czwartek, 4 października 2018

Manoa Hawaii Dark Chocolate 70 % ciemna z Hawaii

Nie rozumiem fenomenu miejsc takich jak Hawaje. W trochę starszych filmach pokazywali je jako wymarzone miejsce na urlop, ja ciągle gdzieś słyszę o amerykańskich emerytach wypoczywających albo na Hawajach, albo Florydzie. Hawajskie kwiatki, hawajki - ależ to swego czasu było modne! Jako że Hawaje widziały mi się zawsze jako raj dla plażowiczów, u mnie takie klimaty wywoływały tylko skrzywienie twarzy. Kakao stamtąd to jednak zupełnie inna bajka. Hawaje jako region jego uprawy stały się miejscem ciekawym.
Manoa Chocolate Hawaii to manufaktura założona w 2010, zajmująca się czekoladami bean-to-bar stamtąd. Weszłam w posiadanie dwóch maleństw, z czego postanowiłam najpierw sięgnąć po ciemną, ażeby lepiej się wczuć w nuty kakao.

Manoa Chocolate Hawaii Dark Chocolate 70 % to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao z Hawaii, z regionu Hilo.

Po otwarciu poczułam łagodny, acz wyrazisty zapach. Nie atakował, a głaskał, miział delikatnym prażeniem, przejawiającym się jako coś migdałowo-kokosowego, oraz słodką nutą owocową. Ta nuta sama w sobie była bardzo złożona, bo w pierwszej chwili na myśl przyszły mi borówki amerykańskie, delikatne kwiatki, potem jakiś taki borówkowy / jagodowy serek, aż w końcu ewidentnie sam serek homogenizowany waniliowy. Potem jednak miałam wrażenie, że to muszą być jakieś owoce - słodkie i egzotyczne.

Przy łamaniu ciepłobrązowa tabliczka trzaskała zacnie, trochę jakby była gęstą mleczną, ale gdy odgryzałam kawałek, wydawała mi się krucha.
W ustach rozpływała się na aksamitny, tłusty (ale do zniesienia) krem. Cieszyła idealnie gładką strukturą, a na koniec pozostawiała poczucie lekkiej pylistości, cierpkości.

W pierwszej chwili wydała mi się przesłodka, słodziuteńka. Szybko jednak spoważniała, stając się karmelem podszytym daktylami i bananami.

W tle zabłysła orzeźwiająca to nutka owoców. Wyłapałam sugestię kwaskowatych czerwonych, jednak wraz z rozwojem ogólnej słodyczy, także owoce się w nią wpisały. Niewątpliwie były egzotyczne, ale i jakieś leśne (z egzotycznego lasu?). Czułam bliżej nieokreślone borówko-jagódki i tego typu drobnicę, a później wróciły czerwone.
Pojawił się słodki granat oraz bardzo słodki, orzeźwiający i mięsiście-soczysty arbuz, może też trochę wiśni?
Wszystko to jednak miało pewną lekkość jak jakieś drobne, delikatne kwiaty.

Ogólna słodycz łączyła się ze stonowanymi, naturalnymi nutami. Spośród nich najszybciej wyeksponowała się maślaność, zaraz za nią zaś kokos. Tutaj wychyliła się lekko prażona nutka. Za ich sprawą słodycz  wpisała się w serek waniliowy. Jako że i owocowa nuta nie zniknęła, w tle pobrzmiewały banany. Smak kokosa stał się bardzo wyraźny, miał taki naturalnie "orzechowawy" wydźwięk (nie smakował wiórkami).

Kokos i egzotyka (w dużej mierze arbuz?) niosły orzeźwienie, ale im bliżej końca, tym kakao wyraźniej zaznaczało swoją obecność. Gorzkawość rozsypała pikantne przyprawy. Chili, coś bardziej świeżoziołowego i najpierw piekącego w język, potem niosącego chłodek. Ten chłodek to nie tylko lukrecja / anyż (acz one na pewno), ale też i kwiatowo-owocowe akcenty. Taak, bo i ciągle słodko było, ale tak jakby "zza mgły".

W posmaku z kolei pozostała gorzkość o prażonym wydźwięku, roztaczająca leciutką suchość. Pozostawał na dość długo.

Całość wyszła smacznie, o ciekawych zapędach, ale nic poza tym. Wszelkie nuty zostały osnute słodyczą i wkomponowane w nią. Karmel, daktyle, banany, a potem przejście w serkowo-maślano-kokosowe klimaty cały czas otaczały egzotyczne owoce - niestety w zasadzie trudne do jednoznacznego nazwania. Cała lekkość mogłaby znudzić, gdyby nie charakterniejsza, pikantniejsza końcówka.
Czekolada była słodka, jedynie z nutami gorzkości i właściwie bez kwasku (a takimi sugestiami bardziej rześkości / soczystości owoców egzotycznych).
Myślę, że większa zawartość kakao mogłaby podbić moje serce.


ocena: 8/10
kupiłam: Sekrety Czekolady
cena: 8,48 zł (za 20 g; dostałam zniżkę)
kaloryczność: 600 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: kakao, cukier, tłuszcz kakaowy

7 komentarzy:

  1. Też ją kupiłem, ciekawe, jakie wywrze wrażenie. Hawaje to nie tylko plaże, ale też wysokie, wulkaniczne góry (są opady śniegu powyżej 4000 m.), bardzo ciekawa, głównie endemiczna flora i fauna (izolacja) - w tym mało owadów, które gryzą :) Zamiast leżeć na plaży, można łazić po górach, nurkować, surfować, albo latać na paralotniach. Jedną z głównych zalet jest rewelacyjny, bardzo łagodny, jak na tropiki, klimat. Minus - to czynne wulkany. Niestety, nigdy tam nie byłem, ale chciałbym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale nie jest to to, co zazwyczaj ludzi tam ciągnie. Cała moda na Hawaje jest kiczowata i właśnie o tym pisałam. Tego nie rozumiem. Jeśli chodzi o ciekawe, mniej uczęszczane drogi, to w sumie wszędzie można je znaleźć, ale właśnie ludziom zazwyczaj nie o to chodzi. Nigdy nie słyszałam, by ktoś się nimi zachwycał że względu na góry, a właśnie szkoda.

      Usuń
    2. Masowi turyści jeżdżą tam głównie z powodu wyjątkowego i naprawdę rewelacyjnego klimatu.

      Usuń
  2. Tak mniej więcej połowa recenzji, trochę więcej nawet, świetna. Byłam bliska uznania, że wreszcie jakieś ciemnidło dla mnie, bo i kremowa konsystencja, i porównanie do mlecznej, i jeszcze same fajne smaki. Niestety nie ma na tym świecie łatwo i wjechało chili, a zaraz po nim lukrecjowe anyże. Weź idź.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli rozumiem połowa czekolady Tobie, połowa dla mnie... tylko jak to nuty, to jak dzielić? To, co przychodzi na myśl nie wchodzi w grę! Chyba że to chili i lukrecje byłyby pierwsze.

      Usuń
    2. Pff, skoro jesteś taka antyzarazkowa i higieniczna, to pozostaje przecedzić nuty przez sitko.

      Usuń
    3. Dawaj przez filtr do ekspresu do kawy, to jeszcze może jakieś fajne nuty kawy dojdą.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.