niedziela, 1 sierpnia 2021

J.D. Gross Peru Czekolada Gorzka 60 % ciemna

Ostatnio jakoś tak sobie ściągam z listy posiadanych czekolad te z peruwiańskiego kakao (lubię układać serie, a w momencie, gdy wszystkie daty długie i nic mnie nie goni, wymyślam sobie "klucze" do selekcji, co najpierw) i dzisiaj prezentowaną zaplanowałam, lecąc za ciosem. Trochę smuciła mnie zawartością kakao, mimo że pamiętałam dobrze, jak pyszna była wycofana już Gross Amazonas 60 %. Właśnie: pyszna, ale... Moja tolerancja na słodycz na przestrzeni lat spadła jeszcze bardziej.
Już pisząc wstęp do Auchan Dark Peru 75 % myślałam też trochę o tej. Nawet opakowania jakoś tak mi się ze sobą skojarzyły. Do Grossa jednak aż tak mi się nie spieszyło, ponieważ była z jakiegoś pojedynczego rzutu, a zapasu nie zrobiłam, ponieważ nie jest to zawartość kakao, do której mogłabym wracać... A bałam się spróbować, bo... bo może właśnie to był błąd? Nie cierpię rotacyjności produktów. Rozumiem limitowane smaki pasujące do danej pory / okazji bardziej niż do innych, ale "rzuty tak po prostu"? Nie lubię.

J.D.Gross Peru Czekolada Gorzka 60 % to ciemna czekolada o zawartości 60 % kakao trinitario z Peru.

Gdy tylko rozchyliłam papierek, poczułam zacukrzony do granic możliwości, a jednocześnie kwaskawy sernik. Sernik ze śmietankową nutką, zestawiony z orzechami. Od orzechów odchodziły też nuty drzewne - oczami wyobraźni zobaczyłam grube, suchawe konary porastające... ziemię. W kompozycji bowiem właśnie i domniemanie ziemi się pojawiło. Za nią zaś doszukałam się owoców leśnych, odpowiadających za soczystość i podkreślających tę "soczystość" kwaskawego, wilgotnego sernika.

Wyglądająca na ulepkowato-suchą tabliczka okazała się twardo-zwarta jak skała i bardzo głośno trzaskająca przy łamaniu.
W ustach rozpływała się bardzo powoli, ale bez problemu. Miękła i gięła się już po chwili, zmieniając się w zalepiająco-mazisty, lepki krem o wysokiej gęstości i tłustości. 

W smaku w pierwszej chwili poczułam wysoką słodycz jakby cukru pudru... który nieco zbił się / zbrylował (?) przez zawilgocenie z racji tego, że pokrywał wierzch sernika. Był niewątpliwie grubą warstwą, jednak i ciasto to miało się nieźle.

Szybko odezwała się także gorzkawość. Wydała się nieco "przysypana" (jak i sernik), ale raczej: zakurzona. Pomyślałam o suchych orzechach, których wiek świetności już minął, ale wciąż są ok. To też suche drzewa i... coraz więcej orzechowawych, niejasnych motywów. Pomyślałam o orzechowych spodach (do tego sernika) i migdałach. Nagle, mimo przecukrzenia, gorzkość wydała mi się zaskakująco wyraźna, acz zespojona z cierpkością i typowo "deserówkowo-likierowym" klimatem. Jakby tak ten sernik był czekoladowy i właśnie czymś ciemnoczekoladowym nasączony.

W połowie rozpływania się kęsa w tle poczułam soczystą cierpkość ciemnych owoców leśnych i śliwek. Nie były zbyt intensywne, acz niewątpliwie słodko-kwaskawe i nieco rześkie.

Rześkość podkreśliła wilgotny, lepki sernik, który z czasem... wydał mi się gliniasto-gęstym, lekko maślanym ciastem... sernikiem, owszem, ale... z duszną nutą. Poniekąd należała do zbyt wysokiej, nieco irytującej słodyczy cukru, było w niej coś maślanego, ale...

Po dłuższym czasie od umieszczenia kawałka w ustach przypomniało mi to jakieś duszne, suchawo-wilgotne ciasto... makowcowo-sernikowe? (Chyba nazywa się to seromak - nigdy nie jadłam, ale widywało się w internecie / słyszało). Gorzkość wiązała się nieco z makiem, przesłodzoną masą makową i jakby orzechami, a drzewa i orzechy kładły nacisk na części warstw... samego ciasta? To było bardzo trudne do uchwycenia! Trochę i maślaności kryło, trochę wciąż śmietanki i likieru ciemnoczekoladowego.

Owoce bliżej końca wydały mi się skupiać wokół cierpkości... też po prostu likierowo-sosowo-syropowej. Pod koniec kakao wsparło się gorzkością kawy, do czego słodycz dodała śmietankę. Dosłownie definicja "deserówkowości".

Po zjedzeniu został posmak maślano-ciastowy, trochę kwaskawo sernikowo-owocowy, jak również poczucie przecukrzenie, zaznaczające swoją obecność w gardle, robiące aluzje do alkoholu i jego rozgrzewania.

Całość smakowała mi, mimo za wysokiej słodyczy i jednak tej tłustej miękkości. Nie było to nie do przetrwania... Smak sernika ciemnoczekoladowego w klimacie złudnie alkoholowym, przecukrzony co nie miara, ale jeszcze pamiętający o peruwiańskich nutach zaserwował mi nawet fajne, niecodzienne skojarzenia. Namiastka owoców, drzewo-orzechy i seromak? Super! Jakby mieć do czynienia z niezbyt udanym, ale wciąż w miarę spoko wypiekiem. Szkoda tylko, że wyszło tak słodko, bo aż trudno to jeść (prawie całość zostawiłam sobie na dzień zdalnych wykładów, a nie na dzień, w którym czekoladzie mogę poświęcić duuużo uwagi.)... Tym bardziej, że mimo ogromu śmietankowo-sernikowych nut, nie kojarzyła się z np. czekoladą śmietankową, a właśnie wciąż była przecukrzoną ciemną. 


ocena: 7/10
kupiłam: Lidl
cena: 4,99 zł
kaloryczność: 571 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa

2 komentarze:

  1. W sumie mogłabym zjeść fajny sernik. Zimny, wykonany głównie z masy serowej. Może polany czekoladą (ciemną) i posypany wiórkami kokosowymi. Mama taki robiła, yumm. Taki mniej więcej: https://ilovebake.pl/przepis/sernik-z-kokosem-bounty Owoce leśne ani śliwki nie pasują mi do klasycznych serników. Natomiast ciasto z masą sernikową i makową to inna bajka, pewnie zaakceptowałabym w nim więcej dodatków (ale nadal nie owoce leśne pełne pesteczek).

    Zawartość kakao i wysoka słodycz lidlowa wykluczają możliwość zakupu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie zjadłabym obecnie, nawet dobrego. Mama probuje mnie na jakiś wyciągnąć, ale zupełnie ochoty nie mam (a ona nie chce, bym tylko towarzyszyła).
      Na zimno nie jadłam, bardzo mi się takie nie podobają.
      Szczerze? Do sernika, jaki miałabym jeść, żadne owoce zbytnio mi nie pasują. Do wydziwianego ciasta jeszcze tak, jak napisałaś, ale u mnie obecnie takie coś i tak tylko jako nuty.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.