czwartek, 19 lipca 2018

wafelek Princessa Brownie

Mimo że bardzo smakowały mi Princessy Dark Cherry i Dark Orange, tak ogólnie Princessy widzą mi się jako rozreklamowane, a kiepskie wafle (a Princessa Dark Chocolate tylko utwierdziła mnie w tym przekonaniu). Większość słodyczy od Nestle mi nie smakuje, ale... no właśnie, "ale", zawsze jakiś wyjątek się zdarzy. Obecnie sama nie kupuję już wątpliwych słodyczy, ale traf chciał, że ostatnio mojej Mamie bardzo posmakowały lidlowe brownie i skłoniło ją to do tego, że jak tylko zobaczyła te wafelki, kupiła. Może i bym ją z tym ode mnie pogoniła, ale że ostatnio zebrało się tego trochę: a to brownie z orzechami MacEnnedy, a to Ehrmann Schoko Brownie, uznałam, że mogę jeszcze troszeczkę wydłużyć brownie-serię.


Princessa Brownie to "kakaowy wafel przełożony kremem o smaku ciasta brownie" od Nestle.

Po otwarciu poczułam słaby zapach, trochę podchodzący pod tani, kojarzący się z kakaowymi lodami z pierwszej lepszej budki (acz takiej z czasów, gdy jeszcze normą był wyrób własny) w lekko stetryczałym wafelku.

Wygląd tym bardziej nie zachwycał, mimo że oczy cieszyła duża ilość kremu. Wafel raczej odrzucał, bo był strupiały zszarzały.

Całość wydała mi się bardzo lekka. Nic dziwnego, bo warstwy waflowe były bardzo napowietrzone. Cechowała je chrupkość, kruchość i suchość, co dobrze współgrało z dużą ilością znacząco tłustego, ale przede wszystkim chrzęszcząco-proszkowego kremu.  Jego struktura przypominała gęste, mączno-zakalcową papkę. Bardzo mi się podobała.

Warstwy waflowe wyszły neutralnie, bo nie były ani słodkie, ani gorzkie, ale czuć w nich pierwiastek pylistego kakao, soli i po prostu wypieczenie. Było by dobrze, gdyby nie stetryczenie (mimo że wydały mi się raczej świeże). Wraz z jedzeniem coraz bardziej dawało się we znaki.

Krem był bardzo słodki, ale to nie cukier grał w nim pierwsze skrzypce, a kakao w proszku. Takie suchawe, nie tak bardzo wyraziste, ale... kakaowe, jak to rzeczy tego typu. Znów na myśl przyszły mi lody kakaowe zrobione z dużą ilością kakao w proszku i cukru. O tak, to zdecydowanie słodkie kakao, ale nie "słodkie kakałko dla dzieci", bo zachowało gorzkawość i jakby zapowiadało cierpkawość. Oprócz tego, czułam nutę margaryny, ale zagłuszaną smakiem warstw waflowych.

Smak wafli dodatkowo podkręcał element suchości, z czym schodziła się kakaowa gorzkawość, ale i rozmywał potencjalnie esencjonalnie czekoladowy smak. Trochę jak niskobudżetowe ciasto.

Pod koniec mielenia w ustach, gryzienia i pozwalaniu na rozpuszczanie się, przy stetryczeniu odnotowałam też trochę sztuczności. W posmaku zostawał stetryczały wafelek i kwaśność odtłuszczonego kakao.

Ogólnie w sumie wyszło niezaprzeczalnie kakaowo, ale z brownie nie kojarzyło się. No dobra, może jakieś średnie kakaowe lody, średnie kakaowe ciasto...
Słodycz na poziomie dobrym, tłustość i suchość w sumie wyrównane... Sucho-stetryczałych wafli było mi tu za dużo, to fakt, ale głównym zarzutem jest po prostu jakość: gdyby wafle były lepsze...
Niby w porządku, ale na tyle nudny, że całego nie zjadłam (Mama swojego zjadła już dawno i nie pamiętała, czy jej smakował - gdy przyszło jej kończyć po mnie, stwierdziła, że pewnie niezbyt, bo "to zwykły kakaowy, jak ktoś lubi to pewnie dobry").


ocena: 6/10
kupiłam: Mama kupiła w Lewiatanie
cena: -
kaloryczność: 516 kcal / 100 g; wafel 37g - 191 kcal 
czy kupię znów: nie

Skład: olej palmowy, mąka pszenna, cukier, skrobia kukurydziana, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu 10,6%, serwatka w proszku, substancje spulchniające: węglany sodu, węglany amonu; lecytyny, naturalny aromat waniliowy, sól

11 komentarzy:

  1. Uważam że jest to okropna wersja princessy... tego nie byłam w stanie zjeść a zapach odrzuca od razu po otwarciu ble

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie zawsze odrzucało, gdy ktoś jadł mleczną lub orzechową Powrót po latach do białej to z kolei była ... Katastrofa.

      Usuń
  2. Miałaś stetryczały? Jestem bardzo zaskoczona bo te co kupowałam to były kruchutkie ^^" Kupiła go Twoja mamusia z dobrą datą? A może niechcący ten wafelek był uszkodzony i napoczęty wcześniej? Tak tylko domniemam bo trudno mi uwierzyć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze patrzymy na daty, a mi Princessy zawsze wydawały się zalatujące stetryczeniem.

      Usuń
  3. MIałam ochotę spróbować ale "nuta margaryny" sprawiła ze mi się odechciało :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przesady, nie waliło nią na kilometr, ale i tak nie polecam.

      Usuń
  4. Kurczę, a miałam w planach go spróbować :/ Jednak sobie daruję, bo Twoja recenzja nie jest jedyną, która mnie do niego zniechęca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co, naprawdę nic szczególnego.

      Usuń
    2. Teraz czekam na limitowanego Liona Latte :D

      Usuń
  5. Zgadzam się, że z brownie ma to niewiele wspólnego, za to dla mnie wafel wymiata. Co do lodów na gałki... Jesteś pewna, że kiedyś wyrób własny był standardem? Mnie się wydaje, że było wprost odwrotnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem pewna własnych wspomnień. Tam, gdzie jeździliśmy na domek (okolice U Jawora, ale to serio sprzed... wieeelu lat) i ogólnie całe Suwałki to jedna wielka wiocha i serio... tam lody były wyrobu własnego. Piszę o wczesnym dzieciństwie, bo już czasy mojej podstawówki-gimnazjum to już nie wyrób własny.

      Usuń

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.