Nie pałam wielką miłością do Supe Fudgio (dawniej Super Krówka), ale ich (Megusto) Super Fudgio Vegan Chocolate Sweetened with dates 71% Cocoa smakowała mi i wydawała się właśnie idealną bazą pod dodatek, który by trochę przełamał dość dosadną słodycz. Stąd, gdy wypatrzyłam dziś przedstawianą, zdecydowałam się na zakup wierząc, że będzie udana.
Tabliczkę otworzyłam na Kozim Wierchu, na który zimą udało mi się wejść dopiero za drugim podejściem. Tym razem z Palenicy Białczańskiej doszłam do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów, a stamtąd na Kozi Wierch i z powrotem tak samo. Ależ mi się tej zimy piękna, wiosenna pogoda trafiła!
(Megusto) Super Fudgio Vegan Chocolate Sweetened with dates 71% Cocoa + Almonds to ciemna czekolada o zawartości 71 % kakao, słodzona daktylami (bez cukru białego) z całymi migdałami.
Po otwarciu rozszedł się delikatny zapach palonej kawy z nieco soczystym tłem oraz słodko-ciężki splot melasy i suszonych daktyli. Daktyle były jednoznaczne, acz nie dominujące. Choć nieco bardziej niż suszone, oddawały syrop daktylowy. Z kolei soczystość czerwonych owoców, która przewijała się w kompozycji trudno było dookreślić. Słodycz nie szarżowała, choć robiła aluzje do karmelowych słodkości typu Toffifee. Odnotowałam jeszcze lekko dymną gorzkość, coś nawet ziemistego. Migdały w zasadzie się ukryły. Motyw orzechowy z Toffifee mógł, ale nie musiał się z nimi wiązać.
Tabliczkę zdobiło całkiem sporo małych i średnich migdałów w skórkach. W dotyku była lekko pylista, ale miałam wrażenie, że zdradza też lepkość.
Przy łamaniu trzaskała głucho, jak cienkie gałązki. Była średnio twarda. Migdały a to zostawały w którejś części, a to krucho łamały się wraz z bazą.
W ustach czekolada rozpływała się raczej wolno, stawiając lekki opór i długo zachowując zbitość. Migdały długo siedziały w zbitym kawałku, bo okazały się mocno wtopione.
Gdy z ciekawości pogryzłam migdała obok czekolady, wyszła nieprzyjemnie plastikowo-ulepkowato, więc zostawiałam je na koniec.
Czekolada niby wykazywała mazistość i pewną lepkość, ale nie kremowość. Nie była tłusta, a taki jej odbiór nasilała szorstkość, która wyszła na jaw z czasem. Chwilami próbowała uraczyć mnie lekką kremowością, ale marginalną. Została w tyle za wręcz ziarnistym, na pewno pylistym wrażeniem. Do tego doszła lekka wodnistość, a końcowo w ustach zostawało wrażenie wysuszenia (jak czasem po zjedzeniu daktyli).
Migdały gryzione na koniec były twardo chrupiące. Powiedziałbym, że surowe.
W smaku pierwsza odezwała się słodycz oraz niska, ale poważna i pewna siebie gorzkość. Czasem zdarzało się, że przemknęła lekka soczystość i zniknęła, nim zdążyłam bardziej świadomie ją zarejestrować.
Słodycz wskoczyła na średnio-wysoki poziom i podszyła się pod najzwyklejszą cukrowość, po której jednak z lekkim ociąganiem wkroczył karmel. Zaczęła znacząco rosnąć właśnie w karmelowym, wręcz mleczno-maślano krówkowym kierunku. Daktyle już, już zaczynały trochę zdradzać swoją obecność.
Gorzkość leniwie przyniosła czarną kawę i dym. Podkręcił palony wydźwięk karmelu, ale ogólnie słodycz rosła szybko, więc ten palony, poważniejszy nie utrzymał się za szybko. Ja pomyślałam o karmelowej łódeczce Toffifee (oczywiście z całą resztą pralinki, ale na dalszym planie).
Karmel zaczął robić się jakiś coraz mniej karmelowy... Soczysty? Kolejne uderzenie słodyczy, które przybyło parę chwil po pierwszym, przyniosło całkiem wyraziste daktyle. Słodycz zrobiła się specyficznie soczyście ciężka, a ja poczułam się, jakbym jadła suszone daktyle typu twardego o niemal czekoladowym charakterze.
Po pokazaniu się, daktyle jakby zatonęły w karmelu, zrobiły się mniej jednoznaczne. Czasem chyliły się ku słodyczy bardziej cukrowej, czasem ku ciężkawo melasowej, kojarzącej się bardziej z syropem daktylowym niż owocami. Soczystość, choć znikoma, miała coś do powiedzenia (jakby nie godząc się na taki wydźwięk słodyczy?) i przemknęły mi czerwone owoce. W zasadzie konfitura z czerwonych owoców? I prawie od razu uciekła... przed ziemią.
Niegryzione migdały w zasadzie się nie odzywały, ale jakby swoją obecnością nieco rozbijały smak, głównie słodycz.
Ogólnie czekolada nie przesiąkła migdałami.
Gdy z ciekawości pogryzłam migdała wcześniej, obok czekolady, czuć go było dobrze, ale sama czekolada wydawała się bardziej słodka w sposób cukrowo-melasowy i wodnista, więc wolałam zostawiać je na koniec.
Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa dym się wycofał. Daktyle odżyły wyraźniej, tym samym motywując do działania gorzkość. Jakby tak to z nich wypłynęło więcej kawy? Ziemia, która zagłuszyła soczystość, zajęła miejsce dymu, stojąc na straży wytrawniejszego, gorzkiego wątku. Pomyślałam o ziemi czarnej i rozgrzanej.
Niezależnie od migdałów, także w kęsach bez nich z czasem wychwyciłam pewną ni migdałowość, ni orzechowość. Orzechy laskowe? Wciąż więc kompozycja miała w sobie coś z Toffifee. Acz ta orzechowość w końcu jednak poszła w kierunku niemal mlecznym, wege mlecznym? Z pobrzmiewającą w nim wodnistością.
Przemknęły mleczne krówki, acz takie nieco bardziej palone. Krówki daktylowe? Daktyle może nie były bardzo jednoznaczne w smaku, ale zdradzały się lekkim, specyficznym pieczeniem.
A może to... Korzenność? Rozgrzewanie języka i pieczenie w gardle mogło pochodzić nie tylko od słodyczy daktyli, ale i słodkiej pikanterii. I lekką goryczka - ziemiście-węglowa? - też się do tego dołożyła?
Końcowo daktyle otulił dym. Wróciło trochę kawy, mieszając się z dymem jako czekoladowe espresso zrobione na mocno palonych, dymnych ziarnach.
Migdały gryzione na koniec smakowały bardzo wyraziście. Były naturalnie słodkie, ale z charakterem, dodanym przez skórki. Parę miało zaskakująco mocne marcepanowe skłonności.
Po zjedzeniu kęsów z migdałami zostawał posmak głównie ich, podkolorowanych delikatnymi nutami czekolady. Ta na koniec ostała się jako splot orzechowej mleczność, karmelu prosto z krówek i Toffifee oraz trochę kawy i dymu. Czuć słodycz daktyli, ale nie wyraźnie daktyle jako one same.
Czekolada była smaczna i ogólnie trudno jej coś zarzucić. Dobra, nie przesłodzona, choć wyraźnie słodka baza, łącząca słodycz daktyli z nutami dymu i kawy, ale oferująca też Toffifee, karmel i krówki, nie zawsze klarownie daktylowa pasowała do dobrych migdałów. Może nie tworzyły nadzwyczaj spójne kompozycji, ale dobrze współpracowały. Mnie słodycz trochę dawała się we znaki, ale raczej wydźwiękiem niż siłą. Trudno ją za to krytykować, wszak wyobrażam sobie, że osoby unikające zwykłego cukru, a np. nielubiące słodzików, będą zachwycone taką alternatywą.
Z całą pewnością mogę po niej stwierdzić, że to (Megusto) Super Fudgio Vegan Chocolate Sweetened with dates 71% Cocoa, która jako baza pod dodatek bardzo dobrze się sprawdziła. Acz migdały żadnej rewolucji nie przeprowadziły, bo prostu... były.
ocena: 8/10
kupiłam: Auchan
cena: około 20 zł (nie pamiętam dokładnie)
kaloryczność: 588 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: czekolada (miazga kakaowa, sproszkowane daktyle 27%, tłuszcz kakaowy), całe migdały 20%







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.