Cukier muscovado to ponoć zdrowy cukier o silnym smaku melasy. Nie próbowałam go (ogólnie żadnego cukru nie używam), ale brzmi spoko. Dzisiaj przedstawiana tabliczka jest właśnie z nim, ale... w formie chrupiącego dodatku?! Taak, mniej więcej... Dlatego właśnie czekolada ta nigdy mnie nie ciekawiła i pewnie bym jej nie kupiła, gdyby nie zniknęła z oferty Zottera. A tak zgarnęłam jedną z ostatnich sztuk i miałam mieszane uczucia. Na myśl o kawałkach cukru w tabliczce się krzywiłam, ale przecież Zotter nie oszalał...? Stworzył tylko czekoladę w sposób, w jaki już Majowie ją wytwarzali. Do czekolady 100 % po prostu dodał nie rozpuszczony / nie zmielony cukier.
Zotter Labooko Cacao Nature 75% with Muscovado sugar crackers to ciemna czekolada o zawartości 75 % kakao (ziarna Cacao Nature) z Peru, słodzona nierozdrobnionym cukrem Muscovado, a więc z kryształkami cukru.
Właściwie, jest to czekolada o zawartości 100 % kakao, które było długo i wielokrotnie prażone, do której to miazgi dodano potem cukier. Czas konszowania to 34 godziny.
Tabliczka była ciemna i jakby w jasne kropeczki, co niestety nie wyszło na zdjęciach. Okazała się niecodziennie twarda, porządnie i głośno trzaskała. Nie wydała mi się krucha (lecz w rzeczywistości trochę taka była), miała bardzo ziarnisty przekrój i łamała się jakby... z chrząknięciami cukru? Przy robieniu kęsa drobinki cukru i mniejsze kawałeczki trochę odskakiwały.
Nawet w ustach pozostawała w pewien sposób twardo-mięknąca, rozpływała się powoli i trochę opornie, bo nie była gładka, a z kryształkami i drobinkami cukru. Początkowo, owszem, była gładka, ale cukier szybko się odsłaniał i wtedy... kawałek stawał się jakby mokrym piaskiem w gładkiej, tłustej masie. Ta masa... rozpływała się smugami, a, jakby od początku wilgotny, cukier trochę wodniście. Większe kryształki ni chrzęściły, ni chrupały okropnie. Struktura przypomniała mi Taza Chocolate 85 % - i mimo że Zotter wyszedł przystępniej, w kwestii konsystencji wydał mi się okropny.
Po zrobieniu kęsa w pierwszej sekundzie poczułam gorzkość dymu, do którego szybko dołączył kwasek. W moim odczuciu był to smak zapachu chodnika w parku po deszczu. Mimo dymu i całkiem mocnego palonego motywu, wydźwięk był właśnie wilgotny.
Wraz z drobinkami cukru pojawiła się słodycz. W pierwszej chwili jako jedynie "rozrzedzenie" smaku, jakby wypływała z kwasku (?), a potem odważyła się być coraz słodszą. Po paru kęsach już w ogóle wyczuwałam tę słodycz całkiem wyraźnie. Niewątpliwie była palona - palonokarmelowa i jak przypalone ciasteczka korzenne? Z racji wilgoci na myśl przyszedł mi syrop klonowy. Słodycz niewątpliwie była szlachetna i nie taka oczywista. Było w niej coś wilgotnego, a więc i rześkiego.
Końcówka stała się łagodniejsza, kwasek łącząc się ze słodyczą przeszedł w paloność, co przywróciło dym. Gorzkość znów przybrała na znaczeniu.
Po niektórych kęsach w ustach pozostały duże kawałki cukru, który miał zaskakująco mało słodki, palono-karmelowy smak.
To gorzkość, dymna i zawilgocona, wzbogacona o owocową cierpkość oraz słodycz za mocno palonego karmelu pozostała w posmaku na średnio długi okres czasu.
Czekolada wyszła... smacznie i okropnie. Odnalazłam w niej smak Labooko Peru 100 % (wilgotny las, mnóstwo dymu, niemal brutalna kwaśność przechodząca potem w cytrynę, a później jednak karmelowe złagodzenie), ale... jej delikatny karmel z końcówki tu pojawiał się szybciej i był zwielokrotniony. Dodał jeszcze bardziej palonego motywu, co nakreśliło zupełnie nowe akcenty. Cukier muscadavo niesamowicie zwielokrotnił również poczucie zawilgocenia, co akurat mi się podobało, ale... struktura niestety wydała mi się okropna. Lubię ziarniste czekolady, ale... nie tak ziarniste. To właściwie był cukrowy piasek przeszkadzający w degustacji. Chwilami wydawało mi się, że nie mogę przez to w pełni skupić się na smaku. Przez to wszystko, to czekolada warta spróbowania jako ciekawostka, ale tylko tyle.
Czuję, że gdyby tabliczka ta została zrobiona jak normalna czekolada, cukier muscadavo byłby idealnie rozpuszczony, a więc byłaby gładka, mogłabym się zakochać. A tak... zmarnowany potencjał: coś pysznego, ale odrzucającego i męczącego. Mamie dałam tylko odrobinkę, by ją zszokować (może 3 gramy jej wyszły, haha - "taka obrzydliwa, że zaraz wyplułam, do konsystencji nie doszłam" - hm, niektórym wystarczy sekunda degustacji), więc można powiedzieć, że całość zjadłam sama, ale czerpanie z tego przyjemności... było mi utrudniane. Kończyłam już w ogóle tak, jak dojadam zwykłe czekolady albo te, do których sobie wracam (a nie do recenzji), a więc (akurat w tym przypadku) przy rysowaniu, a nie jedynie słuchając muzyki.
ocena: 8/10
kupiłam: foodieshop24.pl
cena: 16 zł (za 70g)
kaloryczność: 573 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie
Skład: miazga kakaowa, cukier muscovado
Skład: miazga kakaowa, cukier muscovado
Dokładnie, ta struktura wszystko zepsuła, jedna z mniej ciekawych Labooko.
OdpowiedzUsuńZupełnie, jakby Zotter próbował się ścigać sam ze sobą w dziwności.
UsuńOgromna, skalista twardość, kiepska rozpuszczalność, kryształki cukru - ach, przepraszam, cukru Muscovado, to już inna sprawa! - oraz smak kwasu wyciśniętego z chleba i zgniłych drzew brzmi jak coś niemalże idealnego dla mnie, tylko zupełnie nie.
OdpowiedzUsuńTaak, bo jak Muscovado, to mu wszystko wolno. Ciekawa jestem czy chociaż to zaakcentować umiem. Pewnie nie.
Usuń