i cynamonu, które wycofało się na rzecz kwiatowo-wodnistej świeżości i wróciło na koniec jako herbata i drewno sandałowe stanowiły przemyślaną klamrę.
Karmel i herbata, ale więcej owoców i kwasku, w tym dzikiej róży czułam w Beskid Chocolate Nikaragua O'Payo Czekolada Rzemieślnicza Gorzka 70 % Kakao. Podlinkowana była jednak mocniej herbaciana, mniej słodka i dzięki temu smakowała mi bardziej.
ocena: 9/10
Skład: kakao, cukier, tłuszcz kakaowy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.