środa, 30 września 2026

ChocoMe AtelieR Akesson Dark chocolate bar 69 % ciemna z Madagaskaru

To właśnie tę tabliczkę marki ChocoMe zobaczyłam jako pierwszą. Od razu i się zainteresowałam, i posmutniałam. Oczywiście z powodu, że zawartość kakao jest tak niska. Aż tak ciężko było dociągnąć chociaż do 70%? Normalnie nie kupiłabym o niższej, bo te 70% uważam za minimum, i tak za słodkie. Do tej jednak przyciągnęło mnie kakao od Åkesson’s. Ileż to już lat nie jadłam żadnej ich tabliczki! Były za to czekolady robione z ich kakao właśnie. A to już zawsze coś.

ChocoMe AtelieR Akesson Dark chocolate bar 69 % to ciemna czekolada o zawartości 69% kakao trinitario Acriollado z Madagaskaru, z regionu doliny Sambirano, z plantacji Bejofo Bertila Akessona.

Po otwarciu poczułam delikatny, głównie słodki, ale z zaznaczonym kwaskiem, zapach borówek amerykańskich i malin. Może też trochę jakby niekwaśnych wiśni? O kwasek walczyło trochę cytrusów, lecz ogólna słodycz zdominowała kompozycję. Ta przybrała ciepły, nieco babciny wydźwięk. Owoce, w tym cytrusy, osładzał ciepły, właśnie pieczony sernik ze skórką pomarańczy. Pomyślałam też o cieple promieni słońca, wpadających i mocno rozgrzewających mieszkanie (właśnie jakiejś gościnnej babci). Owoce, głównie borówki amerykańskie, inne drobne leśne za sprawą takich przytulnych tonów wchodziły w sferę trochę pudrowo-cukierkową, w której doszukałam się jeszcze jakby... miodowych, ewentualnie miodowo-cytrynowych tabletek na gardło (Cholinex - moja babcia zawsze je kupowała, a ja ich nie cierpiałam).

Tabliczka w dotyku wydała mi się szorstka i pylista, ale zdradzała też tłustość. Była twarda, a przy łamaniu trzaskała głośno i chrupko. 
W ustach czekolada rozpływała się w średnim tempie. Zaczęła trochę kremowo, lecz potem robiła się coraz bardziej szorstka. Przez pewien czas zachowywała kształt i pewną twardość, ale później pojawiła się soczystość, która je skutecznie rozbiła. Czekolada stała się zawiesiną piasku, pyłku i soku, z czasem zaś znikała wodniście, wciąż z wręcz piaszczystym wrażeniem.

W smaku pierwszą poczułam wysoką słodycz, która skojarzyła mi się z suszonymi kwiatami. Oczami wyobraźni zobaczyłam przytulny, babciny salonik, w którym stoją wazony z suszonymi bukietami, a który ociepla słońce wpadające przez okna z koronkowymi firankami.

W tle przemknął lekki, cytrusowy kwasek... i skojarzył mi się z cytrynowo-miodowymi tabletkami na gardło, a potem dokładniej z dziwnie "miodowymi" tabletkami Cholinex, po czym usta zalała mi kolejna fala jakby ciepłej słodyczy. Jakby z babcinej kuchni popłynął intensywny zapach właśnie pieczonego sernika. Sernika bardzo słodkiego, ale i leciutko specyficznie kwaskawego, z dodaną skórką pomarańczy. Skórka, choć niewątpliwie cytrusowa, opowiedziała się za słodyczą - wszak musiała to być skórka kandyzowana. Cytryna przeszła na tyły, cały czas lekko pobrzmiewała, ale co innego przyciągało uwagę.

Słodycz zajęła nadrzędną pozycję, kwasek zaś pomykał bokami. Ich przeplatanie się zaobfitowało w trochę owoców leśnych w tym jagód, borówek amerykańskich, które odznaczały się raczej słodyczą. Najpierw jakby w ogóle szły w kierunku pudrowych cukierków? Szybko się jednak zreflektowały. Kwasek był w nich minimalny, aż nagle dołączyło do nich trochę malin i pojedyncze wiśnie... Już, już zebrało się trochę więcej kwasku, po czym owoce przeszły w bardziej dżemowo-konfiturowe klimaty. Kwasek jakby uwięziono na niskim poziomie.

Niska gorzkość pokazała się z ociąganiem. Pomyślałam o skałach... skałach wulkanicznych, bo z pobrzmiewającym echem dymu... ale też po prostu rozgrzanych skałach i również rozgrzanej, suchej ziemi. Gorzkość, poważniejszy, wytrawniejszy motyw znalazł się na dalszym planie.

Ciepło to jednak rosło, chwytając się w zasadzie na co tylko trafiło. Mniej więcej w połowie rozpływania się kęsa poczucie ciepła związało się z ciemno-leśno-czerwonymi owocami, serwując mi kruche ciasteczka z owocowym dżemem oraz nadziane nim małe, kruche rogaliki. Dżemem z mieszanki owoców, niby kwaskawym, ale trochę przesłodzonym.

Sernik, choć i w nim było trochę kwasku, także zrobił się przesłodzony. Pomyślałam o serniku lekko ciepłym, który się jeszcze nie przegryzł w lodówce, więc jest denerwująco słodki. Skórka pomarańczowa kandyzowana stanowiła w nim istotny dodatek, aż nagle... do jej cytrusowości dołączyło trochę cytryny. Znowu zrobiła mi nadzieję na więcej kwasku, ale jednak nic z tego nie wyszło. Kwasek czułam, ale... jakby zamknięty w cytrynowych, przesłodzonych tabletkach na gardło.

Pomyślałam o serniku nie dość, że przesłodzonym, to jeszcze zbyt tłustym, wręcz maślanym.

Choć kwasek za sprawą owoców i ciemnych, czerwonych, i cytrusów starał się, jak mógł, końcowo owoce przybrały trochę cukierkowo pudrowy wydźwięk. Słodycz wydała mi się jeszcze bardziej babcina. Taka... pudrowo-dusznawa, ciężkawa. Wróciła też myśl o suszonych kwiatach. Z czymś ostrawym? Acz tonącym w słodyczy.

Po zjedzeniu został posmak dżemu z ciemnych leśnych i czerwonych owoców, niby podkręconych cytryną, ale też mocno osłodzonego babcinym sernikiem właśnie pieczonym albo tylko co wyjętym z piekarnika. W jego cieple znalazło się trochę gorącej ziemi, skał, ale w posmaku ogólnie było raczej słodko-kwaskawo; bez gorzkości. Kwasek i słodycz zdawały się jednak jakby dziwnie gryźć w język.

Czekolada nie przekonała mnie do siebie, uważam ją jako zmarnowany potencjał ziaren. Tak wysoka, rządząca słodycz zgasiła madagaskarską soczystość. Kwasek niby obecność ciągle zaznaczał, ale nie rozwinął skrzydeł. Całość przybrała babciny wydźwięk i choć pieczony sernik to w sumie ciekawa i smakowita nuta, to jednak jego przesłodzenie, maślaność, mieszająca się z resztą słodyczy mi nie leżało. Trochę borówek, jagód i wiśni zatraciło się w przesłodzonym dżemie, a dokładniej ciastkach z dżemem. Suszone kwiaty i odrobinka skał, rozgrzanej ziemi, dymu nie dały rady nadać odpowiedniej głębi i wytrawności tej słodziaśnej kompozycji. Szkoda, bo czuć, że to kakao mogłoby zaprezentować coś ciekawszego, gdyby nie było tak stłamszone ciężkawą słodyczą.
W dodatku nie pasowała mi struktura: zbita i piaszczyście-szorstka, znikająca wodniście-soczyście. W zasadzie nie krytykowałabym jej jakoś szczególnie mocno przy np. mocno soczystym, skalistym, ziemistym smaku, ale w przypadku dzisiaj przedstawianej zupełnie nie pasowała do smaku i klimatu.

Nie kojarzyła się za bardzo z Beskid Chocolate Madagaskar Akesson Bejofo Estate Czekolada Rzemieślnicza Gorzka 70 % Kakao, ani z soczyście owocową, gorzko kawową Akesson's 75 % Criollo Cocoa Madagascar Ambolikapiky Plantation. Już nieco bardziej z Aruntam Sensory Chocolate 72 % Madagascar Bio Dark Chocolate Bejofo Estate Akesson's Beans, w której oprócz cytrusowej soczystości, było wiele innych kwaśnych owoców, ale też np. sernik wiśniowy. Też nie była gorzka, ale przyjemnie herbaciano-ziołowa. W dziś przedstawianej mocno brakowało "tego czegoś".


ocena: 6/10
kupiłam: cokobanka.cz
cena: €6,58 (28 zł; za 50g)
kaloryczność: 512 kcal / 100 g
czy kupię znów: nie

Skład: ziarna kakao, cukier, tłuszcz kakaowy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.