czwartek, 19 listopada 2015

Hit Creme Brulee

Długo lubiłam markizy, ale nie wiem, na którym miejscu w rankingu ciastek bym je umieściła. Obecnie im jem więcej czekolad tym mniej ciastek w ogóle zadowala mnie w pełni. Hity klasyczne i wersję oreowatą lubię, ale inne smaki zupełnie mnie nie ciekawią. Dzisiaj opisywanym pewnie pozwoliłabym przejść bez echa, ale co? Znalazłam je u mamy! Ona kocha wszelkie jasne kremy, wie, że ja mniej, ale i tak uznała, że mogą mi posmakować, więc już ostrzyłam kły.

Bahlsen Hit Creme Brulee są herbatnikami-markizami z kremem o smaku creme brulee (41%) w wersji limitowanej.

Ciastka tradycyjnie strasznie kruszą się już przy wyjmowaniu z tuby. To oczywiście przez suchość herbatników, które wypiekli naprawdę mocno, więc wyszły dość konkretnie. Mimo to okazały się dość tłuste oleiście.
W miarę łatwo oddzielić je od zbitego, tłusto-proszkowego kremu wewnątrz. Jego ilość wydała mi się przeciętna, ale wystarczyła…

Sam zapach był całkiem przyjemny, nieoczywisty i słodki jak mieszanka karmelu i deseru waniliowego, tak smak zupełnie odwrócił od niego uwagę. 

I nie pomogło nawet sodowo-pszenne, w sumie zwyczajne ciastko o niskiej słodyczy. Krem mordował mieszaniną margaryny i cukru z chamskim smakiem waniliny. Był słodki w stopniu niewyobrażalnym. Wyszło to z jednej strony mdło, a z drugiej ciężko i mdląco. Jak najtańszy, pseudowaniliowy budyń z prochu na bazie cukru. 

Nawet herbata nie pomogła. Ciastka były po prostu okropne. Zjadłam tylko jedno, a myślałam, że z mamą pobijemy się o całą tubę. Dobrze, że jej smakowały.
Czysty cukier i margaryna... chyba gustu mi się wyrabia, bo nie mogłam tego znieść.


ocena: 1/10
kupiłam: mama kupiła
cena: jakieś 5 zł?
kaloryczność: nie podana (?)
czy znów kupię: nie

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Moderacja włączona, żeby nie było problemów z weryfikacją obrazkową.