wtorek, 19 grudnia 2017

Baron Luximo ciemna 70 % o smaku mięty z granulatem miętowym

Czekolady Luximo są mi właściwie obojętne. Wiem, że niektóre pewnie mogę odebrać źle, dopuszczam, że inne mi posmakują - ot. Miętowej nie miałam zamiaru kupić, gdy zobaczyłam, że zawiera granulat miętowy, nie zaś olejek. Od razu wyobraziłam sobie miętowe twarde kawałki a'la Daim albo miętowy chrzęszczący cukier - co to, to nie! Miętę kocham, ale nie w tej formie. Jakież było moje zdziwienie, gdy czekoladę podarowała mi Mama... śmiejąc się, że dostała ją "od sąsiadki za skarpety". Hm, to chyba jedna z dziwniejszych historii wejścia w posiadania jakiegoś produktu na tym blogu.

Luximo Premium Czekolada gorzka 70 % o smaku mięty to czekolada ciemna o zawartości 70 % kakao z miętą, czyli z granulatem o smaku miętowym i aromatem miętowym produkowana przez Millano-Baron dla Biedronki.

Po rozerwaniu sreberka poczułam zapach miętowych czekoladek i cukierków-miętusów. Było więc w tym trochę sztuczności, ale takiej spożywczej. W połączeniu ze słodką, ciemną czekoladą (też wyczuwalną) wydało się smakowite (podchodziło trochę pod pastylki Goplany), ale już akcent cukierków miętowych trochę odrzucał.

Przy łamaniu tabliczka trzaskała głośno, lecz w ustach miękła dość szybko. Mimo to, rozpuszczała się powoli, leniwie zalepiając usta i odsłaniając drobinki o dziwnej strukturze. Skojarzyły mi się z drobinkami tabletek twardych, ale już nieco rozmokłych, w specyficzny sposób chrupiącymi i "prawie-lepiącymi" (ale nie oblepiały zębów ani nic). Tak sobie wyobrażam Tic Tac'i. Chrupacze te nie podobały mi się ani trochę, ale w sumie było ich tak mało, że ich wpływ na całość była minimalna.

Już w pierwszej sekundzie poczułam zdecydowany chłodek mięty, ale tylko z jej nienarzucającym się posmakiem. W kwestii smaku bowiem najpierw rozwinęła się czekolada.

Okazała się bardzo wyważona i przystępna. Raczej gorzkawa, ale w kontekście przypominającym mocno kakaowo-czekoladowe, odrobinkę przypalone ciasto. Wydała mi się znacząco, ale nie zbyt mocno palona. Tonowały to akcenty maślano-waniliowe, cały czas plączące się przy skojarzeniu z ciachem.

Mięta, od mocno chłodzącego efektu, ale delikatnego posmaku zdążyła się w tym czasie nieco rozkręcić i zaczęła już nie tyle chłodzić, co wyraźniej smakować. Nie była przerysowana, to znaczy smakowała spożywczym olejkiem (nie ziołami lub pastą do zębów), nie przesadzono z jej ilością, a więc nie zdominowała czekolady. Przyjemnie się w nią wkomponowała, nadając słodyczy lżejszego charakteru.

Słodycz ta nie była nazbyt silna, ale podobnie jak palenie, określiłabym ją jako znaczącą. W dużej mierze zeszła się z miętą, co dało świetny efekt.

Jako że kakao nie pozostawało bierne, kompozycja nie wyszła za słodko, a tak "wykwintnie czekoladkowo". Niestety, gdy trafiałam zębami na drobinki (starałam się je rozgryzać w trakcie rozpuszczania się czekolady tak żeby jej nie pogryźć, bo gdy zostawały na języku, było wyraźniej czuć ich smak), odbiór nie był już taki świetny. Granulki kojarzyły się z tabletkami także w smaku. Poniekąd były słodkie jak jakieś cukierki, poniekąd miętowe, ale... miały też dziwną kwaskowatą goryczkę (wydaje mi się, że to może przez połączenie z koprem? - chcieli nim napędzić "naturalną ziołowość"?). Okropny dodatek (dobrze, że to tylko 3%).

Po czekoladzie pozostawał posmak niezłej ciemnej czekolady, mięty i chłód w ustach z odległym posmakiem okropnych granulek. Chłodek stopniowo słabł, pozostawiając w końcu samą delikatną i przyjemną miętowość.

Ogół wyszedł dobrze, ale tabliczka i tak mnie zirytowała. Gdyby nie było tych granulek, a sam olejek miętowy, byłaby to naprawdę pyszna czekolada, do której mogłabym wrócić. Niestety, spieszyłam się, by porozgryzać granulki nie gryząc czekolady, a to już zawsze uszczuplenie komfortu jedzenia (odejmuję za nie cały punkt).
Co prawda nie dorównała miętowej czekoladzie Tesco finest, bo mimo większej zawartości kakao wcale nie było w niej więcej kakaowej głębi, ale w sumie kosztuje dużo mniej.


ocena: 8/10
kupiłam: dostałam
cena: 2,99 zł (dostałam, ale sprawdziłam cenę w sklepie)
kaloryczność: 530 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, granulat o smaku miętowym 3% (maltodekstryna, cukier, aromat miętowy, ekstrakt kopru), lecytyna sojowa, naturalny aromat miętowy, ekstrakt z wanilii

niedziela, 17 grudnia 2017

SuroVital CoCoa Raw Biała surowa z Peru z pistacjami i solą himalajską

Swego czasu miałam wręcz wstręt do białych czekolad, pewnie spowodowany tym, że czułam się przytłoczona ich ilością, ale ostatnio raz i drugi trafiłam na nie tak strasznie słodkie i... mimo że dalej białe są u mnie ostatnie w klasyfikacji czekolad, po dzisiaj opisywaną sięgnęłam z ochotą - pistacje kocham, lubię dodatek soli w białych i coś tak czułam, że polska firma zaprezentuje nam (i wstrętnej białej z pistacjami Amedei), jak taka czekolada powinna smakować.

SuroVital CoCoa Raw Biała z pistacjami i solą to biała surowa czekolada (tłuszcz kakaowy z kakao criollo z Peru) z pistacjami i solą himalajską, ze sproszkowanymi migdałami zamiast mleka, słodzona cukrem kokosowym.

Po otwarciu poczułam bardzo smakowity, ale delikatny zapach maślanych, mocno wypieczonych ciasteczek maślanych i krówek. Tę "wypieczoność" napędzała słonawa nutka zespojona z karmelową słodyczą. Były złączone z ewidentnie orzechową nutą.

Już w dotyku czekolada była tłusta, ale nie wydało mi się to wadą, zwłaszcza gdy lekko trzasnęła. W ustach rozpływała się idealnie gładko i dopiero tu zaczęła męczyć tłustością. Odebrałam ją bowiem jako nazbyt ciężką, zbitą i treściwą.

Od samego początku rozchodziła się słodycz wanilii i maślanych krówek, do której po chwili dołączała "ogólna orzechowość", na którą złożyły się sproszkowane migdały i pewnie pistacje.

Smak tej czekolady określiłabym jako przede wszystkim maślany, jakby tłuszcz kakaowy był bazą.

Słodycz rozwijała się w ewidentnie karmelowych klimatach. Cukier kokosowy w połączeniu z maślanością i solą nie mógł dać innego efektu. A właśnie... Szybko zaznaczyła się także słonawość. Bardzo subtelna, cały czas podporządkowana słodyczy, ale niewątpliwie obecna.

Maślaność ze słodyczą, która zdecydowanie poszła w karmelową stronę, przełożyło się na skojarzenie z ciasteczkami maślanymi... korzennymi i konkretnie wypieczonymi w dodatku. Myślę, że to zasługa soli i pistacjowo-migdałowej nuty.

Słodycz przełamywały pistacje, których ilość uważam za doskonałą - nie były to "pistacje w czekoladzie", a i nie poskąpili ich. W smaku były wyraziste, świeżutkie, a w konsystencji takie... miękkawo-świeże, niemal soczyste. Moim jedynym co do nich zarzutem jest ich forma - wolałabym prażone i solone. Pewnie jeszcze bardziej podkreśliłyby charakter czekolady, którego w sumie mimo ogólnej łagodności nie brakuje.

Pozostawiała posmak słonawych ciasteczek, maślano-karmelowy i pistacji.

Czekoladę nazwałabym korzennymi maślanymi ciasteczkami w formie białej tabliczki. Bardzo ciekawa i smaczna, choć połączenie takiej słodyczy i tłustości przy większej ilości staje się nieco mdlące, może zmęczyć (ostatniej kostki bez pistacji nie dałam rady nawet "na siłę" i oddałam uwielbiającej słodkie i wręcz ulepkowate rzeczy Mamie, której nie smakowała zbytnio, bo "za tłusta i ta słodycz jakaś dziwna"). Przesądziło to o tym, że reszty białych (z wiśniami, cynamonowej) SuroVital nie mam zamiaru kupić.
Osobiście wolałabym, by dodano miazgę kakaową, albo chociaż żeby poszli bardziej w kierunku Kokosowej, a pistacje podprażyli i posolili konkretne.


ocena: 7/10
kupiłam: AleEko
cena: 8,30 zł (za 50g)
kaloryczność: 611 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: cukier z kwiatu palmy kokosowej, tłuszcz kakaowy 36%, migdały, pistacje 16%, sól himalajska <1%, wanilia Bourbon

sobota, 16 grudnia 2017

Zotter Goelles Apple Balsamico ciemna 70 % z kremem czekoladowym z grappą i galaretką z jabłkowym octem balsamicznym, warstwą białej czekolady oraz nugatem z orzechów włoskich

Bardzo lubię ocet balsamiczny, choć zdaję sobie sprawę, że łatwo z nim przesadzić. Bardzo lubię też (kocham!) orzechy włoskie i... uważam, że z nimi nie da się przesadzić. No, a co z galaretkami? Nie cierpię, ale te zotterowskie uwielbiam, bo właściwie daleko im do typowych galaretek. To tak "w skrócie" w odpowiedzi na pytanie: "dlaczego dzisiaj opisywana tabliczka była moim must try?" i, co chyba ważniejsze, dlaczego poprzeczka zawisła bardzo wysoko.
W przypadku tej czekolady użyto konkretnego octu, bo marki Gölles, słynnej właśnie z wyrobu m.in. ekskluzywnych octów jabłkowych leżakujących w dębowych beczkach.


Zotter Gölles Apple Balsamico to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao nadziewana kremem czekoladowym z jabłkowym octem balsamicznym Golles i grappą, galaretką z jabłkowym octem balsamicznym otoczoną cieniutką warstwą białej czekolady oraz nugatem z orzechów włoskich.

Po otwarciu poczułam wyrazistą ciemną czekoladę, orzechy (włoskie, ale też jako "orzechowa nuta czekolady") ze szczyptą cynamonu i "pewną wytrawnością" (może i pod ocet podchodzącą), ale... pachnącą wyraźnie octem jabłkowym balsamicznym, głębokim i soczystym (bo wysokiej jakości), dopiero po przełamaniu.

Przy tym właśnie łamaniu tabliczka lekko trzaskała, ale część jej środka (galaretka i krem czekoladowy) aż się ciągnęła. Nugat zaś wydał mi się suchawy i zbity, treściwy, w ustach okazał się jednak odpowiednio tłustawy. Z kolei miękko-mokry krem czekoladowy miał w sobie pewną suchawość. Podobnie było z czekoladą - cudownie kremową, ale jednak pozostawiającą pewne pyliste wrażenie.

Ta pylistość napędzała skojarzenie z truflami obtoczonymi kakao. Ogólnie nie trudno tu o truflowe skojarzenia, ale po kolei. Od razu zaznaczam, że kawałeczek porozdzielałam na warstwy, by się w nie lepiej wczuć, ale najlepiej smakowało, gdy przegryzałam się przez całość - smaki cudownie się podkreślany i nakręcały wzajemnie.

Najpierw po ustach rozchodził się pyszny, głęboki smak czekolady o nutach palonej kawy, prażonych orzechów, przy której bardzo szybko nakręcała się "truflowość" i przy której bardzo szybko do głosu dochodziła nuta orzechów włoskich.

Nugat z orzechów włoskich miał bardzo wyrazisty smak. Orzechy włoskie pokazały, co potrafią, niosąc orzechową "prawie-goryczkę". Ich smak podkreślił cynamon, a w całej kompozycji cudownie zespoiły się z również "neutralnawo-orzechową" nutą soi.

Szybko przebijała się też soczystość niosąca słodycz i delikatną, owocową nutę połączenia jabłek i zielonych winogron. Przy tym pojawiał się specyficzny smaczek octu balsamicznego, nie za mocny, ale wyraźny. Bardzo dobrze wyszedł tu alkohol. Stworzyło to poczucie czegoś wytrawnego, ale nie ordynarnego, bo doprawionego przyprawami i leciutko miodem.

Soczystość i naprawdę sporo (ale nie zbytecznej) słodyczy pochodziło od galaretki, która miała formę ciągnącego, soczystego i trochę lepiącego musu. Była zachwycająco naturalna i smakowała... głównie słodko, nieco owocowo z zaznaczonym octem (co nadawało jej charakteru).

Świetnie pasowała do kremu czekoladowego - również miękkiego, a także mazistego (choć była w nim i pewna suchawość - prawdopodobnie dzięki soi) z neutralnawo-orzechową nutą (też soja?) doskonale komponująca się z orzechami włoskimi. Część ta była znacząco słodka, dosadnie (ale nie chamsko) alkoholowa (w owocowym kontekście) i jakby nasączona sporą ilością octu. Smakowała czekoladowo, ale wcale nie jakoś mocno kakaowo.

To pewnie sprawka warstewki białej czekolady, która smakiem gęściutkiego, słodzonego mleczka przyjemnie to wszystko zespajała. Nie zasładzała zbytnio, bo sama nasiąkła trochę octem, ale sprawiała, że całość była bardziej przystępna.

Nugat z orzechów włoskich świetnie radził sobie ze słodyczą, przełamując ją wyrazistymi orzechami i genialnie komponując się z octem balsamicznym, dodatkowo podkreślonym i "uwytrawnionym" kropelką alkoholu.

Końcówka była mocno orzechowa, nasączona octem i podkreślona czekoladą. Było soczyście, a owocowe nuty wraz z przyprawami stworzyły cieplutką atmosferę.

Całość wyszła wyraziście, ale nie przesadnie mocno. Smaki było czuć wyraźnie, kompozycja oparła się na orzechach i truflowości, a ocet odegrał ogromną rolę, ale w granicach smakowitości. Było słodko, ale dzięki odpowiedniemu doprawieniu i neutralizującym czynnikom, wyszło nie za słodko, a tak... wytrawniej.

Całość naprawdę bardzo mi smakowała, choć wolałabym, żeby krem czekoladowy miał bardziej kakaowy smak, a galaretka mogła by być np. jabłkowa. To jednak szczegóły, bo to udana tabliczka; kontrowersyjna kompozycja okazała się spójna i bardzo przemyślana.


ocena: 9/10
kupiłam: foodieshop24.pl
cena: 16 zł
kaloryczność: 492 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, jabłkowy ocet balsamiczny, tłuszcz kakaowy, orzechy włoskie, syrop glukozowy z cukru inwertowanego, pełne mleko w proszku, miód, masło, mleko, odtłuszczone mleko w proszku, grappa, proszek sojowy (soja, maltodekstryna, skrobia kukurydziana), substancja żelująca: pektyna jabłkowa; słodka serwatka w proszku, nierafinowany cukier trzcinowy, koncentrat soku cytrynowego, sól, lecytyna sojowa, wanilia, cynamon, anyż

piątek, 15 grudnia 2017

Pana Chocolate 60 % Mint surowa 60 % z Boliwii z miętą, karobem i cynamonem słodzona syropem z agawy

Po wariancie mięta & czekolada zdrowego batona Quin pomyślałam, że można zrobić fajne przejście od niego do paru miętowych czekolad, dzięki naładowanej zdrowymi składnikami batono-czekoladzie australijskiej firmy, do której już zupełnie straciłam zapał. A tak... zawsze jakaś motywacja: może skoro Pana nie są czekoladowe, to ta będzie właśnie choć trochę quinowa?


Pana Chocolate 60 % Mint to surowa czekolada o zawartości 60 % kakao (tłuszcz + proszek) z Boliwii z olejkiem z mięty pieprzowej, słodzona ciemnym syropem z agawy z karobem, cynamonem i solą himalajską.

Po otwarciu... nie zostałam spiorunowana żadnym mocnym zapachem. Dopiero po zbliżeniu nosa do tabliczki poczułam zapach mięty dominujący nad nutami dymu i orzecha kokosowego. Było w tym coś naturalnego, coś dziwnego i "czekoladkowego" w nie do końca czekoladowym kontekście.

Przy łamaniu tabliczka okazała się miękka, ale mimo pozostawiania tłustych plam i pyłku kakao, jeszcze nie wydała mi się grudą tłuszczu. W ustach była tłusta: przez pierwsze sekundy kremowo, potem w sposób oleiście-proszkowy. Z każdą chwilą rosło obrzydliwe poczucie zatłuszczenia. Było o tyle silniejsze, niż w wariantach z dodatkami w kawałkach, że tu masa była czysta, bez ratunku, przerwy od tej tłustości.

Smak w pierwszej chwili wydał mi się przyjemny, gdyż poczułam słodką ciemnoczekoladowość, a zaraz za nią mocną, choć "naturalnawą" miętę. Niestety, zaraz uderzyła i gorycz, której wtórowała wzmocniona mięta. Smaki te rozgoniły jakiekolwiek poczucie czekoladowości.

Gorycz miała w sobie coś orzechowego, po chwili wyraźnie czułam olej kokosowy i smak dymu.
Przy dymie pojawiał się lekki kwasek, a silna mięta zdążyła się już na dobre rozgościć. Urosła do poziomu przesady, wydała mi się sztuczna, skojarzyła mi się z jakimiś... gumami do żucia mającymi "odświeżać oddech" a nie "być jedzeniem".

Mięta ta niosła chłód... nie, to mało powiedziane. Niosła mróz. Dodatkowo była podbudowana taką... zimną, zamgloną (zaszronioną?) słodyczą. Odegrała dość sporą rolą, wyrównała goryczkę, ale nie należała do przyjemnych.

Z tym całym ochłodzeniem smak dymu przywiódł mi na myśl zimne ognie... Ich smak (dobrze, że nie papierosy mentolowe). I ciągle gdzieś pozostawało skojarzenie z gumą do żucia, zerującą smak wszystkiego innego.

Właśnie ta miętowość "odświeżacza do ust" pozostawała jako posmak.

Z czekoladą kojarzyło mi się to tylko przez pierwsze sekundy. Późniejsza miętowa guma do żucia, zimne ognie i jeszcze więcej miętowej gumy do żucia wraz z silną tłustością, całe to zimno wykończyły mnie i nie dałam rady zjeść więcej niż dwie kostki (czyli ok. 15 g). Może nie był to oblech, ale... ja po prostu nienawidzę gum do żucia, a to... to właśnie takie było. Mojej Mamie nawet smakowała (tłustość jej nie przeszkadza), ale stwierdziła, że był tu jakiś okropny gorzki posmak, który jej skojarzył się z kupioną ostatnio niemiętową "leczniczą pastą do zębów", która właśnie jest gorzka (obstawiam, że chodziło jej o olej kokosowy).
Przy wystawianiu oceny oczywiście wzięłam pod uwagę cenę, gdyż za tyle można kupić przepyszną czekoladę plantacyjną...


 ocena: 3/10
kupiłam: urbanvegan.pl
cena: 17,50 zł (za 45 g)
kaloryczność: 564 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: kakao 60% (tłuszcz kakaowy, kakao w proszku), ciemny syrop z agawy, olej kokosowy, olejek z mięty pieprzowej 1%, karob, cynamon, sól himalajska

środa, 13 grudnia 2017

Jakub Piątkowski Czekolada Honduras 70 % ciemna

Nie spodziewałam się, że wizja zakończenia przygody z czekoladami Jakuba Piątkowskiego obudzi we mnie taki żal. Sięgając po ostatnią tabliczkę czułam smutek, ale i ogromne podniecenie, bo jednak byłam niemal pewna, że szykuje się zacna degustacja. W dodatku z mało znanego regionu, bo z Hondurasu.

Jakub Piątkowski Czekolada Honduras 70 %  to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao z Hondurasu.

Po otwarciu poczułam w pewnym sensie łagodny, choć bardzo żywy i ciepły zarazem, smakowity zapach. Od razu pomyślałam o drzewie sandałowym, laskowcach i leszczynie, nad którymi to czuwała niemal pudrowa słodycz owoców z rodzaju porzeczkowo-jagódkowego (przyszło mi do głowy, że nie obraziłabym się, gdyby Zotter Blackcurrant + Macadamia Nougat Crunch tak pachniała) i kwiatów (czarny bez? krzaki porzeczek?).

Przy łamaniu soczyście ciepło brązowa, ale głęboko ciemna tabliczka wydała zdrowy, żywy trzask. Ujawniła przekrój, który skojarzył mi się z palisandrem.
W ustach czekolada rozpływania się idealnie kremowo, gładko jak wysokiej jakości nugat z efektem soczystości opływającej go.

Już od pierwszej chwili po zrobieniu kęsa poczułam prażone ciepło, do którego zaraz dołączył cierpko-goryczkowaty kwasek.

Prażoność wraz z goryczką poszły w stronę orzechów - ewidentnie prażonych, ale zamkniętych w charakternie przyprawiony, słodki nugat (niczym te z Zotterów). Przy ogromie prażonych orzechów wychwyciłam też wręcz soczysty akcent sandałowca, a więc takie żywo drewniane, głębokie nuty.

Kwasek skierował się w wyraziście porzeczkowym kierunku. Nie ma tu jednak co mówić o mocnym kwasku, bo było w tym także mnóstwo naturalnie osładzających jagódek, jakaś nuta czarnego bzu i... ciepła słodycz jednoznacznie kojarząca się z rodzynkami. Było to zbyt soczyste jak na karmel sugerowany przez producenta na opakowaniu. Słodziutkie, pełne smaku rodzynki - o tak! Nie wychodziły jednak przed wciąż dominujące czarne porzeczki.
Te czułam zarówno jako dojrzałe owoce, ale i cierpki sok z nich, a także słodziutki dżemor.

Kiedy świeże czarne porzeczki wchodziły w motywy przetworów, cierpkość i goryczkę zaznaczającą się w tle przypisałabym smakowi grejpfruta. Przez moment czułam go wyraźnie, ale wydał mi się osłodzony rodzynkami.

Na koniec to nieco "karmelowa", ciepła słodycz rodzynek pozostawała w ustach w towarzystwie cierpko-ściągającej soczystości porzeczek i prażonych, drzewno-orzechowych nut.

Czekolada bardzo mi smakowała! Kocham czarne porzeczki, a te były tu bardzo wyraźne. (Aż mi się przypomniała niezwykle sugestywna Erithaj Ba Lai Chocolat Noir Vietnam 74 % i jej jeżynowo-granatowowinogronowe nuty.) Kompozycja wyszła więc bardzo owocowo, ale nie za kwaśno i nie za słodko. Słodycz wydawała się jedynie naturalna, a prażenie nie było zbyt mocne, ale wyraźne, dzięki czemu mimo owoców pozostała taka... głęboko czekoladowa (żywe drzewa, orzechy).


ocena: 10/10
kupiłam: jpczekolada.com
cena: 17,50 zł (za 50g)
kaloryczność: nie podana
czy znów kupię: mogłabym

Skład: zmielone ziarno kakao, nierafinowany cukier trzcinowy

wtorek, 12 grudnia 2017

SuroVital CoCoa Dates in Raw Chocolate daktyle w czekoladzie ciemnej surowej

Kocham suszone daktyle i figi; przeważnie jem je jako przekąskę samą w sobie, nigdy zaś nie traktuję np. daktyli jako słodzidło czegokolwiek (bo niczego nie słodzę?). Ogólnie lubię wiele suszonych owoców, ale... nie w czekoladzie. Takie nigdy mi nie smakowały (gdy kieeeedyś próbowałam), mogę śmiało powiedzieć, że ich nie jem. To samo tyczy się orzechów w czekoladzie. Czekolada to czekolada, bakalie to bakalie. Na rynku pojawiają się jednak takie nowości-"ciekawości", że jednak się z mojej żelaznej zasady wyłamałam. Daktyle w surowej czekoladzie? Że co proszę? Jak to niby ma smakować? Nie potrafiłam sobie wyobrazić, więc... kupiłam.

SuroVital CoCoa Dates in Raw Chocolate to daktyle oblane surową ciemną czekoladą o 65 % zawartości kakao. Czekolady i daktyli jest po 50 %.

Po otwarciu poczułam mocny zapach surowej czekolady, a więc dym przeplatający się z kwaskowatą ziemią i cytrusami. Było wytrawnie, choć i lekką nutkę palonego karmelu wyłapałam. Przy dokładnym wąchaniu wysypanych bakalii wychwyciłam też słodycz daktyli.

Wysypane okazały się ćwiartkami daktyli, grubo oblanymi czekoladą o dość jasnym kolorze. Trafiło się też kilka połówek, które zachowały największą świeżość (wszystkie powinny takie być).

Czekolada rozpływała się trochę tłustawo, trochę wodniście, ale całkiem w porządku, szybko odsłaniając cienkie daktyle pozbawione "ruchomych skorupek". Daktyle były zwarte, twardo-jędrne. Ani specjalnie suche, ani soczyste czy papuciejące.

ćwiartki
W smaku najpierw dominowała dymna gorzkość czekolady. Było wytrawnie, kakaowo i ewidentnie surowo, w czym przejawiała się podkwaszana nuta ziemi, cytrusów (ale bez owocowej rześkości), a z czasem także i orzechy. Te nadchodziły wraz ze słodyczą w tonacji karmelowej, ale przymglonej. Pojawiały się za to nuty suszonego owocu, raczej słodkiego, ale jakby zleżałego.

Przy daktylu słodycz nieco rosła, ale... te daktyle wydały mi się mdłe. Słodkie, daktylowe, ale jakieś mało wyraziste. Obstawiam, że to kontrast po wytrawnej czekoladzie. Niestety, w takiej formie, a więc tylko z przebijającym się daktylem, czekolada zbyt ambitnie nie smakowała

soczystsze połówki
Jeden, drugi... aż byłam zdziwiona, że tak mi to nie pasuje, jednak w końcu znalazłam na nie sposób: pozwoliłam czekoladzie trochę się rozpuścić, po czym przegryzłam i zaczęłam "wysysać" daktyla". Wtedy jakoś smaki się połączyły - daktyl wszedł w karmelową słodycz czekolady, ogólny kwasek zniknął, a dym sprawił, że przypominało to daktyle podchodzące pod wędzone śliwki.
Najlepiej wyszły te, których środka czekolada prawie nie dotyka (te połówki), bo wydały mi się takie soczystsze, a więc i wyraźniej daktylowe.

Niby całość wyszła raczej pozytywnie, niż negatywnie, można zjeść, ale więcej na pewno nie kupię. Wolę zjeść tabliczkę czystej surowej czekolady i wszamać parę daktyli osobno. Razem jedno i drugie traci specyficzny charakterek. Z chęcią zjadłabym jednak niesurową ciemną czekoladę z daktylami.


ocena: 6/10
kupiłam: AleEko
cena: 7,50 zł (za 70g)
kaloryczność: 459 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: czekolada 50% (nieprażone ziarno kakaowca, cukier z kwiatu palmy kokosowej, tłuszcz kakaowy, wanilia Bourbon), daktyle 50%

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Zotter Blackcurrant + Macadamia Nougat Crunch ciemna mleczna 60 % z kremem porzeczkowym i nugatem makadamia z kiełkami prosa

Czy lubię zmiany? Na to pytanie nigdy nie umiem odpowiedzieć. Z jednej strony łatwo się przyzwyczajam i niektóre strasznie mnie irytują, ale z drugiej... jeśli ma to być poprawa na lepsze, jestem na tak. Niestety z "nowszymi wersjami pewnych tabliczek" Zottera mam złe doświadczenia. O ile zachwycałam się Walnuts with Marzipan, tak Chia Seeds with Nutty Power mnie irytowała, po cudnej Raspberry Juice + Lemon, rozczarowałam się Raspberry with Lime. Gold Sprouts in a Nougat Bed (z kiełkami w nugacie makadamia i z nugatem z laskowców) wydała mi się bardzo ciekawa i mimo dyskomfortu jedzenia bardzo miło ją wspominam. Na nieco "uowocowioną" jej wersję patrzyłam... trochę podejrzliwie, choć nie była to negatywna podejrzliwość. Chyba. Chyba?


Zotter Blackcurrant + Macadamia Nougat Crunch to ciemna mleczna czekolada o zawartości 60 % kakao nadziewana kremem z czerwonych i czarnych porzeczek oraz nugatem z orzechów makadamia z kiełkami brązowego prosa*.
(W opisie na stronie jest "czerwonego prosa", ale już skład na tej samej stronie i opakowaniu mówi co innego).

Od razu po otwarciu poczułam bardzo silny, wręcz piorunujący zapach orzechów i naturalnego mleka (jakby prosto od krowy). Obie nuty były wkomponowane w wyraźnie kakaową czekoladowość, okraszone masłem i pewną pudrowością. Ta ostatnia była wyczuwalna głównie po przełamaniu i wtedy określić ją można już precyzyjniej: pudrowa, waniliowa biała czekolada i pudrowo-cukierkowe owoce.

Przy łamaniu czekolada trzasnęła, wręcz chrupnęła. Całość wydała mi się krucha (pewnie za sprawą kiełków), była twarda ze względu na zbity, treściwy nugat. Początkowo wydawał mi się sucho-kruchy, w ustach jednak szybko rozkręcała się jego silna tłustość. Owocowe nadzienie też było tłustawe, ale i soczyste, z poczuciem lekkiej proszkowości.
Kiełki to niemal strzelające, chrupiące kuleczki, które wyszły świetnie i zarazem okazały się moją największą zmorą (ale po kolei).

Najpierw zachwyciła mnie kremowa czekolada o naturalnie orzechowym charakterze, z gorzkością kakao, która po połączeniu z wyrazistym mlekiem przywodziła na myśl kawę ze śmietanką.

Jej mleczność i orzechowość tworzyły idealnie gładkie przejście do nadzienia. Szybko wzrastało poczucie naturalnej mleczności i maślaności, jednak najbardziej jednoznacznie w smaku przebijał się kwasek. Początkowo był bardzo leciutki, bo przybył na fali dość silnej słodyczy.

Kwasek w dużej mierze wydał mi się po prostu kwaśno porzeczkowy, ale przy śmietankowości, i słodyczy nugatu, jego smak bardziej się rozwinął (choć jego nasilenie aż tak bardzo-bardzo nie wzrosło). Wyraźnie czułam jakby niedojrzałe czerwone porzeczki w wydaniu nieco pudrowo-cukierkowym.

Kwasek tonował się nawzajem ze słodkim, lekko korzennie przyprawionym nugatem. Korzenność z kolei niezwykle nakręcała się z kiełkami, które miały wręcz goryczkowaty, palony posmak i kojarzyły się trochę z sezamem, sezamkami. One także podkreślały smak orzechów, który w całości trochę się rozmywał na rzecz mleka, masła itp. Owszem, ogół wyszedł znacząco orzechowy, ale nie aż tak, jak się spodziewałam. Nugat był bardzo słodki, ale całość nie wyszła przesłodzona, może tylko nieco za mało wyrazista.

Nugat z orzechów makadamia wyszedł bardzo słodko, mlecznie, maślanie... a jakoś za mało orzechowo. Kiełki co prawda nadrabiały to "sezamkowością", orzechowa czekolada też robiła, co mogła, ale chyba przez pudrową słodycz i kwasek owocowego nadzienia coś mi tu nie grało.
Było kwaskowato (wcale nie jakoś specjalnie mocno), było słodko, ale i tłusto... niby też sporo smacznych elementów, np. tonująca wszystko głęboko kakaowa czekolada, ale jakoś... tabliczka nie uradowała mnie. Zwłaszcza, że po wszystkim łuski kiełków strasznie poprzyklejały mi się w gardle, zalegały tam i drażniły. (To dziwne, bo w zęby jakoś specjalnie nie właziły, a dopiero, nawet po dokładnym przegryzieniu, zostawały w gardle). Całkiem niezła, ale jakaś... "niespójna", bez konkretnego motywu.


ocena: 7/10
kupiłam: foodieshop24.pl
cena: 16 zł
kaloryczność: 534 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, orzechy makadamia, pełne mleko w proszku, brązowe proso, słodka serwatka w proszku, koncentrat z czerwonej porzeczki, mleko, syrop glukozowy z cukru inwertowanego, odtłuszczone mleko w proszku, masło, suszone czarne porzeczki, lecytyna sojowa, nierafinowany cukier trzcinowy, sól, wanilia, cynamon, ziarna tonka, kardamon, kolendra

sobota, 9 grudnia 2017

Pacari Manabi Ecuador 65 % ciemna z Ekwadoru

Czasem lubię dziwaczne eksperymenty, ale są dni, w które po prostu mam ochotę na coś pewnego (a zarazem jeszcze niepróbowanego) i wtedy zawsze sięgam po tabliczki ulubionych marek. Niektóre tak zawładnęły moim sercem swoją niezwykłością i smakowitością, że w ich przypadku nawet zawartość kakao nie budzi we mnie sceptycyzmu - ufam, że umieją zrobić zarówno czekoladę tylko z kakao, jak i z niższą zawartością, choć jak na dokładne przedstawienie regionu w większości przypadków za minimum uważam 70 %. Początkowo byłam więc trochę nieufna w stosunku do dwóch "szczegółowo regionalnych" Pacari, ale koniec końców uległam.

Pacari Manabi Ecuador 65 % to ciemna czekolada o zawartości 65 % kakao z Ekwadoru, z przybrzeżnego regionu Manabi.

Od razu po otwarciu poczułam bogactwo zapachu, łączącego w sobie silnie palony, ciepły motyw drzew i ziemi, z pewną wilgocią, żywą wonią kwiatów i soczystością owoców egzotycznych. Wśród nich wyróżniłabym jakieś słodkie żółte. Może nawet cytrusy w mango-bananowym otoczeniu, ale raczej jako "owocowy miks".

Tabliczka była strasznie twarda, do tego stopnia, że miałam problem z jej łamaniem. Nie była jednak nadto ciemna, przekrój miała ziarnisty, a rozpływała się średnio wolno i w dużym stopniu kremowo, nietłusto, a z pewnym "zacięciem".

W smaku od pierwszej chwili czuć w przeważającej mierze słodycz i palony klimat. Przełożyło się to na skojarzenie z palonym karmelem, ale... karmelem daktylowym (czy inną tego typu "zdrową wersją"), bo było za lekko i za owocowo jak na jakiś zwykły. Po paru kęsach wydało mi się, że czekolada startowała także ze słodyczą mango.

Od tej owocowej słodyczy rozchodził się soczysty smak żółtych owoców. Ogólnie było słodko, więc pomyślałam o brzoskwiniach, mango, bananach, takim całym egzotycznym miksie, w którym chowały się gorzkawe cytrusy. Czułam więc smaczek gorzkawej cytryny, grejpfruta (przy tym jeszcze jakby granat? malina? tak "czerwoniej"), ale z wyeliminowanym silniejszym kwaskiem.

Całość nie była jednak przesadnie słodka, bo i gorzkawa nuta zdecydowanie roztaczała się nad wszystkim. Początkowo była to raczej palona kawa, a potem ta paloność... wydała mi się niemal słodowa, co ze słodyczą tworzyło "zbożowy" smaczek jakiegoś "innego" mleka, np. kokosowego, orzechowego. Po tym orzechy odezwały się wyraźniej, a kawa przyniosła ziemiste nuty.

Słodycz owoców poszła w kierunku kwiatów tychże owoców, co świetnie wyszło w zdecydowanie kawowym, palonym zakończeniu. Pozostał po nim posmak właśnie owocowych kwiatów i stateczna kawowa gorzkawość kakao, ozdobiona słodyczą owocowego karmelu.

Czekolada była przepyszna; łagodna, ale zdecydowana. Mimo silnej słodyczy, wciąż cieszyła gorzkawością, a mnogość żółtych owoców zaserwowała w niekwaśnym wydaniu. Kwaskowate smaki tak, kwasek nie. To one i kwiatowość nadały całości lekkości, a "daktylowy karmel" i orzechy cudownie wyniosły kawę ponad ziemistość.


 ocena: 10/10
kupiłam: dostałam od pacari.pl
cena: 16 zł (za 50g)
kaloryczność: 572 kcal / 100 g
czy znów kupię: może kiedyś

Skład: miazga kakaowa 60,60%, cukier trzcinowy 35%, tłuszcz kakaowy 4%, lecytyna słonecznikowa 0,4%

piątek, 8 grudnia 2017

Nakd Fruit & Nut Nibbles Salted Caramel

Po miętowych kulkach Nakd zupełnie straciłam ochotę na drugi posiadany smak. W ogóle zaczęłam zastanawiać się, czy otwierać czy od razu oddać Mamie, ale w końcu doszłam do wniosku, że ciekawi mnie, jak aromatami zrobili "solony karmel" bez soli. A składowi pod nalepką z tłumaczeniem przyjrzałam się przy otwarciu. Zobaczyłam sól, co z kolei dało mi nadzieję, że nie będzie to aż takie "naaromatyzowane" jak wersja miętowa.


Nakd Fruit & Nut Nibbles Salted Caramel to surowa przekąska o smaku solonego karmelu na bazie daktyli, orzechów i rodzynek. W zasadzie to jakby raw batonik pocięty w jakieś kulko-stożki, "pomysłowa" nowość (przynajmniej w dniu kupienia).

Po otwarciu poczułam dziwny zapach kojarzący się z cukierkowymi perfumami. Plątał się w nim mączny karmel i jakby palone masło. Mimo że zaznaczyły się i słodkie daktyle, wcale nie było smakowicie. Coś zgrzytało. Niby nie było to sztuczne, ale... "nie występujące naturalnie w tym świecie", jakby "coś dziwnego, czego nie mam prawa czuć".

Kulki okazały się raczej miękkie, suchawe, ale i nie takie suche... Raczej mocno zmielone, z dosłownie drobinkami orzechów. Gdy tak im się przyglądałam, zorientowałam się, że mam zmarszczone czoło. W tym wszystkim nie było nic specjalnie odpychającego (mimo że produkt chyba może zostać najnieapetyczniejszą rzeczą jaką przyszło mi jeść w ostatnim czasie), ale to było takie... niespożywcze.

Spróbowałam jedną kulkę i najpierw poczułam dziwną słodycz, szybko zagłuszoną przez naturalny smak będący jakby mieszaniną rozgotowanej do poziomu bezsmaku masy makowej z daktylami, aż nagle... jakiś soczysty kwasek w to wlazł i przyniósł ze sobą "smak śliskiego słonawego masła" i perfumowanych cukierków. To było coś owocowego, ale tak dziwnie owocowego. Doszła do tego sól - niby tylko odrobinka, ale wyjątkowo napastliwa.

Pod koniec jakiś dziwny posmak zaczął jakby wgryzać się w język, było słodko-cukierkowo i zarazem kwaśno-słono. Jak taka naturalna przekąska wymieszana z perfumami, płynami do kąpieli, nie wiadomo czym jeszcze. Kulki były po prostu obleśne i dziwne. Nie tak niesmaczne, żebym miała mieć traumę, ale tak "gryzące", że chciałam jak najszybciej pozbyć się ich posmaku z ust.
Mamie też nie smakowały, ale zdziwiły ją moje "niespożywcze skojarzenia". Dodała za to: "smakują, jakby jeszcze w nich mak był... ale go nie ma". Mówiła to zdezorientowana (z lękiem?).


ocena: 2/10
kupiłam: AleEko
cena: 5,58 zł (za 40g; promocja)
kaloryczność: 345 kcal / 100 g; opakowanie - 138 kcal
czy znów kupię: nie

Skład: daktyle 54%, orzechy nerkowca 24%, rodzynki 19%, mąka ryżowa, sól, naturalny aromat

czwartek, 7 grudnia 2017

Zotter Yacon Beer & Whisky ciemna 70 % z karmelowo-mlecznym kremem z piwem z yacon i whisky

Uwielbiam czekolady z piwem, a samo to połączenie uważam za wyjątkowo niedoceniane. Zottera Strong Beer świetnie zapamiętałam, więc wiele oczekiwałam od piwnej nowości. Ciekawiła tym bardziej, że nie dodano do niej zwykłego piwa, a zrobione z yacon, czyli rosnących na wulkanicznych glebach słodkich bulw z Ameryki Południowej (które w Peru i Boliwii cenią od wieków - nie bez powodów, bo ponoć są bardzo zdrowe i prawie bez kalorii), firmy Milli's. Co więcej, Zotter zrobił coś jeszcze... pomieszał! Ryzykant jeden. Dodał bowiem jeszcze szkocką whisky single malt (z jednego rodzaju słodu).


Zotter Yacon Beer & Whisky to ciemna czekolada o zawartości 70 % kakao nadziewana karmelowo-mlecznym kremem z piwem z yacon i whisky.

Po otwarciu poczułam wyraziste, wytrawne połączenie ciemnej czekolady i alkoholu, kojarzące się wręcz trochę dymno-orzechowo i trochę truflowo za sprawą słodkawych nut (w tym takowej whisky).

Przy łamaniu i przy przegryzaniu czekolada lekko trzaskała, a nadzienie było miękkie. W ustach wierzchnia warstwa rozpływała się leniwie kremowo, a bardzo miękki, plastyczny środek znikał strasznie szybko. Był dość rzadki, nie taki mocno tłusty. Coś mi w nim nie grało. Wolałabym, żeby był konkretniejszy, ale nie tłustszy, bo miałam trochę wrażenie, jakbym piła tłuste mleko.

W smaku czekolada była przede wszystkim gorzka (myślę, że za sprawą kontrastu z nadzieniem) w klimatach dymno-palonych i nieco kojarzących się z orzechową kawą. Ze smakowitą goryczką kakao świetnie łączyła się zdecydowana whisky, szybko do niej dołączająca. Wyraźnie czuć jej smaczek jako "wytrawniejszego", specyficznie słodkiego alkoholu.

Słodycz nadzienia jednak również szybko się przebiła. Sprawiła, że całość skojarzyła mi się trochę z likierem, a następnie rozpostarła przede mną paletę naturalnych, "wiejskich" smaków, a więc mleka prosto od krowy i domowego masła. Było bardzo mlecznie, a z racji ogólnej silnej słodyczy, także bardzo karmelowo, w kontekście raczej maślanym. Alkohol nadawał temu trochę charakteru, więc nie było słodziaśnie, ale według mnie za słodko.

Nawet pojawiający się gdzieś w połowie rozpuszczania kawałka wyraźny akcent słodu specjalnie tego nie przełamywał. Whisky słabła wraz ze znikaniem czekolady, a na scenę wkraczało piwo. Nagle zaskoczona odkryłam, że ni stąd, ni zowąd czuć je bardzo wyraźnie. Było to piwo delikatne, wręcz owocowe, soczyste.
W posmaku to takowe (gruszkowe?) zostawało wraz z mleczno-maślanym karmelem i nieco odległym wspomnieniem czekolady.

Tabliczka składała się jakby z dwóch aktów. Konkretniejszy początek należał do nut dymno-orzechowo-kawowych i konkretnej whisky, a przynoszące słodycz nadzienie otwierało drogę delikatniejszemu piwu.
Przy tym wszystkim cudownie wyszła ciemna czekolada, alkohol nie był jakoś bardzo mocny (mimo że dodano i piwo, i whisky), ale też nie poskąpiono go (było o wiele mniej piwnie niż w przypadku Strong Beer, a także mniej "whiskaczowo" niż Scotch Whisky "Highland Harvest"). Właśnie dzięki tym czynnikom całość nie wyszła przesłodzona, bo samo nadzienie według mnie zrobiono za słodkie.
Czekolada wyszła smacznie i po prostu inaczej niż reszta alkoholowych Zotterów, ale też nie jakoś wybitnie rewolucyjnie.


ocena: 8/10
kupiłam: foodieshop24.pl
cena: 16 zł
kaloryczność: 505 kcal / 100 g
czy znów kupię: nie

Skład: surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, piwo yacon (woda, słód jęczmienny, yacon, chmiel), syrop glukozowy cukru inwertowanego, whisky, pełne mleko w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, proszek karmelowy (odtłszczone mleko, serwatka, cukier, masło), karmelizowane mleko w proszku (odtłuszczone mleko w proszku, cukier), słodka serwatka w proszku, nierafinowany cukier trzcinowy, lecytyna sojowa, wanilia, sól, cynamon